Peryferie, czyli przewodnik po nieznanym mieście

Agnieszka Sabor, zdjęcia Przemysław Krzakiewicz



Wawel, Sukiennice, Kościół Mariacki, od niedawna także stary cmentarz żydowski – to krakowskie zabytki, o których słyszał każdy. Niewielu turystów dociera do miejsc, które znajdują się poza obrębem dawnego miasta lokacyjnego i Kazimierza. Czasem bardzo cenne, nie mają komu opowiadać swoich historii. Oto kilka „alternatywnych” tras turystycznych po mieście, o którym wydaje nam się tylko, że wiemy wszystko. 


Mogiła – Krzesławice – Nowa Huta

Ironią historii wydaje się fakt, że pierwsze bloki mieszkalne Nowej Huty – gigantycznej utopii komunizmu – stanęły w lecie 1949 roku na terenie Mogiły, wsi, która od średniowiecza słynęła w Polsce jako ważne sanktuarium i cel pielgrzymek polskich władców. 
Aby wejść do kościoła św. Wacława i klasztoru Cystersów, minąć trzeba kilka ukrytych między blokami, drewnianych chat pomalowanych na charakterystyczny siwo-niebieski kolor oraz eklektyczną, dziewiętnastowieczną willę, należącą niegdyś do rodziny Rogozińskich, z bujnym, starym ogrodem, w którym znajduje się głaz upamiętniający Wojciecha Bogusławskiego. Dlaczego właśnie jego? Bo akcja „Krakowiaków i górali” rozgrywa się tutaj, we wsi – dzięki cystersom – wcale nie peryferyjnej. 
Historia ich obecności w okolicach Krakowa sięga czasów panowania Leszka Białego i wiąże się z fundacjami wielkiego małopolskiego rodu Odrowążów. Wcześniej cystersi byli już w Jędrzejowie, Sulejowie, Koprzywnicy i Wąchocku. Dla Mogiły macierzystym klasztorem był śląski Lubiąż. Budowa nowego klasztoru nie była łatwym zadaniem – Kraków nękały przecież w owych czasach kolejne najazdy tatarskie. Wreszcie – w 1266 roku biskup Prandota w obecności księcia Bolesława Wstydliwego i świętej Kingi konsekrował kościół. Przy nim pomału wyrastał domus Mariae (tak zakonnicy nazywali pomieszczenia klasztorne), a wreszcie – pod koniec XV wieku – stanęła kaplica dla kobiet, którym surowa cysterska reguła zabraniała wejścia do kościoła. 
Opactwo rozkwitło w okresie Odrodzenia, pod rządami opatów Erazma Ciołka i Marcina Białobrzeskiego. To właśnie wtedy działał w Mogile najsłynniejszy malarz polskiego Renesansu, tutejszy mnich – Stanisław Samostrzelnik. Jego polichromie, zwłaszcza wzruszające „Zwiastowanie” na ścianach prezbiterium, do dziś nadają wnętrzom kościoła i klasztoru wyjątkowy charakter. W 1587 roku stacjonował w Mogile wraz ze swym wojskiem pretendent do tronu polskiego Maksymilian Habsburg. Po potopie szwedzkim modlił się tu Jan Kazimierz, dziękując Bogu za odzyskany tron. W XVIII wieku działała w klasztorze Akademia Filozoficzno-Teologiczna. 
Po II wojnie światowej przed cystersami stanęło trudne zadanie – ich opactwo przez długie lata było jedyną parafią w Nowej Hucie (erygowaną w marcu 1951 roku przez kard. Adama Stefana Sapiehę), która dla władz komunistycznych miała wszak być zalążkiem nowego, ateistycznego społeczeństwa. Pamiętał o tym dobrze kardynał Karol Wojtyła, który już jako Jan Paweł II modlił się w 1979 roku w Sanktuarium Krzyża Mogilskiego. Według prastarej tradycji ten słynny krucyfiks wyłowiono z Wisły jeszcze w czasach biskupa Iwona Odrowąża. Przeniesiono go natychmiast do siedziby zakonu, dla którego od czasów św. Bernarda z Clairvaux wielkie znaczenie miał kult Ukrzyżowanego. Trzynastowieczny krzyż musiał jednak spłonąć – ten, który dziś znajduje się w kościele, pochodzi z początku XV wieku. Zasłynął szczególnie po pożarze w 1447 roku – cudem ocalał z pożogi. Od tego czasu tłumy pielgrzymów przybywają do Mogiły 14 września, na uroczystość Podwyższenia Krzyża, oraz w Wielkim Tygodniu. 
Naprzeciwko klasztoru Cystersów wznosi się drewniany kościółek św. Bartłomieja. Podobno trwa w tym miejscu, wielokrotnie niszczony pożarami i odbudowywany, od XIII wieku. Na gotyckim portalu w kruchcie południowej zachował się podpis Macieja Mączki, cieśli, który odbudowywał kościółek na zlecenie cysterskiego opata Piotra Hirschberga w 1466 roku. W zbarokizowanym wnętrzu – cała historia krakowskiego Kościoła, opowiadana portretami Iwona Odrowąża, Prandoty i Zbigniewa Oleśnickiego.
Do cystersów długo należał teren, na którym znajduje się tajemniczy kopiec Wandy, usypany jeszcze w VII lub VIII wieku. Według legendy tu właśnie wyłowiono z rzeki zwłoki księżniczki Wandy, która wybrała samobójstwo, by nie oddać ręki niemieckiemu rycerzowi Rydygierowi. Bardziej prawdopodobne jest to, że kopiec stanowi pamiątkę po Celtach, którzy przed wiekami dotarli aż na południe Polski. Na szczycie wzniesienia znajduje się nieduży marmurowy pomnik Wandy zaprojektowany w 1890 roku przez samego Jana Matejkę.
On sam miał niedaleko stąd dworek. Krzesławice pochwalić się mogą długą historią – od XII wieku należały do bożogrobców z Miechowa. Potem przeszły na własność rodziny Kołłątajów – tu mieszkała matka Hugona. Po III rozbiorze, kiedy Kołłątaj przebywał w więzieniu w Ołomuńcu, dobra krzesławickie zostały skonfiskowane. W 1876 zakupił je Jan Matejko, przeznaczając na ten cel honorarium za „Batorego pod Pskowem”. Odnowił dwór, wybudował letnią pracownię, a mieszkańcom wsi postawił szkołę – istniejącą do dzisiaj. W 1960 roku Towarzystwo Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie urządziło w dworze muzeum. Zwiedzający Krzesławice zobaczyć mogą także siedemnastowieczny drewniany kościół z Jawornika koło Myślenic, który został tutaj przeniesiony w 1986 roku.
Nowa Huta to jednocześnie przykład powojennej, podporządkowanej ideologii socrealizmu gigantomanii i – paradoksalnie – ostatnie duże założenie urbanistyczne w Krakowie. Jego ośrodkiem jest Plac Centralny, wokół którego powstała w latach 1949–1955 najstarsza część socjalistycznego miasta, włączonego zresztą w 1951 roku do Krakowa. Potężny plac i otaczające go bloki tworzą monumentalną, jednorodną całość, nawiązującą wyraźnie do wzorców rzymskiego baroku. Detale przypominać miały architekturę krakowskiego renesansu, zamkowe krużganki i attykę Sukiennic – dziś jednak bardziej przywodzą na myśl ciężkie budowle wzniesione na Wawelu w czasach, gdy rezydencja polskich władców była siedzibą Hansa Franka. 
Główna arteria wychodząca z Placu Centralnego, Aleja Solidarności, prowadzi do widocznych zewsząd, położonych na wzgórzu budynków dyrekcji Huty im. T. Sendzimira, wzniesionych w czasach, gdy patronem przedsiębiorstwa był jeszcze Włodzimierz Lenin – do ich budowy wykorzystano marmur, wywieziony specjalnie w tym celu z zamku w Kamieńcu Ząbkowickim. Lenina nie ma już zresztą w ogóle w Nowej Hucie – jego pomnik, dłuta Mariana Koniecznego, usunięty został z Alei Róż w 1989 roku.
Dopełnieniem historii Nowej Huty, nadającym jej zupełnie nowe sensy, jest bieńczycka Arka Pana – kościół, o który mieszkańcy tej dzielnicy walczyli prawie dwadzieścia lat. Kiedy po wielu staraniach władze państwowe wyraziły wreszcie w 1957 roku zgodę na budowę kościoła w „ateistycznej” dzielnicy, miał on stanąć w pobliżu Osiedla Teatralnego. Arcybiskup Eugeniusz Baziak poświęcił teren i krzyż, który postawiono na przyszłym placu budowy. Wkrótce jednak okazało się, że decydenci zmienili zdanie. Kiedy w kwietniu 1960 roku próbowano usunąć krzyż, doszło do krwawych zamieszek. 
Obrońcy krzyża, mieszkańcy Nowej Huty nie zdołali doprowadzić do budowy kościoła: prace przerwano, na miejscu świątyni stanęła szkoła – ale krzyż pozostał. Starania trwały jednak dalej – w negocjacjach ważną rolę odegrali kardynał Karol Wojtyła i ksiądz Józef Gorzelany (późniejszy proboszcz nowohuckiej parafii). Wreszcie jesienią 1967 roku udało się wykopać fundamenty kościoła w zupełnie nowym miejscu, w Bieńczycach. W 1969 wmurowano kamień węgielny wydobyty z podziemi bazyliki św. Piotra i ofiarowany Nowej Hucie przez papieża Pawła VI. W maju 1977 roku świątynia – nawiązująca swym kształtem do słynnej kaplicy Le Corbusiera w Ronchamp – została konsekrowana przez kardynała Wojtyłę.
Jej bogate w symbolikę wnętrze to zapis bezinteresowności i zaangażowania wielu środowisk. Zwraca uwagę wielka, pełna ekspresji rzeźba Ukrzyżowanego (dzieło Bronisława Chromego) – nawiązująca symbolicznie do krucyfiksu cysterskiego. W nowoczesnym tabernakulum, ufundowanym przez austriacką diecezję Sankt Pölten zauważyć można kamień przywieziony przez kosmonautów z Księżyca. W przedsionku kaplicy dolnej – Polskie Piety Antoniego Rząsy, przydające okropnościom ostatniej wojny metafizyczną nadzieję. Kościół pod wezwaniem Matki Boskiej Królowej Polski nazywany bywa Arką: jej zwieńczony krzyżem maszt zdaje się wznosić nad chaosem komunistycznych blokowisk.


Zwierzyniec

To jedna z najstarszych i najbardziej niezależnych podkrakowskich osad, włączona do miasta dopiero w 1910 roku. W czasach wczesnopiastowskich Zwierzyniec należał zapewne do książąt rezydujących na Wawelu, którzy tutaj przyjeżdżali na łowy. Ale nazwa osady jest nieco młodsza, po raz pierwszy pojawia się w aktach fundacyjnych klasztoru norbertanek, które w 1162 roku sprowadził tutaj rycerz Jaksa Gryfita. To one właśnie w największym stopniu przyczyniły się do gospodarczego rozwoju Zwierzyńca. Szczególnie uprzywilejowaną pozycję mieli tutaj flisacy, nazywani włóczkami, zajmujący się spławem drewna. Jeden z nich w 1287 roku pokonał wedle legendy tatarskiego wodza, przebrał się w jego strój i triumfalnie wjechał do Krakowa. Dlatego rokrocznie z dziedzińca klasztoru panien norbertanek w oktawę Bożego Ciała rusza na Rynek Lajkonik. 
Hojnie uposażone przez Jaksę Gryfitę klasztor Norbertanek i kościół śś. Augustyna i Jana Chrzciciela zniszczone zostały przez Tatarów już wcześniej – w 1241 roku. Zakonnice uratowały się, uciekając kilkaset metrów dalej, na wzgórze, do ukrytego w lesie kościoła Najświętszego Salwatora. W XV wieku Jan Długosz opisał odbudowany klasztor: był wtedy drewniany, otoczony warownym murem. W 1 poł. XVII wieku, kiedy klasztorem rządziła ksieni Dorota Kątska, cały zespół architektoniczny zbarokizowano. Nie była to jednak ostatnia przebudowa – po wielkim pożarze, do którego doszło w 1651 roku i potopie szwedzkim, trzeba było po raz kolejny zmienić wystrój wnętrza. Dziś fragmenty romańskiego muru wyłaniają się z rokokowej dekoracji, a wystrój prezbiterium, zaprojektowany przez Sebastiana Sierakowskiego, stanowi rzadki przykład zastosowania reguł klasycyzmu we wnętrzu sakralnym. Przy tęczy znajduje się ołtarz błogosławionej Bronisławy z relikwiami pustelnicy, która niedaleko stąd modliła się w czasach, gdy przez Zwierzyniec przechodziły tatarskie hordy. 
Świadkiem tamtych czasów jest omijany tajemniczym przypadkiem przez tatarskich napastników romański kościółek Najświętszego Salwatora. Długosz pisze, że konsekrowano go w roku 1148. W dokumencie podpisanym przez Bolesława Wstydliwego w 1256 roku przeczytać można, że niewielka świątynia była fundacją książęcą, i że miał on niezwykle ważne w okresie kształtowania się polskiej państwowości prawo udzielania chrztu. I ten maleńki kościółek uległ częściowej barokizacji w czasach, gdy opiekującym się nim klasztorem norbertanek kierowały trzy energiczne ksienie: Dorota Kątska (1622), Anna Zapolska (1673) i Brygida Otffinowska (początek XVIII wieku). 
Podczas ostatnich prac restauratorskich starano się przywrócić romański wygląd budowli: dziś widać wyraźnie trzynastowieczny mur prezbiterium. We wnętrzu zwraca uwagę obraz namalowany w 1605 roku przez Kaspra Kurcza, przedstawiający postać Ukrzyżowanego w długiej tunice i koronie królewskiej na tle morza. Chrystus zrzuca właśnie ze stopy królewski pantofel, który za chwilę spadnie wprost pod nogi klęczącego u stóp krzyża grajka. Podobno biedaka znaleziono nad ranem ze złoconym butem w ręce i natychmiast oskarżono o świętokradztwo. Cud musiał się powtórzyć, by uwierzono chłopcu, że Chrystus naprawdę ofiarował mu swój but w zamian za piękną muzykę. Obraz zastępuje rzeźbę o tej samej tematyce z epoki ottońskiej, która zapewne znalazła się na Salwatorze w X wieku, podarowana, jeśli wierzyć najstarszemu przewodnikowi po Krakowie (1603), pierwszemu historycznemu władcy Polski. W wieku XVI przewieziono ją do Sirolo koło Loreto, a stamtąd do Numanu – tam można ją oglądać do dzisiaj. Przy kościele znajduje się cmentarz, na którym pochowani są żołnierze Kościuszki i Napoleona. W narożu cmentarza jeszcze jeden zabytek: stara, chyląca się ku ziemi chata grabarza. 
Inny zupełnie cmentarz – zmarłych na zarazę – otacza drewnianą kaplicę św. Małgorzaty, zwaną gontyną. Obecny budynek wzniesiono w XVII wieku, lecz początki kaplicy są znacznie wcześniejsze. Od średniowiecza Małgorzata była – obok św. Michała – najważniejszą patronką przeciwko Diabłu i diabłom. Poświęcane jej świątynie budowano często tam, gdzie wcześniej odprawiano pogańskie kulty – być może takie właśnie miejsce znajdowało się na Salwatorze. Podobno czczono tu słowiańskiego Pośwista.
W 1908 roku Towarzystwo Budowy Tanich Domów rozpisało konkurs na dzielnicę willową dla urzędników, która miała powstać na wzgórzu nazywanym Sikornikiem. Od wezwania pobliskiego kościółka kolonię urzędniczą nazwano Salwatorem. Dziś zespół secesyjnych, zatopionych w zieleni domów zaprojektowanych przez Romana Bandurskiego zajmuje sporą część wzgórza, stanowiąc jedno z ostatnich jednorodnych założeń architektonicznych w Krakowie.
Minąwszy domy kolonii salwatorskiej, dojdziemy wkrótce do jeszcze jednego cmentarza, usytuowanego na schodzącym do Wisły stoku wzgórza. Przy dobrej pogodzie widać stąd Tatry. Znaleźć na nim można m. in. groby Karola Huberta Rostworowskiego, Juliusza Osterwy, ks. Ferdynanda Machaya, prof. Kazimierza Wyki, Mieczysława Kotlarczyka, Antoniego Gołubiewa, Marii Jaremy, Kornela Filipowicza, a także najmłodszego syna Adama Mickiewicza – Józefa Rafała. Kilkanaście lat temu złożono tu też prochy zmarłego w Szwajcarii Stanisława Vincenza, autora „Na wysokiej połoninie”. Cmentarz przylega do jednej z najpiękniejszych ulic Krakowa, prowadzącej w stronę Kopca Kościuszki Alei Waszyngtona. 
Aby wejść na Kopiec, trzeba minąć „diabelski mostek” – tradycja mówi, że w XIX wieku wracającym po wieczornych hulankach do koszar austriackim żołnierzom ukazywały się tu jakieś dziwne mary. U stóp Kopca, w miejscu gdzie kiedyś mieściła się pustelnia św. Bronisławy, znajduje się poświęcona jej kaplica. Norbertanki zdecydowały się uczcić otoczoną w Krakowie wielkim kultem średniowieczną pustelnicę na początku XVIII wieku. Pierwszą kaplicę zburzono jednak w 1854, kiedy Austriacy zaczęli otaczać Kopiec Kościuszki pierścieniem fortyfikacji. W 1861 Feliks Księżarski zbudował wewnątrz wojskowych umocnień nową, neogotycką. Po II wojnie światowej przekształcono kaplicę w niewielkie muzeum poświęcone Tadeuszowi Kościuszce. 
Wprowadza ono w historię Kopca Kościuszki. Świeża jeszcze pamięć jego przysięgi na krakowskim Rynku i uroczystego pogrzebu w Krypcie św. Leonarda na Wawelu sprawiła, że Senat Wolnego Miasta Krakowa zdecydował w 1820 roku uczcić Naczelnika szczególnym pomnikiem – symbolicznym kurhanem, wzorowanym na prehistorycznych kopcach Wandy i Krakusa. Sypanie kopca było wielką patriotyczną manifestacją – uczestniczyli w nim wszyscy krakowianie, ba, do miasta zjeżdżały całe rodziny, aby wziąć udział w tym przedsięwzięciu. Sprowadzono ziemię spod Racławic, Maciejowic i Szczekocin. 
W październiku 1823 Kopiec był już gotowy – ostatnia garść ziemi pochodziła spod Dubienki. W 1860 na szczycie umieszczono granitowy głaz przywieziony z Kuźnic. Odtąd Kopiec stał się jednym z najważniejszych symboli Krakowa, o czym świadczy chociażby częstotliwość, z jaką powraca w twórczości Wyspiańskiego. I choć wzgórze św. Bronisławy zajęte zostało przez wojska austriackie, Polacy pielgrzymowali tutaj przez cały okres zaborów. 
Niestety, wielkie deszcze, które przeszły nad miastem w 1997 roku, omal nie doprowadzając do powodzi, nie oszczędziły tego ziemnego, wspartego na drewnianej konstrukcji monumentu. Warstwy ziemi osunęły się, jej część trzeba było usunąć; od kilku lat trwa mozolna odbudowa.


Bielany i Lasek Wolski

Schodząc z Kopca Kościuszki, łatwo dojść do ul. Księcia Józefa. Żołnierz Napoleona nie doczekał się w Krakowie kopca, choć i on pochowany jest na Wawelu. Pamiątką po jego obecności w tym mieście jest jednak dworek „Pod Lipkami”, należący na początku XIX wieku do Zofii Zamoyskiej – córki księżnej Izabeli i księcia Adama Kazimierza Czartoryskiego. Idąc śladem swej matki, która w Puławach stworzyła potężny ośrodek kulturalny, jedna z najpiękniejszych kobiet swej epoki chciała pod Krakowem zbudować – w duchu sentymentalizmu – wiejską zagrodę, która stałaby się miejscem spotkań intelektualnych elit. W maju 1813 książę Józef Poniatowski odwiedził dworek, ruszając na kampanię saską – tu wyprawiono mu pożegnalną ucztę. Wydarzenie to upamiętniały kamienne głazy, na których księżna kazała wyryć odpowiednie sentencje. Jeden z nich zachował się przed gankiem przebudowanego w latach 70. XIX wieku dworku.
Idąc ulicą Księcia Józefa zauważamy wznoszącą się nad nią wysoko willę w formie baszty, którą w latach 1928-29 zbudował dla siebie wybitny architekt Adolf Szyszko-Bohusz. Jej charakterystyczna, „zamkowa” architektura zwróciła w czasie wojny uwagę szefa dystryktu krakowskiego Ottona Wächtera, który przeznaczył ją na swoją rezydencję – Schloss Wartenberg. Gdy Wächter wyjechał do Lwowa, budynek zajął i dobudował doń drugą część Hans Frank. Gdy roboty były już na ukończeniu, ofiarował willę Szyszko-Bohusza Himmlerowi. Dziś znajduje się tu Instytut Badań Polonijnych Uniwersytetu Jagiellońskiego. Na zapleczu zameczku powstał w 1991 roku jeszcze jeden budynek – Kolegium Polonijne im. Kazimierza Pułaskiego.
Jeszcze dalej widać neogotycki zespół budynków krakowskich wodociągów, zaprojektowany na początku XX wieku przez Romana Ingardena. Kiedy w 1901 roku uroczyście otwierano w Krakowie nowe wodociągi, nadano im oczywiście patronat samego Franciszka Józefa.
Wyżej, na szczycie Srebrnej Góry wznosi się ukryty w lesie kościół Kamedułów, do którego prowadzi stara kasztanowa aleja. Niełatwo się tu jednak dostać: reguła zakonu jest bardzo surowa, dlatego najczęściej zatrzymać się trzeba przy furcie. Kobiety mogą wejść na teren klasztoru tylko dwanaście razy w roku, podczas najważniejszych świąt: Bożego Narodzenia, Wielkanocy, Zielonych Świąt, Niepokalanego Poczęcia, Oczyszczenia Najświętszej Marii Panny, Zwiastowania, Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, Narodzenia Marii, w dzień wspomnienia św. Romualda oraz w niedzielę po 19 czerwca. Ale nawet po wejściu na dziedziniec przed kościołem trudno spotkać mnichów, przebywających zazwyczaj w maleńkich, otoczonych ogródkami eremach. 
Obecność kamedułów zawdzięcza Kraków marszałkowi wielkiemu koronnemu, Mikołajowi Wolskiemu. Przez długie lata pobierał on pieniądze z poznańskiej komandorii Kawalerów Maltańskich, więc aby odwdzięczyć się Bogu za tę finansową pomoc, sprowadził w 1603 roku kamedułów – zakon eremitów reguły św. Benedykta, założony w XI wieku przez św. Romualda. Wolski wybrał miejsce pod budowę kościoła, ale należało ono wówczas do Sebastiana Lubomirskiego, który wcale nie chciał pozbywać się zalesionego wzgórza blisko Krakowa. Podobno w zakupie pomogła Wolskiemu pobożna żona Lubomirskiego, Anna z Branickich, a nabywca zapłacił srebrnymi naczyniami użytymi podczas wystawnej uczty, na której spotkali się kontrahenci – stąd wzięła się nazwa wzniesienia: Mons Argenteus, Srebrna Góra. 
Kościół, którego budowę rozpoczął Walenty von Säbisch, a po tym, jak w trakcie prac runęła część budowli, przejął Andrea Spezza, konsekrowano w 1642 roku. W kilkanaście lat później król Jan Kazimierz oglądał stąd płonący Kraków, do którego wkraczali właśnie Szwedzi. Kameduli tym razem ocaleli – ale później, w latach 1711, 1714, 1715 kościół łupili Rosjanie. Na szczęście manierystyczna fasada, jeden z najciekawszych zabytków krakowskiej architektury, trwa w niezmienionym kształcie, ozdobiona figurami Madonny i świętych – Benedykta, Romualda, Jana Kantego, Mikołaja, Bonifacego i Jana Nepomucena.
Z Bielan, przez Lasek Wolski, droga prowadzi na Sowiniec, gdzie znajduje się Kopiec Piłsudskiego. Zaczęto go sypać jeszcze za życia Marszałka, 6 sierpnia 1934 roku, w dwudziestą rocznicę wymarszu z Oleandrów I Kadrowej, podczas ogólnopolskiego zjazdu Związku Legionistów Polskich. Symboliczny kurhan miał być jednym z wielu, poświęconych Polsce odrodzonej. Prace przyspieszyła śmierć Piłsudskiego; włączyły się w nie tysiące Polaków pragnących oddać hołd zmarłemu. W lipcu 1937 zaprojektowany przez Franciszka Mączyńskiego kopiec był już gotowy. Do 1939 złożono w nim ziemię ze wszystkich pól bitewnych szlaku niepodległościowego oraz ziemię z grobu matki Marszałka. 
W czasie II wojny światowej Hans Frank wydał rozkaz zburzenia obydwu nowożytnych kopców w Krakowie. Na szczęście do tego nie doszło, choć po wojnie podobne intencje wobec kopca Piłsudskiego mieli komuniści. Celowo zalesiono jego zbocza, przez co nie tylko został on skutecznie zasłonięty, ale rozrastające się korzenie drzew zaczęły rozsadzać strukturę budowli. W 1953 roku czołg ściągnął ze szczytu granitowy głaz z legionowym krzyżem. Krakowianie starali się jednak ratować kopiec wbrew władzom. W 1964 roku krakowscy rzemieślnicy własnym sumptem, mozolnie pokonując wszelkie utrudnienia, wzmocnili monument. Dopiero w 1980 roku powołano oficjalny Komitet Opieki nad Kopcem Piłsudskiego. Gdy wreszcie udało się go odrestaurować, złożono w nim ziemię z 95 miejsc, w których ginęli Polacy podczas 
II wojny światowej, oraz z miejsc martyrologii powojennej – także z ostatnich lat istnienia PRL-u.


Podgórze

Ta dzielnica położona jest na prawym brzegu Wisły – w odwróconym od rzeki Krakowie sytuacja nie do pozazdroszczenia. Rzeczywiście, o dawnych dziejach Podgórza niewiele wiadomo: podobno w XVII wieku było tu „uroczysko zwane Krzemionkami”, a u jego stóp miejsce straceń (gdzie w 1651 roku wbito na pal Kostkę Napierskiego). Szansą dla Podgórza okazały się dopiero... rozbiory. 
W 1776 roku Austriacy wycofali się z Kazimierza i stanęli na prawym brzegu Wisły, naprzeciw Wawelu. I tu postanowili zbudować miasto konkurencyjne dla wciąż jeszcze polskiego Krakowa. W 1779 roku austriacki inżynier Karol de Hoefern stworzył projekt (nigdy nie zrealizowany) nowego miasta. W 1784 cesarz Józef II podniósł Podgórze do rangi wolnego królewskiego miasta. Związane z tym przywileje szybko przyciągnęły polskich i niemieckich kolonistów, którzy większość zysków czerpali jednak z możliwości, jaką dawała bliskość granicy – ze szmuglu. W 1808 miasto otrzymało własny – niezbyt gustowny – herb, na którym nie wiedzieć czemu znalazł się i leżący Neptun, i starożytna kolumna, i wstęga rzeki. Na Podgórzu rozegrały się w 1846 roku wypadki Rewolucji Krakowskiej, zakończone śmiercią Edwarda Dembowskiego. W 1885 roku linia kolejowa połączyła Podgórze ze światem. W 1915 – włączono je wreszcie do Krakowa.
Centrum Podgórza stanowi Rynek, zam-knięty monumentalnym, neogotyckim kościołem św. Józefa, który w 1909 zastąpił wcześniejszą, klasycystyczną świątynię. Mroczna, pokryta polichromią trójnawowa budowla z transeptem oraz ambitem okalającym prezbiterium pełna jest najróżniejszych odniesień do architektury gotyckich katedr. Wieża kościoła jest nieco zbyt niska w stosunku do całości: to skutek austriackich przepisów zakazujących stawiania wysokich budynków w mieście pełniącym funkcję wojskowej twierdzy. Zwieńczenie wieży przypomina hełm wyższej wieży kościoła Mariackiego – w ten sposób projektant kościoła Jan Sas Zubrzycki, propagator określenia „gotyk nadwiślański”, chciał zaprezentować własną wersję stylu narodowego. 
Naprzeciw kościoła zachowało się kilka najstarszych podgórskich kamienic. Jedna z nich, ozdobiona na rogu osiemnastowieczną płaskorzeźbą przedstawiającą dwa jelenie o jednej głowie, świetnie prosperowała przez cały wiek XIX jako hotel – mieszkał tu m. in. generał Józef Chłopicki. Klasycystyczny dom „Pod Czarnym Orłem” był popularnym zajazdem i winiarnią, o czym do dziś świadczy szeroka brama, przez którą na obszerne podwórko mogły wjeżdżać wyładowane po brzegi kupieckie wozy. Niedaleko stąd, na Placu Niepodległości widać niewielki ceglany murek – to przypomnienie o dawnych koszarach, z których 31 października 1918 roku wyruszyli polscy żołnierze, aby rozbroić Austriaków. Ich dowódca porucznik Antoni Stawarz (dziś ma swoją ulicę na Wzgórzu Lasoty) tu właśnie wygłosił swoje słynne przemówienie rozpoczynające się od słów: „Polnische Republik muss leben”. 
Jeśli wspiąć się po kamiennych schodach w górę, dotrzemy do ukrytego wśród wapiennych skałek parku Bednarskiego, założonego w 1896 roku przez kierownika podgórskiej szkoły – to jedno z najbardziej romantycznych miejsc w Krakowie. Kiedyś znajdowała się tu podobno szkoła Twardowskiego, gdzie polski Faust uczył adeptów czarnej magii... 
Jeżeli z Rynku Podgórskiego skręcimy w ulicę Rękawka, dotrzemy na wapienne Krzemionki. W każdy pierwszy wtorek po Wielkanocy odbywa się tu festyn wywodzący się być może jeszcze z prasłowiańskich kultów i związany z kopcem Krakusa. Święto nazwano „Rękawką”, bo podobno mogiłę legendarnego władcy usypano, nosząc ziemię – przez szacunek dla zmarłego – w rękach. Kopiec jest jednym z najbardziej tajemniczych zabytków Krakowa: prowadzone tu w latach 1934-37 prace archeologiczne udowodniły, że powstał on w VII wieku, że tworzy go solidna drewniana konstrukcja pokryta darnią i ziemią, że kiedyś na szczycie rósł rozłożysty dąb. Kto i dlaczego wzniósł jednak kopiec? Nie wiadomo: żadnego grobowca w jego wnętrzu nie znaleziono. 
Pogańska „Rękawka” stała się w średniowieczu odpustem związanym z maleńkim kościółkiem św. Benedykta. O tej budowli kryjącej w sobie romańskie palatium z rotundą również niewiele wiadomo. Być może jest ona starsza niż państwo polskie, a opiekował się nią jakiś samotny mnich, uczeń Cyryla i Metodego. Jest z nią także związana legenda będąca krakowskim odpowiednikiem warszawskiej opowieści o złotej kaczce: i tym razem odważny młodzieniec, zamiast roztrwonić złoto ofiarowane mu na Krzemionkach przez tajemniczą księżniczkę, oddał ostatni grosz żebrakowi – tracąc życie (zjawa urwała mu głowę), ale zyskując zbawienie. Kościółek wielokrotnie przebudowywano: w XVI, XVII, XIX wieku – do dziś jednak świadczy o dawnym znaczeniu tego miejsca. 
W czasach zaborów Krzemionki pełniły jeszcze jedną ważną funkcję – militarną. Przypomina o tym baszta Maksymiliańska z 2 poł. XIX wieku, fragment gigantycznych, obejmujących cały Kraków fortyfikacji austriackich. Podgórze było jednak przede wszystkim dzielnicą robotniczą, dlatego jeszcze przed II wojną światową na Krzemionkach spotykało się leżących na trawie robotników sezonowych, oczekujących na potencjalnych zleceniodawców. Podobno na gołych piętach wypisywali cenę swoich usług: dwa złote, trzy złote... Śladem historii dzielnicy jest założony w 1853 roku i częściowo zniszczony po II wojnie stary Cmentarz Podgórski – jako pierwszych pochowano tu Edwarda Dembowskiego i jego 27 towarzyszy.
Jednak Podgórze to nie tylko historia małego miasteczka w granicach wielkiego miasta, ale także miejsce, w którym rozpoczęła się Zagłada sześćdziesięciotysięcznej społeczności żydowskiej Krakowa. W marcu 1941 roku krakowskich Żydów zamknięto tutaj w getcie, które natychmiast oddzielono murem z trzema bramami. Niewielki fragment muru ze zwieńczeniem nawiązującym do kształtu żydowskich nagrobków (macew) zachował się przy ulicy Lwowskiej. Niedaleko stąd, przy ulicy Janowa Wola, w drodze na transport do Bełżca zginął poeta i pieśniarz przedwojennego Kazimierza Mordechaj Gebirtig. 
Centrum getta stanowił Plac Zgody (dziś Plac Bohaterów Getta), pełniący funkcję krakowskiego Umschlagplatz. Tu znajdowała się Apteka „Pod Orłem”, w której pracował doktor Tadeusz Pankiewicz. Ten „sprawiedliwy wśród narodów świata” z wyboru pozostał w getcie, pomagał jego mieszkańcom kontaktować się ze światem i był świadkiem likwidacji getta w marcu 1943 roku, a swoje wojenne przeżycia opisał w książce „Apteka w getcie krakowskim”. Przed oknami apteki (w budynku przy Placu Bohaterów Getta 13 mieści się od 1982 niewielkie muzeum) w ciągu dwóch dni zamordowano 3 tysiące osób. Większość tych, których nie zabito, znalazła się w Płaszowie, gdzie Niemcy założyli w 1942 roku obóz pracy przekształcony w 1943 na obóz koncentracyjny. Wielu pracowało w kamieniołomach Libana (ulica za Torem 22). Oprócz Żydów polskich przebywali tu także Żydzi węgierscy i Polacy. 
Ku czci pomordowanych powstał w Płaszowie pomnik zaprojektowany przez Witolda Cęckiewicza, wyobrażający pięciu ludzi dźwigających wspólnie ogromny ciężar. Wyrwa, która przecina ich ciała, symbolizuje Zagładę. To jeden z nielicznych znaków upamiętniających tragiczną historię tej zaniedbanej obecnie, poprzemysłowej dzielnicy. Niedawno Roman Polański – który przeżył okupację w krakowskim getcie – ofiarował 100 000 złotych na budowę nowego pomnika. A może na muzeum z prawdziwego zdarzenia, które uzupełni ekspozycję Apteki „Pod Orłem”? 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 39 (2777), 29 września 2002


do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl