Architektoniczne skandale


Anarchia pod Wawelem

Agnieszka Sabor



Architektura zmienia charakter miasta i dlatego może się zdarzyć, że nagle przestanie być ono bliskie swoim mieszkańcom i interesujące dla przyjeżdżających tu gości.


O tym, że dobra nowoczesna architektura to nie tylko kwestia pieniędzy, świadczy zmieniający się w ostatnich latach krajobraz Węgier albo biedniejszej od Polski Rumunii. Aby pięknie budować, potrzebna jest przede wszystkim pokorna wobec czasu i przestrzeni wyobraźnia (nie tylko architekta), świadomość, że to, co się zbudowało, pozostanie na długo, wreszcie – przejrzystość skutecznie egzekwowanego prawa i zwykła biznesowa uczciwość.

*
 
W Krakowie żaden z tych warunków nie jest dziś spełniony. Dlatego raz po raz w zabytkowym centrum miasta – z pogwałceniem podstawowych zasad obowiązujących w samorządnym społeczeństwie – wyrasta jakiś pokraczny architektoniczny grzyb. Pomnik Piotra Skargi naprzeciw pojezuickiego kościoła śś. Piotra i Pawła zaskoczył wszystkich – nie tylko mieszkańców, ale i autorów zrealizowanego już projektu zagospodarowania placu, na którym ustawiono znienacka kiczowatą kolumnę jakby nadgryzioną zębem czasu, ze zdającą się z niej spadać postacią wybitnego jezuity – ale za to z podpisami wszystkich ojców miasta u jego stóp. Doprawdy, trudno się domyślić, że kilka metrów dalej, na dziedzińcu Collegium Iuridicum kryje się inna – znakomita – współczesna rzeźba, którą pozostawił w Krakowie Igor Mitoraj. Bo nie chodzi wcale o to, aby w zabytkową tkankę miasta nie włączać nowoczesnych elementów, ale o to, aby były one godne tego, co powstawało tutaj przed wiekami.
Ważne jest także, co gdzie powstaje. Czy hotel Sheraton (to prawda, drogi i ekskluzywny) musi być usytuowany na pięknej działce u stóp Wawelu, w malowniczym zakolu Wisły? Czy miejsce to nie powinno pełnić bardziej publicznej funkcji w mieście, któremu ciągle brakuje dużej sali kongresowej i filharmonii z prawdziwego zdarzenia? Czy aby mógł powstać hotel (jego banalny projekt przypomina niemieckie katalogi budowlane sprzed dziesięciu lat), trzeba było tak nonszalancko potraktować zrujnowany, ale zabytkowy browar królewski? Nic nie da się już zrobić – mleko zostało rozlane, browar zburzono.
Bezradnie patrzymy też na budowę innego krakowskiego hotelu, powstającego naprzeciw Filharmonii. Dziś wiadomo już, że wbrew obowiązującemu prawu będzie on wyższy od sąsiadującego z nim budynku pełniącego prestiżową dla miasta – kulturalną – funkcję. Te dwa hotele u wrót Starego Miasta to swoista metafora współczesnego Krakowa: pieniądz i prywata po raz kolejny zdominowały tu obowiązek i publiczne dobro. 
Bezmyślność objawia się także w szczegółach, a to przecież w nich tkwi podobno diabeł. Tegoroczną „Archi-szopą” (tak nazywa się nagroda przyznawana przez lokalny dodatek „Gazety Wyborczej” dla najgorszej realizacji architektonicznej w mieście) zostało szklane akwarium nadbudowane nad hotelem Monopol, stojącym przy ul. św. Gertrudy, przy Plantach. Wśród jednorodnej dziewiętnastowiecznej architektury mieszczańskiej wyrasta nagle zwykłe pudło – bynajmniej nie ekstrawaganckie, szokujące czy zastanawiające. Po prostu paskudne. 

*

Architektura zmienia charakter miasta i dlatego może się zdarzyć, że nagle przestanie być ono bliskie swoim mieszkańcom i interesujące dla przyjeżdżających tu gości. Oby wkrótce nie okazało się, że miał rację Adolf Nowaczyński, pisząc przed stu laty:

„Słynie w Polsce szeroko krakowski zaścianek
Szczupłością kapitałów, górnością zachcianek;
Niegdyś możny, bogaty... od lat zbiedniał mocno,
Smętny w dzień, już grobowcem zda się porą nocną...”

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 39 (2777), 29 września 2002


do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl