Nr 41 (2779), 13 października 2002

 

 





Listy Swieżawski-Papież: 




Maria i Stefan Swieżawscy z papieżem Janem Pawłem II



Korespondencja między prof. Stefanem Swieżawskim
a papieżem Janem Pawłem II


  „Choć oczy słabną, nie słabnie miłość Kościoła”


„Im bardziej postępuję w latach, tym bardziej kocham Kościół, ale też coraz bardziej staję się antyklerykałem” – pisze prof. Stefan Swieżawski w jednym listów do Papieża. Są dwie okazje do prezentacji wyboru tej niezwykłej korespondencji: 24. rocznica pontyfikatu Jana Pawła II i 40. rocznica inauguracji Soboru Watykańskiego II. Znakomity historyk filozofii pisze o „sprzeniewierzeniu wytycznym ostatniego Soboru”, Ojciec Święty zapewnia,
że będzie się starał, aby ten „rachunek sumienia Kościoła (i społeczeństwa) posoborowego (...) dotarł do adresatów”. Profesor nie szczędzi krytyk polskiemu katolicyzmowi, Papież dziękuje mu za troskę, bo „miłość jest zawsze troską o to, co się miłuje”.

Stefan Swieżawski: – Są niewątpliwie wspaniałe i święte jednostki, ale formacja intelektualna i moralna naszych księży wydaje się w większości „bardzo niewystarczająca”. (...) W sferze moralnej odczuwa się brak tego nastawienia, które charakteryzuje takie wspólnoty jak rodzina duchowa Karola de Foucauld, matki Teresy lub Taizé. Ciasnota „endekoidalna”, szowinizm i triumfalizm narodowy, połączone z podskórnym antysemityzmem (bardzo – niestety – u nas rozpowszechnionym) i kultem dla „środków bogatych” charakteryzuje mentalność wielu duchownych.

Jan Paweł II: – Podzielam nie tylko troski (o społeczeństwo), ale także i obawy (zwłaszcza o duchowieństwo). Pozostaje więc tylko modlitwa i trwały wysiłek.
WIĘCEJ









Agata Buzek (Klara) i Roman Polański (Papkin)



Rozmowa po premierze


Kuchnia filmowej „Zemsty”

Z Andrzejem Wajdą i Krystyną Zachwatowicz
rozmawia Tomasz Fiałkowski


TOMASZ FIAŁKOWSKI: – Stanisław Pigoń, wydawca „Pism wszystkich” Fredry, analizując tekst „Zemsty” doszedł do wniosku, że jej akcja toczy się około roku 1815. W wersji filmowej znajdujemy się w wieku XVIII, w Polsce jak z Kitowicza. Dlaczego taka decyzja?
ANDRZEJ WAJDA: – Widziano Fredrę jako pisarza już po części mieszczańskiego, bo przecież Polska XIX wieku powoli przekształca się w Polskę mieszczańską. Sam Fredro wdał się w korespondencję z władzą austriacką, żeby uzyskać dla szlachty pozwolenie na noszenie kontuszy – kontusz wyjmowano już wtedy ze skrzyni od święta. Tymczasem bohaterowie „Zemsty” ubierają się tak na co dzień, to nie jest jakiś relikt przeszłości. I tak chcieliśmy ich pokazać.
Ich świat odchodzi. Ogromny zamek jest znakiem przeszłości. To oni doprowadzili go do ruiny, prawdopodobnie takimi samymi kłótniami, jakie pokazał Fredro w „Zemście”, tylko o coś większego niż dziura w murze. „Tu mieszkamy niby sowy” – wielkość i potęga przepadły przez ich marne charaktery. To, mam nadzieję, widać w filmie. WIĘCEJ

W numerze publikujemy również recenzję z filmu „Zemsta” pióra Anity Piotrowskiej.







Rutkowski i jego drużyna, czyli
 
Prywatyzacja prawa
Krzysztof Burnetko

Zajazd detektywa-posła Rutkowskiego i jego komanda na hotel w Czeskim Cieszynie nie wywoła oczywiście polsko--czeskiej wojny, choć oburzenie naszych sąsiadów jest zrozumiałe. Wszak gdy ktoś bez twojej wiedzy i zgody panoszy się po twoim domu, jesteś i upokorzony, i wściekły. Znacznie groźniejsze skutki akcja rodzimego Timura (bądź, jak kto woli, Brudnego Harry’ego) może mieć za to dla bezpieczeństwa samych Polaków.

Częsty pogląd, że są one skuteczniejsze niż policja, jest może i słuszny, ale mocno ryzykowny – m.in. ze względu na metody działania, nie związane – w przeciwieństwie do policyjnych – surowym obostrzeniem proceduralnym i prawnym. 
Paradoksalnie też do nadużyć może skłaniać atmosfera przyzwolenia na lekceważenie porządku prawnego państwa, a zwłaszcza na „branie prawa we własne ręce” bądź przynajmniej korzystanie z niego na skróty – z pominięciem przewidzianych ustawą procedur i instytucji. Tutaj przykład idzie zewsząd. WIĘCEJ








 
Ojcowie Soboru w bazylice świętego Piotra


40 lat temu rozpoczął się Sobór Watykański II


Ku przyszłości

Ks. Adam Boniecki

Niemal na końcu Listu Apostolskiego „Novo Millenio ineunte” Jana Pawła II znajdujemy zaskakujące zdanie: „W ramach przygotowań do Wielkiego Jubileuszu zaleciłem Kościołowi, aby zastanowił się, na ile nauka Soboru została przyjęta. Czy to uczyniono?” Czy to uczyniono... Czterdziesta rocznica otwarcia Soboru (11 października) każe do tego pytania wrócić. Papież pisze: „W miarę upływu lat teksty soborowe nie tracą wartości ani blasku. Konieczne jest, aby były należycie odczytywane, poznawane i przyswajane jako miarodajne i normatywne teksty Magisterium, należące do Tradycji Kościoła. Dzisiaj, po zakończeniu Jubileuszu, szczególnie mocno odczuwam powinność ukazywania Soboru jako wielkiej łaski, która stała się dobrodziejstwem dla Kościoła w XX wieku: został on dany jako niezawodna busola, wskazująca nam drogę w stuleciu, które się rozpoczyna”.

Papieskie pytanie, na ile nauka Soboru została przyjęta, jest oczywiście skierowane także do nas, do Kościoła w Polsce. Czterdziestolecie to dobra okazja do tego, by biorąc dokumenty Soboru zrobić sobie poważny rachunek sumienia. Dobrym punktem wyjścia do tej pracy może być niezwykła korespondencja Stefana Swieżawskiego z Janem Pawłem II, zamieszczona przez nas na str. 8-9. Wymiana myśli – chciałoby się powiedzieć – mędrców, bo w tym przypadku przecież nie chodzi o urzędy, ale właśnie o Mądrość.
WIĘCEJ


O 40. rocznicy Soboru pisze również kard. Roberto Tucci – prof. teologii, wieloletni redaktor dwutygodnika „La Civilt
ŕ Cattolica”. W czasie Vaticanum Secundum był członkiem Komisji Przygotowawczej i biegłym, prowadził konferencje prasowe.









WIARA


 Janusz Korczak i tragedia najmłodszych w warszawskim getcie

  Ordynator oddziału konających dzieci

  Ks. Stanisław Musiał SJ

 





 


Pomnik Janusza Korczaka w Yad Vashem,
na Górze Pamięci. Widoczne na zdjęciu białe
kamienie pozostawili – zgodnie z żydowską
tradycją – żyjący wychowankowie Korczaka,
w dowód wdzięczności.


Pozostając w „piekle” getta dr Korczak nie przypuszczał, że może ono posiadać jeszcze inne, „czarniejsze” dno – i on, i jego wychowankowie staną równocześnie w obliczu śmierci. Co mówił dzieciom w chwili śmierci 4 sierpnia 1942 roku? Czy w ogóle mówił do nich cokolwiek? Może przerażonym dzieciom dodawał otuchy tylko obecnością i pokojem w swoich oczach? Genialnie pokazał to Andrzej Wajda. Dr Korczak idzie z wychowankami na śmierć. U każdego palca jego rąk uwieszone jest dziecko. Obecność do końca. Obecność bez końca. Dr Korczak – ordynator oddziału dzieci konających. 

We wszystkich wojnach najczęstszymi ofiarami są dzieci. Dotyczy to zwłaszcza 
II wojny światowej – prawdziwej „wojny przeciw dzieciom”. To przeciw nim przede wszystkim skierowana była nienawiść okupanta. Dotyczy to dzieci polskich, ale w szczególny sposób dzieci żydowskich. Na 6 milionów Żydów zamordowanych przez nazistów i ich popleczników półtora miliona stanowiły dzieci. Czy można sobie wyobrazić sumę przerażenia w oczach tych dzieci, ciężar ich cierpienia w chwili umierania? Ciężar, od którego zatrząsł się wówczas świat, ale który – jak się wydaje – nie wstrząsnął jeszcze dostatecznie sumieniami? WIĘCEJ

 



40. rocznica inauguracji Vaticanum II 

Sobór niezakończony
Kard. Roberto Tucci

Najważniejsze rysy „nowego” obrazu Kościoła, jaki wyłonił się z Soboru, to: przewaga tajemnicy nad aspektami instytucjonalnymi; położenie silniejszego akcentu na jedność „ludu Bożego” niż na różnorodność zadań i funkcji; stała potrzeba oczyszczenia – „Ecclesia semper reformanda”, z serią pozytywnych tego konsekwencji na polu ekumenizmu; otwarcie na dialog ze światem; wreszcie Kościół pod znakiem ubóstwa, „Kościół ubogi”, „Kościół ubogich”. (...) Sobór nie jest czymś zakończonym, spełnionym raz na zawsze, ale – by zacytować Karla Rahnera – jest wciąż „nowym początkiem”. Musi być studiowany, a przede wszystkim przeżywany z otwartością, dynamicznie i twórczo. WIĘCEJ





Gdzie szukacie Dziaganata?
Z o. Marianem Żelazkiem, werbistą, misjonarzem w Indiach, kandydatem do Pokojowej Nagrody Nobla, rozmawia Marcin J. Witan

 
o. Marian Żelazek
   Misjonarz ma torować drogę Jezusowi. Rzecz nie w tym, by zwiększać liczbę chrześcijan, ale by ułatwić Jezusowi dotarcie tam, gdzie człowiek jeszcze nie zna Zbawiciela. Misjonarz ma dowieść, że w świecie możliwa jest godność i szacunek, wierność Prawdzie. Świadek Ewangelii musi w to wierzyć – musi pragnąć, by inni poznali i pokochali Chrystusa. Jeżeli tak się nie stanie, misjonarz staje się de facto jedynie pracownikiem społecznym.

    Nikt z nas nie wybiera się do dalekich krajów, aby zakładać tam Kościół polski czy niemiecki, ale by założyć Kościół lokalny. Jan Chrzciciel powiedział o Chrystusie: „On musi rosnąć, a ja się umniejszać”. Podobnie bywa w życiu misyjnym: powinniśmy się powoli usuwać, dając miejsce wspólnotom lokalnym. W prowincji, w której żyję, w 1950 r. działało dwudziestu sześciu misjonarzy – wszyscy byli obcokrajowcami, dziś zaś w tejże prowincji pracuje ponad stu pięćdziesięciu duchownych, w tym tylko dwóch obcokrajowców. To wielka radość, że powstał Kościół miejscowy, który ma już dwóch biskupów! Nasz wysiłek ma więc sens. WIĘCEJ








KRAJ I ŚWIAT



Zdziwienia
Jerzy Pomianowski

Póki człowiek umie się dziwić, póty żyje. Miałem ostatnio kilka okazji, jakie dały mi orzeźwiające wrażenie zaskoczenia. Oto one. WIĘCEJ


 


Szaleństwo polskiej krowy
 
Jacek Kubiak

Jakubowice na Opolszczyźnie przeżyły szok. Wśród kilkuset mlecznych krów w tamtejszym gospodarstwie stwierdzono trzeci w Polsce przypadek BSE – choroby szalonych krów, przenoszącej się na ludzi w postaci nieuleczalnej choroby Creutzfeldta-Jakoba. Teraz wiele krasul czeka śmierć, a rolników – życiowa próba charakteru. Zachodnich hodowców, których krowy wybijane są z powodu BSE, wspiera się nie tylko finansowo, ale i psychologicznie. Bo to oni płacą najwyższą cenę: tracą nieraz dorobek całego życia, by uchronić przed śmiercią innych. (...) Epidemia BSE zaczęła się w 1985 r. w Wielkiej Brytanii. Jej apogeum przypadło na rok 1992, gdy na Wyspach odnotowano ponad 37 tys. szalonych krów. Choroba szybko przeniosła się na kontynent: do Portugalii, Francji, Belgii, Włoch, Hiszpanii i Niemiec. W zeszłym roku dotarła do Polski, Czech, Słowacji, Austrii. Przypadki BSE stwierdzono też w Japonii i Izraelu. Epidemia nie dotknęła jeszcze USA i Kanady, ale tamtejsze władze federalne nie wahają się przed wybiciem setek podejrzanych o zarażenie jeleni i łosi. WIĘCEJ





 
Została już tylko ona: portret ostatniej przedstawicielki
 zaginionej kultury czesko-niemiecko-żydowskiej


 Domowy anioł Lenki Reinerovej
  Patrycja Bukalska z Pragi

 
Lenka Reinerova
Wojna zmienia granice i ludzi. Potem mijają lata i zmian dokonują wspomnienia. Są rzeczy, o których łatwiej nie myśleć. W Czechach rzadko wspomina się Niemców, których po II wojnie światowej wyrzucono z Czechosłowacji. A przecież jeszcze na początku wieku w Pradze współistniały, wspaniale się dopełniając, trzy kultury: czeska, niemiecka i żydowska. Po żydowskiej został cmentarz i legenda o Golemie. Po niemieckiej – Lenka Reinerova.
    Lenka ma 86 lat i do określenia „ostatnia pisząca po niemiecku pisarka w Pradze” podchodzi sceptycznie. „Nie jestem pisarką, raczej gawędziarką. Po prostu opowiadam” – precyzuje. W ubiegłym roku w Czechach przetłumaczono z niemieckiego i wydano jej dwie autobiograficzne książki: „Kavarna nad Prahou” i „Bez adresy”. Pierwsza to zbiór rozmów z bywalcami niebiańskiej kawiarni, zawieszonej gdzieś nad Pragą. Wymyślone są rozmowy, wymyślona kawiarnia – tylko bohaterowie są prawdziwi: Franz Kafka, Max Brod, Jaroslav Haszek, Karel Czapek, Egon Erwin Kisch. WIĘCEJ





 
Bohater dzieciństwa obecnych rodziców – czy pojawi się znowu?

  Będę sobie większy Miś?
  Piotr Toczyski

Patronuje przedszkolom, a pochwały zbiera od widzów starszych niż obecne przedszkolaki. Niegdyś z waty, mógłby dziś promować Europę – i rodzinę. Ratując przy okazji łódzką spółkę Se-Ma-For przed upadkiem. Czy Miś Uszatek powróci na ekrany?

Pytanie: „Co Miś Uszatek je na kolację?”. Odpowiedź: „Pora na dobranoc”. Albo: „Czemu Miś śpi na podłodze?”. Odpowiedź: „Bo ma klapnięte łóżko”. Takich dowcipów nie zrozumie ten, kto nigdy nie widział oklapniętego misiowego uszka. Nie rozśmieszą one tych, którym nie dane było poznać filmowego Uszatka. Znawcy tematu alarmują, że o takich ludzi coraz łatwiej, bo Uszatek przestaje łączyć pokolenia. WIĘCEJ














KULTURA



 Nagroda Nike dla Joanny Olczak-Ronikier 

 
Pamięć i talent
 Tomasz Fiałkowski


 
Joanna Olczak-Ronikier  

„Pisząc o swej rodzinie, Joanna Olczak-Ronikier stworzyła niepowtarzalną dokumentalną powieść-rzekę, wskrzesiła zarzucony gatunek literacki – mówiła w laudacji przewodnicząca jury prof. Maria Janion. – Autorka skupiła swój wysiłek twórczy na odnalezieniu poszczególnych nitek genealogii i spleceniu ich w rodową całość”. Podkreśla się słusznie dokumentalną wartość książki – ale przecież losy jej bohaterów nie zdołałyby tak mocno przykuć naszej uwagi, gdyby nie umiejętność budowania narracji, komponowania poszczególnych rozdziałów, ożywiania poszczególnych postaci (nawet gdy z dokumentów wyłania się tylko ich mglisty zarys). Na kartach „W ogrodzie pamięci” przeszłość naprawdę zmartwychwstaje: ale potrzebny był do tego, prócz skrupulatności w gromadzeniu faktów, także niezwyczajny talent pisarski. WIĘCEJ

Wydawcą „W ogrodzie pamięci” jest Znak. Recenzję opublikowaliśmy w numerze 45/2001, rozmowę z autorką w numerze 38/2002, wcześniej na łamach „TP” kilkakrotnie drukowaliśmy fragmenty powstającej książki.







Kościelscy dla Stanisławskiej

 



Laureatką tegorocznej edycji, obchodzącej 40-lecie istnienia, Nagrody Kościelskich została Olga Stanisławska, reportażystka i eseistka, współpracująca m.in. z „Gazetą Wyborczą”, „Zeszytami Literackimi” i „Tygodnikiem Powszechnym”. WIĘCEJ






 
„Krrrokodyla daj mi, luby”
 Anita Piotrowska


Jest wajdowska „Zemsta” rzetelnie zrealizowaną, miejscami po mistrzowsku zagraną filmową krotochwilą, która zdecydowanie bardziej śmieszy niż przestrasza. Twórcy filmu najwyraźniej polubili ten dziwaczny, muzealny świat z archaicznym zamkiem, zakonserwowanym sarmackim obyczajem i rubasznym humorem. Czepiając się, można by im zarzucić, że owej sympatii jest w filmie trochę za dużo; że brakuje ostrzejszego spojrzenia przełamującego sympatyczną swojskość i zbyt słabo wygrano w filmie atmosferę dekadencji czy nadchodzących przemian. Lecz pojawiające się tu i ówdzie opinie, jakoby film był zrobiony po nic i zawieszony w historycznej i artystycznej próżni, wydają się mocno przesadzone: z klasycznej komedii nie można robić na siłę publicystycznej szopki. Powstał film na pewno nieporównywalny z epicką „Ziemią obiecaną” czy frenetycznym „Weselem”, ale za to lekki i odświeżający. WIĘCEJ

„ZEMSTA”. Reżyseria i scenariusz na podstawie dramatu Aleksandra Fredry: Andrzej Wajda, zdj.: Paweł Edelman, muz.: Wojciech Kilar, scenogr.: Tadeusz Kosarewicz, Małgorzata Dupont, kost.: Krystyna Zachwatowicz, wyst.: Janusz Gajos, Andrzej Seweryn, Roman Polański, Katarzyna Figura, Agata Buzek, Rafał Królikowski, Daniel Olbrychski, Lech Dyblik, Henryk Gołębiewski i inni. Dystryb. Vision. Polska 2002. 





 Pilch w Pilchu
  Jan Gondowicz


 
Jerzy Pilch, „Upadek człowieka
 pod Dworcem Centralnym”,
 Kraków 2002,
 Wydawnictwo Literackie.

 
Na Krakowskim u Prusa Pilch kosztuje trzydzieści dwa dziewięćdziesiąt, że też nie znają w Warszawie, rzekłby Pilch-krakowianin, takiej dobrej księgarni, no tak, patrzę, żadnej znajomej gęby, nie znają i znać nie chcą, ciekawe, ile by kosztował na Dworcu Centralnym, tam jego miejsce z racji tytułu, ogólnej przyjezdności autora i faktu, że Dworzec Centralny to centrum Warszawy, a raczej Warszawa cała jest Dworcem Centralnym, tak, Dworcem Centralnym jest z racji biegań, lunatycznego snucia się i potrącań, struktury labiryntu i sąsiedztwa fałszywych marmurów z prawdziwymi lumpami, ach ten glanc wielkiego świata i trupi smrodek zastarzałego brudu, na Dworcu Centralnym wszystko droższe, owszem, tu bywa wszystko, lecz zawsze droższe, a przy tym byle jakie. WIĘCEJ





Kultura w szponach polityki

Literatura i słabość

Przemysław Czapliński

Nie sądzę
, by polityczność szkodziła literaturze. Literatura – słabsza medialnie od debat rządowych, rozrywki, biznesu czy sportu – właśnie dzięki słabości może odzyskać istotną rolę w społecznej komunikacji. Potrafi ona bowiem pisać i czytać świat ze zmiennej perspektywy, to zaś jest regułą politycznej gry, jaką dzisiejsza literatura i krytyka może – nie bez szans na zwycięstwo – prowadzić z wielką polityką. Stawką gry nie jest oczywiście obalanie rządów i ustrojów, lecz uświadamianie, że życie każdego z nas uplątane jest w reguły rządzenia. Literatura zachęca nas więc do spojrzenia na siebie z perspektywy silniejszego (którego mimowiednie wspieramy swoim codziennym życiem) i z perspektywy słabszego, którym rządzimy, nie zawsze tego świadomi na tyle, by ograniczać swoją władzę. WIĘCEJ

„Nikt dziś nie uwierzy – w takiej atmosferze kulturalnej, jaka u nas panuje – w bezinteresowność twojego krytycznego sądu. Każde zdanie będzie dowodem, że uczestniczysz w spisku politycznym Żydów i masonów, albo uknutego przeciw Żydom i masonom” – pisał w 37. numerze „TP” Andrzej Werner. Jego artykułem „Pióra i maczugi” rozpoczęliśmy na naszych łamach debatę o „kulturze w szponach polityki”. 
Tydzień później opublikowaliśmy polemikę Stefana Chwina „Polityka jest piękna”. „Że ktoś namiętnie, z furią zjeżdża czyjąś powieść za to, że czuje w niej zapach liberalno-demokratycznej politycznej poprawności albo woń ksenofobicznej myśli narodowej? Ależ, proszę bardzo!” – pisał autor „Hanemanna”.
,,Wolny rynek idei generuje podobne patologie, jak wolny rynek w sferze ekonomii. Przestrzeń kultury może być również postrzegana jako sfera wpływów, możliwości i wreszcie – władzy” – przestrzegał w numerze 39 Jarosław Klejnocki. Wkrótce kolejne głosy.




Zawiej

Ks. Adam Boniecki

Do notatki Pawła Kądzieli i wspomnienia Bronisława Mamonia o Jerzym Zawieyskim („TP” 40/2002) chcę dodać dwa szczegóły. Gdy Zawieyski w latach 1953-56 z racji ideowych nigdzie nie drukował, znalazł się w ciężkiej sytuacji nie tylko materialnej, ale i moralnej. Przecież w każdej chwili mógł opublikować swoje utwory, a pisał stale... do szuflady. Powiedział mi wtedy: „Jestem prowadzony krawędziami pokus”. Pokusą była permanentna gotowość PAX-u, który Zawieyskiemu proponował wydanie jego dzieł. Przy jego konstrukcji psychicznej „stan niebytu”, który wybrał, był szalenie trudny. U Zawieyskiego była to naprawdę dramatyczna walka o wierność podstawowym zasadom. WIĘCEJ












FELIETONY




JÓZEFA HENNELOWA –
Dziwne zmartwienie pani minister


EWA SZUMAŃSKA – Zaufanie; Sprzężenie zwrotne; Odkrycie


ANDRZEJ DOBOSZ – Inwazja 

JACEK PODSIADŁO – Wydaje się taka samotna


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 41 (2779), 13 października 2002

Szczegółowe omówienie


Obraz tygodnia



Kronika religijna

 

Medytacja Biblijna

 

Ks. Mieczysław Maliński

 

Liturgiczne czytania tygodnia


Kobiety w Biblii


Komentarze

 

Przegląd prasy krajowej

 

Przegląd prasy zagranicznej

 

 

Notatki

 

Wśród książek


Mieszaniny

 



Listy 


Listy - apel o pomoc

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl