Korespondencja między prof. Stefanem Swieżawskim
a papieżem Janem Pawłem II


„Choć oczy słabną, nie słabnie miłość Kościoła”



Są dwie okazje do prezentacji wyboru listów między znakomitym historykiem filozofii profesorem Stefanem Swieżawskim a Papieżem: 24. rocznica pontyfikatu Jana Pawła II i 40. rocznica inauguracji Soboru Watykańskiego II. „To właśnie Sobór jest najwłaściwszym kontekstem dla zrozumienia w pełni zasadniczej części ich listów, szczególnie z lat 90., dla obu bowiem korespondentów jest on wciąż żywym wydarzeniem, którego przesłanie jest stałym wyzwaniem dla Kościoła w Polsce i na świecie” – pisze Andrzej Dobrowolski we wstępie do książkowej edycji korespondencji prof. Swieżawskiego z kapelanem z Lasek ks. Tadeuszem Fedorowiczem i Karolem Wojtyłą – Janem Pawłem II (,,Pełny wymiar. Listy przyjaciół”; książka ukaże się w przyszłym tygodniu nakładem wydawnictwa Biblos). 
W lipcu 1953 ks. Karol Wojtyła, doktor filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego i duszpasterz akademicki, przesłał prof. Swieżawskiemu swoją rozprawę habilitacyjną, dołączając się do prośby Wydziału Teologicznego UJ o jej zrecenzowanie. Młody ksiądz stał się przyjacielem domu Marii i Stefana Swieżawskich i opiekunem duchowym ich córek. Dziesięć lat później Profesor – jako świecki audytor Soboru – i arcybiskup Wojtyła uczestniczyli razem w pracach zespołu przygotowującego soborową Konstytucję Duszpasterską o Kościele w świecie współczesnym „Gaudium et spes”. 
Wieloletnia przyjaźń znalazła odbicie w rozległej korespondencji. Poniżej publikujemy listy z ostatnich 13 lat; wydawcy serdecznie dziękujemy za ich udostępnienie. Niewielkie skróty zaznaczone kropkami w nawiasach okrągłych, dotyczące przede wszystkim życia prywatnego rodziny Swieżawskich, pochodzą od redakcji „TP”. Kropki w nawiasach kwadratowych oznaczają słowa nieczytelne.


16 X 89
Ojcze Święty, bardzo Drogi Karolu,
list ten piszę akurat w dzień jedenastej rocznicy Twego wyboru. Oboje przesyłamy najgorętsze życzenia wszelkich łask i darów Ducha Świętego zarówno z tej okazji, jak i na dzień św. Karola. Oby Cię Pan Bóg strzegł i prowadził jak do tej pory!
Im dalej „w czas”, tym bardziej wydaje się to wszystko zdumiewające. Niebywałe jest to dzieło Ducha Świętego, w którego budowie każdy z nas ma jedyne, wyznaczone nam przez Opatrzność miejsce.
Im bardziej postępuję w latach, tym bardziej kocham Kościół, to arcydzieło Ducha Świętego, ale też coraz bardziej staję się antyklerykałem.
Obserwujemy duchowieństwo polskie. Są niewątpliwie wspaniałe i święte jednostki, ale formacja intelektualna i moralna naszych księży wydaje się w większości „bardzo niewystarczająca”. „Wychowanie PRL-owskie” w rodzinach, przedszkolach i szkołach zraniło głęboko nasze społeczeństwo. Stwarza to ogólnie niski poziom kultury, brak przygotowania humanistycznego najbardziej elementarnego, co utrudnia ogromnie dojście do skarbca myśli filozoficznej i teologicznej. Skarbiec ten (mimo pozorów uczoności) pozostaje dla większości duchownych zamknięty i niedostępny. Trzeba nadludzkiego prawie wysiłku niektórych jednostek, aby te braki a- i antykultury przezwyciężyć i dotrzeć do autentycznego życia intelektu, woli i łaski. To wszystko powoduje, że w seminariach alumni chwytają to, co najłatwiejsze i co wymaga najmniej wysiłku. Orientacja utylitarnie duszpasterska prowadzi do zaniku życia duchowego.
W sferze moralnej odczuwa się brak tego nastawienia, które charakteryzuje takie wspólnoty jak rodzina duchowa Karola de Foucauld, matki Teresy lub Taizé. Ciasnota „endekoidalna”, szowinizm i triumfalizm narodowy, połączone z podskórnym antysemityzmem (bardzo – niestety – u nas rozpowszechnionym) i kultem dla „środków bogatych” charakteryzuje mentalność wielu duchownych. Moralność ta jest antytezą tego wszystkiego, co wprowadził ostatni Sobór. Zapomina się o jego nauce. Ma się nieraz wrażenie, że Msza św. nie jest już traktowana przez księży jako centrum wszystkiego. Prawdziwa odnowa liturgiczna jest raczej w regresie. Wielu młodych kapłanów rozdaje Komunię św. bez skupienia, machinalnie i tak szybko, że nie ma się czasu odpowiedzieć „Amen”! Księża nie mogą się pozbyć feudalnego dystansu wobec hierarchicznie niższych duchownych i wobec świeckich. Zapomina się, że lud Boży to wszyscy wierni – nie tylko „świeccy”, ponad którymi stoi władcze duchowieństwo.
Odnosi się wrażenie, że księża i zakonnicy oraz zakonnice są wychowywani w strachu: boją się swoich wychowawców, a potem swoich przełożonych, a także wzajemnie, „aby się nie wychylić”. Brak otwarcia wobec każdego człowieka; brak zrozumienia w praktyce, że i w Polsce są nie tylko katolicy, że są inne wyznania i liczni niewierzący, których trzeba może bardziej kochać i ochraniać niż tzw. przekonanych katolików.
„Solidarność” jest dziełem wspaniałym i jest zupełnie zrozumiałe, że wszyscy – w taki lub inny sposób w tym nurcie działamy. Cieszymy się bardzo, gdy ludzie Kościoła opowiadają się za „Solidarnością” i za Wałęsą. Ale „upolitycznienie” staje się chwilami tak powszechne i władcze, że zanika właściwie zainteresowanie innymi, może o wiele ważniejszymi na dalszą metę, dziedzinami życia.
Napisałem to wszystko, bo uważam to za swój obowiązek. Zresztą wiele poważnych i bardzo życzliwych dla Kościoła osób zwraca uwagę na te sprawy, a nawet „woła na alarm”.
(...)
Najgoręcej za wszystko dziękując i powtarzając raz jeszcze nasze życzenia, przesyłamy oboje bardzo serdeczne słowa najgłębszej czci i oddania.
[jesień 1989]

† Drogim: Profesorowi Stefanowi i Jego Małżonce, Marii, serdecznie dziękuję za pamięć i życzenia. Dziękuję także i za tę resztę listu. Podzielam nie tylko troski (o społeczeństwo), ale także i obawy (zwłaszcza o duchowieństwo).
Pozostaje więc tylko modlitwa i trwały wysiłek: a Ten, który [...] dobru Kościoła [...] go dokona.
Za wstawiennictwem Maryi i tylu świętych (znanych i nieznanych).
Serdecznie pozdrawiam
JPaweł II


Warszawa, 3 X 1990

Bardzo nam Drogi Ojcze Święty,
Kochany Karolu,
Rzym to niestety nie Kraków. Nie mogę jak za dawnych lat, przy okazji bytności na Franciszkańskiej, wypowiedzieć, co leży na sercu – i co dla pamięci zapisywałem sobie zawsze na „karteczce”! Korzystam więc z okazji zbliżającego się dnia Karola i przesyłając od nas obojga najgorętsze życzenia wszelkich i wielkich łask i darów Ducha Świętego, postaram się w tym liście wypowiedzieć możliwie zwięźle to, co wydaje mi się szczególnie ważne, a nawet groźne. Przepraszam, że piszę na maszynie – ale widzę coraz gorzej i łatwiej mi pisać na maszynie niż ręcznie.
Ogólnie chodzi o sprzeniewierzenia wytycznym ostatniego Soboru – głównie w Polsce (bo tę sytuację znam najlepiej), ale także i poza naszym krajem. Uwagi te sprowadzają się do dwóch punktów: w odniesieniu do koncepcji Kościoła i do formacji umysłowej kleru i świeckich.
1. Głównym błędem wydaje mi się klerykalizm wyrażający się wielorako. Przede wszystkim w praktyce zapomina się o koncepcji Kościoła jako ludu Bożego. Zbyt często używa się przeciwstawienia: „duchowieństwo – lud Boży”, tak jak gdyby kler stał poza ludem Bożym (jako element władczy i kierowniczy). Prowadzi to wprost do klerykalizmu, paternalizmu i triumfalizmu. U nas te przywary można – niestety – odczuwać coraz częściej. Wspaniałe wyjątki potwierdzają tylko obecność takiego klimatu. Coraz częściej słyszy się ze strony ludzi głęboko wierzących i głęboko oddanych Kościołowi, że ten klimat „triumfalistycznego i bogatego klerykalizmu” staje się u nas tak odpychający, że czasem trudno powstrzymać się od głębokiej niechęci i krytyki.
W Polsce dochodzi do tego bardziej nasilający się element nacjonalistyczny. Aż serce się kraje, jak często wspaniała tradycja naszego, „jagiellońskiego” patriotyzmu – otwartego, pluralistycznego i tolerancyjnego – zanika na rzecz ciasnych, egoistycznych postaw szowinistycznych. Wbrew temu, co się mówi i pisze, trzeba stwierdzić, że u bardzo wielu „Polaków-katolików” tkwią silne odruchy antysemickie, a także podskórna niechęć do Niemców, Rosjan, Ukraińców, Czechów itp. Nie jest wolna od tego spora część kleru i Episkopatu.
Dodać do tego trzeba stały u nas regres liturgii soborowej (w wielu punktach wraca się do epoki „przedsoborowej”: fatalna dykcja lektorów, organista śpiewa „sobie i muzom”, chóry zastępują śpiew ludu, niska kultura muz[yczna], księża zupełnie nie wychowują liturgicznie itd.). Przecież odnowa liturgiczna to jeden z najwspanialszych owoców Vaticanum II. Jest dla mnie jasne, że dobrze postawiona i wciąż nauczana liturgia powinna i może być najdoskonalszą szkołą wiary (teologii), modlitwy, życia wewnętrznego, mistyki. Nasze zaś życie religijne po parafiach (myślę głównie o Warszawie i okolicy) staje się coraz bardziej miejscem, gdzie kwitną coraz to inne „imprezy narodowo-społeczne” i gdzie pożywkę znajduje bigoteria, a nie solidne życie sakramentalno-modlitewne. Ma się czasem wrażenie, że Kościół polski misję swoją upatruje w organizowaniu coraz to nowych „rocznic, uroczystości, jubileuszów, nowenn” itp., a także całego wianuszka paraliturgicznych nabożeństw. To wszystko przyćmiewa Ofiarę Eucharystyczną – a bogactwo Roku liturgicznego jak gdyby zanika i blednie wobec tamtych „imprez”. Gdybym nie miał szczęścia poznania w moim życiu tak wspaniałego katolicyzmu – w Polsce i gdzie indziej – dzisiejszy styl katolicyzmu polskiego byłby dla mnie raczej odpychający. Są naturalnie i przejawy wspaniałe: pielgrzymki, kazania podczas Mszy św. radiowej, świętość niektórych duchownych i świeckich, budzący się „leniwie” ekumenizm itd. Upadek liturgii i życia kontemplacyjnego jest groźnym symptomem.
2. Druga sprawa jest mi bliska z racji zawodu. Źródło zła tkwi tu – jak mi się zdaje – w niewłaściwym rozumieniu aggiornamento soborowego w sferze filozofii i teologii. Słuszną tendencję do zupełnego wyzwolenia się z „zideologizowanych”: filozofii i teologii – zrozumiano opacznie jako dyrektywę do „porzucenia balastu” tradycyjnej metafizyki (tomistycznej), a co za tym idzie i spekulatywnej (filozoficzno-kontemplatywnej) teologii. Doprowadziło to do fatalnych następstw. Słuszne skądinąd hasło „końca epoki (nie Tomaszowej!!) tomistycznej w Kościele” spowodowało, że już kilka pokoleń młodych kapłanów straciło żywy kontakt z wielką metafizyką (zwłaszcza z filozofią bytu św. Tomasza) i z całym czcigodnym dziedzictwem wielkiej myśli antyku, patrystyki i średniowiecza; zbliżając się coraz bardziej do filozofii nowożytnych i współczesnych o bez porównania mniejszym ciężarze gatunkowym. Tę katastrofę kulturalną dopełnia jeszcze zastraszający zanik znajomości łaciny i greki, a także gwałtownie wzrastająca niechęć do czasochłonnych, wytężających studiów i lektur.
Nie rozwodzę się dalej na ten – tak ważny – temat. Myśli moje sformułowałem ostatnio w artykule „O roli, jaką wyznacza chrześcijaństwo filozofii („Znak” nr 422-423). Echa o aktualnej sytuacji umysłowej kleru są alarmujące. Ostatnio mieliśmy wizytę bardzo inteligentnego, wierzącego i kulturalnego Polaka, od przeszło trzydziestu lat zamieszkałego w RPA. Oto jego słowa: „Bardzo gorliwi i pobożni księża przyjeżdżają do nas z Polski. Świetnie grają na gitarze, śpiewają z młodymi i uprawiają z nimi sporty. Ale gdy tylko rozpoczyna się rozmowa na głębsze tematy filozoficzne, światopoglądowe, teologiczne, okazują się zupełnie bezsilni”. Mieszkamy już 26 lat w Warszawie – i przez cały ten okres raz tylko byłem zaproszony do Semin[arium] Duch[ownego] (i to nie z wykładem), nie wiem więc, jak się te sprawy przedstawiają in concreto. Byłoby chyba bardzo wskazane, aby ten temat gruntownie omówić na odbywającym się Synodzie. Formacja kleru to przecież jeden z kluczowych problemów.
Miałbym jeszcze wiele do przedstawienia, ale nie mam prawa Cię męczyć i nadużywać cierpliwości. Kończę więc – i od nas obojga zapewniam, że bardzo wiernie i serdecznie jesteśmy wciąż i we wszystkim z Tobą – i prosimy Ojca Świętego o błogosławieństwo na ostatni okres naszego życia.


[14?] X [1990]

Czcigodny i Drogi Stefanie, Profesorze, Jubilacie i Przyjacielu!
Bóg zapłać za list z 3 bm. i życzenia w nim zawarte. Bardziej jeszcze od życzeń, zawarty w nim jest „rachunek sumienia” Kościoła (i społeczeństwa) posoborowego AD 1990. Będę się starał, aby ten „rachunek sumienia” dotarł do „adresatów” (myślę bowiem, że odnosi się on przede wszystkim do adresatów!).
Jeszcze raz dziękuję za życzenia Wszystkim Podpisanym, a sam życzę błogosławieństwa Bożego czcigodnym Małżonkom i Całej Rodzinie
Jan Paweł II


Warszawa, 1 listopada 1991

Ojcze Święty, bardzo nam Drogi Karolu,
wzrok bardzo mi się popsuł, dlatego pozwalam sobie pisać ten list na maszynie. Różne przeszkody spowodowały, że odzywam się dopiero dzisiaj, aby przesłać od nas obojga najserdeczniejsze życzenia na dzień św. Karola. Oby Bóg darzył Cię, Ojcze Święty, pełnią sił koniecznych do pełnienia tej największej ze służb. Mieliśmy małą iskierkę nadziei, że uda się nam dobrnąć do Rzymu, bo byłem podany jako kandydat do wielkiej międzynarodowej nagrody naukowej1. Jednak ktoś inny ją dostał, a ja zapłaciłem chyba znowu za metafizykę i św. Tomasza! Nie mogłem też, niestety, wręczyć Ci osobiście w Krakowie mojej książki o eklezjologii późnośredniowiecznej (VIII tom „Dziejów filozofii europejskiej w XV w.”) Tobie dedykowanej. Byłem wtedy w szpitalu z powodu zaburzeń krążenia.
Dziś mogę z radością dołączyć do tego listu mały prezent imieninowy w postaci opublikowanej ostatnio drugiej części mego pamiętnika: „W nowej rzeczywistości”. Jesteś w tym naszym życiu krakowskim tak bardzo obecny, że zachęcam do przeglądnięcia tej książki; niektóre jej partie są chyba ważne i ciekawe.
Tak bardzo odczuwamy brak możności spotkania z Tobą, Ojcze Święty, i bezpośredniego przekazania naszych trosk i obaw o Kościół i o Polskę. Jest u nas, jak wiesz, dużo autentycznych wartości, ale obawiam się, że ci, którzy Cię o naszej sytuacji informują, oceniają nasze społeczeństwo zbyt jednostronnie i są upojeni złudnym przekonaniem, że Kościół w Polsce może i powinien być wzorem dla innych Kościołów lokalnych.
Mnie się jednak wciąż wydaje, że w Polsce dyrektywy Vaticanum II w ogóle się nie przyjęły. Przecież zamiast Kościoła ubogiego i służebnego coraz częściej ze strony hierarchii i instytucji kościelnych wywodzą się tendencje podkreślające ważność „środków bogatych” (np. „Opus Dei”) i postawy władczej duchownych. U wielu hierarchów i proboszczów dostrzega się sympatie dla orientacji nacjonalistycznej („Polak-katolik”). Przejawia się to m.in. w braku głośnego i zdecydowanego potępienia takich przejawów, jak napaści Cyganów w Mławie, sprzeczne z wymogami etyki zachowania chrześcijan wobec chorych na „Aids” (uderza tu też brak wyraźnej pomocy dla osamotnionego księdza, który się tymi chorymi opiekuje2), pojawiające się raz po raz objawy barbarzyńskiego antysemityzmu itp.
To wszystko bardzo nas zasmuca, bo jest to sprzeczne nie tylko z wizją Kościoła, jaką kreśli „Lumen gentium”, ale i z całą wielką tradycją Polski Jagiellońskiej. Młodzież jest w dużym procencie wspaniała i gotowa kroczyć tą właśnie soborową i „jagiellońsko-solidarnościową” drogą, ale formacja kleru (często endecko-klerykalna) stoi temu na przeszkodzie. Zdarza się np. coraz więcej wypadków opuszczenia seminariów duchownych przez alumnów, których realizowana tam formacja zniechęca, gdyż nie znajdują w niej tego, czego szukają: ewangelicznej mądrości, prostoty, ubóstwa i służby.
Z filozofią jest źle. Mam wciąż kontakt z młodzieżą. Prowadzę jeszcze seminarium dla grupy studentów Uniw[ersytetu] Warszawskiego, którzy prosili o wspólne czytania „Summy” św. Tomasza, ubolewając, że nikt im nigdzie tego nie udostępnia. Stwierdzam, że w studiach filozoficznych albo pomija się myśl św. Tomasza, albo podaje ją w sposób niestrawny, szkolnie i jurydycznie. Tymczasem filozofia (jak i teologia) muszą być podawane kontemplacyjnie: contemplata aliis tradere. A tego nie czynią nauczający. U nas jest brak wielkiej tradycji kontemplacyjnej (przyrodzonej i nadprzyrodzonej), a tylko ona może uzdrowić filozofię i sprawić, że myśl św. Tomasza stanie się żywa i pociągająca, a nie jak często w tomizmie, który nieraz przyczynia się do tego, że się od tej myśli ucieka, bo widzi się w niej „drętwą”, nudną i „nieludzką” mowę. Wskutek tego młodym, chłonnym umysłom nikt nie udostępnia największych skarbów mądrości filozoficznej.
(...)
Obok wielkich braków w nauczaniu filozofii boli mnie cofanie się u nas odnowy liturgicznej. Tę odnowę uważam za sprawę równie ważną jak ożywienie filozofii i teologii. Nie mogę przedłużać listu i nie chcę pisać wykładu. Trzeba jednak koniecznie uczynić wszystko, aby istniejące u nas próby tej soborowej odnowy liturgicznej (np. u dominikanów w Krakowie i w Poznaniu [o. Jan Góra]) wzmocnić i rozwinąć.
Znakomitego dzieła pod tym względem dokonuje nowy zakon założony przez [o.] Pierre-Marie Delfieux. Jest to kontemplacyjna wspólnota mnichów jerozolimskich (les moines de Jerusalem, których ośrodkiem macierzystym jest SS. Gervais et Protais w samym centrum Paryża). Ci zakonnicy to nasi wielcy przyjaciele, podobnie jak małe siostry i bracia Karola de Foucauld. Mnisi jerozolimscy mają już powołania polskie i marzą o osiedleniu się w Polsce, w Warszawie lub Krakowie. Błagamy o pomoc dla nich. Chodzi o to, aby dostali jakiś kościół w centrum miasta, bo ich dzieło to przemieniać współczesne „Babilony” w święte „Jerozolimy”. Realizowana przez nich liturgia jest wspaniała i pełna żywej wiary.
Jeden z filarów głębokiej odnowy Kościoła i świata opuścił nas i nasz „szary dom”3. Myślę o ks. Janie Ziei, który tak wymownie urzeczywistniał ewangeliczny ideał kapłana zaślubionego ubóstwu i służbie. Ufam głęboko, że dzieło Ducha zwycięży i że ten duch ks. Ziei, św. Brata Alberta, Karola de Foucaulda, Matki Teresy, ks. Korniłowicza, ks. Alego Fedorowicza i tylu podobnych wyciśnie wreszcie swe piętno na wszystkich instytucjach i dziełach Kościoła widzialnego.
Kończąc ten przydługi list powtarzam raz jeszcze nasze gorące życzenia i załączam najserdeczniejsze wyrazy głębokiej czci i oddania oraz przyjaźni – prosząc o modlitwę, by Bóg pozwolił nam dokończyć nasze życie, spełniając dobrze Jego wolę i umierać w Jego miłosierdziu i łasce
M. i S.


Watykan, 17 listopada 1991 r.

† Czcigodny i Drogi Stefanie!
Jakże ucieszyłem się listem – nie tylko dlatego, że imieninowy, ale dlatego przede wszystkim, że równocześnie taki „problemowy”. Z pewnością żyjemy w okresie, który jest czasem nowej troski o Polskę i o Kościół. Czy można powiedzieć, że to najgorsze mamy już za sobą? W każdym razie – przed sobą mamy nowe wyzwanie. Myślę, że wielu sobie to uświadamia.
Piszę te słowa w godzinę po zakończeniu kanonizacji o. Rafała Kalinowskiego w bazylice św. Piotra. Uczestniczyli obaj Prezydenci: Polski i Litwy – oraz wielu pielgrzymów ze Wschodu. Bogu niech będą dzięki.
Bardzo dziękuję za tom „W nowej rzeczywistości (1945–1965)”. Cieszę się na tę lekturę, bardziej jeszcze niż tomu poprzedniego. Wraz z tym okresem bowiem wchodzimy w czas naszego „spotkania filozoficznego”, któremu tyle zawdzięczam. Serdecznie pozdrawiam Małżonkę i całą Rodzinę (kilkupokoleniową).
Życzę błogosławieństwa Bożego, zdrowia oraz sił. Dominus sit in corde Tuo et in labiis Tuis
JPaweł II


14 X 93

Ojcze Święty, bardzo Drogi Karolu,
zbliża się dzień św. Karola, więc pragniemy przesłać oboje najserdeczniejsze życzenia coraz obfitszych łask na każdy dzień tego tak bardzo trudnego pasterzowania. Z powodu słabnącego wzroku już mi coraz trudniej pisać; przepraszam więc bardzo za koślawe pismo.
Kłopoty ze wzrokiem powodują, że moja działalność intelektualna wyraża się obecnie przede wszystkim w wywiadach i rozmowach. Mam tego sporo. Jednym z tematów bardzo mi drogich jest sprawa recepcji Vatic[anum] II i nowa ewangelizacja. Tak bardzo radują nas te mosty porozumienia i głębokiego ekumenizmu, które tak niestrudzenie budujesz na wszystkich kontynentach.
Myślę sobie cicho, że mogłyby Ci służyć, Ojcze Święty, jako narzędzia (filozoficzno-historyczne) dwa ostatnie tomy studium o filoz[ofii] XV w.: „U źródeł nowożytnej etyki” i „Eklezjologia późnośredniowieczna”. Chodzi zarówno o genezę zachwiania się tak ogromnie ważnej równowagi między wolnością indywidualnego ludzkiego sumienia i niewzruszonością obiektywnej prawdy naturalnej i objawionej – jak i narastające w ciągu wieków nurty niweczące ekumenizm i powodujące rozłamy i usztywnienia.
Mamy częsty kontakt z młodymi. Martwi ich – i mnie także – że w wielu instytucjach kościelnych zakorzenia się model Kościoła bogatego i władczego. Ulatniają się gdzieś epokowe wskazania ostatniego Soboru. Twórca „Opus Dei”4 był z pewnością świętym człowiekiem – ale model Kościoła „środków bogatych” i sukcesu rozumianego na modłę tego świata na pewno nie jest modelem nowej ewangelizacji. Jestem do głębi przekonany, że ta ewangelizacja musi się odbywać wedle modelu św. Franciszka, br[ata] Alberta, br[ata] Karola de Foucauld, matki Teresy z Kalkuty itp. Kościół Krzyża i Zmartwychwstania – a nie sukcesu doczesnego – jest tym Kościołem, za którym tęskni to, co w dzisiejszym człowieku najgłębsze. Obawiam się, że zarówno Kuria rzymska, jak i Kurie biskupie rozsiane po świecie nie zdają sobie dostatecznie sprawy z tego, że w tym właśnie punkcie decyduje się oblicze Kościoła w trzecim tysiącleciu. Dlatego duchowość typu Małych Braci i M[ałych] Sióstr wydaje mi się tak bardzo aktualna zarówno jako odpowiedź ze strony „New Age”, jak i na pokusę Kościoła „bogatego i władczego”. W filozofii taką „drogą ubóstwa” jest Tomaszowa metafizyka „esse”.
(...)
Dziękujemy bardzo za tak cenną pamięć i za jeszcze cenniejszą modlitwę, w której łączymy się, zasyłając zapewnienie najserdeczniejsze wielkiej czci, oddania i przyjaźni.


Watykan, 31 października 1993

† Drogi Stefanie! Profesorze i Przyjacielu!
Jestem prawdziwie wzruszony ostatnim listem. W samym piśmie czuje się ogromny wysiłek Piszącego („z powodu słabnącego wzroku jest mi coraz trudniej pisać”). Łatwo równocześnie rozpoznać, że – chociaż oczy słabną – to jednak nie słabnie miłość Kościoła. Miłość jest zawsze troską o to, co się miłuje. Tę troskę właśnie rozpoznaję w tym, co piszesz – Czcigodny Profesorze – o wewnętrznych zagrożeniach Kościoła: o pokusie „środków bogatych” na różnych szczeblach, o odchodzeniu od soborowego dziedzictwa... Odwołanie się do filozofii XV wieku jest jak najbardziej na czasie. Oczywiście, że śledziłem pracę Profesora Stefana Swieżawskiego o tej filozofii. Jego poniekąd opus vitae. Do dwóch ostatnich tomów (etyka i eklezjologia) jeszcze powrócę.
Dziękuję za pamięć o 16 października oraz o 4 listopada. Życzę, aby Boża Opatrzność wspierała oboje Małżonków, Stefana i Marię – oraz całą Rodzinę (Dzieci i Wnuków). Życząc tego, myślę, że są to dobre życzenia, także i dla mnie samego. Wiadomo przecież, ile Wam wszystkim zawdzięczam.
Z serdecznym błogosławieństwem
Jan Paweł II


1 VI 94
Ojcze Święty, bardzo Drogi Karolu,
Bogu dziękujemy, że to nowe doświadczenie chorobowo-operacyjne już się szczęśliwie zakończyło5. Nastąpiło to akurat w czasie mej korespondencji z ks. Stanisławem Dziwiszem na temat naszej ewentualnej podróży do Rzymu wraz z Telewizją. Wymiana listów ustała i wtedy nastąpił ten wypadek. Modlitwa nas wszystkich zastąpiła korespondencję.
(...)
Wiek trochę już ciąży, ale pracy – mimo lat i coraz słabszego wzroku – mam dużo. Poza różnymi wywiadami i spotkaniami prowadzę regularnie dwa seminaria: przygotowywanie „Traktatu o Bogu” – czyli nowego przekładu 26 pierwszych kwestii z „Summy teologii” św. Tomasza (= De Deo uno), wraz z komentarzami, słownikiem i bogatym materiałem erudycyjnym. Ukaże się to (już po mojej śmierci6) wydane i opracowane podobnie jak „Traktat o człowieku” (którego drugie wydanie jest już w toku).
Drugie seminarium to spotkanie z kilku klerykami z tut[ejszego] seminarium i kilku świeckimi. Czytają i komentują „Lumen gentium”. Dużo dyskutujemy i rozmawiamy. Okazuje się, że najważniejsze dokumenty soborowe są u nas wciąż „martwą literą”. Nie korzysta się z nich i nie żyje na co dzień. Odnoszę coraz częściej wrażenie, że wielu nowych duchownych i świeckich wolałoby, żeby Kościół był trydencki lub Lefébvre’owski, a nie zgodny z Vaticanum II. Widzę coraz wyraźniej, że trzeba tu ogromnej i głębokiej metanoi, wykraczającej zapewne poza żyjące dziś pokolenie. Przestawienie duchowej zwrotnicy – czego domaga się ostatni Sobór, ma być bardzo głębokie i zasadnicze, przeciwstawiające się nieraz zakorzenionym w nas od wieków (np. w Polsce) nawykom nacjonalizmu, klerykalizmu, fideizmu itp.
Brak u wielu biskupów tego nowego ducha i zrozumienia całej potęgi i ważności przesłania soborowego powoduje, że tylu młodych u nas albo czuje się zagubionymi, albo idzie na lep łatwego „nacjonalistycznego”, ciasnego i hiper-konserwatywnego katolicyzmu. Dzieje się też wiele krzywd – jak np. oczernianie „Tygodnika Powsz[echnego]”, Turowicza, Mazowieckiego, jak pojawiające się głosy antysemickie i szowinistyczno-narodowe itp.
Trzeba nam męstwa, pracy i ogromnej cierpliwości, aby w tym wszystkim iść po właściwej drodze i uparcie kontynuować „orkę na ugorze”. Bogu dziękuję nieustannie, że tę „orkę” w mojej dziedzinie mogę jeszcze urzeczywistniać.
Całym sercem i z wielką czcią oddani, zapewniamy o stałej łączności duchowej i prosimy o pamięć w modlitwie.

Watykan, 18 czerwca 1994 r.

† Drogi Stefanie! Profesorze i Przyjacielu!
Bardzo dziękuję za list obojga Państwa Swieżawskich (dopisek Małżonki). W tych dniach wiele myślałem o takich wydarzeniach, jak krakowska habilitacja (ostatnia na Wydziale Teologicznym UJ), potem nasze bezcenne spotkania w Lublinie, no i oczywiście Sobór (m.in. wspólna praca w Ariccia nad przyszłą konstytucją „Gaudium et spes”). Na tylu miejscach i na tyle sposobów powraca w tych rozmyślaniach Osoba Autora „Bytu” oraz „Traktatu o człowieku”. Cieszę się, że jest teraz przygotowywany „Traktat o Bogu”. Podziwiam żywotność, której dowodem są m.in. oba seminaria. Bardzo żałuję, że nie dojdzie do spotkania. Castel Gandolfo wspominam serdecznie. To ostatnie z udziałem Alberta i Jerzego.7 Jeżeli o mnie chodzi, to ze szpitala wyszedłem, ale proces rekonwalescencji wciąż jeszcze trwa. Bogu niech będą dzięki za wszystko!
Z serdecznym pozdrowieniem dla Żony i Męża
Jan Paweł II


XII 94

Ojcze Święty, bardzo nam Drogi Karolu,
dawno nie odzywałem się. Na to moje milczenie złożyło się wiele powodów: różne kłopoty zdrowotne u nas i u naszych najbliższych, trudności z wiekiem, intensywna praca (prowadzę wciąż dwa seminaria: na pierwszym praca nad nowym przekładem św. Tomasza „Traktatu o Bogu jedynym” („S[umma] Theol[ogiae]” I, 1-26] – na drugim analiza „Lumen gentium”). Teraz piszę, aby złożyć od nas obojga najserdeczniejsze życzenia na nadchodzące Boże Narodzenie – i na nowy 1995 rok. Oby Bóg dał Ojcu Świętemu nie tylko wiele łask i darów Ducha Świętego, ale także sił i zdrowia dla udźwignięcia tego trudnego do wyobrażenia sobie ogromu prac i obowiązków.
Piszę też, aby powiedzieć, z jak wielką radością przyjęliśmy „Przekroczyć próg nadziei” i encyklikę „Tertio millennio adveniente”8: Serca nasze aż drgały z radości, gdy zapoznawaliśmy się z poszczególnymi partiami tych tekstów. Ta głęboka radość i wdzięczność za to, co zostało wypowiedziane, dotyczy przede wszystkim listu apostolskiego. W szczególny sposób pragnę podziękować za wspaniałe wypowiedzi na temat ekumenizmu, otwartości wobec innych religii, orientacji eschatologicznej – i pokuty za antyewangeliczną postawę „synów Kościoła”9. Ta Encyklika to wielki tekst, który wraz z „Lumen gentium” będzie wytyczną dla rozwoju Kościoła w nadchodzących stuleciach.
(...)
Prosimy czasem o pamięć modlitewną o nas, bo nieraz bardzo potrzebujemy mocnego wsparcia duchowego. Oboje łączymy wyrazy najserdeczniejszej i najgłębszej czci, oddania i przyjaźni
St.


Watykan, 24 grudnia 1994 r.

Drogi Stefanie, Profesorze i Przyjacielu,
muszę zacząć od tego, że podziwiam żywotność i sprawność nie tylko intelektualną, ale i fizyczną. O jednej i drugiej dowiaduję się z listu na Boże Narodzenie. Dwa seminaria, wyjazd do Konstancji to nie tak mało, jak na dobrze już przekroczoną osiemdziesiątkę. Sprawdzianem tego jest też dla mnie ks. Tadeusz [Fedorowicz], który niedawno mnie odwiedził. Jesteście przecież rówieśnikami. Cieszę się bardzo z tego, że list na zakończenie II Millenium, także poniekąd publikacja „Przekroczyć próg nadziei”, mogą się na coś przydać. Tak wynika m.in. z otrzymanego listu. A tę opinię bardzo sobie cenię, bo przecież wypowiedział się o niej Profesor, który uczestniczył w moim przewodzie habilitacyjnym, ostatnim na Wydziale Teologicznym UJ.
Bardzo proszę, aby Państwo Profesorowie, Stefan i Maria Swieżawscy, przyjęli moje serdeczne życzenia na Boże Narodzenie dla siebie i dla wszystkich Pokoleń Rodu, szczególnie dla Mai. Proszę przyjąć załączony opłatek.
In caritate fraterna
Jan Paweł II


Warszawa, 6 czerwca 95

Ojcze Święty, bardzo nam Drogi Karolu,
z uwagą i przejęciem śledziliśmy przebieg Twej pielgrzymki do Skoczowa, Bielska-Białej, Żywca, Ołomuńca. Szczególną radością przejęło mnie Twoje przemówienie do wspólnoty ewangelicko-augsburskiej. Widzimy z wielką radością, że w całej Twojej działalności coraz więcej, i to coraz mocniejszych – wątków ekumenicznych. Myślę sobie cicho – w moich marzeniach – że kanonizacja Jana Sarkandra to jakby preludium do przyszłej kanonizacji Jana Husa. Tego chciałbym dożyć! Przecież protestanci nie mogą mieć za złe, że im „wyrywamy Husa”, bo to był przecież katolicki kapłan i umierał na stosie z Credo katolickim na ustach.
Wśród tylu wspaniałych wydarzeń i perspektyw martwi mnie sprawa „Tygodnika Powszechnego”. Twoje, Ojcze Święty, zdanie krytyczne w liście z okazji 50. rocznicy „Tygodnika”10 zostaje już niestety wykorzystane w bardzo bolesnej (czysto politycznej) akcji prowadzonej przez różne czynniki kościelne i niekościelne przeciw „Tygodnikowi” i Jerzemu Turowiczowi. Jerzy przechodzi rodzaj „drogi krzyżowej”, a cała ta sprawa jest odczuwana przez wielu z nas jako bardzo przykra i bolesna. Oczywiście, że „Tygodnik” – jak każda ludzka inicjatywa – nie jest bez win. Ja sam nieraz odczuwałem na moim małym podwórku brak zrozumienia i mocnego poparcia ze strony „Tygodnika”. Niemniej, patrząc dziś z perspektywy wielu lat na całą działalność tego środowiska, muszę stwierdzić, że w moim przekonaniu środowisko „Tygodnika”, „Znaku”, „Więzi” i KIK-ów stanowi ten zespół ludzi, do których mam w Kościele polskim (intelektualnie i moralnie) najwięcej zaufania. Postawa tych ludzi była i jest zasadniczo najwierniejsza wytycznym posoborowej nowej ewangelizacji.
Pamiętam dobrze przedwojenne lata trzydzieste, gdy wielu polskich biskupów zaczęło swoją miłość odwracać od „Odrodzenia” i zwracać ku „Młodzieży Wszechpolskiej”. Miało to fatalne skutki. Obawiam się też bardzo dzisiejszego przerzucenia sympatii z „Tygodnika” na „Słowo Powszechne”! Mimo metamorfoz mentalność Paxowska jest nadal żywa i kojarzy się ze skrajną prawicą. Widzę ogromne niebezpieczeństwo sojuszu władz kościelnych z prawicą, bo to jak gdyby w nasze czasy przeniesione przymierze Kościoła z Tronem! Wiemy dobrze, jak opłakane były i są tego skutki.
Martwi mnie też bardzo forowany przez koła prawicowe model polityczno-kulturalny Polski. Jest to skrzyżowanie ideałów Sienkiewiczowskich z kontrreformatorskimi. A przecież nie XVII wiek i ówczesny sarmatyzm, lecz model Polski jagiellońskiej powinien nas inspirować. Taki jest testament krakowskiej szkoły prawniczej z XV w. i świętości życia królowej Jadwigi. O ten jagielloński ideał Polski walczę, jak mogę, ale właśnie to zwalczają ex-komuniści i skrajna prawica we wspólnym szyku. Np. od wielu miesięcy nie może zostać wyświetlony w telewizji krótki film o mojej działalności i poglądach. Tak się pewnym panom te moje poglądy nie podobają!
(...)
Oboje zapewniamy o stałej i bardzo serdecznej pamięci, prosimy o błogosławieństwo na ostatni okres ziemskiej pielgrzymki i łączymy pełne miłości, czci i oddania wyrazy 
St.

PS Ktoś z miłości do Ojca Świętego i z przyjaźni dla nas przepisał mi ten list [pięknie?] na komputerze!


W[arsza]wa – 4 listopada 99

Ojcze Święty, bardzo Drogi Karolu,
kończę długotrwałą (o dwóch nawrotach) i męczącą grypę – i dlatego dziś dopiero piszę, aby przekazać od nas obojga bardzo gorące życzenia w dniu św. Karola. Prosimy Boga, by Ci udzielał nieustannie wszystkich potrzebnych łask niezbędnych w spełnianiu tak przeogromnej i naprawdę „katolickiej” (uniwersalnej!) posługi. Oby Cię Bóg darzył pełnym zdrowiem i mocą pogody ducha.
(...)
Ostatnio pokazywano w naszej Telewizji kilka inicjatyw ewangelizacyjnych i ekumenicznych zrealizowanych i zapowiedzianych za Twego Pontyfikatu. Szczególnie wzruszyły mnie nowe wysiłki w zakresie spotkań wielkich religii świata. Bardzo mnie wzruszyło, że realizuje się teraz – po 500 latach – gorące pragnienie Pica della Mirandoli, by zgromadzić w Rzymie przedstawicieli wszystkich wielkich i żywych religii11. Nie doszło do tego, bo jego wizja ekumeniczna była o kilka wieków za wczesna, podobnie jak i model Kościoła, za który zginął Jan Hus. Bogu dziękuję, że Opatrzność pozwoliła nam doczekać obecnej fazy dziejów Kościoła!
(...)
Przesyłamy oboje najserdeczniejsze słowa oddania i wiernej przyjaźni.


Sierpień 2001, Szczawnica

Ojcze Święty, bardzo Drogi Karolu,
oczy moje tak się popsuły, że nie mogę już sam pisać. Ręką piszę tak, że nie mogę sam odczytać tego, co napisałem, a na maszynie robię mnóstwo błędów. Korzystam więc z pomocy naszej najstarszej prawnuczki.
(...)
Mam nadzieję, że wydawcy przysłali Ojcu Świętemu ostatnio wydane książki: „Dzieje europejskiej filozofii klasycznej” (PWN Wrocław) i „La philosophie de la nature au 15eme siecle” („Studia Copernicana”) wydane jeszcze za życia Pawła Czartoryskiego oraz „Lampa wiary” (Znak). Teraz chcę wydać cudem zachowaną całą korespondencję od Ojca Świętego – Karola Wojtyły, ks. Tadeusza i Alego Fedorowiczów, Jasia Szeptyckiego itd. Jest niesamowite, że zachowała się cała korespondencja od Tadzia Fedorowicza (od 15 roku życia do dziś). Bądź tak dobry odpowiedzieć, czy zgadzasz się opublikować wszystkie Twoje listy do nas. Wydawcą ma być „Biblos” w Tarnowie (red. Andrzej Dobrowolski).
(...)
Gdy chodzi o sprawy Kościoła, to z największym przejęciem i wielką radością śledziliśmy wszystkie etapy dwóch pielgrzymek Ojca Świętego do Ziemi Świętej i na Ukrainę. Miałem wrażenie, że w tych pielgrzymkach poruszone zostały i wspaniale rozwinięte sprawy fundamentalne: problem żydowski, islam, prawosławie i unia. Bogu dziękowaliśmy za te wszystkie akty i słowa, które tam zostały urzeczywistnione. Wielką przykrością było dla nas, że nie mogliśmy być obecni we Lwowie, bo to przecież moje i nasze miasto. Przeżyłem tam 26 lat i tam urodziły się obie nasze córki.
Tak ogromnie się cieszę, że wśród beatyfikowanych znaleźli się arcybiskup Bilczewski12, który mnie bierzmował, i ojciec Klemens Szeptycki13. Cudowne też, że zapowiedziana została beatyfikacja metropolity Andrzeja14.
Serce mi też drgało, gdy wspomniałeś św. Włodzimierza, bo to w prostej linii mój przodek przez moją babkę Puzyniankę!15
Przy okazji tych wielkich wydarzeń pragnę poruszyć dwie sprawy, co do których mam pewne wątpliwości.
Pierwsza to beatyfikacje i kanonizacje. Jeżeli mają one być powrotem do pierwotnej sytuacji, kiedy każda wspólnota chrześcijańska była wspólnotą świętych, to owo wielkie poruszenie i rozprzestrzenienie beatyfikacji wydaje mi się znakomitą drogą w tym kierunku. Jeśli jednak beatyfikacja, a zwłaszcza kanonizacja ma być wskazaniem pewnego modelu życia chrześcijańskiego, to martwi mnie, że pewnych ludzi (nie zawsze zasługujących na rolę takiego modelu) beatyfikuje się bardzo szybko, a inni w pełni zasługujący na rolę takich modeli czekają i pozostają w cieniu. Myślę o takich postaciach, jak: Karol de Foucauld, Matka Elżbieta Czacka, ks. Władysław Korniłowicz, Raissa i Jacques Maritain, Matka Teresa z Kalkuty. Tak bardzo chciałoby się takich ludzi mieć wśród świętych!
Druga sprawa wiąże się z celibatem. Nie czytam, więc znam tę sprawę z ustnego przekazu, więc może niedokładnie. Podobno biskupi polscy oświadczyli, że księża żonaci (prawosławni i uniccy) są w Polsce osobami niepożądanymi i mają nasz kraj opuścić.16 Jeżeli jest to prawdą, to jest to przecież uderzenie w bardzo czcigodną, odwieczną tradycję Kościoła wschodniego. Ja sam pochodzę od dwóch pokoleń wspaniałych księży unickich (proboszczowie Baru w czasie konfederacji barskiej). Zresztą mam osobiście wątpliwości co do rygorystycznego stosowania celibatu w stosunku do kleru diecezjalnego w pewnych krajach.
Jest bardzo smutne, że nie mogę już chyba marzyć, aby móc z Tobą, Ojcze Święty, porozmawiać o tych i podobnych problemach. Oczywiście, nie liczę na Twoją odpowiedź pisemną na moje wątpliwości, bo zbyt cenię Twój czas.
Myślę, że już na tym świecie się nie zobaczymy, chyba że zdarzy się prawdziwy cud. W każdym razie chciałbym, abyś wiedział, że jesteśmy z Ojcem Świętym bardzo ściśle duchowo złączeni.
Nie wiem, czy będę mógł napisać jeszcze przed dniem św. Karola, więc od nas obojga przesyłam najgorętsze życzenia imieninowe: przede wszystkim coraz większych łask i mocy Ducha Świętego w pracy apostolskiej. Prosimy bardzo o modlitwę i błogosławieństwo, aby Bóg pozwolił nam zgodnie z swą wolą przeżyć ten ostatni okres życia. (...)
Z najgłębszym oddaniem i wielką miłością.


Castel Gandolfo, 19 września 2001 r.

† Drodzy Państwo, Maryś i Stefanie,
serdecznie dziękuję za długi list, w którym antycypowane są również Wasze życzenia na św. Karola. Jestem wdzięczny za duchową łączność i modlitwy, które serdecznie odwzajemniam.
(...)
Pan Stefan pełen jeszcze energii, zaangażowany w wykłady i wypowiedzi z dziedziny filozofii. Z wymienionych książek dotarły do mnie ostatnio wydane „Dzieje europejskiej filozofii klasycznej” (PWN Wrocław). Są ze mną nawet tutaj w Castel Gandolfo, gdzie jeszcze powrócę na dwa dni po podróży do Kazachstanu i Armenii, dokąd wyruszam za dwa dni. Śledzą Państwo moje pielgrzymki. Zwłaszcza ta do Lwowa była bliska Ich sercom, jako dawnym Mieszkańcom tego miasta. Bardzo serdecznie zostałem tam przyjęty, bo i wiele bije tam serc polskich, choć Kijów również starał się okazać mi życzliwość.
Jeszcze raz dziękuję za „pisemną rozmowę”, gdy nie może być inaczej. Życzę dużo zdrowia i sił do kontynuowania działalności naukowej, prosząc Boga i Matkę Najświętszą o potrzebne Wszystkim łaski Boże. Cieszę się, że Maryś czuje się lepiej. Szczęść Boże w studiach także Prawnuczce, która jest współautorką listu do mnie.
Z serdecznym pozdrowieniem i błogosławieństwem
Jan Paweł II



1 Nagroda Balzana przyznawana przez międzynarodową fundację założoną w 1956 r. dla uczczenia pamięci Eugenia Balzana, czołowego dziennikarza „Corriere della Sera”. W 1991 r. nagrodę w dziedzinie historii otrzymał Vitorino Magalhäes Godinho za dzieło poświęcone kształtowaniu się Europy w XV i XVI w.
2 Chodzi o kamilianina, ks. Arkadiusza Nowaka, opiekuna chorych na AIDS.
3 Kamienica przy ul. Wiślanej w Warszawie, w której mieści się dom zakonny „szarych urszulanek”, a jednocześnie mieszkanie M. i S. Swieżawskich. Tutaj też mieszkał ks. Jan Zieja.
4 Josemaria Escrivá de Balaguer (1902-1975) – w 1928 r. założył „Opus Dei”; autor wielu prac na temat jego działalności (najbardziej popularna: Droga z 1966 r.); beatyfikowany w 1992 r., kanonizowany 6. 10. 2002 r.
5 W kwietniu Ojciec Święty złamał kość udową. Po operacji kilka tygodni spędził w klinice Gemelli. W jednej z katechez wtedy wygłoszonych powiedział: „Miałem być dzisiaj w sanktuarium MB Płaczącej w Syrakuzach, tymczasem po raz kolejny znajduję się w innym «sanktuarium», to jest w szpitalu, gdzie wylewa się każdego dnia łzy bólu i nadziei”.
6 Już się ukazał: Traktat o Bogu. Summa teologii, kwestie 1-26, przekład i komentarze: Gabriela Kurylewicz, Zbigniew Nerczuk, Mikołaj Olszewski, Kraków 1999.
7 Mieczysława Alberta Krąpca i Jerzego Kalinowskiego.
8 List apostolski Tertio millennio adveniente do biskupów, duchowieństwa i wiernych w związku z przygotowaniem Jubileuszu roku 2000.
9 Odpowiedni fragment brzmi: „Innym bolesnym zjawiskiem, nad którym synowie Kościoła muszą się pochylić z sercem pełnym skruchy, jest przyzwolenie – okazywane zwłaszcza w niektórych stuleciach – na stosowanie w obronie prawdy metod nacechowanych nietolerancją, a nawet przemocą” (Tertio..., 35).
10 W liście tym Jan Paweł II napisał m.in. „Rok 1989 przyniósł w Polsce głębokie zmiany związane z upadkiem systemu komunistycznego. Odzyskanie wolności zbiegło się paradoksalnie ze wzmożonym atakiem sił lewicy laickiej i ugrupowań liberalnych na Kościół, na Episkopat, a także na Papieża. (...) W tym trudnym momencie Kościół w «Tygodniku» nie znalazł, niestety, takiego wsparcia i obrony, jakiego miał poniekąd prawo oczekiwać; «nie czuł się dość miłowany» – jak kiedyś powiedziałem. Dzisiaj piszę o tym z bólem, gdyż los «Tygodnika Powszechnego» i jego przyszłość bardzo leży mi na sercu”.
11 W dniach od 25 do 28 X 1999 r. odbyło się w Rzymie zgromadzenie międzyreligijne – zorganizowane przez Papieską Radę ds. Dialogu Międzyreligijnego – z udziałem ok. 250 przedstawicieli różnych religii świata.
12 Ks. Józef Bilczewski (1860-1923) – w l. 1900-1923 arcybiskup lwowski obrządku łacińskiego, zabierał głos na tematy społeczne w oparciu o encykliki społeczne Leona XIII; bronił działalności społecznej ks. Stanisława Stojałowskiego; popierał szerzenie oświaty, zakładanie wiejskich ochronek, szkół i czytelni; propagował ruch abstynencki i samorządność na wsi; łagodził konflikty narodowościowe.
13 O. Klemens (Kazimierz) Szeptycki (1869-1951) – ukończył prawo na UJ i teologię na uniwersytecie w Innsbrucku; w 1910 r. zmienił obrządek z łacińskiego na greckokatolicki i wstąpił do zakonu studytów; egzarcha greckokatolicki Rosji i Syberii; w 1947 r. aresztowany przez NKWD, zmarł w więzieniu we Włodzimierzu nad Klaźmą; odznaczony przez żydowski Instytut Pamięci Yad Vashem medalem „Sprawiedliwy wśród narodów świata”.
14 Abp Andrzej Szeptycki. Podczas Mszy św. beatyfikacyjnej abpa J. Bilczewskiego Jan Paweł II powiedział: „Jest jeszcze jedna okoliczność, której nie można przeoczyć przy tej okazji. Błogosławiony arcybiskup Bilczewski został konsekrowany przez kardynała Jana Puzynę, biskupa krakowskiego. Obok niego stoi jako współkonsekrujący błogosławiony Józef Sebastian Pelczar, biskup przemyski, i sługa Boży Andrzej Szeptycki, arcybiskup katolicki. Czyż nie było to wydarzenie niezwykłe? Duch Święty sprawił wówczas, że spotkali się trzej wielcy Pasterze, z których dwaj zostali już ogłoszeni błogosławionymi, a trzeci – jak Bóg da – dostąpi tego w przyszłości”.
15 Izabela z Puzynów Rylska.
16 List kard. A. Sodano – o jakim wspomina S. Swieżawski – dotyczył wyłącznie księży greckokatolickich w Polsce (nie – księży prawosławnych!): sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej zalecał żonatym księżom greckokatolickim, prowadzącym działalność duszpasterską w Polsce, powrót do diecezji, w których przyjęli święcenia kapłańskie (najczęściej do Kanady i na Ukrainę).

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 41 (2779), 13 października 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl