W stulecie urodzin Jerzego Zawieyskiego (1902 – 1969)


„Ma Pan tyle darów Bożych...”

Jerzy Zawieyski – Zbigniew Herbert


W setną rocznicę urodzin Jerzego Zawieyskiego, pisarza i polityka, postaci ważnej dla naszego środowiska, wieloletniego prezesa warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej, po 1957 roku członka Koła Poselskiego Znak oraz Rady Państwa, publikujemy, za łaskawą zgodą spadkobierców praw autorskich obu pisarzy – pani Katarzyny Herbert, pani Haliny Herbert-Żebrowskiej oraz pani Anny Bochyńskiej – fragmenty korespondencji Zawieyskiego ze Zbigniewem Herbertem z roku 1952. 
Dla obu pisarzy nie był to rok łatwy – Herbert po przeniesieniu się z Torunia do Warszawy i podjęciu dalszych studiów z zakresu filozofii na Uniwersytecie Warszawskim mieszkał w prymitywnych warunkach w Brwinowie. Utrzymywał się z pisanych pod pseudonimami do prasy katolickiej („Tygodnik Powszechny”, „Przegląd Powszechny”, „Dziś i Jutro”) recenzji, reportaży, sprawozdań z wystaw plastycznych. W wolnych chwilach pisał wiersze, opowiadania, w pierwszej połowie lat 50. powstał też dramat „Jaskinia filozofów”. Jerzy Zawieyski po IV Zjeździe Związku Zawodowego Literatów Polskich w styczniu 1949 r., na którym Włodzimierz Sokorski i Stefan Żółkiewski proklamowali tzw. realizm socjalistyczny jako obowiązujący wzorzec literacki, wycofał się z oficjalnego życia literackiego. W latach 1949–1956 nie ukazała się ani jedna jego książka, do wiosny 1953 r. ogłaszał swoje utwory literackie w „Tygodniu Powszechnym” i w „Znaku”. W latach następnych żył więcej niż skromnie dzięki pomocy Kościoła – odbywał wieczory autorskie w seminariach duchownych i rozmaitych ośrodkach duszpasterskich. W tych mrocznych latach dla obu pisarzy ważnym punktem oparcia, a także ważnym punktem odniesienia w przekonaniu o słuszności trwania w oporze były Laski i grono wybitnych postaci współtworzących Dzieło Matki Czackiej – s. Teresa Landy, s. Katarzyna Steinberg, s. Maria Gołębiowska, Antoni Marylski. 
Oryginały listów Zbigniewa Herberta przechowywane są w Muzeum Literatury im. A. Mickiewicza w Warszawie, autografy listów Jerzego Zawieyskiego w Archiwum Zbigniewa Herberta; Pani Katarzynie Herbertowej dziękujemy za łaskawe udostępnienie ich do druku. Edycja książkowa zachowanej korespondencji między obu pisarzami z lat 1949–1967 ukaże się wkrótce nakładem Biblioteki „Więzi” w Warszawie.

Paweł Kądziela





1

 

[Krynica] Dn. 14 II 1952

Kochany bardzo Panie Zbyszku!
Kłaniałem się „Przystani”, którą mijam często w drodze na spacery. Dużo tu ludzi – pogoda narciarska, czasem zaświta słońce. Tępię swoją anemię i wyczerpanie nerwowe. Piję dużo wód i biorę liczne, nudne zabiegi. Trochę czytam. Jestem tu zupełnie sam. Wiele dobrych, najlepszych myśli Panu posyłam.
Oddany Panu

Jerzy Z.
willa „Pogoń”


2

[Krynica] Dn. 14 II 1952

Kochany Panie! Poznałem dziś Nikifora1, niestety, nie mogłem się z nim dogadać. Kupiłem dwa obrazki, jutro ma mi przynieść świątki. Przeczytałem dziś (...) 2 Jest piękne i wstrząsające. Przez tę lekturę lepiej Pana poznaję. Czytałem też w 31 n-rze „Znaku” odpowiedź prof. Elzenberga na ankietę3. To, co on pisze, jest mi dobrze znane, gdy byłem na innym brzegu. Ibsen i Berent – to świetny klucz do zrozumienia Pańskiego Profesora. Ale ci dwaj pisarze, niestety, bardzo mnie odpychają. Dziś dużo o Panu myślałem. Rozumiem (ale smucę się do głębi), że muszę Pana w wielu sprawach razić. Jestem jednak pewien, że spotkamy się po tej samej wielkiej i tragicznej stronie, po której jestem. Pamiętam zawsze o Panu w modlitwach.
Serdecznie Drogiego pana pozdrawiam i proszę o pojawienie się u mnie po 10-ym marca.

Jerzy Zawieyski


1 Herbert opublikował w „Tygodniku Powszechnym” (1950, nr 43, s. 8) pod ps. Patryk „Wywiad z Nikiforem”. Czytamy w nim, że pracownią artysty jest „wąski murek przed Nowymi Łazienkami w Krynicy. Na murku siedzi mistrz. Maluje. Przed nim farby, kaseta, kilka gotowych już obrazków i ów list do przechodniów. »Jestem malarzem samoukiem. Potrafię malować, tylko nie mam wszystkich narzędzi. Nie mam pieniędzy do malowania i nie mam za co kupić farby. Farby są drogie, każdy kolor kosztuje 30 złotych. Za wszystkie farby trzeba dać 500 zł. Proszę więc Szanowne Państwo kupować moje obrazki. Bóg zapłać każdemu.«”. 
2 Tytuł nieczytelny.
3 Zob. „Znak” 1952, nr 1, s. 82-85. W ankiecie postawiono pytanie: Jakie książki ostatniego stulecia odegrały decydującą rolę w ukształtowaniu mego poglądu na świat oraz postawy moralnej? Proszono o wymienienie książek z następujących dziedzin: 1) powieść, 2) poezja, 3) religia i filozofia, 4) nauki specjalne. Henryk Elzenberg w liście do Herberta z 14 III 1952 pisał: „W mojej odpowiedzi dla »Znaku« skreślony został (oczywiście ab extra) ważki ustęp końcowy, w którym się zastrzegałem przeciw imputowaniu mi trzech rzeczy: raz jeszcze – pełnej kiedykolwiek solidarności z Nietzschem, a dalej: obecnej teoretycznej z całością etyki Gandhiego, i wreszcie: dogmatycznej ze »Znakiem« samym. Ale zanadto pochwaliłem Gandhiego (»mistrz i wzór«), to położyło ten finał, z którego byłem wyjątkowo zadowolony pod względem umiejętności sformułowania”. Cyt. za „Zeszyty Literackie” 1996, nr 4 (56).

 

3

wtorek/środa, 19 II 1952

Wielce Szanowny i Bardzo Kochany Panie,
Bardzo dziękuję za kartkę z widokiem ogólnym na Krynicę i Pana tameczne życie. Cieszę się, że wypoczywa Pan i wróci bez anemii i z mocnymi nerwami. Piszę – zapewne niepotrzebnie – aby podzielić się swoją samotnością. To bardzo dziwne, że samotność tak bardzo łączy ludzi i ułatwia im porozumienie.
O sobie. Piszę różne zarobkowe bzdury i już mi słaby organ intelektualny więdnie i wiotczeje. Siedzę teraz w Brwinowie i słucham chrobotu myszy, pomiaukiwania kota i basowych nut krowy sąsiadki. Jest późno. Dwunasta. Gdybym zamknął oczy, słyszałbym jeszcze wiele innych głosów, ale takich, których nie ma poza moją wyobraźnią. Dziękuję Ci Panie Boże za wyobraźnię, która daje mi złudzenie innych światów, która kiedy wracam do rzeczywistości jest wstępem do pokuty, lekcją pokory uczącej niewspółmierności „mego świata” i Twego świata – tak się może dzisiaj będę modlił.
Byłem na „Profesji p. Warren”.1 Shaw jak Shaw, ale Eichlerówna świetna: to wielka sztuka tak artystycznie nasycić wulgarność. W ostatnią niedzielę słuchałem Bacha. Grali III koncert Brandenburski. Cudowny koncert na dwoje skrzypiec d-moll, świetnie zagrany przez pp. Umińską i Dubiską2. Jest w tym koncercie takie largo ma non tanto, że Boże miły zlituj się. To jest nie tylko sama muzyka, ale także prosta i niezgłębiona sztuka. Pan raz tak dobrze napisał o Bachu (to jest mój ulubiony fragment prozy poetyckiej)3. Dalej jest tylko milcząca modlitwa i jeszcze może cichy płacz na dwoje oczu.
Jakoś tak się zdarza, że doznaję wciąż objawów ludzkiej dobroci. Ostatnio wzruszył mnie bardzo mój Mistrz prof. Elzenberg4. Zostałem wezwany także do Lasek, tacy tam wszyscy mili i dobrzy. Tylko coś knują, zdaje się będą Pana prosili o interwencję w „Tygodniku” w moim imieniu, bardzo mnie to boli i proszę Pana, aby Pan odmówił udziału w tym spisku. Od nowego miesiąca będę najpewniej „na posadzie”.
Jacy my jesteśmy zabawni (a może to tylko ja?). Tak bardzo potrzebujemy ludzkiej troski i czułości. A kiedy zjawia się miłość, uciekamy od niej.
Tyle Panu już o tym mówiłem, a nie powiedziałem nigdy, że ona jest dobra. Niedawno przesłała mi reprodukcje mego ulubionego obrazu El Greco – i wiersz, który nosiłem długo wyskoczył mi z głowy. I kto to zrozumie, że ten wiersz o ciemnym Toledo to jest pozdrowienie dla ukochanej, do której nie mogę (taka umowa) pisać listów. Trzeba uśmiechać się do ludzi w tramwaju, kupić nieznanemu chłopcu cukierki w nadziei, że te drobne akty, gdzieś tam dotrą do niej jak mała fala pamięci, wiernej pamięci, jak myśl powierzona powietrzu.
Sentymentalne zwierzę ze mnie i tylko Panu mogę moją nicość wyspowiadać.
Bardzo, bardzo serdecznie pozdrawiam i życzę miłego wypoczynku.

Zbigniew

P.S. Dobry Ded Chrzanowski przysłał mi miły list. On jest naprawdę bardzo miły i dobry. Proszę go pozdrowić, jeśli przy okazji spotka go Pan w Krakowie, także dla p. Turowicza, Woźniakowskiego, p. Starowieyskiej-Morstin i Gołubiewa ukłony i pozdrowienia.
Bardzo się cieszę. „Dno studni Niepamięci” wydrukowali i to tak ładnie5. Jeszcze raz sobie przeczytałem, czekam na drugą połowę. Tyle w tym dobrej poezji, która trafia do serca szybciej niż spadająca gwiazda i piękniejsza jest od kolumny ze złota i srebra.

1 G. B. Shaw, „Profesja pani Warren”, reż. Wilam Horzyca, Teatr Współczesny w Warszawie, premiera 30 listopada 1951 r.
2 Eugenia Umińska (1910–1980), skrzypaczka, uczennica J. Jarzębskiego, prof. PWSM w Krakowie, w latach 1964-66 rektor tej uczelni. Irena Dubiska (1899-1989), skrzypaczka, uczennica B. Hubermanna, prof. PWSM w Warszawie. 
3 Zob. J. Zawieyski, „Notatnik liryczny”, „Twórczość” 1955, nr 8, s. 9.
4 H. Elzenberg zaproponował Herbertowi pożyczkę, pisał w liście z 11 listopada 1951 r. „Otóż chcę koniecznie Panu pożyczyć 300 zł teraz i ewentualnie drugie 300 w grudniu, żeby Pan mógł przebrnąć jako tako przez pierwszy ciężki okres w Warszawie.” Cyt. za: „Zeszyty Literackie” 1999, nr 4 (68). 
5 Opowiadanie „Dno studni Niepamięci” Zawieyski ogłosił w „Tygodniku Powszechnym” 1952, nr 7, s. 1-3, nr 8, s. 5-6, nr 9, s. 8-9.


4

Krynica, 23 II 1952

Bardzo, bardzo kochany i uroczy przyjacielu!
Przesyłka Pana była prawdziwą niespodzianką. Połknąłem tę książeczkę w ciągu jednego popołudnia. Wczoraj lało i źle się czułem, więc wzruszający dowód Pana pamięci przyszedł w samą porę. 1-go stąd wyjeżdżam, zatrzymam się kilka dni w Krakowie. W W-wie będę 10-go. Proszę zaraz się pokazać, bardzo się stęskniłem za Czarusiem.
Ściskam

Jerzy Z.
Czekam środa 12-go wieczorem.


5

[ok. 13 IV 1952]

W Pan
Jerzy Zawieyski

Wielce Szanowny i Kochany Panie!
Do Pana Marylskiego1 napisałem dlaczego i jeszcze raz żałuję, że nie udało mi się zobaczyć Pana na tle Lasek. Jest tam pewnie teraz ślicznie i bardzo podniośle. Bardzo jestem ciekaw, jak wypadł Pana śpiew na chórze.
Trochę czytam i myślę o Panu i Jego „Dnie studni Niepamięci”. W tajemnicy Abrahama jest tyle rzeczy: cały paradoks wiary i tej najtrudniejszej dla mnie miłości Boga, która walczy z naszą słabą, ziemską miłością człowieka. Każdy z nas stanął kiedyś z otwartym nożem nad śliczną głową swego Izaaka. Góra Moriah jest tak samo skalista i trudna jak Golgota.
W ostatnim „Tygodniku” połknąłem z całym przejęciem i zachwytem artykuł o Liebercie2. Daje on dużo do myślenia piszącym, którzy szukają. Siostrze Teresie pokłon, wdzięczność. Żałuję, że w tym samym numerze jest także zły wiersz Herberta, który odczytałem jak coś obcego. Był to eksperyment – nieudany.
Myślę, że jest Panu teraz dobrze, że może Pan dużo modlić się, myśleć i pisać.
Aby miał Pan mnie kawałek przesyłam –
Kompozycję z ptaszkami
(– jak świąteczny zakalec –)

otoczyli świat drutami
serce za szybą bijące

ale my im braciszkowie zaśpiewamy
warkoczykom kolorowym kwadratom 
wstążkom

za okruszki za okrągłe oczy
i za palce drapieżne i obce

dochowamy im do końca świata
w drżących dziobkach – kropelkę miłości


A teraz Kochanego Pana mocno ściskam, pozdrawiam i całuję.
Życzę Spokojnych, Zdrowych i Twórczych Świąt

Zbign. Herb.


1 Antoni Marylski (1894-1973), współtwórca wraz z Matką Różą Czacką i ks. Władysławem Korniłowiczem Dzieła Lasek, w 1971 r. przyjął święcenia kapłańskie. Herbert był blisko z nim zaprzyjaźniony, zob. wspomnienie poety o panu Marylskim w: J. Moskwa, „Antoni Marylski i Laski”, Kraków 1987. 
2 Zob. Silvester (właśc. s. Teresa Landy), „Jerzy Liebert”, „Tygodnik Powszechny” 1952, nr 15, s. 11-13. W tym samym numerze na s. 4 wydrukowano wiersz Herberta „Madonna z lwem”. 


6

Warszawa, 30 IV 1952


Kochany p. Zbyszku!

Piszę specjalnie w intencji Pana imienin, które przypadają podobno (bo tego nie jestem pewien) na 5-go maja. Tego dnia będę gorąco prosił naszego Ojca w niebie, aby dał Panu wszelkie niezbędne łaski dla dobrego życia i dobrej pracy, która by w świecie pomnożyła „kropelkę miłości” i kropelkę piękna. Chciałbym też, żeby Pan nie wyglądał jak własny cień, żeby buzia była okrągła i żeby nie miało się wrażenia, że Pana porwie ladajaki silniejszy wiatr. Ma Pan tyle darów Bożych, o których pewno Pan nie wie, tyle uroku, że ciągle – ci, co Pana kochają – chcieliby dziękować Bogu, że Pan w ogóle jest, że dany nam Pan jest, aby nas wzruszać i radować. Niech Pan też, nawet z głębi swoich smutków, westchnie czasem do Nieba i powie „dziękuję”.
Kiedy Pana zobaczę? Pewna rzecz nowonarodzona czeka, żeby Pan ją zaakceptował. Ale to nie najważniejsze. Godzę się, aby Pan nie wracał pod warunkiem, że u Mamy trochę się Pan odżywi i wróci bardziej cielesny i materialny.
Laski też za Panem tęsknią. Marylski bardzo to odczuwa, że Kubiak do niego nie przyjeżdża. Powiedziałem, żeby się tym nie przejmował, bo niewierność jest lekkomyślną i uroczą, choć bolesną cechą młodości. Siostra Teresa biada, że na jej wykładach nie bywa ani Pan, ani Kubiak1. Zachowałem milczenie, chociaż wiem, jakie są powody.
Wiersz Pana – ten o ptaszkach – jest prześliczny. Wiele osób go przepisało, wielu czytywałem głośno. Dziękuję też za Garcia Lorkę – to wspaniały poeta – i trafił Pan tym podarunkiem w moje serce. Więc i za to dziękuję – i za to, że Pan jest, że czasami Pan do mnie przychodzi, że mnie Pan darzy zaufaniem. Pan Włodzimierz2, dzięki Panu, napisał do mnie b. miły list. Odpisałem, ale nie jestem pewien, czy dobrze zaadresowałem. Czy otrzymał kartkę ode mnie? Jeśli Pan już wyjechał z Sopotu, to pewno ten list Panu odeślą. Niech Pan do mnie zajdzie, smutno bez Pana, gdy jest Pan tak daleko.
Serdecznie Pana ściskam i gorąco pozdrawiam – 
oddany sługa

Jerzy Zawieyski


1 Siostra Teresa Landy (1894-1972), filozof, krytyk literacki i tłumaczka, od 1928 w Zgromadzeniu Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża. W latach 50. prowadziła w Laskach wykłady z tomizmu, na których bywał Herbert i Zygmunt Kubiak.
2 Włodzimierz Wnuk (1915–1992), prozaik, w latach 1948-53 był kierownikiem oddziału „Słowa Powszechnego” w Sopocie.


7

Warszawa, 12 V 1952

Kochany Panie Zbyszku!
Dziękuję za kwiatki i za serdeczne słowa, jakie zastałem w domu.
Pragnę Pana zobaczyć jak najprędzej. W środę wyjeżdżam do Lasek, autobusem o godz. 10.30 rano. Czy nie przyjechałby Pan do Lasek? Ucieszą się bardzo. I ucieszy się Marylski. Jeśli Pan nie będzie mógł przybyć – to proszę obu Panów w czwartek, na godzinę 6-tą popół. Będzie Muś Skórzyński i Czapow1. Czy Pan ich zna? Bardzo mili i b. inteligentni ludzie.
Ale chcę też Pana zobaczyć sam na sam. Bardzo o to proszę. Nowe moje dziecię czeka na Pana z utęsknieniem. Nazywa się „Niezwyciężony Herakles”2.
Dziś gniecie mnie chandra. I bardzo mi smutno.
Czekam na Pana z utęsknieniem

Jerzy Zawieyski


1 Zygmunt Skórzyński oraz Czesław Czapow (1925-1980), socjologowie.
2 Dramat „Niezwyciężony Herakles” ogłosił Zawieyski w „Tygodniku Powszechnym” 1952, nr 35, s. 1-2 , nr 36, s. 6-7.


8

Warszawa 30 IX 1952

Ukochany poeto! Bardzo za panem tęsknię, a tęsknoty jesienne są rzewne i smutne. Więc niech Pan czym prędzej przyjedzie, tak mi naprawdę brak kochanego pana, tym bardziej, że coś piszę, coś takiego, w czym mi będzie mógł Pan pomóc. Przekręciłem się o 180° i piszę komedię!!!1 Oznacza to, że już nie mogę znieść siebie samego i że postanowiłem się odmłodzić. Więc debiutuję. Proszę wesprzeć swym dobrym słowem biednego debiutanta niżej podpisanego. Proszę zajść po przyjeździe i zawrzeć przyjazno-miłosne przymierze, abyśmy się wspólnie chronili od „powietrza”, głodu i chłodu. Czekam też na wiersze, które z góry kocham i podziwiam. Za uroczą kartkę dziękuję, jest prześliczna, przeurocza, jak ten, kto ją pisał. Bardzo całuję i do nóg się ściele kochanemu poecie Jego –

Jerzy Zawieyski


1 Najprawdopodobniej Zawieyski wspomina komedię w 3 aktach „Tyrteusz”, druk w „Dialog-u” 1956, nr 7, s. 3-36. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 40 (2778), 6 października 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl