Jak Władysław Opolczyk Jasnej Góry nie fundował

Ks. Jan Kracik



Czy można przez ponad sześćset lat uchodzić za fundatora klasztoru i ofiarodawcę czczonego tam obrazu, po czym zostać strąconym z tak dostojnego piedestału? I to nie wskutek odkrycia nowych dokumentów, a tylko w wyniku analizy starych, dobrze znanych? Te jednak mogą się okazać nieznane, a to z powodu powtarzania ich utartej wykładni przez historyków, a zwłaszcza propagatorów kultu obrazu, podtrzymujących często towarzyszące mu legendy. Mało kto zajmuje się wszak krytyczną analizą źródeł, które zyskały powszechne zaufanie. Wykazaniem, że w tym przypadku było ono nadmierne, zajął się ostatnio ks. Władysław Kos we wnikliwym studium „Fundacja klasztoru jasnogórskiego w świetle nowej interpretacji źródeł”. Warto przedstawić wyniki tych badań.
 
Darowizny „ustanowione na dobrach cudzych”

Władysław, skromny książę piastowski z Opola, zrobił niezwykłą karierę u boku króla Ludwika Węgierskiego, z którym łączyło go pokrewieństwo (był synem kuzynki monarchy). Po koronacji Ludwika w Polsce, Opolczyk uzyskał od niego jako lenno m.in. ziemię wieluńską (z Częstochową), a wkrótce został namiestnikiem króla na Rusi Halickiej. Książę, choć był tylko bardziej utytułowanym urzędnikiem królewskim, uważał się za suwerena na powierzonych mu w zarząd terenach. Tytułował się „pan i dziedzic Rusi”, a w Małopolsce kazał sypać kopce graniczne, oddzielając nimi przywłaszczane sobie ziemie Królestwa Polskiego.
W 1382 r. kancelaria Opolczyka wystawiła trzy dokumenty: w jednym książę poświadczał, że proboszcz Częstochowy Henryk przekazuje paulinom stary (sam działając przy nowym) kościół parafialny. Przemilczano decyzję biskupa krakowskiego Jana Radlicy, bez którego zgody pleban nie mógł oddać zakonnikom świątyni ani oni zakładać w diecezji klasztoru. W drugim dokumencie książę wyznaczał na uposażenie klasztoru role, dziesięciny i czynsze, jakie mają oddawać „wsie nasze”. Ale wioski były królewskie, a i dziesięciny nie książęce. Opolczyk był hojny nie ze swojego. Długosz słusznie określił jego darowizny jako „krótkotrwałe i ustanowione na dobrach cudzych”. Trzeci dokument oznajmiał, że książę uposażył i erygował klasztor częstochowski. Oba te nieprawdziwe stwierdzenia przyjęły się w historiografii: nikt poza biskupem nie miał prawa erygować nowej instytucji kościelnej, a prawomocny akt uposażenia Jasnej Góry wystawił dopiero Władysław Jagiełło w r. 1393. Inicjatywa sprowadzenia do Polski paulinów należała do biskupa Radlicy, który przekazał zakonnikom częstochowski kościół, zabudowania i dziesięciny z folwarku.
Gdy w 1387 r. Jadwiga wyruszyła na Ruś, by przyłączyć ją do Polski, Opolczyk wezwał mieszkańców Rusi do stawienia królowej oporu. Nie złożył jej też hołdu. Zrozumiawszy, że Jagiełło nie dopuści do utrwalenia jego wpływu na rządy krajem ani do zawłaszczenia przezeń lennych ziem, książę wkroczył na drogę zdrady. Po nieudanych próbach usunięcia króla z Polski oddał w zastaw krzyżakom ziemię dobrzyńską. Odmówił złożenia Jagielle hołdu i w 1392 r. zorganizował koalicję (krzyżacy, Brandenburgia, Węgry), która miała dokonać rozbioru Polski, a Opolczykowi umożliwić uwłaszczenie się na lennych terytoriach. Z paru powodów nie doszło do agresji na Polskę, a król odebrał wiarołomcy zbrojnie trzymane przezeń ziemie, łącznie z wieluńską. „Kancelaria królewska świadoma bezprawnego nadania dóbr, dokonanego przez lennika odmawiającego złożenia suwerenowi hołdu lennego, nie mogła zatwierdzić tych nadań”, lecz wystawiła wreszcie legalny ich akt. Właściwym fundatorem klasztoru jasnogórskiego jest zatem Władysław Jagiełło, „a przed nim w mniejszym wymiarze biskup krakowski i być może król Ludwik”. 

Obraz w nimbie legendy

Z podsumowań prowadzonych w XX w. badań historyków i historyków sztuki wynika, że jasnogórski obraz Matki Boskiej został wykonany najprawdopodobniej na początku XIV w. w Italii, przez malarza wzorującego się na ikonie bizantyńskiej. Do Polski obraz przywiozła zapewne królowa Jadwiga, przybywając do Krakowa po koronę w 1384 r. i przekazała go paulinom z Częstochowy (być może spełniając wolę swej matki Elżbiety), niewykluczone że przez Władysława Opolczyka (ten mógł się znów w swoim stylu upamiętnić jako ofiarodawca). Andegawenowie węgierscy czynili podobne prezenty wielu kościołom. Pozostały po tym tylko wzmianki w inwentarzach.
Jeśli jednak obraz miał się stać obiektem czci i przyciągać pątników, potrzebował czegoś więcej niż sucha informacja o jego pochodzeniu. Niezbędna była legenda i wieści o cudach. Legenda, jak zwykle, nie odtwarzała historii, lecz opowiadała o niej tak, by uwiarygodnić niezwykły charakter wizerunku towarzyszącymi jego początkom nadprzyrodzonymi wydarzeniami. Miały się one dziać przy jego powstawaniu czy znalezieniu, wskazywały też wybrane nie przez ludzi miejsce, na którym ma być czczony.
Pierwsza legenda nobilitująca obraz częstochowski (potrzebowali jej paulini i pątnicy, o których napływie świadczą pierwsze relacje o cudach z lat 1420-35) powstała przed 1430 r., trzy następne w latach 1515–1524. Każda przypisała namalowanie wizerunku św. Łukaszowi, włączając w szereg posiadaczy obrazu cesarzy Konstantyna i Karola Wielkiego, księcia ruskiego Lwa oraz Władysława Opolczyka, który oblężony w Bełzu przez Tatarów i Litwinów ocalał dzięki temu wizerunkowi. Gdy książę wiózł obraz do Opola, konie nie mogły ruszyć z miejsca, dopóki Władysław nie złożył ślubu, że zbuduje paulinom klasztor i odda im wizerunek Matki Boskiej. 
Poczynając od V w. św. Łukaszowi przypisano autorstwo ok. siedmiu tys. obrazów, choć ewangelista nie namalował żadnego, jako że pierwsi chrześcijanie rygorystycznie przestrzegali zawartego w I przykazaniu Dekalogu zakazu jakichkolwiek wizerunków religijnych. Wspomnianego obrazu nigdy nie przechowywano w Bełzu, a Opolczyk nie był tam oblegany ani nie ślubował zbudowania klasztoru i oddania paulinom wizerunku, gdyż tej ostatniej okoliczności nie pominięto by we wspomnianych aktach „fundacyjnych” tegoż księcia z 1382 r., gdzie o obrazie nie ma ani słowa.
W Wielkanoc 1430 r., podczas napadu na klasztor jasnogórski, obraz został odarty ze złota, pereł i wotów oraz uszkodzony. Podejrzenie padło na husytów z pobliskiego Śląska. Król Jagiełło zamierzał nawet uderzyć na nich zbrojnie. Z czasem okazało się jednak, że świętokradztwa – aczkolwiek nie dla profanacji, lecz dla rabunku – dokonali polscy katolicy, kilku szlachciców, którzy dobrali sobie kompanów z Czech, Moraw i Śląska. Ukarano ich więzieniem. Kilkadziesiąt lat później opisał to dokładnie i uczciwie Długosz. W legendach napastnikami pozostali oczywiście husyci (naród wolał tę wersję i jej trzymali się kaznodzieje), którzy mieli znieważyć wizerunek, plując nań i uderzając dwukrotnie mieczem w policzek Maryi.
Widoczne na nim dwie rysy – jak wykazały badania obrazu – powstały nie w wyniku uderzenia ostrzem (autor pierwszej legendy przypisał blizny tatarskiej strzale w Bełzu), lecz przez pociągnięcie pędzlem, a uczynił to malarz naśladujący obraz, na jakim się wzorował, skaleczony w nieznanych okolicznościach. Grunt ani deska podobrazia nie wykazują śladu cięcia czy przebicia. Naprawiając uszkodzony obraz, uzupełniono ubytki farb. Gdy wykonana w Krakowie srebrna blacha, która stanowi tło, okazała się nad prawym ramieniem za krótka, malarze nadmalowali je, psując sylwetkę postaci.

Przypisane zasługi

Jak Łukaszowe autorstwo wizerunku miało sakralizować jego pochodzenie (ta sama ręka kierowana Boskim natchnieniem ukazuje Maryję w Ewangelii i na obrazie), tak opowieści o bliznach miały wzmacniać pozytywne i negatywne emocje. W XVI–XVII w. – odpowiadając na reformacyjny ikonoklazm – katolicy czcili szczególnie święte wizerunki uszkodzone przez nowych czy dawnych heretyków. Eksploatowano zatem szramy obrazu częstochowskiego.
I tak oto wytrwali głosiciele legend, jak i realni opryszkowie, prezentowani jako husyci, przysłużyli się na swój sposób popularności czczonego wizerunku z fałszywym rodowodem i namalowanymi bliznami.
Uwierzywszy w Łukaszowe autorstwo obrazu, ułożono jego marszrutę, na której znalazł się działający na Rusi, a potem znany z bliska i umiejący zadbać, także na piśmie, o swoją dobrą famę Władysław Opolczyk. W jasnogórskim klasztorze pamiętano o przekazanym przezeń uposażeniu, nie wnikając w legalność jego dokumentów.
„Postępowanie Opolczyka było zapewne przyczyną tego, że w tradycji prawie całkowicie zapomniano o zasługach i darach dla paulinów biskupa Jana Radlicy oraz o roli króla Ludwika, który przynajmniej zachęcał do osadzenia paulinów w Polsce i do uposażenia klasztoru, oraz o ofiarodawcy obrazu. Miejsce tych rzeczywistych dobrodziejów klasztoru zajął niepodzielnie książę Władysław Opolczyk. Niewątpliwie zatwierdzenie jego dokumentem darowizny kościoła z przynależnościami, a potem przekazanie wiosek i danin z miejscowości królewskich, którymi zarządzał i z których czerpał dochody, było znaczną pomocą przy założeniu klasztoru i bez posiadania tych dóbr oraz danin klasztor nie mógłby rozpocząć swej działalności, lecz musiałby szukać jakiegoś protektora. Niemniej w świetle danych historycznych nie można uznać Opolczyka za jedynego i najważniejszego fundatora. Zawierający nieprawdziwe dane w istotnych miejscach dokument przekreśla całkowicie opinie o jego fundatorstwie”. Utrwaliła ją legenda. Kto zechce jej nadal bronić, winien wpierw przeczytać książkę ks. Kosa. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 42 (2780), 20 października 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl