Norymberga: odbicie niepodobne

Agnieszka Sabor



Krakowianin jedzie do Norymbergi w przekonaniu, że oto za chwilę znajdzie się w przestrzeni, której nigdy wcześniej nie widział, ale która jest mu doskonale znana i bliska – bo w latach świetności obydwu miast, gdy nad jednym z nich górował zamieszkały zamek cesarski, a nad drugim królewski, kształtowali ją ci sami ludzie. 


Veit Stoss, zwany w Polsce Stwoszem, do końca długiego i pełnego najróżniejszych tragedii życia przechowywał w Norymberdze wóz, który zakupił jeszcze w Krakowie. Bo właśnie w Krakowie święcił swe artystyczne triumfy, podziwiany zarówno przez mieszczan (za Ołtarz Mariacki otrzymał honorarium wyższe niż roczny budżet całego miasta), jak i przez władcę (Kazimierz Jagiellończyk zlecił mu wykonanie królewskiego nagrobka). Ten wóz był dla niego symbolem dobrych, starych czasów. 
Ale przecież nie tylko Stwosz połączył obydwa miasta. Norymberskie ślady znaleźć można w Krakowie na każdym kroku: wawelskie komnaty ozdobione są freskami Hansa Dürera (rodzonego brata Albrechta), w skarbcu kościoła Mariackiego przechowywane są obrazy innego norymberczyka – Hansa Süssa z Kulmbachu, w katedrze bez trudu znaleźć można prace słynnej rzemieślniczej rodziny Vischerów. A że Norymberga słynęła przed wiekami przede wszystkim z dzwonów i zegarów, musiały one znaleźć się także nad Wisłą. Dzwon Zygmunta jest dziełem Hansa Behama. Wykonany we Frankonii potężnych rozmiarów zegar zdobił niegdyś jedną z krakowskich wież, przypominając tutejszym mieszczanom, że ich życie nieustannie zmierza ku śmierci: co godzinę pojawiała się na nim postać Śmierci, która za pomocą potężnej kosy ścinała głowę Grzesznikowi. Niestety, spłonął w wieku XVII – kiedy zarówno Norymberga, jak i Kraków, poranione wojnami, pogrążyły się w marazmie. 
Od tej pory ich losy zaczęły się układać inaczej. Kraków nie musi dziś borykać się z nazistowską przeszłością, nie przeżył też tragedii masowych bombardowań. Norymberga nie zna problemów, które w okresie komunizmu stworzyła Nowa Huta i nakazowo-rozdzielczy system scentralizowanego państwa.

Pokora nowoczesności

Te dwa partnerskie miasta są więc dziś bardzo różne. Kraków chce żyć głównie z turystyki i nauki. Norymberga (licząca o jedną trzecią mieszkańców mniej) to przede wszystkim miasto przemysłowe i targowe. W różnorodności celów, jakie sobie stawiają obydwa miasta, kryje się jednak coś wspólnego – i nie jest to wyłącznie kompleks utraconego na rzecz stolicy znaczenia, wszystko jedno, Warszawy czy Monachium. Wartością łączącą krakowian i norymberczyków jest dziedzictwo przeszłości, którym trzeba mądrze gospodarować, które trzeba zasymilować z teraźniejszością i któremu trzeba wyznaczyć zadania na przyszłość. Wydaje się, że Norymberga – obarczona przeszłością o wiele trudniejszą, bo w równym stopniu kojarzoną z Dürerem, co z nazistowskimi Parteitagami – radzi sobie z tym lepiej niż Kraków.
Może wynika to z pamięci, która jest tu zupełnie inna niż w Polsce? Kiedy czyta się książki o historii Norymbergi, zwracają uwagę dwa zdjęcia, umieszczane najczęściej na kolejnych stronach: na pierwszym widać gotycki kościół św. Sebalda obwieszony nazistowskimi flagami i spacerujących przed nim mężczyzn w czarnych mundurach, na drugim – to samo miejsce w 1945 roku: ruiny. Norymberskie Stare Miasto, zniszczone w 80 procentach, odbudowano. Kształt średniowiecznego grodu otoczonego murami obronnymi znów wyznacza zamek na wzgórzu, protestancki kościół św. Sebalda stanowiący centrum „górnego miasta” i katolicka Lorenzkirche po drugiej stronie rzeki. I nie ma w tym żadnej sztuczności. Raczej pokora, świadomość faktu, że piękno bardzo łatwo zrównać z ziemią.

Stare i nowe

Kiedy przejdziemy przez bramę oddzielającą starą Norymbergę od nowej (granica jest bardzo wyraźnie zarysowana zarówno ukształtowaniem terenu, jak i architekturą), znajdziemy się w przestrzeni tak kameralnej, że łatwo wyobrazić sobie czasy, kiedy Dürer uciekał przed żoną do przyjaciela, który miał w swoim domu jedną z największych bibliotek tamtych czasów, i kiedy ktoś pospiesznie chował się za rogiem, aby uniknąć spotkania z Witem Stwoszem, o którym szeptano, że sfałszował weksel. 
Trudno uwierzyć, że ta zabudowana niskimi kamienicami, przytulna przestrzeń jest większa niż Kraków w obrębie Plant. Trudno też zauważyć, że nie wszystkie budynki w historycznym centrum są wiernymi rekonstrukcjami średniowiecznej architektury: choć niektóre, zbudowane w latach 60. i 70., nie ukrywają wcale swej młodości i nie udają jakiegoś „neogotyku”. W nich najczęściej mieszkają i pracują ludzie (najróżniejsi, bo władze miasta unikają jak mogą tworzenia zamkniętych środowiskowych „gett” np. dla coraz liczniejszych emigrantów – w Norymberdze nie ma ani biednego Podgórza, ani nowobogackiej Woli Justowskiej). To dzięki tym budynkom centrum miasta nie jest skansenem. Są one pokorne wobec przeszłości: nie epatują wielkością, formą ani funkcją. Przestrzegają prostych i jednoznacznych zasad, określających ich wysokość, kształt okien i kolor dachu. Kiedy spojrzymy na norymberskie Stare Miasto z zamkowego wzgórza, jego różowo-piaskowa panorama niewiele będzie się różnić od tej, która zachowała się na starych sztychach. 
Nie oznacza to wcale, że w konserwatywnej Norymberdze nie tworzy się nowoczesnej architektury ani że wokół niej nie powstają konflikty – do dziś dyskutuje się o kształcie nowoczesnego Domu Artystów, Künstlerhaus, usytuowanego tuż przy murach miejskich naprzeciwko dworca kolejowego, oraz o dawno już ukończonym Albertinen Hoff. Jednak i tu zasady są przejrzyste: decyduje konkurs i przetarg, a mieszkańcy mają prawo się wypowiedzieć, zanim jeszcze rozpocznie się budowa – to świadoma polityka samorządu, który wie, jak ważna jest współodpowiedzialność mieszkańców identyfikujących się z miejscem, w którym żyją.

Polityka tożsamości

Inaczej jest się dumnym ze swojego miasta w Krakowie, inaczej w Norymberdze. W Krakowie identyfikację większości mieszkańców określa do dziś naturalna, przechowywana z pokolenia na pokolenie tradycja mieszczańska (a także ziemiańska). Fiasko pomysłodawców Nowej Huty polega między innymi na tym, że zaplanowane tam nowe „socjalistyczne” społeczeństwo mieszczanieje. Norymberga nie ma potężnego zaplecza uniwersyteckiego (centrum naukowe znajduje się w pobliskim Erlangen), a większość jej mieszkańców to robotnicy, którzy często pochodzą z zupełnie innych części Niemiec. Na to nakłada się jeszcze norymberski wstyd – identyfikacja z Norymbergą oznacza także przyjęcie odpowiedzialności za jej nazistowską przeszłość.
Dlatego tak wiele podejmuje się prac, aby norymberską tożsamość zbudować, włączając w nią wszystkie elementy historii i teraźniejszości. Kiedy przyjeżdża się do Norymbergi, ktoś natychmiast proponuje, aby oprócz Muzeum Germańskiego zobaczyć także Centrum Dokumentacji badające źródła fascynacji faszyzmem. Znakomitą rolę spełnia wydawane przez Urząd Miasta pismo „Nürnberg Heute”. Mało w nim polityki i autoreklamy, wiele natomiast tekstów o nazistowskiej historii, o ostatnim laureacie przyznawanej przez miasto Nagrody Praw Człowieka, o religijności emigrantów, o nowo otwartych szkołach, o nieznanych nikomu niezwykłych norymberczykach – gospodyniach domowych, mechanikach samochodowych, nauczycielach. 
Norymberczyków charakteryzuje też umiejętność świętowania. Niedawno obchodzono tu „Dni Zająca” przypominające, że równo przed pięciuset laty Albrecht Dürer narysował to sympatyczne zwierzątko („Zając” znajduje się dziś w wiedeńskiej „Albertinie”). Teatry uliczne, wystawy, zwiedzanie Muzeum Germańskiego, konkursy dla dzieci – przez cały weekend norymberczycy, niezależnie od wieku, wykształcenia czy upodobań nosili na szyi małego pluszowego zajączka uprawniającego do uczestnictwa w festiwalowych imprezach. 
Okazało się, że kultury wysokiej można doświadczać równie głęboko, co „demokratycznie”. Wielu z uczestników „Dni Zająca” wróci do Domu Dürera, gdy gazety doniosą, że znów będzie długa „Noc Muzeów”. A może odważą się pokazać innym, jako jednodniowi przewodnicy, najważniejsze dla siebie miejsca w Norymberdze i opowiedzieć własną, prywatną historię? Tak przygotowani, odnajdą klucz do tego, by konstruktywnie wykorzystać także pamięć zła, które się tu dokonało. 
Norymberga chce być miastem Praw Człowieka. Dlatego jej manifestem stały się nowoczesne kolumny z wielojęzycznymi cytatami z Deklaracji Praw Człowieka ustawione przed Muzeum Germańskim. Czym chce być w przyszłości Kraków? 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 39 (2777), 29 września 2002


do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl