Przestrzeń demokracji

Katarzyna Zimmerer



Ktoś powiedział, że metropolią jest tylko to miasto, które nigdy nie zastanawia się nad tym, czy nią rzeczywiście jest. Z tego punktu widzenia Norymbergi nie sposób zaliczyć w poczet metropolii.


Choć ma poczucie własnej tożsamości i odrębności, pogrążyła się jednak w kompleksie prowincjonalizmu, kiedy w 1806 roku, na skutek wojen napoleońskich, przestała być częścią Rzeszy i została wcielona do królestwa Bawarii ze stolicą w Monachium.
„To dziecinne, jednak kiedy w naszym mieście dzieje się coś ważnego, zaraz sprawdzamy, czy napisała o tym jakaś ogólnoniemiecka gazeta, tak jakby tego typu wzmianka prasowa miała podnieść rangę wydarzenia” – śmieje się Uli Glaser, szef miejskiego wydziału kultury.
Norymberga licząca 500 000 mieszkańców jest jednym z większych w Niemczech ośrodków przemysłowych. Swoje siedziby mają tu tak znane firmy, jak Siemens, Grundig, Bosch czy Schoeller. Gigantyczne i nowoczesne Centrum Targowe sprawia, że miasto zajmuje szóste miejsce wśród innych niemieckich miast targowych. Jest też znaczącym ośrodkiem kultury, o czym świadczyć może działalność Teatrów Miejskich z własną operą i baletem, teatrem dramatycznym i kameralnym, a także wielu scen niezależnych oraz teatrów dla dzieci, które zdobyły renomę w całych Niemczech. Do tego wspaniałe muzea, jak choćby słynne Muzeum Zabawek czy Germańskie Muzeum Narodowe z ponad milionem eksponatów, Akademia Sztuk Pięknych i Politechnika, jeden z największych ogrodów zoologicznych, lotnisko.... Jeśli tak wygląda prowincja, to chyba każdy chciałby być jej mieszkańcem.

Budowanie wspólnoty

„Nie ma demokracji bez silnych miast. A miasto jest silne tylko wtedy, kiedy jego mieszkańcy się z nim identyfikują – twierdzi Uli Glaser. – Dlatego naszym zadaniem są takie działania, które budują poczucie wspólnoty przy oczywistym zastrzeżeniu, że ta wspólnota musi być otwarta”. 
Muzyczne Spotkania Bardów, Międzynarodowy Festiwal Teatrów Lalkowych czy „Rock w parku” to tylko niektóre imprezy przyciągające stałą publiczność nie tylko z Norymbergi. 130 tysięcy ludzi wzięło udział w tegorocznej „niebieskiej nocy”, podczas której do białego rana na ulicach w centrum miasta odbywały się spektakle teatralne oraz koncerty i otwarte były nie tylko wszystkie knajpy i ogródki piwne, ale też wszystkie instytucje kulturalne – kolejka przed Muzeum Sztuki Nowoczesnej była o północy tak długa, że trzeba było czekać pół godziny. W Domu Krakowskim, w którym tego wieczoru grała krakowska kapela jazzowa i czytano polskie wiersze, trudno było szpilkę wetknąć. 
„Jeśli zechcemy szukać w tym mieście śladów metropolii, to najprędzej znajdziemy je w Gostenhof, dzielnicy zamieszkałej w większości przez obcokrajowców” – twierdzi rzecznik prasowy Urzędu Miasta Siegfried Zelnhefer.
Prawie jedna trzecia mieszkańców Norymbergi urodziła się w innym państwie. Gdyby dobrze policzyć, można tu spotkać przedstawicieli przynajmniej stu narodowości. Co miasto robi, by ich asymilować? „Nic – odpowiada Zelnhefer. – Asymilacja oznacza, że ludzie wywodzący się z różnych kręgów kulturowych zmuszani są do rezygnacji ze swej identyfikacji narodowej. Staramy się natomiast ich integrować, by mogli stać się równouprawnionymi obywatelami miasta, mieli takie same szanse, jak ci, którzy się tu urodzili, i takie same obowiązki. Największą trudność stanowi bariera językowa, ponieważ nowi przybysze zazwyczaj nie znają niemieckiego. Dla nich organizujemy specjalne kursy. Najtrudniej jest dotrzeć do kobiet islamskich, które zgodnie z zasadami swojej religii nie biorą udziału w życiu publicznym. Z myślą o nich uruchomiliśmy kilka lat temu specjalny program »Mamo, naucz się niemieckiego« i trzeba przyznać, że odnosimy spore sukcesy”.
W Norymberdze od ponad dwudziestu lat działa komitet doradczy obcokrajowców, podległy bezpośrednio burmistrzowi. Zasiadają w nim przedstawiciele poszczególnych narodowości. Zarządzany przez międzynarodową radę „Dom Sąsiedzki” w Gostenhof jest rodzajem domu kultury, w którym odbywają się różnego rodzaju kursy i spotkania oraz zajęcia dla dzieci i młodzieży. Przy urzędzie miasta działa biuro do spraw interkulturalnych, którego zadaniem jest wspieranie inicjatyw mniejszości narodowych, w tym także imprez kulturalnych, które zdobyły już sobie wierną publiczność. 
W mieście istnieje dwanaście czynnych meczetów, synagoga, kościół grekokatolicki i prawosławny, a także wiele kościołów protestanckich i rzymskokatolickich. Nigdy w powojennych czasach nie doszło tu do konfliktów na tle wyznaniowym. Spotkania podczas wspólnych modlitw ekumenicznych czy takie akcje, jak „Tydzień islamu” lub „Tydzień braterstwa”, mają przyczynić się do wzajemnego zrozumienia i tolerancji.

Trudna lekcja

„Faszystowska przeszłość Norymbergi jest trudną lekcją, której nie wolno nam zapomnieć i którą musimy odrabiać ciągle na nowo. Dlatego też norymberczycy czują się w szczególny sposób zobowiązani do działan na rzecz szeroko pojętej demokracji” – mówi Zelnhefer. 
W roku 1993 pomiędzy dawnym i nowym budynkiem Muzeum Germańskiego powstała Ulica Praw Człowieka według projektu izraelskiego artysty Dani Karavan. Wytyczona została przez 27 ośmiometrowych słupów z białego marmuru, z których każdy opatrzony jest skróconą wersją jednego z trzydziestu punktów ogłoszonej 10 grudnia 1948 roku Deklaracji Praw Człowieka. W zamyśle artysty Ulica symbolizuje zwycięstwo nad nazistowskim barbarzyństwem.
Jej powstanie stało się inspiracją do publicznej debaty na temat roli Norymbergi we współczesnym świecie oraz sposobów, w jaki mogłaby się przyczyniać do poszanowania Deklaracji. Rezultatem debaty był pomysł utworzenia specjalnej nagrody, przyznawanej co dwa lata przez międzynarodowe jury tym osobom, które walczą o prawa człowieka. 
Po raz pierwszy wręczono ją 17 września 1995 roku, w sześćdziesiątą rocznicę ogłoszenia Ustaw Norymberskich. Jej laureatem został Siergiej Kowaliow. O kolejnych nagrodzonych osobach opinia publiczna do tej pory niewiele słyszała. Wyróżniony w 2000 roku meksykański biskup Samuel Ruiz Garcia walczy o równouprawnienie Indian, laureatka z 1999 roku Fatima M’Baye, prawniczka z Mauretanii, zaangażowana w walkę na rzecz praw dyskryminowanych Afrykanów, była za swą działalność wielokrotnie więziona. Przyznanie takim osobom międzynarodowej nagrody rozpościera ponad nimi rodzaj parasola ochronnego – odkąd zostali wyróżnieni, zaprzestano ich szykanowania. 
„Być może dzięki tej nagrodzie Norymberga – miasto hańby – stanie się miastem nadziei. To jednak zależy też w dużej mierze od mieszkanców i ich aktywnego zaangażowania” – mówi szef biura praw człowieka Hans Hesselmann. We wrześniu 1999 roku w rocznicę pokoju westfalskiego urządzono w Norymberdze wieczerzę pokojową. Oficjalni goście bankietowali w ratuszu, a ponad 30 tysięcy norymberczyków zasiadło przy ustawionym na ulicach ośmiokilometrowym stole. Przy tej okazji zbierano fundusze na realizację konkretnych projektów, przedstawionych przez laureata. Wprawdzie wraz z nagrodą otrzymuje on czek na 100 tysięcy euro, miasto jednak zobowiązuje się nadal wspierać finansowo jego inicjatywy. 

Partnerzy

To wyjątkowa sytuacja w Niemczech, by, tak jak w Norymberdze, przy Miejskiej Radzie działały oddzielne biura praw człowieka oraz kontaktów międzynarodowych. Dyrektor tego ostatniego, Norbert Schürgers, w umowach o partnerstwie z zagranicznymi miastami widzi zadanie szczególne.
„Norymberga została obarczona bardzo trudnym dziedzictwem, które sprawia, że ludziom tu urodzonym trudno jest być dumnym ze swego miasta, choć jest tak piękne i interesujące – mówi Schürgers. – Jednak zamiast nieustannie wracać do ponurej przeszłości, trzeba się zastanawiać na tym, czego nas ta przeszłość nauczyła, do czego nas zobowiązuje i jak najlepiej możemy tym zobowiązaniom sprostać. Wydaje mi się, że kontakty na poziomie komunalnym mogą się przyczynić do lepszego poznania i zrozumienia ludzi różnych narodowości, dlatego podpisaliśmy układ o partnerstwie z 14 miastami z różnych państw, z których najbardziej odległe to Chiny i Nikaragua.
Nie zawsze było to proste. Hadera, niewielka miejscowość w Izraelu, była gotowa zawrzeć podobną umowę z każdym innym niemieckim miastem, tylko nie z Norymbergą, i musiało minąć sporo czasu, zanim zmieniła zdanie. Najbliższe stosunki łaczą nas w tej chwili z Krakowem – kilka lat temu otworzyliśmy tam Dom Norymberski, a w Norymberdze Dom Krakowski. Działalność obu placówek zdążyła się już na stałe wpisać w kulturalny pejzaż obu miast”. 

Konfrontacje

Raz w roku biuro do spraw kontaktów międzynarodowych zaprasza na tydzień do Norymbergi jej dawnych żydowskich mieszkańców, a także ich potomków. 
„Cieszy mnie, że przywoływana jest pamięć o wielowiekowej obecności Żydów w tym mieście, o ich wpływie na jego kształt i rozwój – mówi Arno Hamburger, przewodniczący żydowskiej gminy wyznaniowej. – Byli jego integralną częścią i zostali w bestialski sposób wymordowani. Dzisiejsza Norymberga, jak żadne inne miasto w Niemczech, potrafi się jednak odważnie konfrontować ze swą haniebną przeszłością i wyciągnąć z niej pozytywne wnioski”. 
Przez wiele lat miasto nie bardzo wiedziało, co zrobić z architektoniczną spuścizną dwunastu lat rządów nazistów. Z tej bezradności zrodziła się filozofia banalizacji zła. Pole Marsowe wysadzono w powietrze, by zrobić miejsce dla budowanej w latach 50. dzielnicy Langwasser. Na Polu Zeppelina, pod gigantyczną trybuną pozbawioną już wszelkich faszystowskich symboli, młodzież jeździła na rolkach lub grała w piłkę, czasem odbywały się tu koncerty. Przypominającą rzymskie koloseum niedokończoną salę kongresową, która w zamierzeniu architektów miała pomieścić 50 tysięcy widzów, zamieniono na magazyny. Czas robił swoje i budowle, które miały przetrwać tysiąc lat, popadały w coraz większą ruinę. 
W roku 1985 w pomieszczeniach Trybuny Zeppelina zorganizowano wystawę „Fascynacja i przemoc”, przedstawiającą narodziny i rozwój narodowego socjalizmu. Stała się ona impulsem do stworzenia Centrum Dokumentacji Faszyzmu, które zostało otwarte w zeszłym roku w przebudowanej na ten cel dawnej sali kongresowej. Liczono, że w ciągu roku odwiedzi je około 30 tysięcy ludzi, rok jednak jeszcze nie minął, a zwiedzających było już 180 tysięcy.
„To dowód, że w niemieckim społeczeństwie nadal istnieje potrzeba rozliczenia się z przeszłością – twierdzi Arno Hamburger. – Centrum to wspaniały wkład w taki konieczny obrachunek, nie tylko na poziomie lokalnym, ale także ogólnokrajowym”. 

*

Ile razy wyjeżdżam do Norymbergi, zawsze ktoś ze znajomych pyta: „A co? Znów jakieś ustawy albo proces?”. To ma być żart, ale mnie takie żarty nie śmieszą, a w dodatku nie mam pojęcia, jak na nie reagować. Nie wiem też, ile czasu musi minąć, ile wysiłku i starań trzeba włożyć, by to miasto mogło wreszcie zmienić swój oparty na stereotypach wizerunek.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 39 (2777), 29 września 2002


do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl