Rocznica śmierci ks. Popiełuszki: ocenzurowano!

Poniższy tekst ks. Adama Bonieckiego, pisany w pierwszą rocznicę zamordowania ks. Jerzego Popiełuszki, miał się ukazać w „Posłańcu Warmińskim – Kalendarzu Maryjnym na 1986 r.” Nie ukazał się: został w całości skonfiskowany przez cenzurę. Bezpośredni zabójcy ks. Jerzego zostali co prawda osądzeni, ale nie oznaczało to wcale, że można było o nim pisać choćby w miarę swobodnie. Wydawnictwo Warmińskie odwołało się od decyzji Okręgowego Urzędu Kontroli Publikacji i Widowisk w Olsztynie do Głównego Urzędu Kontroli Publikacji i Widowisk w Warszawie. Ten zmienił nieco podstawę prawną konfiskaty, ale samą konfiskatę utrzymał. W tej sytuacji wydawnictwo zaskarżyło decyzję GUKPiW do Naczelnego Sądu Administracyjnego – także bez skutku. 
Cała ta procedura prawna była w PRL nowością, jako że uprzednio obowiązywał lakoniczny dekret z 1946 r., zezwalający cenzurze w oparciu o tajne instrukcje na wszelkie konfiskaty – bez uzasadnień i bez prawa odwołania.
Ta złowroga samowola władz Polski Ludowej została przyhamowana dopiero pod naciskiem „Solidarności”
w 1981 r. Paradoksem jest zresztą, że niemal jedyną ustawą uchwaloną przez Sejm PRL pod presją wolnościowego ruchu społecznego była właśnie ustawa o cenzurze (weszła w życie 1 października). Nie znosiła ona, rzecz jasna, cenzury, ale wyliczała (zresztą ogólnikowo) sytuacje, w których wolno cenzurze ingerować, dawała możliwość zaznaczania ingerencji w tekstach, a wreszcie przewidywała możliwość zaskarżenia decyzji cenzorskich do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Ustawa funkcjonowała nieco ponad dwa miesiące (nim została zastąpiona przepisami stanu wojennego), poza prasą katolicką i „Tygodnikiem Solidarność” mało kto ośmielił się zaznaczyć ingerencję, a rozpraw „prasowych” przed NSA odbyło się zaledwie parę (w tym dwie na korzyść „Tygodnika Powszechnego”). 
Zniesienie w 1983 r. stanu wojennego przywróciło formalnie przepisy ustawy z lipca 1981 r., ale praktyka pozostawała „wojenna”. Nadal ingerencje zaznaczała jedynie prasa katolicka (i kaszubskie czasopismo „Pomerania”), natomiast cenzura z reguły stawiała ultimatum: możecie zaznaczyć najwyżej cztery ingerencje, jeśli nie – konfiskujemy cały artykuł. Zaskarżanie zaś decyzji cenzury do NSA przestawało mieć sens, jako że sąd przyznawał zwykle rację cenzurze.





Ksiądz Jerzy

Ks. Adam Boniecki


Spotkaliśmy się tylko dwa razy. Pierwszego wieczoru nie skończyliśmy naszej rozmowy. W sumie cztery godziny, może pięć... A jednak wiem, że powstała między nami jakaś więź. Wiem, że on także tak to czuł. Mówił o tym przyjaciołom. Dał temu wyraz w liście. List dotyczył zupełnie konkretnej sprawy. Osobiste są dwa ostatnie zdania. Wielu ludzi dziś mówi: Łączyła mnie z Księdzem jakaś szczególna więź. Bo był człowiekiem, który miał dar tworzenia więzi. Po jego śmierci wiele myślałem o tamtych spotkaniach i o nim. W czym leżał jego sekret? Może w tym, że był człowiekiem skromnym? Spotkaliśmy się na przełomie osiemdziesiątego drugiego i trzeciego roku. Był wtedy jednym z najsławniejszych ludzi w Warszawie i w Polsce, lecz nie dostrzegłem najmniejszego cienia zarozumiałości, pewności siebie, pychy. Był jakby zdziwiony, że znalazł się w samym środku najważniejszych spraw. Zdziwiony, ale i świadomy tego. Wykonywał zlecone przez przełożonych prace i służył ludziom. Taki jest jego życiorys: Prymas polecił mu zająć się średnim personelem lekarskim. Stworzył więc silne, liczne środowisko. Był z tej pracy dumny i bolało go, gdy kwestionowano jego osiągnięcia. Tak pracował, że pracy przybywało: najpierw były pielęgniarki, potem studenci Akademii Medycznej, a pod koniec całe środowisko medyczne z lekarzami, laborantami. Prymas polecił mu opiekę nad strajkującą Hutą. Więc służył hutnikom. Wszyscy wiedzą dziś o Mszach za Ojczyznę, o kazaniach, o tłumach. Czy zdarzyło się, że ktoś samymi kazaniami zgromadził pod amboną i przy ołtarzu tysiące robotników? On się nimi naprawdę opiekował. Bywało, przychodził do Komitetu Prymasowskiego i z pamięci wymieniał nazwiska, adresy, potrzeby. Znał ich. Troszczył się o nich. Znał ich i kochał. I oni go znali, kochali i troszczyli się o niego. Kiedy opowiadał o Mszach, niemal nie mówił o tłumach. Mówił o nawróceniach, powrotach do Pana Boga. Spowiadał, chodził do chorych, błogosławił małżeństwa, chrzcił. Powiedział mi, że jest szczęśliwy, że przeżywa prawdziwe kapłańskie szczęście. Ale zawsze kapłańskie szczęście to jednocześnie umęczenie, to jednocześnie bycie nieustannie dla innych. W jego pokoju, w którym panował nieład, w którym gospodarzyli goście, dwie rzeczy rzucały się w oczy: to, że gospodarz nie ma czasu tu mieszkać i to, że ma wielu przyjaciół. O tym ostatnim świadczyły niezliczone podarunki: hafty, rzeźby, obrazki, emblematy, bibeloty, świętości, piękne i kiczowate, zapełniające wszystkie wolne miejsca. Opowiadano mi, że prawie nie jadł. Nie miał czasu, by przychodzić na wspólne posiłki księży; może nie czuł głodu. Ale to jeszcze nie wszystko. Wiedział, że to, co robi, że to, co mówi, może go drogo kosztować. Wiedzieli także hutnicy. Kiedyś powiedzieli mu: „Ksiądz nie jest sprawą prywatną, lecz publiczną”. Pogodził się z tym, że jest „sprawą” i że oni zorganizowali mu przyboczną straż. I tak żył. Jego pokój znajdował się na niskim pierwszym piętrze. Do tego pokoju nieznani sprawcy wrzucili przez okno cegłę z materiałem wybuchowym. Przyjaciele mówili mu: „Jerzy, uważaj na siebie, może ci się coś stać”! Odpowiadał wówczas – zapamiętano to dokładnie i proszono mnie, żebym zanotował: „Najwyżej mogą mnie zabić. Nie mam żony i dzieci, nikomu więc nic się nie stanie. A jeśli zginę, to za co? Za to, co robię. Czyż może być coś piękniejszego?” To nie były deklamacje. Kiedy już nie żył, okazało się, że pozostawił szereg bardzo szczegółowych zleceń na wypadek swej śmierci. Wiedział. Czy się nie bał? Czy prowokował niebezpieczeństwo? Pamiętam, że byłem nieco zaskoczony, kiedy w jego opowieści o przeżytym niedawno aresztowaniu usłyszałem wyznanie, że boi się więzienia, bo bez lekarstw i diety natychmiast się rozchoruje. A przecież trwał. Miał wiele okazji do wycofania się: mało tego, byli tacy, którzy w imię różnych dobrych racji oczekiwali, że zrezygnuje. Powiedział mi: „To byłaby zdrada tych wszystkich ludzi. Nie mogę sam zrezygnować”. To wszystko, co się stało potem, wynosi go tak bardzo, że można zapomnieć, że był człowiekiem pogodnym. Z rozbawieniem opowiadał o sposobach, jakie wynajdował dla zmylenia prowokatorów, którzy licznie przychodzili na Mszę za Ojczyznę. Z jednej strony ponura machina gruboskórnej prowokacji, z drugiej to rozbawienie księdza. Jakoby obraz walki prawdy z kłamstwem. Kłamstwo ciężkie, mozolnie konstruowane i prawda – jak wiosenny powiew, który roztapia płachty brudnego śniegu. O swoich słynnych homiliach, które przygotowywał, chowając się przed nagabującymi go bez przerwy ludźmi, mówił, że po prostu stara się przemyśliwać to, co zostawił Papież, Prymas Wyszyński, to, co mówił Prymas Glemp. Nie udało mi się sprowokować go do mówienia źle o innych księżach. Mówiliśmy o pewnym typie kazań na tematy aktualne, o polityce i o demagogii na ambonie. Bardzo trafnie przedstawił ten typ kaznodziejstwa; oceniał go negatywnie. Wtedy zapytałem: „Czy nie tak właśnie mówi ks. X?” Niechętnie przyznał, że rzeczywiście o tym księdzu myślał i zmienił temat. O towarzyszach z celi więziennej mówił serdecznie, jak o przyjaciołach. Okazywali mu zresztą wiele szacunku i sympatii. Milicjantowi, który dokonywał po aresztowaniu upokarzającej rewizji osobistej (sam funkcjonariusz był zażenowany) obiecał, że ochrzci mu dziecko, którego oczekiwała wtedy jego żona. Nie wiem, czy zdążył. O pani prokurator mówił z rozbawieniem: przeciągała przesłuchanie wyczekując na telefon z informacją, że mieszkanie zostało „przygotowane” do rewizji. Życzliwy ludziom, otwarty na przyjaźń cierpiał, kiedy ci, od których miał prawo oczekiwać zrozumienia i wsparcia, zdawali się go nie rozumieć lub rozumieć zupełnie opacznie. Kiedy o tym mówił, miał łzy w oczach.
Takim go zapamiętałem. Takim i nie całkiem takim, bo przecież było tam coś jeszcze, czego nie da się opisać. Może właśnie ta więź. Potem spotykałem bardzo wielu ludzi, którzy o jego odejściu mówili tak, jak się mówi o odejściu kogoś najbliższego. A znali go tylko z kościoła, z kazań; widywali z daleka. Tam, gdzie niebawem stanie pomnik księdza przy kościele Św. Stanisława jest teraz stos kwiatów, krzyż i tabliczka, z napisem, w którym użyto słowa „patron”. Nikogo to nie dziwi, choć jest to określenie używane zwykle w stosunku do osób wyniesionych na ołtarze. Przy grobie dzień i noc trzymają straż ludzie z huty. Wciąż czuwają nad bezpieczeństwem swojego księdza, a on wciąż troszczy się o nich. Są o tym przekonani.
Kiedy w noc wigilijną, pierwszą po jego śmierci, stałem wśród ludzi otaczających ten grób, zadawałem sobie pytanie, czym jest ta śmierć, czym będzie ta śmierć. I pomyślałem, że od tej pory żaden ksiądz w Polsce, żaden człowiek wierzący nie może już żyć tak, jakby jego nie było, jakby tego świadectwa nie było. Pomyślałem, że ksiądz Jerzy, który wcale do tego nie dążył, znalazł się już na zawsze w samym centrum najważniejszych spraw. 







Sygn. akt II SA 2444/85

Wyrok w imieniu
Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej
Dnia 12 grudnia 1985 r.

Naczelny Sąd Administracyjny w Warszawie w składzie następującym:
Przewodniczący sędzia NSA – M. Flasiński (spraw.)
Sędziowie NSA – U. Raczkiewicz
Protokolant – A. Sosińska
Po rozpoznaniu w dniu 5 grudnia 1985 r., przy udziale wiceprok. Prokuratury Wojewódzkiej M. Witek sprawy ze skargi Warmińskiego Wydawnictwa Diecezjalnego w Olsztynie na decyzję Głównego Urzędu Kontroli Publikacji i Widowisk z dnia 16 listopada 1985 r. Nr DJN-028/B/85/30 w przedmiocie zakazu rozpowszechniania tekstu ks. A. Bonieckiego pt. „Ksiądz Jerzy”
1) skargę oddala
2) zasądza od Warmińskiego Wydawnictwa Diecezjalnego w Olsztynie na rzecz Skarbu Państwa (kasa Naczelnego Sądu Administracyjnego w Warszawie) kwotę 600 zł (sześćset) tytułem wpisu od skargi.


Uzasadnienie
(...)
W skardze Warmińskiego Wydawnictwa Diecezjalnego, wnoszącej o uchylenie zaskarżonej decyzji podniesiono, iż celem zamierzonej publikacji A. Bonieckiego nie było znieważenie jakichkolwiek organów państwowych, w szczególności prokuratury i MO, a podzielenie się z czytelnikami wspomnieniami z dwóch spotkań autora z ks. J. Popiełuszką. Fakty podane w wymienionym artykule są powszechnie znane i były relacjonowane przez prasę w związku z tzw. procesem toruńskim. Gdyby nawet podzielić pogląd, że niektóre sformułowania zawarte w artykule obrażają organy państwowe to nieuzasadnione byłoby zakazanie publikacji całego artykułu. Wreszcie podniesiono, że przyjęta przez GUKPiW podstawa prawna zakazu publikacji tj. art. 2 pkt. 6 cyt. ustawy w zw. z art. 237 k.k. nie może mieć zastosowania, skoro A. Boniecki nie został prawomocnie skazany za wymienione przestępstwo.
Odpowiadając na skargę GUKPiW wniósł o jej oddalenie, albowiem zawarte w niej zarzuty nie są zasadne. Publikacja zawiera bowiem treści obraźliwe dla organów państwowych w ogóle, a nie tylko dla konkretnych funkcjonariuszy. Pomówienia uogólniające nie mają żadnego uzasadnienia w rzeczywistości.
Organy kontroli publikacji i widowisk zakazując rozpowszechniania treści stanowiących oczywiste przestępstwo zapobiegają tym przestępstwom, a więc nie zastępują ani organów ścigania ani wymiaru sprawiedliwości.
Naczelny Sąd Administracyjny zauważył, co następuje: (...)
Okręgowy Urząd Kontroli Publikacji i Widowisk w Olsztynie powołał aż trzy podstawy zakazu rozpowszechniania artykułu A. Bonieckiego pt. „Ksiądz Jerzy”, wymienione w punktach: 1, 2 i 6 artykułu 2 ustawy z dnia 31 lipca 1981 r. o kontroli publikacji i widowisk (Dz.U. nr 20, poz. 99 z późn. zm.), natomiast organ odwoławczy uznał, że podstawę zakazu rozpowszechniającego stanowić może tylko art. 2 pkt. 6 cyt. ustawy w związku z art. 237 k.k.
Podzielając pogląd GUKPiW wskazać należy przede wszystkim, iż w rozpoznawanej sprawie nie może mieć zastosowania jako podstawa zakazu rozpowszechniania w treści artykułu zarzut: „godzenie w niepodległość lub integralność terytorialną Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej” ani „zagrożenia bezpieczeństwa państwa”.
Wobec dalszych nieporozumień co do zakresu pojęcia „bezpieczeństwo państwa” należy ponownie (za wyrokiem NSA w sprawie II SA 993/85) zwrócić uwagę, że choć granice owego pojęcia nie są zarysowane ostro, to jednak w każdym razie można zasadnie przyjmować, iż zagrożenie bezpieczeństwa ma miejsce tylko wtedy, gdy:
1) dotyczy państwa jako całości, a nie ma charakteru lokalnego bądź jednostkowego;
2) niebezpieczeństwo jest realne, przez co rozumiemy sytuację tj. układ przedmiotów lub zjawisk, w których zachodzi znaczne prawdopodobieństwo nastąpienia ujemnie ocenianych (szkodliwych) skutków (J. Andriejew, W. Świdla, W. Wolter: Kodeks karny z komentarzem, Warszawa 1973 r., nr 413).
Niebezpieczeństwo, o którym mowa zwiększa się lub zmniejsza, staje się bardziej lub mniej realnym w zależności od aktualnej sytuacji wewnętrznej państwa, a także sytuacji międzynarodowej.
Nie można także uznać, by podstawą zakazu rozpowszechniania wymienionego artykułu mógł być art. 2 pkt. 2 cyt. wyżej ustawy, a więc wystąpienia przeciw ustrojowi PRL, skoro pod pojęciem wymienionym rozumieć należy to, że:
1) PRL jest państwem demokracji ludowej, a władza w nim należy do ludu pracującego miast i wsi, który sprawuje tę władzę przez swych przedstawicieli wybranych do Sejmu PRL i rad narodowych (art. 1 i 2 Konstytucji);
2) prawa PRL są wyrazem interesów i woli ludu pracującego, a ścisłe przestrzeganie praw PRL jest podstawowym obowiązkiem każdego organu państwowego i każdego obywatela (art. 8 Konstytucji);
3) PRL, opierając się na uspołecznionych środkach produkcji, wymiany i kredytu rozwija życie gospodarcze i kulturalne kraju na podstawie narodowego planu gospodarczego (art. 11 Konstytucji) (J. Bafia, K. Mioduski, M. Siewierski: Kodeks karny z komentarzem, Warszawa 1977 r., str. 704).
Pojęcie „ustrój” rozumiane być może szerzej lub węziej, ograniczone do regulacji zawartej w pierwszym rozdziale Konstytucji albo w dwu pierwszych rozdziałach, jednakże dla potrzeb praktyki stosowania art. 2 pkt. 2 cyt. wyżej ustawy podnieść należy, iż w skład użytego w tym przepisie pojęcia: „ustrój” nie wchodzą w każdym razie okoliczności związane z dobrym lub złym funkcjonowaniem organów państwowych, organizacji społecznych czy spółdzielczych.
Zauważona dysfunkcjonalność niektórych organów lub ich ogniw może i jest przedmiotem dopuszczalnej krytyki dla dobra ustroju PRL.
Skoro zatem, jak to wyżej wskazano, podstawą zakazu rozpowszechniania artykułu A. Bonieckiego nie mogą być wymienione już punkty 1 i 2 art. 2 cyt. ustawy, przeto należało z kolei rozważyć, czy podstawę tę stwarza art. 2 pkt. 6 tejże ustawy. GUKPiW upatruje podstawę zakazu w art. 2 pkt. 6 cyt. ustawy w zw. z art. 237 k.k. zakazującym m.in. publicznego znieważania organów państwowych.
Zakwestionowany artykuł zawiera niewątpliwie treści obrażające organy państwowe w ogólności, zaś szczególnie organy spraw wewnętrznych i prokuratury. Niektóre z nich mają charakter dotkliwy, jak np. w zdaniach zaczynających się od: „Wiedział”, „Z rozbawieniem opowiadał...”, „Z jednej strony...”, „Jakby obraz...”, „Kłamstwo ciężkie...”, „Milicjantowi który...”, „O pani prokurator...”, „Wciąż czuwają...”.
Niektóre zniewagi organów państwowych mają charakter nieco zawoalowany stwarzając klimat poniżenia władz państwowych. Dlatego nie sposób wyodrębnić z omawianego tekstu tylko jego fragmentów znieważających organy państwowe wprost, tak aby można było zezwolić na druk pozostałej części.
Zniewagi miały charakter oczywistych i celowych, gdyż nie opierały się na żadnych faktach, bądź fakty te w świadomy sposób przeinaczały. Fakty owe nie wynikały w szczególności z relacji prasowych z tzw. „procesu toruńskiego”.
Autor artykułu – jak twierdził to na rozprawie dyrektor Warmińskiego Wydawnictwa Diecezjalnego – jest korespondentem „L’Osservatore Romano”, a zatem człowiekiem w pełni świadomym znaczenia używanych słów.
Dlatego właśnie zamiar znieważenia musi być oceniany jako działanie celowe i w pełni świadome.
Strona skarżąca prezentowała pogląd, że art. 2 pkt. 6 cyt. ustawy w zw. z art. 237 k.k., wtedy tylko mógłby stanowić podstawę prawną zakazu rozpowszechniania artykułu „Ksiądz Jerzy”, gdyby jego autor był prawomocnie skazany za wymienione przestępstwo. Jest to pogląd błędny, gdyż właśnie celem ar. 2 pkt. 6 cyt. ustawy jest zapobieżenie popełnianiu przestępstwa, a w konsekwencji także uchronienie autorów, redaktorów, wydawców i organizatorów od odpowiedzialności karnej i cywilnej.
Zapobieganie przestępstwom jest obowiązkiem wszystkich organów państwa, w tym także organów kontroli publikacji i widowisk, dla których wynika on także z przepisów cyt. wyżej ustawy. Punktem wyjścia dla działania zapobiegawczego musi być w każdym przypadku ocena, iż treści zawarte w przedstawionym do kontroli materiale stanowią oczywiste, konkretnie wskazane przestępstwa.
Sądy karne zajmują się natomiast przede wszystkim dokonanymi już naruszeniami prawa karnego, ustalając ich okoliczności i sprawców, a następnie winę i należną karę.
Jak widać zaprezentowana przez stronę skarżącą interpretacja omawianego przepisu prowadzi do wniosku, że nigdy nie miałby on zastosowania. Już choćby z tego powodu jest ona nie do przyjęcia. 
Skoro zatem – jak to wyżej wskazano – zaskarżona decyzja znajduje pełne oparcie w art. 2 pkt. 6 cyt. ustawy w zw. z art. 237 k.k., przeto skarga nie jest zasadna, została więc odesłana na podstawie art. 207 § 5 k.p.a.
Rozstrzygnięcie powyższe nie oznacza, iż podjęty w zakazanym do rozpowszechniania artykule temat, nie może być opracowany na nowo przez jego autora bądź inną osobę i przygotowany do druku, jeśli nie będzie zawierał treści wymienionych w art. 2 cyt. ustawy, a stanowiących nadużycie wolności słowa w PRL. Takie rozwiązanie sugerował także GUKPiW w postępowaniu odwoławczym oraz na rozprawie, ale strona skarżąca nie ustosunkowała się do tej wypowiedzi. 







Art. 2 Ustawy z dnia 31 lipca 1981 r. o kontroli publikacji i widowisk

Korzystając z wolności słowa i druku w publikacjach i widowiskach nie można:
1) godzić w niepodległość lub integralność terytorialną Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej,
2) nawoływać do obalenia, lżyć, wyszydzać lub poniżać konstytucyjny ustrój Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej,
3) godzić w konstytucyjne zasady polityki zagranicznej Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej i jej sojusze,
4) uprawiać propagandy wojennej,
5) ujawniać wiadomości stanowiących tajemnicę państwową, w tym tajemnicę gospodarczą oraz tajemnicę służbową dotyczącą obronności i Sił Zbrojnych,
6) nawoływać do popełnienia przestępstwa lub je pochwalać,
7) ujawniać bez zgody zainteresowanych stron wiadomości
z postępowania przygotowawczego oraz rozpowszechniać wiadomości z rozprawy sądowej prowadzonej z wyłączeniem jawności,
8) naruszać uczuć religijnych i uczuć niewierzących,
9) propagować dyskryminacji narodowościowej i rasowej,
10) propagować treści szkodliwych obyczajowo, a w szczególności alkoholizmu, narkomanii, okrucieństwa i pornografii.
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 42 (2780), 20 października 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl