Mieszaniny
Pan Cogito
Jan Błoński
H erbert doszedł przemyślnie do liryki
roli, powołując do istnienia zmyślonego bohatera, Pana Cogito. Oddając mu głos, może jawniej zmierzyć się ze światem i przeciwstawić groźbom nicości. Zarazem jednak umieszcza się w historii, odsłaniając własną słabość i ograniczenie. Pan Cogito jest zatem jednocześnie heroiczny i ułomny. Zobaczony z dystansu, staje się jednym z nas, przechodniów końca wieku. Jego „lewa noga” nie chce się narażać, prawa „drży z niebezpieczeństwa”. Jego przepaść nie jest pascalowska; mógłby ją zasypać, ale nie chce. Jego ból „nie do dna”, jego myśłi kręcą się w kółko. Nawet sny ma szare...
Słowem, Panu Cogito daleko do wielkości. A przecież on właśnie jest najpełniej człowiekiem. Żaden z niego Prometeusz, żaden filozof. Opowiada przecie, że kiedy Bóg objawił się Spinozie, to nie jako intellectus archetypus, ale jako przyjaciel prostaczków, który radzi mędrcowi zadbać o zmęczone ciało i podupadły dom. Pan Cogito ceni to, co proste, dostępne oku, ręce i zrozumieniu. Szczególnie drażni go sztuka „zziajanych alchemików halucynacji”, której krzyk „wymyka się formie”. Czuje jednak, jak bardzo jest niewspółczesny. Ale przeszłość Pana Cogito nie jest historią, lecz powszechnością naturalnego ładu. Chociaż opuszczony, ojca rozpoznaje w Bogu, matkę w Ziemi, dzięki siostrze odkrywa różnicę, dzięki towarzyszce życia – niezdolność porozumienia, najbardziej niepokonalne z wyobcowań...
Pan Cogito opowiada się zawsze przeciw doktrynie, systemowi i tłumowi. Dlatego także wybiera w poezji przeźroczystość semantyczną. Ale przecie znak nigdy nie jest naprawdę przeźroczysty. Jeśłi zdaje się prowadzić wprost do rzeczy, to dlatego, że został mocno zakotwiczony w takiej tradycji, która zachowała moc uniwersalną... Herbert często odnawia utarte zwroty, lubi omówienie, metonimię i litotes. Wszystko to środki słabe, które nie chcą ogłuszyć czytelnika. Poezja jest sztuką aluzji i wyboru bardziej niż zdolnością zdziwienia. Rozwój wiersza jest dla Herberta postępem refleksji i zrozumienia; pod tym względem jest on na pewno uczniem Miłosza, który już w 1947 roku zalecał poetom rehabilitację refleksji i swobodne manipulowanie różnorakimi idiomami.
Pan Cogito nie chce mieszkać w Historii. Ale nie zna innego mieszkania. Skazany na cielesność, ba! dumny ze swojej ludzkiej zwykłości, nie może już uciec do nieba czystej poezji, bezosobowej prawdy, idealnego dobra. Jest przecie istotą z krwi i kości, a nie – znakiem. W Utyce, gdzie:
światynię wolności
zamieniono na pchli targ
senat obraduje nad tym
jak nie być senatem
obywatele
nie chcą się bronić
uczęszczają na przyspieszone kursy
padania na kolano
…………………
poza tym jak zwykle
handel i kopulacja
(„Pan Cogito o postawie wyprostowanej”)
Co pozostaje Panu Cogito innego niż łagodny heroizm? Chce umrzeć stojąc, nie czekając ani wspomnienia, ani nagrody.
|