Graal  

MICHAŁ KOMAR

 


Zaginął M. Psychiatra. Wyszedł z domu i nie wrócił. Ostatni raz widziano go na Dworcu Wschodnim. W sierpniu ubiegłego roku. Policja już nie szuka. Żona nie ustaje. Zrozpaczona. Żona nie może zrozumieć. Szczęśliwe małżeństwo. Miłość, mówi żona. Żadnych kłótni. Dzieci udane. Też dostatek znaczny. Nie było powodu, żeby odchodzić. Znałem go. Kiedyś, dawno temu, opowiedział o pacjencie dowiezionym do szpitala. Przez policję. Zimą. Znaleźli go w parku. Zamarzał. Trzeźwy przy tym. Myśleli, że wariat. Z dobrego serca przywieźli. Żeby chociaż odtajał. Rutynowy wywiad trzeba było. Niezbędna formalność. Odpowiadał przytomnie. Nazwisko, imię, zawód. Inżynier, jeśli pamięć mnie nie myli. Chyba z Gdańska. No i co z panem się dzieje? Zmarzłem, ale nie narzekam. Głowa nie boli? Nie boli. No to co? Szczerze? Dobrze by było, żeby szczerze. Szukam świętego Graala. Niech pan opowie. Na początku cedził. Nieufny. M. poczęstował go herbatą. Rozgadał się. O „Percevalu” Chrétiena de Troyes. O Roberta Borrona „Roman de l’estoire dou Graal”. O Wolframie von Eschenbachu. „Le Morte d’Arthur” cytował bez zająknienia. Zdziwił się M. Że taki oczytany pacjent. I zapytał, gdzie ten święty Graal. W jakim miejscu. Podstępny chciał być. Tego nikt nie wie, usłyszał w odpowiedzi. A w takim razie czym on jest? Być może naczyniem, do którego Józef z Arymatei zebrał krew przybitego do krzyża Jezusa Chrystusa. Albo pucharem z Ostatniej Wieczerzy. Nie można zresztą wykluczyć, że to ostrze włóczni, która ugodziła Zbawiciela. Ani to, że Graal jest księgą. Lub szmaragdem, co odpadł z czoła Lucyfera, gdy ten spadał w otchłań. Nie wiadomo, czym jest! Nie wiadomo, gdzie jest! To jak chce go pan znaleźć? Właśnie na tym polega zadanie, odpowiedział tamten. Czyli, że zdrowy na umyśle. Co było robić? Nad ranem M. podarował mu swój płaszcz, odprowadził na dworzec, kupił bilet, dodał parę groszy na drogę. Normalny był. Żaden wariat. Obaj normalni. Porozmawiali. A rok temu M. wyszedł i nie wrócił. Trudno powiedzieć, co się z nim stało. Policja nie wie. Żadnych informacji. Żona jasnowidza opłaciła. Duże pieniądze. Różdżką drygał. Długo nią drygał. Spocił się. Ale nie dał rady.

  




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 40 (2778), 6 października 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl