Dziwne dziecko


„Wydaje się taka samotna”

JACEK PODSIADŁO


Zabrzmi to nieprawdopodobnie, ale nawet mając przyjaciół, tatę, małpkę, konia i kufer złota człowiek czuje się czasem samotny. Pippi Langstrump rzadko taką widzimy, ale to dlatego, że nauczyła się świetnie sobie radzić ze smutkiem pojedynczości. A dopada ją ta chandra najczęściej po powrocie do pustej willi ,,Idylla” po całym dniu szaleństw lub dalekiej wyprawie. Kiedy na przykład dzieci wracają do domu z ucieczki, Tommy i Annika toną w objęciach rodziców, a Pippi znika. Dopiero wieczorem, w łóżku, tych dwoje przypomni sobie o niej. Że musi jej być smutno samej, tylko ze zwierzakami i własnymi myślami. I zaraz za oknem pojawia się Pippi, która kilka razy okrąża dom lecąc na miotle i rozbawiając swoich przyjaciół. Bo kiedy nadciągają smutki, trzeba zrobić coś wariackiego, taka jest jej metoda.
Zwykle bywa odwrotnie, najpierw smutek musi ustąpić, żebyśmy byli w stanie znowu latać na miotle. Tymczasem Pippi stosuje wobec siebie coś w rodzaju przymusu radości. Jak w nieszablonowym pomyśle anonimowego twórcy znanego szablonu: „Jest ci smutno? Zrób ryjek!”. Jak w ćwiczeniu, wschodniej chyba proweniencji, które w ramach recepty na dobre samopoczucie zaleca 5 minut uśmiechu co rano, może być sztuczny. Być może sprzężenie chemii mózgu z mięśniami od ryjka, uśmiechu i latania na miotle to sprzężenie zwrotne.

Choć nie wygląda na taką, bo do egzaltacji jej daleko, Pippi nosi w sobie tajemnicę. Charakterystyczne, że o swoich smutkach prawie nigdy nie mówi sama, to Tommy i Annika powiadamiają nas o nich. I możemy im wierzyć, wyczuwają jej smutek bezbłędnie. Jeśli nie decyduje się na lot na miotle lub inne szaleństwo, jej myśli kierują się w takich chwilach ku rodzicom. Nie nauczono jej modlitw, więc rozmawia z mamą w niebie i piekielnym tatusiem na Morzach Południowych. Buja się w fotelu i nikt jej nie powie, że to nie bujanie się równo, tylko choroba sieroca. Możemy chyba podejrzewać, że jej tajemnica ma związek z rodzicami. Rola Pippi w życiu dzieci to także rola klauna, zaś klaun nie jest od tego, żeby obnosić się ze smutkiem. Więc jeśli zdradza się z nim, to tylko wtedy, gdy uda się ją podejrzeć. Po powrocie z Mórz Południowych i zjedzeniu arbuzowych pigułek Krummeliusa przeciw dorosłości, Annika i Tommy myją wieczorem zęby. I Annika dostrzega z daleka Pippi. 
„Teraz, kiedy drzewa nie miały liści, można było zajrzeć aż do kuchni Pippi. Pippi siedziała przy stole. Z rozmarzonym wyrazem oczu wpatrywała się w stojącą przed nią małą świeczkę o migotliwym płomieniu.
– Ona wydaje się taka samotna – powiedziała Annika trochę drżącym głosem. – Ach, Tommy, gdyby to było rano, tobyśmy zaraz do niej poszli”.
Ach, gdyby babka miała wąsy! Ach, gdyby pigułki Krummeliusa nie były zwykłymi żółtymi grochami! Ach, gdyby samotność nie była człowiekowi do niczego potrzebna, inaczej wyglądałby ten świat. 
Każdy potrzebuje chwil sam na sam z wielkim Nic i każdy potrzebuje swojego klauna--stróża. Ale gdzie jest klaun dla Pippi? I z jakiej największej odległości klaun może rozśmieszyć? Tzn. jaki zasięg ma radość?
„ – Gdyby spojrzała tu, w górę, to byśmy jej pomachali – powiedział Tommy.
Ale Pippi patrzyła wciąż przed siebie rozmarzonymi oczami. A potem zgasiła świecę”.
Być może zdmuchnęła świecę po to, żeby płakać. Ale tego się już na szczęście nie dowiemy, bo po pierwsze jest ciemno, a po drugie to ostatnie zdanie w książce.


Jacek Podsiadło
skr. poczt. 32, 45-076 Opole 1 

podsiadlo@atol.com.pl


 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 40 (2778), 6 października 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl