Zawody prawnicze – kryzys zaufania?





Teresa Bogucka: W pierwszej połowie lat 90., wraz z rozczarowaniem polityką i narastającymi sporami dość powszechnie padało wezwanie: niech rozstrzygnie sąd. Widać było pragnienie, by istniała sfera nie poddana partyjniactwu i nie ogarnięta polityczną zachłannością. Czy zawody prawnicze sprostały temu oczekiwaniu? Opinia publiczna coraz częściej dowiaduje się rzeczy bulwersujących: łapówkarstwo, powiązania z nieuczciwym biznesem, blokowanie dostępu do zawodu, adwokackie obchodzenia prawa. Ilekroć media donoszą o tych wydarzeniach, to reakcją jest korporacyjna solidarność. Inną, nie mniej groźną przypadłością jest dziwna wrażliwość na klimat polityczny i ideologiczny. Przykładem może być istnienie martwych przepisów. Wiemy, że jest przepis o karaniu za wzniecanie nienawiści rasowej, ale żaden prokurator ani żaden sędzia nie zastosuje go, dopóki nie ma zwłok. Inny przykład: prowadzono śledztwo w sprawie proboszcza molestującego dzieci. Zostało umorzone za rządów AWS-u, a wznowiono je po dojściu do władzy SLD. I niedawny przykład: minister sprawiedliwości stwierdziła, że należy sprawdzić, czy wysypywanie zboża z wagonów jest przestępstwem! Jakby to nie było oczywiste. A chwilę później obserwowaliśmy spektakl „Lepper kontra prawo”.
Niepokojące jest, że na zarzuty dotyczące etosu zawodu, łamania praw obywateli do bycia osądzonym w przewidywalnym terminie, padają argumenty natury związkowej: zarobki, ciasnota, godzinowy wymiar pracy. Czy idea samoorganizacji korporacyjnej nie uległa wypaczeniu?
Teresa Romer: Dorzuciłabym jeszcze pytanie o honor. Mój ojciec bronił kiedyś kolegę w jakiejś sprawie dyscyplinarnej. Pamiętam wygrawerowane na papierośnicy ojca słowa: „Drogiemu koledze z podziękowaniem za obronę godności stanu adwokackiego”. Kto dzisiaj słyszał w swojej korporacji o godności, o honorze? To wartość zapomniana, zadeptana przez rzeczywistość. Jestem związana z zawodem sędziowskim i mam ogromny szacunek dla sędziów z poświęceniem pracujących w trudnych warunkach. Równocześnie w naszej korporacji znajdują się osoby, które nie powinny być jej członkami. 
Źródeł kryzysu zaufania wobec sędziów upatruję w braku przygotowania etycznego. Moralności można się nauczyć i ją praktykować. Miejscem ku temu są m.in. studia. Jednak przyszli sędziowie nie są nauczani odpowiedzialności za uczestników postępowania sądowego, a także za wizerunek wszystkich sędziów. W proces przygotowania do zawodu sędziego nie jest wplecione kształtowanie odpowiednich postaw moralnych.
Inna sprawa to działanie mediów, które koncentrują się na negatywnych informacjach, a wzorców pozytywnych unikają. I wreszcie, niski poziom świadomości prawnej społeczeństwa, które wskutek uwarunkowań historycznych dąży raczej do omijania prawa. Wieloletnie, celowe niszczenie prestiżu społecznego sędziów, niski poziom legislacji, brak stabilności prawa, unikanie nakładów finansowych przez państwo na sądy – to wszystko dopełnia obraz.
Andrzej Zoll: Od lat mam ścisły kontakt z młodzieżą prawniczą. Obserwuję też warunki, w jakich się kształci. Na niektóre zjawiska patrzę z optymizmem: poziom młodzieży, możliwości studiowania, jakże inne od tych, które ja miałem. Z drugiej strony są zjawiska niepokojące, które rzutują na kondycję przyszłych prawników. Winą nauczycieli akademickich, również moją, jest to, że mają dodatkowe zatrudnienia, a czas, który poświęca się studentom, jest czasem wyrwanym z innych zajęć.
W efekcie młodzież nie ma mistrza, który byłby w stanie przekazać pewne wartości, jest pozostawiona sama sobie. W środowiskach prawniczych znakomicie funkcjonuje handel gotowymi pracami magisterskimi. To moment, w którym demoralizuje się przyszłych prawników. Dlatego należy zlikwidować prace magisterskie pisemne.
Idąc dalej: absolwent prawa, który zaczyna wykonywać zawód, natyka się na szereg rozwiązań niezgodnych z konstytucją. W szczególności dotyczy to wprowadzenia limitów na aplikacje lub przyznania uprawnień do wprowadzania takich limitów przez ciała korporacyjne. Korporacje nie są powołane do tworzenia powszechnie obowiązującego prawa. System, w którym każdy zawód prawniczy organizuje własną aplikację, jest niewłaściwy. 
Dostrzegam też wiele nieprawidłowości w wykonywaniu zawodów prawniczych. Dochodzi m.in. do handlu oskarżonymi i sprawami. Są adwokaci, którzy mają powiązania z prokuraturą. I to oni będą występowali w prowadzonej przez prokuraturę sprawie, ponieważ otrzymają „cynk”, lub oskarżony zostanie skierowany właśnie do nich. Musimy przeciwdziałać tym powiązaniom, inaczej wybuchnie afera podobna do tej, która stała się udziałem zawodów lekarskich.
Łukasz Bojarski: Mamy do czynienia z kryzysem zaufania do zawodów prawniczych i mamy prawo oczekiwać od osób sprawujących kierownicze stanowiska w korporacjach prawniczych, że skupią się na problemach własnego środowiska. Jednak nowy prezes Naczelnej Rady Adwokackiej, zaraz po wyborze, na pytanie dziennikarzy o problemy, z jakimi musi się zmierzyć, odpowiedział: „Z wizerunkiem adwokatury w mediach”. Żadnego innego problemu nie wskazał. Jednak o publicznym wizerunku wymiaru sprawiedliwości decyduje on sam. W zeszłym roku do sądów polskich wpłynęło 8 mln spraw. To oznacza, że duża część naszego społeczeństwa ma kontakt z wymiarem sprawiedliwości i nie musi swej wiedzy czerpać z mediów.
Istnieje wiele teorii na temat przyczyn powstawania korporacji zawodowych. Dla mnie najbliższą jest teoria kontraktu społecznego: społeczeństwo za pośrednictwem rozwiązań ustawowych zawiera kontrakt z korporacją zawodową. Ma ona monopol na świadczenie usług. Ma prawo samorządzenia, system dyscyplinarny. W Polsce ma jeszcze prawo decydowania o tym, kto dany zawód będzie uprawiał. To są duże uprawnienia.
Są też obowiązki. Mówi o nich Konstytucja: można tworzyć samorządy zawodowe, reprezentujące osoby wykonujące zawody zaufania publicznego i, co ważne, sprawujące pieczę nad należytym wykonywaniem tych zawodów w granicach interesu publicznego i dla jego ochrony.
Jeśli jedna ze stron nie wywiązuje się z kontraktu, mamy prawo żądać, by to uległo zmianie. Uzdrawianie sytuacji powinno odbywać się nie tylko w łonie samych korporacji. Niezależność korporacji zawodowych jest ważna. Nikt na nią czynić zamachu nie chce. Jednak niezawisłość sędziego nie oznacza niezawisłości od ciężkiej pracy. Podobnie ograniczenie prawa adwokatury do decydowania o przyjmowaniu do zawodu nie oznacza zamachu na jej niezależność.
Ostatnia sprawa dotyczy nadzoru resortu sprawiedliwości nad adwokaturą. Wcześniej było w ustawie o adwokaturze powiedziane, że minister sprawuje zwierzchni nadzór. Dziś takiego sformułowania nie ma, ale wymienionych jest wiele konkretnych uprawnień, a wśród nich polecenie wszczęcia postępowania dyscyplinarnego. Ale dzisiaj w Wydziale Adwokatury i Radców Prawnych ministerstwa pracują cztery osoby, a radców prawnych mamy 20 tys., adwokatów zaś 8 tys.
Jerzy Naumann: W latach 70. najpopularniejszym słowem był „socjalizm”. W latach 80. najczęściej używanym słowem stał się „dolar”. Teraz najbardziej popularnym słowem wydaje się „kryzys”. Powszechnym odgłosem płynącym ze społeczeństwa jest odgłos zawodu. Obywatele zawiedli się stanem ustawodawstwa, później stanem polityków, wreszcie, czują się zawiedzeni prawnikami. Powstaje pytanie: czyja to wina? Nie należy nią obarczać jedynie elit bądź też społeczeństwa. Mamy do czynienia z konsumowaniem zatrutego owocu kilkudziesięciu lat totalitaryzmu. Tego rodzaju ustroje pozostawiają uraz w umysłach nawet wiele dziesiątków lat po upadku.
Mamy też do czynienia z wynaturzeniami, które zawdzięczamy zdolnym umysłom niektórych prawników, a które zdobyły określenie „falandyzacji” prawa. Takie praktyki wyrządzają wiele zła społecznego. Obchodzenie prawa i reguł moralności, nie przekraczając granic bezprawności powoduje, że zamiast wypełniania wartościami, wypełniamy prawo pragmatyką postępowania. Prawo jest instrumentalnie traktowane przez rządzących. Z kolei stosowanie nieprawdopodobnej kazuistyki powoduje, że przestaje być przewodnikiem po meandrach moralności. Staje się jedynie instrukcją obsługi życiowej. Kiedy nie wiem, jak się zachować, to nie zastanawiam się, jakie zachowanie jest przyzwoite, tylko otwieram jakiś regulamin czy kodeks. Im bardziej rośnie litera prawa, tym bardziej maleje duch.
Ryszard Kalisz: Zaufanie publiczne do zawodów prawniczych jest immanentną cechą demokratycznego państwa. Jeżeli mamy do czynienia z kryzysem zaufania, jest to równoznaczne z kryzysem państwa. Dlatego zaufanie do zawodów prawniczych należy rozpatrywać w szerokim kontekście. 
Pierwsza rzecz, to poziom stanowionego prawa. Bezsporne jest, że poziom legislacji, dość dobry w okresie sejmu kontraktowego, systematycznie się obniżał. W tej chwili wszedł na ścieżkę poprawy. 
Problemem jest funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości, jego struktura organizacyjna, ale także sami prawnicy. Zacznę od zawodu sędziego. Konieczna jest wiedza, ale niezbędne jest doświadczenie życiowe. Niezbędna jest też odwaga przeciwstawienia się nawet wszystkim dla wydania sprawiedliwego wyroku. Aby sędziowie ją posiadali, muszą zostać do niej przygotowani podczas swej edukacji. Bo sędzia nie może podążać za obowiązującymi w danym momencie tendencjami społecznymi.
Dociera do mnie wiele sygnałów o naciskach wywieranych na sądy, by nie dochodziło do przedawnień. Ale zdarza się też, że jeżeli ktoś chce przedłożyć przed sądem grodzkim jakiś wniosek dowodowy, to sędzia mówi: przecież to 250 zł, a tu jakieś wnioski, po co przeciągać? Sędzia chce szybko skończyć rozprawę. W składach apelacyjnych sędziowie są zdziwieni, że oskarżony skazany na karę 250 zł chce się odwoływać. Czas sędziemu zabiera! Zastanawiam się nad poczuciem odwagi tego sędziego. Zapewne chce zostać pochwalonym, że u niego nikną zatory. Odwaga sędziego polega na tym, że drobną sprawę orzeka tak samo, jak sprawę najważniejszą, najbardziej nośną medialnie, bo sędzia orzeka w imieniu Rzeczypospolitej. 
Inna jest sytuacja wolnych zawodów prawniczych. One bardzo się zmerkantylizowały. Od początku lat 90. młodzi ludzie chcą zarabiać pieniądze, a nie dbać o wartości. Natomiast w prokuraturze zauważam niezwykłą i dziwną wewnętrzną samoorganizację: pragnienie kształtowania i wykonywania polityki karnej państwa. Mamy projekty, żeby prokurator generalny nie był ministrem sprawiedliwości, bo jest to ograniczenie prokuratury. Łączenie tych funkcji jest jednak niezbędne, ponieważ prokuratura jest organem państwowym. Musi istnieć odpowiedzialność polityczna szefa prokuratury przed parlamentem. Tyle że prokurator generalny-minister sprawiedliwości nie może wnikać w żadną sprawę.
Teresa Bogucka: Zgadzam się, że źródła tego stanu rzeczy tkwią w totalitaryzmie. Pamiętajmy jednak, że w ostatnich dwunastu latach przyszły do zawodu kolejne roczniki. I tutaj opisywano proces demoralizacji rozpoczynający się już na studiach. Ponadto jasne jest, że uprawnienia otrzymane przez środowiska prawnicze nie zostały wykorzystane do samooczyszczenia się. Można zatem zaryzykować tezę, że państwo powinno wejść na ten teren. Jednak na samą myśl o tym skóra cierpnie.
Tomasz Wiścicki: Wspomniano tu o martwych przepisach. Są przepisy np. dotyczące pornografii i czerpania zysków z nierządu. Nie tylko kwestia trudności dowodowych powoduje, że postępowań w tego rodzaju sprawach się nie wszczyna. Prawnicy nie lubią zajmować się takimi sprawami, które narażają ich na konflikt z wpływową częścią społeczeństwa. Wszystko jedno: z Kościołem czy też liberalnymi mediami Jeżeli prokurator uzna, że wszczęcie postępowania naraziłoby go czy na wytknięcie w kazaniu, czy też na złośliwe opisanie w gazecie, to nie zajmie się taką sprawą. 
Monika Płatek: Pozwolę sobie rozpocząć od opowiedzenia pewnej scenki z sądu. Sędzia pyta: „Czy oskarżona przyznaje się do winy?”. Oskarżona: „Nie”. Sędzia: „Nie przyznaje się? To niech oskarżona udowodni, że jest niewinna”. To nie jest dowcip. Byłam świadkiem tej sceny. I denerwuje mnie zrzucanie całej winy na totalitaryzm, szukanie winy gdzieś poza sobą. Wiktor Osiatyński powiedział kiedyś: jeżeli jeden adwokat działa niesolidnie, jeżeli jeden sędzia bierze łapówki, jeżeli jeden profesor jest nieprzygotowany, to całe środowisko za to odpowiada.
Od wielu lat sprawdzam ze studentami, jak wygląda w Polsce realizacja art. VI Konwencji Europejskiej, która mówi o dostępie obywateli do sądu. Muszę przyznać, że sędziowie zachowują się coraz lepiej. Zrozumiale tłumaczą, na czym polega sprawa, prowadzą ją prawidłowo. W tym roku po raz pierwszy zauważyłam zachowujących się solidnie adwokatów z urzędu. Ale widzę również adwokatów nie z urzędu, którzy poznają klienta wchodząc do sali rozpraw, a na korytarzu krzyczą: który to Kowalski?
Uczelnie muszą odpowiedzieć na pytanie: czy zależy im na przygotowaniu kadry do zawodu prawniczego, czy na zgarnianiu kasy od przychodzących na studia? Popatrzmy na liczbę studentów, zwłaszcza zaocznych. Niedawno widziałam uczelnię, w której zjazdy studentów odbywają się raz w miesiącu. Oni także otrzymują dyplom prawnika. Udajemy, że są przygotowani do zawodu. 
Prof. Zoll postuluje zrezygnowanie z prac magisterskich. Na Uniwersytecie Warszawskim na jednego pracownika przypada dziesięciu studentów. Ich solidność tylko od nas zależy. Ja znam swoich studentów i żaden z nich nie kupuje prac.
Andrzej Kalwas: Kontestuje się tu zasady funkcjonowania samorządu zawodów prawniczych. Paradoksalnie czynią to środowiska, które kiedyś walczyły o Rzeczpospolitą samorządną i dzięki którym samorząd zawodowy powstał. 
Prof. Zoll proponuje wprowadzenie państwowej aplikacji dla wszystkich zawodów prawniczych. Będę bronił obecnych zasad. Podstawą niezależności samorządu jest decydowanie o tym, kto będzie jego członkiem. My nie ustalamy limitu, zawiesiliśmy jedynie wysoko poprzeczkę wymagań kwalifikacyjnych. W tej chwili 2522 osoby odbywają aplikację radcowską w 19 okręgowych izbach, to więcej niż pozostałe zawody prawnicze razem wzięte. Sądy warszawskie już się skarżą, że aplikantami radcowskimi zatkaliśmy wszystkie sekretariaty. W tej sytuacji nie powinniśmy rozmawiać o zamkniętości korporacji, a zastanawiać się, co zrobić, aby nie ograniczać funkcjonowania i kompetencji samorządów zawodowych.
Janusz Niemcewicz: Przypomnę wyniki niedawnych badań wśród studentów prawa. Na pytanie, czy dałbyś łapówkę, więcej osób odpowiedziało „tak”, niż „nie”. Rezultaty te pozwalają lepiej odpowiedzieć na pytanie: skąd bierze się kryzys zaufania do zawodów prawniczych. 
Czy rozwiązaniem sytuacji jest wprowadzenie jednolitej aplikacji prawniczej? Nie. Najlepszą metodą jest kształcenie przez korporacje, ale zorganizowane lepiej niż obecnie. Lecz jeśli korporacje nie zmienią swoich obyczajów, to zmiana będzie konieczna. Dzisiaj mając do wyboru dwóch równorzędnych kandydatów do zawodu, wybiera się dziecko adwokata. Co gorsza, podobny system tworzy się w wymiarze sprawiedliwości. Iluż nowo mianowanych sędziów to rodziny sędziów dotychczasowych. 
Karol Napierski: Zarzuty do pracy sądów i prokuratury są następujące: przewlekłe postępowania, liberalizacja w zakresie karania i uleganie naciskom politycznym. 
Sondaże pokazują niski poziom zaufania do prokuratury. I nie ma wielkich szans na zmianę. Przykładem sprawa zastosowania przez prokuratora rejonowego środków zapobiegawczych wobec członków zarządu firmy „Presspublica”. Po tej decyzji rozpętała się nieprawdopodobna burza. Zarzucano mi publicznie, że rząd rękami prokuratury chce przejąć władzę nad dziennikiem „Rzeczpospolita”. Udowadnianie, że za tą decyzją nie kryje się jakiś podtekst polityczny jest bezskuteczne. Jeżeli weźmiemy pod uwagę określony układ polityczny i układ medialny z jego sympatiami i antypatiami, to każda decyzja podejmowana przez prokuratora czy sędziego w spornych sprawach będzie atakowana jako polityczna. Tego rodzaju sprawy są głośne medialnie i obojętnie jakie argumenty będzie miała prokuratura, zawsze będzie atakowana. Stąd mój pesymizm.
Stanisław Zabłocki: Uwierzyłem w kryzys zawodów prawniczych nie na podstawie jednostkowych historii, które zdarzają się w tym czy innym zakątku Polski, ale dopiero po zapoznaniu się z badaniami wspomnianymi tu przez sędziego Niemcewicza1. Ich wymowa jest przerażająca. Zmiany musimy wprowadzić już na wczesnym etapie formowania prawnika. Rośnie liczba studentów, warunki prowadzenia zajęć są coraz gorsze. Rozumiem potrzebę wolnego dostępu do studiów, ale muszą istnieć rozsądne granice przyjmowania kandydatów. 
Po drugie, każdy z nas powinien rozejrzeć się wokół siebie. I nie udawać, że pewnych rzeczy nie widzimy. Istniało kiedyś coś takiego, jak ostracyzm środowiskowy. Czasem należy się na niego zdobyć.
W dyskusji pojawiła się różnica zdań, czy sędzia kryje się za parawanem, wydając wyroki w imieniu Rzeczypospolitej, zamiast je wydawać we własnym imieniu? Cóż, zgodnie z przepisami ogłaszam wyrok w imieniu Państwa. Ceniąc sobie takie imperium jako wielki honor staram się nie zapominać, że ja jestem autorem wyroku. W systemie anglosaskim powiada się np. „wyrok sędziego Holmesa”. Nie mam nic przeciwko temu, aby potocznie mówiono: „wyrok sędziego Zabłockiego”. Niech adwokacji pamiętają, że przemawiają wprawdzie w obronie oskarżonego, ale w imieniu własnym, w imieniu „adwokata Kowalskiego”.
Andrzej Zoll: Chciałbym odnieść się do wypowiedzi prokuratora Napierskiego. To prawda, że takie czy inne decyzje są od razu komentowane jako polityczne. Ale są decyzje, które mają charakter polityczny. Popełniono błąd łącząc stanowisko prokuratora generalnego ze stanowiskiem ministra sprawiedliwości. Te urzędy należy rozdzielić. Jest to chyba warunek wstępny do tego, ażeby prokuratura przestała być podejrzewana o zachowania polityczne.
Łukasz Bojarski: Mniej należy mówić o honorze czy o etosie, a więcej o przyzwoitości. Kodeks etyki zawodowej nie powinien głosić, że adwokat winien jest dołożyć staranności czy też sumiennie prowadzić sprawę klienta. Powinien to być zespół konkretnych wskazówek. Takie kodeksy są w niektórych krajach. Są one pokaźnej grubości, znalazły się tam dziesiątki informacji, jak radzić sobie w poszczególnych przypadkach. 
Często tu narzekano, że w Polsce coraz mniej mówi się o etosie i honorze. Przeglądałem ostatnio roczniki „Palestry”, i „Radcy Prawnego”. Tam te słowa często padają. To raczej do nich się odwołuje, zamiast dyskutować o konkretnych zjawiskach. 
Ryszard Kalisz: Istotne jest wypracowanie przez korporację wolnych zawodów prawniczych, ale także środowisko sędziów i prokuratorów, umiejętności publicznego przedstawiania istoty ich pracy. Niewiele się mówi, jakie cele stawiają sobie przedstawiciele tych zawodów i w jaki sposób je realizują. Powinniśmy na nowo określić zawód sędziego. Każdy z nich powinien mieć zdobyte doświadczenie w innych zawodach prawniczych. Sędzia orzeka jako konkretna osoba i orzeka w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej. Musi posiadać doświadczenie umożliwiające reprezentowanie majestatu Rzeczypospolitej. 
Teresa Bogucka: Nasza dyskusja pokazuje się, że po dwunastu latach samorządu korporacji prawnych sytuacja jest niedobra. Wszyscy zapewne zgadzają się, że owa samorządność nie może być ograniczona, a także, że same środowiska muszą poradzić sobie z kłopotami. Jednocześnie nasza wiedza na temat przyczyn dzisiejszej sytuacji i sposobów jej zaradzenia jest wyrywkowa.

 

Opracowanie:
Grażyna Czubek, Piotr Kosiewski, Andrzej Brzeziecki 


Zapis dyskusji zorganizowanej przez Fundację im Stefana Batorego i redakcję „Tygodnika Powszechnego”. Pełny tekst jest dostępny na stronie www.batory.org.pl/program/forum. 

1) badania prowadzone przez dr Elżbietę Łojko na Uniwersytecie Warszawskim.






Teresa Bogucka – publicystka „Gazety Wyborczej”. Współzałóżycielka KOR. Członek Komitetu Helsińskiego w Polsce. 
Łukasz Bojarski – prawnik, pracownik Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, wykładowca Collegium Civitas. 
Ryszard Kalisz – adwokat. Przedstawiciel Prezydenta RP w Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego. W latach 1997- 2000 roku Sekretarz Stanu w Kancelarii Prezydenta RP (od 1998 roku Szef Kancelarii). Poseł na Sejm IV kadencji. Członek Rady Bezpieczeństwa Narodowego.
Andrzej Kalwas – Prezes Krajowej Rady Radców. Współtwórca samorządu radców prawnych. W latach 1989-91 i od 2001 roku sędzia Trybunału Stanu. 
Karol Napierski – zastępca Prokuratora Generalnego RP. 
Jerzy Naumann – członek Prezydium Naczelnej Rady Adwokackiej – Rzecznik Dyscyplinarny. 
Janusz Niemcewicz – adwokat, sędzia Trybunału Konstytucyjnego, poseł Sejmu RP II kadencji. W latach 1995-97 członek Naczelnej Rady Adwokackiej. W latach 1997–2001 podsekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości.
Monika Płatek – pracownik naukowy w Instytucie Prawa Karnego na Wydziale Prawa i Administracji UW. Ekspert OBWE, Open Society Institute – New York (OSI), członek międzynarodowej rady programowej „Journal of Law and Society” i „The British Journal of Criminology Legal”. Przewodnicząca Polskiego Stowarzyszenia Edukacji Prawnej. 
Teresa Romer – prawnik, sędzia Sądu Najwyższego, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”. 
Tomasz Wiścicki – dziennikarz, kierownik działu społecznego „Więzi”. 
Stanisław Zabłocki – sędzia Sądu Najwyższego, przewodniczący Wydziału Zagadnień Prawnych w Izbie Karnej. Członek Państwowej Komisji Wyborczej. 
Andrzej Zoll – prawnik, prof. UJ, Rzecznik Praw Obywatelskich. W latach 1989-1993 sędzia, a w latach 1993-1997 przewodniczący Trybunału Konstytucyjnego, przewodniczący Kapituły Nagrody „Pro Publico Bono”.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 42 (2780), 20 października 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl