Wspólny rynek i wspólny kryzys Ameryki Południowej 


Tango i domino

Marcin Żurek z Miasta Meksyk



W 1995 r. cztery kraje Ameryki Południowej – Argentyna, Brazylia, Urugwaj i Paragwaj – utworzyły MERCOSUR: Mercado Común del Sur, czyli Wspólny Rynek Południa. Niemal od początku gnębiony był on przez kryzys gospodarczy, za który dziś niezbyt słusznie wini się tylko Argentynę. Czy dziś, niemal rok od wybuchu w Argentynie, czeka nas kolejna dramatyczna eksplozja: w Brazylii? 


Kryzys w Argentynie nieuchronnie musiał wywołać reperkusje w krajach sąsiednich. Jednak popularne wśród zachodnich komentatorów formułki efecto tango oraz efecto domino są nadużywane i nieprecyzyjne: choć słusznie wskazują na powiązania między państwami tworzącymi MERCOSUR, przesłaniają ich wewnętrzne problemy. 
Tymczasem kłopot Brazylii to przekraczający... 250 miliardów dolarów dług zagraniczny i kryzys giełdowy. A nieufność inwestorów, przewidujących powtórzenie się sytuacji w Argentynie i uciekających z Brazylii, bierze się nie tylko z obaw przed skutkami zależności łączących te kraje. W pierwszą niedzielę października w Brazylii odbędą się wybory prezydenckie i wiele wskazuje na to, że zwycięży założyciel lewicowej Partii Robotniczej, niegdysiejszy działacz związkowy, Luis Inacio Lula da Silva. Lula cieszy się dwukrotnie wyższą popularnością niż zajmujący drugie miejsce w sondażach José Serra, wspierany przez obecnego prezydenta Fernando Henrique Cardoso. 
Finansista George Soros, który przygląda się wydarzeniom w Brazylii, ostrzegł niedawno przed głosowaniem na Lulę, twierdząc, że rezultatem jego zwycięstwa będzie zawieszenie spłaty długu, co spowoduje upadek giełdy i kryzys na skalę argentyńską. Przestraszeni inwestorzy, wycofując się z giełdy, już doprowadzili do jej załamania. Dziś Lula zobowiązuje się respektować wszelkie zobowiązania finansowe i stara się zatrzeć dawny wizerunek agresywnego związkowca. Pozytywnym sygnałem dla inwestorów jest przyznany przez MFW na początku września kredyt 30 mld dolarów, który – w kontekście postawy Funduszu wobec Argentyny – można odczytać jako wyraz akceptacji dla Luli. Jednak trwałe przywrócenie równowagi giełdowej nastąpić może chyba jedynie w przypadku jego porażki.
W połowie roku wydawało się, że scenariusz argentyński powtórzy się w Urugwaju, gdzie masowo zaczęto wycofywać oszczędności bankowe, spadła wartość państwowych obligacji, a głęboka inflacja spowodowała wzrost długu zagranicznego (10 mld dolarów) do niemal 100 proc. wartości dochodu narodowego. W sierpniu doszło już nawet do zbiorowych rabunków w centrach handlowych stolicy – Montevideo. Zdesperowany prezydent Jorge Batlle skierował swą pochopną furię w stronę polityków argentyńskich, nazywając ich hurtowo „bandą złodziei” i twierdząc, że kryzysu w regionie można było uniknąć, „gdyby na kilka lat przestali kraść”. 
Irytacja Batlle jest w jakiejś mierze zrozumiała, bo sięgające XIX stulecia zależności i związki Urugwaju z Argentyną, musiały tym razem przynieść negatywne konsekwencje. Urugwajskie problemy zaczęły się jednak na długo przed kryzysem argentyńskim, który pogłębił tu jedynie recesję, trwającą od czterech lat. Spadek dochodu narodowego w tym roku szacuje się na 11 proc., w przyszłym zaś na 5 proc.; inflacja sięga 50 proc., a bezrobocie 17 proc.. Zdesperowani obywatele domagają się dymisji ministra finansów i głośno wyrażają dezaprobatę dla rządu. Złość społeczeństwa jest tym większa, że reakcją Batlle na pierwsze oznaki zapaści i deficyt budżetowy były cięcia w wydatkach i wyższe podatki. Chwilowo groźba kryzysu została jednak zażegnana dzięki kredytom, sięgającym 4 mld dolarów, a przyznanym przez MFW i Bank Światowy.
Jeszcze dramatyczniej wyraża się desperacja społeczeństwa Paragwaju: manifestacje w stolicy Asunción, pod hasłem ustąpienia prezydenta Luisa Gonzaleza Macchi, przekształciły się w zamieszki, w których zginęły dwie osoby; tłumy blokowały też granice z Brazylią i Argentyną.
Historia niepodległego Paragwaju zaczęła się od dyktatury Gaspara Rodrigueza de Francia, który – świadom słabości swego kraju, wciśniętego między potężną Brazylią i Argentyną – zamknął go przed wpływami zewnętrznymi. Jednak kilkadziesiąt lat po śmierci „doktora Francia” Paragwaj został niemal unicestwiony przez Triple Alianza – przymierze Brazylii, Argentyny i Urugwaju. Dziś imperialistyczne zapędy sąsiadów Paragwaju należą do przeszłości i nic nie zostało też z autarkii Rodrigueza. Powiązania Paragwaju z Argentyną powodują, że i jego dotknął tamtejszy kryzys. Inflacja w tym roku zbliża się do 30 proc., a bankructwo Banco Aleman wywołało panikę i wycofywanie oszczędności. Jednak źródła wszystkich tych problemów są głębsze niż kryzys w Argentynie, który zaczął się w grudniu 2001. To dziesięciolecia rządów paragwajskiej Partido Colorado w większym stopniu niż politycy argentyńscy ponoszą winę za sytuację. Nawet przywrócenie demokracji w 1989 r. nie oznaczało końca wyniszczającej ten kraj korupcji i nepotyzmu. 
Brytyjski socjolog Teodor Shanin, autor teorii podważających tradycyjne modele ekonomiczne szacuje, że „ponad połowa ludzkości funkcjonuje w gospodarce nieformalnej, nie mieszczącej się w teoretycznej dychotomii kapitalizmu i gospodarki sterowanej centralnie”. Zdaniem Shanina jego koncepcja „gospodarki nieformalnej” pozwala zrozumieć, jak udaje się przetrwać milionom tych, którzy zgodnie z diagnozami tradycyjnej ekonomii dawno „powinni” umrzeć z głodu.
Ilustracją poglądów Shanina może być Argentyna: niegdyś najbogatszy kraj Ameryki Łacińskiej, gdzie bezrobocie przekracza dziś 30 proc., a połowa społeczeństwa żyje w biedzie lub wręcz nędzy. „Nieformalną gospodarkę” Argentyny tworzą uliczni handlarze, armia cartoneros (zbieraczy śmieci i makulatury) i klienci sieci trueque (handlu wymiennego) – w sumie jedna trzecia ludności. Historia trueque sięga lat 80. i nie było ono wówczas pomysłem na przetrwanie, lecz brało się z tęsknoty za bezinteresowną wspólnotą. 
Dziś ciesząca się ogromną popularnością sieć obejmuje 3 mln osób i 5 tys. nodos (lokali wymiany). Zasady są proste: ci, którzy mają cokolwiek do zaoferowania, otrzymują w zamian creditos, kupując za nie to, czego potrzebują. Poza towarami system ten obejmuje też usługi: pozbawieni klienteli nauczyciele, lekarze, fryzjerzy, krawcy czy murarze przyjmują płatności w creditos. Sieć trueque podlega jednak tym samym przypadłościom co rynek oficjalny: druk dodatkowych creditos, wymuszony przez rozrost systemu, spowodował ich inflację, napędzaną potężnym popytem i niewielką podażą. 
Argentyńczycy szukają również ratunku na wysypiskach śmieci – dają one utrzymanie 300 tys. rodzin. Po dewaluacji peso ceny makulatury wzrosły 20-krotnie, dzięki czemu wytrwały cartonero może zarobić miesięcznie nawet równowartość 170 dolarów – półtorej średniej pensji.
Tymczasem sytuacja gospodarki oficjalnej z wolna stabilizuje się. Zahamowano inflację, wzrosły rezerwy banku centralnego, a rząd informuje o nadwyżce budżetowej. Nie przekonuje to jednak MFW, który odmawia kredytów twierdząc, że nadal brakuje klarownego projektu uzdrowienia tamtejszej gospodarki.
Chilijski pisarz Volodia Teitelboim mówił niedawno w wywiadzie prasowym, że „neoliberalizm, przedstawiany jako jedyne rozwiązanie problemów ludzkości, poniósł porażkę, na co Ameryka Łacińska dostarcza dowodów niemal tragicznych”. Pogląd to dość powierzchowny. Ów „tragizm” wyraża się w zawoalowanej wersji socjalnej segregacji, która nie daje możliwości uczestniczenia w „neoliberalnej” rewolucji Ameryki Łacińskiej tym, którym od stuleci odmawiano nawet statusu pełnoprawnych obywateli. Ale nie ma żadnego nieuchronnego związku między liberalizmem a kryzysem gospodarczym. Przyczyną bankructwa Ameryki Łacińskiej są raczej paternalistyczne dyktatury, gigantyczna korupcja i ekonomiczny analfabetyzm. 
Promieniująca na inne kraje zapaść Argentyny wynikała z nierealnego związku peso z dolarem, ogromnego deficytu w handlu zagranicznym i paraliżującego kraj zadłużenia zagranicznego – jednym słowem, wzięła się z ekonomicznej krótkowzroczności. Z kolei rozczarowanie społeczeństw latynoamerykańskich „modelem neoliberalnym” jest w istocie sprzeciwem wobec „zwykłej” korupcji i nieuczciwości. Nie ma znaczenia, czy krótkowzroczność i nieuczciwość są natury neoliberalnej czy socjalistycznej – skutki są podobne.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 40 (2778), 6 października 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl