Uczelnie państwowe i niepaństwowe

Marcin Król



Studenci ruszają do pracy, a jednocześnie trwają protesty rektorów wyższych szkół niepaństwowych, którzy zostali gorzej potraktowani przez państwo. Chodzi tylko o jedno, ale to jedno jest dla wielu uczelni niepaństwowych bardzo istotne. Tak zwane oddziały zamiejscowe będą mogły tworzyć jedynie uczelnie mające prawo nadawać stopień doktora, a bardzo wiele uczelni niepaństwowych tego warunku nie spełnia. Sprawa jest poważna, bo rzeczywiście prawo traktuje podobne instytucje inaczej, ale argumenty uczelni niepaństwowych jednak nie przemawiają do rozsądku.
Dlaczego? Przecież powstanie uczelni niepaństwowych to rezultat zastosowania praw wolnego rynku do sfery edukacji, z czego powinniśmy się tylko cieszyć. Nie jest jednak oczywiste, czy sama zgoda na powstawanie uczelni niepaństwowych nie była błędem, a teraz władze nie potrafią wybrnąć z zaistniałej sytuacji. Dlaczego zamiast udzielać zgody na powstawanie uczelni niepaństwowych nie spróbowano od razu tworzyć oddziałów zamiejscowych, po co w Konstytucji bezsensowny zapis o tym, że nauczanie w Polsce jest bezpłatne. Starły się tu dwa modele ideologiczne nie mające nic wspólnego z nauczaniem, a zwłaszcza z nauczaniem na poziomie uniwersyteckim i podobnym.
Pierwszy model został oparty na koncepcji amerykańskiej, gdzie niemal każdy może założyć szkołę wyższą i nadawać stopnie jej absolwentom, tyle że wszyscy rozsądni ludzie wiedzą, że ukończenie takiej szkoły nic nie daje, a sama szkoła to rodzaj oszustwa. Obywatelu, broń się sam. W takich dziedzinach, jak psychoterapia czy lecznictwo niekonwencjonalne, jest mnóstwo absolwentów, którzy oszukują ogromne rzesze ludzi. Czy w Polsce zastosowanie tego wzoru było stosowne? Sądzę, że nie, mimo istnienia kilku znakomitych uczelni niepaństwowych. Społeczeństwo nie jest dostatecznie poinformowane, zaś tworzenie uczelni wyższych jedynie dla zarobku mija się z celem. Skąd uczelnie niepaństwowe w mniejszych miejscowościach biorą chętnych i robią mnóstwo pieniędzy? Stąd, że przyjmują bez egzaminu wstępnego, czyli każdy zda i praktycznie, jeżeli płaci, to ma gwarancję, że skończy, choćby się nie uczył lub był matołem. A ponieważ poziom liceów w Polsce jest dramatycznie nierówny, a wielu pracodawców wymaga formalnego zaświadczenia o skończeniu wyższej uczelni, więc biznes prosperuje. 
Drugi model to model Francji czy Niemiec, gdzie praktycznie (poza niewielkimi wyjątkami, jak akademia kulinarna w Paryżu czy nieliczne szkoły dziennikarskie) uczelnie niepaństwowe nie istnieją, a uczelnie państwowe są raczej dobre i mają, szczególnie w Niemczech, bardzo dużo pieniędzy, tak że płace nauczycieli akademickich są stosunkowo wysokie i stabilne. Jednak państwo polskie po prostu nie ma i w przewidywalnej przyszłości nie będzie miało tylu pieniędzy, by zafundować młodym ludziom dość miejsc na naprawdę dobrych państwowych uczelniach. Zaś absurdalny zapis konstytucyjny to wynik kompromisu z Unią Pracy, która się tego domagała i groziła zerwaniem umowy konstytucyjnej. 
Warto było przypomnieć tę historię, by uświadomić, że obecnie sytuacja młodzieży, która chce studiować, jest skandaliczna: brak równości szans, brak informacji, brak pieniędzy. To zaś powoduje powstawanie rynków wtórnych, bo oddziały zamiejscowe również uważam za pomysł niezbyt szczęśliwy, chociaż idący we właściwym kierunku. Państwo miało i ma jedno wyjście, na które jest już być może za późno i będziemy trwali w tym stanie bezładu. Wyjście to polega na zmianie odpowiedniego sformułowania w Konstytucji i umożliwienie uczelniom państwowym działalności dydaktycznej za pieniądze, ale na odpowiednim poziomie. Teraz i tak się to czyni, tylko chyłkiem i nieco w niezgodzie z prawem wyższym, chociaż w zgodzie z niektórymi jego interpretacjami. Można tak się bawić z podatkami (też jestem wrogiem idiotyzmów, jakie uczyniono w ostatnich dniach), ale jest to moralnie naganne, kiedy dotyczy młodzieży. Ogólnie rzecz biorąc doprowadzono do powstania bałaganu, którego zapewne nikt nigdy nie uporządkuje. Bo amerykański wolny rynek jest taką samą mrzonką w Polsce, jak europejskie państwo dobrobytu. 







 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 40 (2778), 6 października 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl