O wszystkim


Inwazja

ANDRZEJ DOBOSZ


„Dla rozumnego stworzenia jedynie rzecz niezgodna z rozumem jest nie do zniesienia, natomiast każda rzecz zgodna z rozumem jest do zniesienia” – powiada mój ulubiony Epiktet. Czasem jestem gotów posunąć się w stoicyzmie jeszcze dalej. Zdarzenia, które wydają mi się niezgodne z rozumem, budzą moje żywe zadowolenie.
Oto w maju tego roku na aukcji Christie’s w Nowym Jorku sprzedano obraz Jean Michela Basquiata, zmarłego w roku 1988 w wieku 27 lat, za pięć i pół miliona dolarów. Jest to płótno o rozmiarach metr osiemdziesiąt na trzy metry osiemdziesiąt, przypominające malunki na ścianach opuszczonych budynków przemysłowych; w znacznej części zamalowane na czarno z paroma nabazgranymi białymi cyframi. Jego prawą część wypełnia zarys figury o mniej więcej ludzkich kształtach. Obrysowana na biało twarz jest czarna z białymi oczodołami i zębami. Z uniesionych do góry rękawów czerwonej kurtki sterczą na rozjaśnionym tle czarne szkielety dłoni. Widząc coś podobnego w biednym zaułku przyśpieszyłbym kroku. We wnętrzu z nim czułbym się źle, ale szczęśliwie nikt z posiadaczy podobnych dzieł nie wpadł na pomysł, by mnie zaprosić. Cena, którą zapłacono, nie wydaje się być zgodna z moim pojęciem rozumności. Cieszę się jednak, że podobają mi się obrazy nie aż tak kosztowne.
Ostatnio jednak, przechodząc ulicą Dantego doznałem uczucia, że porządek świata zostaje naruszony. Rue Dante w piątej dzielnicy Paryża została przebita między bulwarem St. Germain, a ulicą Galande w roku 1897. Wcześniej był tu mały cmentarz żydowski otoczony budynkami sprzed siedmiu, sześciu, pięciu i czterech stuleci. Budowę wszystkich dziewiętnastu sześciopiętrowych kamienic na tej ulicy zakończono w roku 1902. Każdą z nich projektował inny architekt. Wszyscy jednak zachowali podobny styl – ozdobny, z pompatycznymi balkonami, już bliski secesji, ale jeszcze do niej nie dochodzący. Jedynie wyryty w kamieniu podpis Leona Daubourg, autora domu nr 5, ma już secesyjny krój liter. Tu właśnie sprowadził się prezydent Loubet, gdy w lutym 1906 wygasał jego mandat. Fasady mają od 5 do 7 okien. Mieszkania są pięcio- i sześciopokojowe. Byłem w jednym z tych domów, bo mieszka tam kolega naszego syna. Parkują tu stale skromniejsze modele Mercedesa, najnowsze – nigdy starsze niż trzyletnie, duże Renaulty i Peugeoty. Nie widziałem za to nigdy Porsche’a czy Bentley’a. Gotów byłbym przyjąć zakład, że nie mieszka tu żaden kolekcjoner Bonnarda czy Picassa. Wyobrażam sobie natomiast, że można by zobaczyć J.J.H.Tissota, Wiliama Bourguereau, czy P.C. Helleu, ale może i jakiegoś Corota. Przechodząc tędy setki razy nigdy nie spotkałem kogoś proszącego o wsparcie. 
W większości parterów są po dwa lokale sklepowe. Odkąd pamiętam była to ulica księgarni i antykwariatów z książkami. Ten pod szóstym specjalizował się w starych ilustrowanych wydaniach Juliusza Verne’a. Na wystawie drzemał kot ściągający uwagę przechodzących dzieci. W ciągu ostatnich dwu lat księgarnie kolejno zaczęły znikać. Ich miejsce zajmują sklepy z figurkami z komiksów. Figurki i figury w rozmiarach od kilkunastu centymetrów do półtora metra wyobrażają Tintina, jego psa Milou i profesora Tournesola, ale coraz częściej stwory z gwiezdnych wojen. Monstra w płaszczach i hełmach średniowiecznych z mieczami, lecz także z maszynowymi miotaczami płomieni. Obu kategoriom figur towarzyszą też liczne wampy. Wampa definiował profesor Doroszewski w dziewiątym tomie swego słownika, jako kobietę demoniczną, zachowującą się w sposób wyzywający. Wampy z ulicy Dante przyjmują z reguły pozy wyuzdane, których opisy pominę.
Ten rodzaj wyrobów nie budzi oczywiście mojej sympatii. Rewoltujące wydały mi się dopiero ich ceny. Figurki Tintina i jego pieska zaczynają się od 13 euro. Ale już 35-centymetrowy biust chłopca kosztuje 251 euro. Przedmioty są z różnego rodzaju tworzyw. Plastiki nie przekraczają stu euro. Inne, z mas zawierających żywice, sprzedawane są za setki euro. Pod numerem czwartym pojawił się na wystawie smukły jegomość wysokości około 50 cm, w smokingu z papierosem w wyciągniętej dłoni, jednak z czymś w rodzaju pocisku czy rakiety umieszczonym w miejscu głowy. Kartka informuje, że istnieje jedynie 15 takich egzemplarzy. Cena jednego – 700 euro. Pensja profesora Uniwersytetu Warszawskiego równa się 600 euro, francuski zasiłek dla osoby na trwałym bezrobociu wynosi około 400 euro miesięcznie.
Do dziś utrzymały się tu tylko dwa antykwariaty: jeden prowadzi stare książki kucharskie, drugi działa w zakresie nauk ścisłych. Ostatnio miejsce antykwariatu z powieściami Verne’a i kotem na wystawie, zajął dziesiąty już na ulicy Dantego magazyn potworności. W każdym z nich widać zawsze klientów: jakichś mężczyzn po dwudziestce, dość szarych, socjologicznie trudnych do zaklasyfikowania. Nie używają oni z reguły marynarek i krawatów. Oglądani z ulicy sprawiają wrażenie znawców wybierających w skupieniu rzadkie dzieła do swych kolekcji.










 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 41 (2779), 6 października 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl