Czy Karta Ekumeniczna zbliżyła Kościoły europejskie
po ponad roku od jej podpisania?


Entuzjazm i opór

Wacław Hryniewicz OMI



Wielkie projekty i teksty ekumeniczne mają to do siebie, że ich doniosłość dla życia Kościołów ukazuje się dopiero w procesie żywej recepcji i praktycznej realizacji. Charta Oecumenica Kościołów Europy podpisana 22 kwietnia 2001 r. w Strasburgu (tekst Karty w „TP” nr 18/2001) jest nie tyle zwieńczeniem pewnej drogi, ile przede wszystkim zadaniem do spełnienia, wynikającym z potrzeby kształtowania lepszej przyszłości chrześcijaństwa.


W dniach 7-10 września w Ottmaring koło Augsburga w Niemczech odbyła się konsultacja poświęcona sytuacji ekumenicznej w Europie oraz procesowi recepcji „Karty Ekumenicznej” w Kościołach naszego kontynentu. Minęło niespełna półtora roku od jej podpisania przez dwie ważne organizacje kościelne: Konferencję Kościołów Europejskich (KEK), zrzeszającą prawosławnych, anglikanów, protestantów i starokatolików oraz katolicką Radę Konferencji Biskupich Europy (CCEE). Spotkanie w Ottmaring zgromadziło przedstawicieli z 26 krajów. Przez trzy dni usiłowaliśmy wsłuchiwać się w raporty z poszczególnych krajów, ukazujące stopień zaangażowania Kościołów w realizację impulsów Karty i dostosowania jej do wymogów lokalnej sytuacji. Dziś dostępna jest ona w 28 językach europejskich.
Miejsce obrad nie zostało wybrane przypadkowo. Ottmaring – to znane od 1965 r. otwarte osiedle ekumeniczne składające się z 25 domów, w którym mieszkają członkowie protestanckiego Bractwa Wspólnego Życia oraz katolickiego ruchu Focolare. Oni sami mówią o „życiu dla jedności”, o różnicach, które stają się wzajemnym wzbogaceniem duchowym, o jedności urzeczywistnianej w różnorodności. Są tu całe rodziny, są także kobiety i mężczyźni żyjący w dobrowolnym celibacie. Zarabiają na życie wykonując swoje prace zawodowe. Wspólnie się modlą, ale interkomunii nie praktykują, z szacunku dla stanowiska drugiej strony. 
W tej „wiosce ekumenicznej” toczyły się debaty nad Kartą. Atmosferę kształtowała bliskość Augsburga, miasta naznaczonego wielkimi inicjatywami i wydarzeniami – tu 31 października 1999 r. podpisana została uroczyście Wspólna Deklaracja katolicko-luterańska na temat nauki o usprawiedliwieniu.

„Tak” dla Karty
W wielu częściach Europy Karta stała się przedmiotem ważnej dyskusji. Zainteresowały się nią także Kościoły w innych częściach świata, m.in. na Bliskim Wschodzie (przekład na język arabski), w Ameryce i Azji. Światowa Federacja Luterańska przesłała jej tekst wszystkim Kościołom członkowskim. Wydziały Teologiczne w niektórych krajach widzą w niej podstawę do ekumenicznej współpracy. Można już dzisiaj cieszyć się z faktu, że w wielu krajach Kościoły pozytywnie przyjęły apel o większe zaangażowanie w proces pojednania. Katolicy coraz bardziej uświadamiają sobie swoją odpowiedzialność także za sytuację ekumeniczną w innych częściach Europy. Biskupi włoscy podjęli dialog z młodzieżą na temat Karty. Dyskusje nad nią toczą się także w Światowej Radzie Kościołów. 
W kilku raportach mówiono jednak wyraźnie o tym, że bardzo wielu chrześcijan w ogóle o niej nie słyszało, że nie dotarła jeszcze do wspólnot podstawowych, takich jak diecezje, parafie, wspólnoty zakonne. Tymczasem chrześcijanie w Szwajcarii mają poczucie, iż Karta nie wnosi niczego nowego. Wielu mówi: „Jesteśmy o wiele dalej”!
W „Liście z Ottmaring” uczestnicy spotkania ponaglają Kościoły do posługiwania się Kartą, jako tekstem podstawowym dla kontynuacji dialogu zwłaszcza nad naturą i posłannictwem Kościoła oraz nad Eucharystią jako sakramentem jedności. Rzecz jasna, że nie jest ona ostatnim słowem, lecz krokiem naprzód w kierunku nowych etapów dialogu.

Dialog w Europie 
Z przedstawionych raportów zarysowuje się zróżnicowany obraz sytuacji ekumenicznej w Europie. Niektóre regiony znajdują się dopiero w początkach procesu recepcji Karty. Nie można posługiwać się nią w sposób mechaniczny, bez wyczulenia na specyfikę sytuacji historyczno-kulturowej. Niezwykle ważną rzeczą jest podejmowanie prób wspólnej interpretacji historii, zwłaszcza wydarzeń najbardziej kontrowersyjnych, wymagających uleczenia złych wspomnień. W czasie obrad przypomniani zostali ci wszyscy, którzy w naszych Kościołach, zwłaszcza w XX wieku, oddali życie za Chrystusa. Los męczenników jest ostrzeżeniem i apelem o pojednanie. 
Charta Oecumenica zachęciła Kościoły do intensyfikacji dialogu z wyznawcami judaizmu i islamu. Jej dobroczynny wpływ odczuwa się w krajach bałkańskich. W Polsce powoli kształtuje się tradycja obchodzenia Dnia Judaizmu (17 stycznia) i Dnia Islamu (26 stycznia). „Kalendarz Ekumeniczny”, przygotowywany od trzech lat przez grono młodych ludzi w Lublinie, może poszczycić się współpracą chrześcijan, wyznawców judaizmu i islamu. Zawiozłem go do Ottmaring i przedstawiłem w swoim raporcie. Spotkał się z dużym zainteresowaniem uczestników spotkania, jako jedyna dotychczas tego rodzaju inicjatywa. Niektóre Kościoły napotykają jednak, ze względów historycznych i kulturowych, na poważne trudności w relacjach z żydami i muzułmanami. Po 11 września ubiegłego roku dialog interreligijny stał się tym bardziej konieczny. Umacnia się przekonanie, że Kartą należy zainteresować również polityków (w listopadzie 2001 r. Jan Paweł II osobiście wręczył ją m.in. Romano Prodiemu). Jest ona ważnym czynnikiem w procesie integracji Europy.

Głosy sprzeciwu
Niezwykły dokument, którym jest Charta Oecumenica Kościołów europejskich napotyka również na obojętność i opór. Raporty ujawniły proces dystansowania się i niechęci, ukazały poważne trudności, które dawały znać o sobie już podczas jej przygotowywania. Reakcje krytyczne, zwłaszcza w środowiskach konserwatywnych, pojawiły się tam, gdzie prawosławni stanowią większość (Grecja, Serbia, Rosja). Samo słowo „ekumenizm” traktuje się wręcz, jako synonim najgorszej herezji. Spośród krajów byłego ZSRR w konsultacji uczestniczył tylko biskup prawosławny Yeznik Petrossian z Armenii. Choć przy redagowaniu Karty od początku brał udział delegat Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego, w Ottmaring nie pojawił się nikt. Przysłano jedynie faks usprawiedliwiający tę nieobecność. Znalazły się w nim słowa o deklaratywnym charakterze Karty oraz zarzut, że nie bierze ona pod uwagę złożonych relacji między Kościołem a społeczeństwem w posowieckich realiach, że nadużywa pojęcia praw i swobód człowieka. Nie przyniosła ona pozytywnych rezultatów w relacjach między Kościołem rzymskokatolickim i Rosyjskim Kościołem Prawosławnym: „Wręcz przeciwnie, jednostronne działania podjęte przez Kościół rzymskokatolicki, który ustanowił stolicę metropolitalną w Moskwie, cztery diecezje i prowincję kościelną w Rosji bez uprzedniej dyskusji z Rosyjskim Kościołem Prawosławnym, bezpośrednio zaprzeczają samej literze Karty Ekumenicznej i de facto doprowadziły do ustania braterskiego dialogu oraz współpracy między tymi Kościołami na szczeblu narodowym”. Sięgam więc po Kartę i czytam: „Zobowiązujemy się konsultować nasze plany ewangelizacji z innymi Kościołami i zawierać z nimi porozumienia dotyczące tej kwestii celem uniknięcia szkodliwej konkurencji i niebezpieczeństwa nowych podziałów” (II,2). 
Obecna sytuacja w Rosji przybiera postać coraz bardziej niepokojącą, która rzutuje na samą wiarygodność chrześcijaństwa w oczach bardzo wielu ludzi. Ubolewam nad tym, że kwestie strukturalne okazują się ważniejsze niż zgoda i pokój między Kościołami. Stajemy w obliczu faktów, których nie zmienią same deklaracje i usprawiedliwienia jednej czy drugiej strony. Musi przyjść inny sposób wzajemnego odnoszenia się do siebie. To trudna lekcja i wyzwanie dla wszystkich.
Błędem byłoby jednak przekonanie, że trudności z Kartą występują jedynie w Kościołach prawosławnych. Mówił o nich również raport z Danii i innych krajów. Prawosławie jako całość jest za kontynuacją procesu recepcji Karty. Pozytywnie ustosunkował się do niej Rumuński Kościół Prawosławny. Reakcje przychylne zaznaczyły się już podczas ogólnoprawosławnych spotkań jeszcze przed jej podpisaniem. Podczas najważniejszego z nich na Krecie (lipiec 2000) sformułowano szereg poprawek, ale wyrażono uznanie dla samego projektu. 
Pomidory i ekumenia
Znaczącym faktem jest, że w obradach uczestniczyli hierarchowie stojący na czele KEK i CCEE: prawosławny metropolita Jérémie Caligiorgis z Paryża (Patriarchat Ekumeniczny) oraz bp Amédée Grab OSB z St. Gallen (Szwajcaria). Był to widzialny znak zachęty i poparcia dla procesu recepcji Karty. Podczas niedzielnej Eucharystii w kościele św. Jakuba w miasteczku Friedberg, której przewodniczył ordynariusz diecezji augsburskiej bp Viktor Josef Dammertz, homilię wygłosił ks. Aldo Giordano, sekretarz generalny CCEE. Opowiedział w niej m.in. o swoim doświadczeniu, które pomogło mu zrozumieć sens małych gestów ekumenicznej życzliwości i przyjaźni. Przed pięciu laty uczestniczył wraz z pastorem Kościoła reformowanego Jeanem Fischerem, wówczas sekretarzem generalnym KEK, w synodzie chrześcijan waldensów w północnych Włoszech. Po zakończeniu obrad zaprosił pastora, aby udał się wraz z nim do położonego opodal jego rodzinnego miasta. Duchowni odwiedzili matkę ks. Alda. Zastali ją w ogrodzie z koszem pięknych pomidorów. Po krótkiej rozmowie mama ze szczerą życzliwością podarowała pomidory pastorowi. Po kilku tygodniach katolicki ksiądz znalazł się w Światowej Radzie Kościołów w Genewie. Tam natknął się na żonę pastora, która uśmiechając się powiedziała: „Zazwyczaj mój mąż wraca z ekumenicznych spotkań trzymając w ręku pliki nowych dokumentów. Tym razem wrócił do domu z pięknymi pomidorami”! Wspomnienie o pomidorach zawędrowało do Światowej Rady Kościołów. „Moja mama – mówił w homilii jej syn – sama nie wiedząc o tym zrobiła prosty ekumeniczny gest, a w rok później nieoczekiwanie zmarła. Jednym z pierwszych, którzy do mnie zadzwonili był pastor Jean Fischer. Potem napisał mi piękny list, w którym wspominał swoje spotkanie z moją matką ”. 

Przeciwko rezygnacji 
Charta Oecumenica to obiecujący znak nadziei. Trudno mówić o przełomie, gdyż nie wnosi ona żadnych rozwiązań w spornych kwestiach dogmatycznych. Takie organizacje jak Konferencja Kościołów Europejskich czy katolicka Rada Konferencji Biskupów Europy nie są w stanie poprzez wielostronny dialog rozwiązać trudnych problemów eklezjologicznych. Odczytuję Kartę jako wyraz sprzeciwu wobec zniechęcenia. Jej znaczenie jest coraz bardziej ważne, gdyż w różnych miejscach odczuwa się rezygnację i zmęczenie ekumenią. 
Nie przewiduje się obecnie dalszej rewizji tekstu Karty. Chodzi raczej o przystosowywanie go do sytuacji w poszczególnych krajach i Kościołach. Ile zobowiązań wyrażonych w Karcie jest już faktycznie realizowanych? Wystarczy uważnie im się przyjrzeć, aby dostrzec niewykorzystane możliwości. 

Autor jest dyrektorem Instytutu Ekumenicznego KUL, od początku brał udział w zespole redakcyjnym Karty.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 40 (2778), 6 października 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl