Votum separatum

Sami tego chcemy

JÓZEFA HENNELOWA



Właśnie prasa doniosła: w Polsce południowej zlikwidowane zostaną kolejne trasy kolejowe. M.in. słynna widokowa trasa Chabówka – Nowy Sącz. Nie ma pieniędzy, a przecież wszystko ma być podobno rentowne. Ciekawe: koleje u naszych niemieckich sąsiadów przeżywają renesans. Nie stoi się wtedy w korkach na niezliczonych przecież autostradach, można przez parę godzin popracować albo odpocząć. Ludzie nie giną tak łatwo. Dróg pod samochody i tiry i tak będzie zawsze za mało, zatka się każda kolejna, bo przecież nikt nie wprowadzi zakazu kupowania następnych pojazdów, w których na pięć miejsc zajęte jest najczęściej tylko parę albo i jedno. Na razie można oczywiście budować nowe i nowe drogi, nową ziemię brać pod autostrady i obwodnice. I w nieskończoność remontować, bo pojazdy będą coraz szybsze i coraz cięższe. Można też będzie stawiać coraz to nowe krzyże przy drogach, bo żadna siła nie wyegzekwuje ostrożności tam, gdzie brawura kusi. A na najdłuższą metę wprawdzie zabraknie ziemi pod nowe trasy, ale przecież myśleć o tym niekoniecznie trzeba już teraz...
Więc i nikt w Polsce nie broni likwidowanej pomału kolei. Wszyscy godzą się z faktem, że tam, gdzie zniknie, już nie powróci – to dopiero byłby koszt: odbudować taką infrastrukturę. Niedawno okazało się na przykład, że ludzie z Wieliczki, masowo pracujący w Krakowie (i vice versa), wcale nie zechcieli korzystać ze wznowionych (po naprawieniu szkód górniczych) kursów pociągu wahadłowego. Też wolą „busy”, choć droga między Wieliczką a Krakowem to już korek permanentny i czasu na nią trzeba coraz więcej. Skasowano już dziewiętnaście takich połączeń.
Czasem tylko wydarzy się coś, co jest jak wykrzyknik, jak ostrzeżenie. Górale z Podtatrza i Zakopanego zapowiedzieli oto blokadę drogi wiodącej przez ich wsie do przejścia granicznego w Łysej Polanie: nie chcą na niej tirów, niech sobie gdzie indziej przekraczają granicę. I zamierzają wymóc to siłą. Pewnie, to jest sposób. W jednym jedynym miejscu nawet może się udać. Tyle że powielony już choćby przez kilkadziesiąt niezadowolonych wspólnot oznaczałby absurdalny paraliż komunikacyjny. Ale tym nikt nie zamierza się na razie przejmować. Aby do jutra.
Żegnaj, tuwimowska „Lokomotywo”.










 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 40 (2778), 6 października 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl