O prozie Maxa Frischa


Poszukiwanie tożsamości

Wojciech Lipowski



Bohater Maxa Frischa to człowiek w nieustannej podróży. Ona jest jego najważniejszym doświadczeniem, pomaga sprawdzić się w życiu. Nie prowadzi do stabilizacji, zakorzenienia, najczęściej przyjmuje postać ucieczki od samego siebie.


Opublikowany ostatnio zbiór prozy Maxa Frischa (1911–1991), szwajcarskiego prozaika i dramaturga, znanego polskiemu czytelnikowi z powieści „Homo faber” czy „Stiller”, przynosi jedenaście utworów ukazujących się po polsku po raz pierwszy. Wybrane z różnych okresów, reprezentują kilka odmian formalnych tego pisarstwa: opowiadanie, osobisty dziennik, mikropowieść.
Zasadniczym celem tej prozy jest próba opisu doświadczeń wewnętrznych człowieka. Frisch zwięźle i rzeczowo, niczym protokolant sądowy, utrwala poglądy, rejestruje porażki i wzloty, zatrzymane wśród potocznych zdarzeń. Śledzi pełną wahań walkę człowieka z oporną i nieczułą materią codzienności. Utwory zebrane w książce mają w zasadzie jednego bohatera, którego biografia przyjmuje różne warianty. Ten człowiek mógłby powtórzyć za bohaterem powieści „Powiedzmy, Gantenbein”: „Przymierzam historie jak ubrania”. 
Postacie Frischa, zazwyczaj nie akceptują własnej egzystencji, nie godzą się na rzeczywistość, często sporą trudność sprawia im obcowanie z drugim. Gdyby mogli, urządziliby świat według własnych reguł. Schinz, bohater „Szkicu”, prowadząc dostatnie i ustabilizowane życie adwokata, dochodzi pewnego dnia do wniosku, iż zwykłe sukcesy w mieszczańskim środowisku nie zapewniają mu spokoju wewnętrznego, są powodem trudnych do wyrażenia obaw. Po kompromitującej go rozprawie sądowej podejmuje próbę zatarcia własnej tożsamości. Bliskie przeczucie klęski inicjuje jedyny dostępny odruch obronny: „Muszę się stąd wydostać, muszę, nie wytrzymam tego, nie mogę patrzeć na niesprawiedliwość i milczeć, czytać gazet, które piszą coś przeciwnego, widywać ludzi, którzy traktują mnie jak chorego, jak dziecko z padaczką, czuć, jak się boją mojego następnego faux pas, jak okazują tę matczyną troskę, że mógłbym wjechać samochodem na trotuar (...), dłużej już tego nie wytrzymam, muszę się stąd wydostać!”. Ucieczka od siebie nie jest jednak możliwa. 
Podobną historię nieprzystosowania odnajdujemy w „Złotniku”. Pokonany przez życiowe okoliczności bohater w oczekiwaniu na ostateczną porażkę przygotowuje własną śmierć. Rzeczywistość koryguje jednak te plany. Złotnik nie otrzymuje szansy na podporządkowanie świata swoim prawom. Spotykamy go w ostatniej scenie utworu, pochylonego nad barowym stołem. Towarzyszy temu lakoniczny komentarz: „żona umarła, sklep sprzedany, on mieszka w miejskim domu starców”. 

*

Nie można uciec od własnego życia, zgubić się w nieokreślonej przestrzeni, o czym przekonują się wcześniej czy później bohaterowie autora „Biedermanna i podpalaczy”. Jak twierdził bliski pisarzowi Heidegger, każde błądzenie jest błądzeniem od bytu do bytu. Poczucie utraty tożsamości, oparcia w strukturach bytu, nie oznacza, że możliwa jest jakaś inna egzystencja. Azylu nie zapewniają uczucia, gdyż ich znaczenie w życiu postaci Frischa jest niewielkie. Sny, o których opowiadają niektórzy, również nie przynoszą spełnienia. Wiejski lekarz („Sen aptekarza z Locarno”) wyznaje: „To nie tak, że następny dzień pozostaje, by tak rzec, pod wpływem snu; nie musi nic z niego zapominać; sen jest bezsilny wobec dnia”. 
Lękowa egzystencja postaci wypełniających tę prozę nie jest zupełnie pozbawiona nadziei. Pisarz nie wyjaśnia postępowania swych bohaterów, nie tłumaczy porażek, przypomina tylko, że są możliwości pojednania ze światem zewnętrznym i ludźmi. Niestety, ludzie z opowiadań Frischa zazwyczaj wybierają pełne niepewności oczekiwanie. Paradoksalnie, to ono przynosi im nadzieję. 
Geiser z utworu „Człowiek pojawia się w holocenie” w obawie przed postępującą starością i samotnością w obumierającej dolinie rozlepia na ścianach swojego domu kartki wycięte z leksykonów i encyklopedii. Otacza się w ten sposób osobliwym zbiorem, który zapewnia mu łączność z oddalającą się rzeczywistością. Nie umie jednak przezwyciężyć postępującej apatii. 
Problem odgradzania się od świata, schodzenia w głąb osobistych doświadczeń, powraca w opowiadaniu „Statyka”. Dziwaczejący profesor architektury walczy z przybierającym na sile poczuciem samotności oraz bezsilności: „Ale o tym wszystkim nie potrafi mówić; gdy próbuje, nikt go nie rozumie; zawsze mają niezbite argumenty, że jest porządnym profesorem, a nie oszustem, ojcem obdarzonym przynajmniej dobrą wolą, nie antysemitą, poza tym kolegą cenionym za skromność. (...) On nie zaprzecza, ale też nie potakuje, tylko patrzy przed siebie”. Być może nie chce już niczego w swoim życiu powtarzać, dlatego unika wysiłku twórczej aktywności.
W sztuce literackiej Maxa Frischa dostrzec można wpływy artystów, którzy przyczynili się do powstania największych dzieł prozy dwudziestego wieku: Kafki, Musila, Brocha czy Hessego. Wspólną cechą tych pisarzy było poszukiwanie sposobów wyrażenia tych obszarów doświadczeń człowieka, w których odbija się skomplikowana struktura świata. Frisch mógłby powtórzyć słowa bohatera „Śmierci Wergilego”: „Niecierpliwy byłem poznania i dlatego wszystko chciałem zapisać”. 
Powieści i dramaty pisarza są świadectwem wnikliwej, często ironicznej, obserwacji osobowości ludzkiej, postawionej w stan konfliktu z nieprzychylną rzeczywistością. Jego postaci, podobnie jak u Roberta Musila, wędrują, obserwując, jak żyją inni, zadomowieni, ustabilizowani, sami jednak robią wszystko, żeby stabilizacji uniknąć. Chyba tylko w taki sposób mogą ocalić niezależność w konformistycznym społeczeństwie. Tłem dla portretów stworzonych przez artystę jest zawsze konkretna przestrzeń (akcja większości utworów rozgrywa się w Szwajcarii). Nie stanowi ona jednak przedmiotu opisu, analizy, służy głównie uwiarygodnieniu zdarzeń. 

*

W posłowiu do książki Krzysztof Zanussi, przywołując spotkania z pisarzem wspomina, że w jego domu znajdowały się zamurowane drzwi, które łączyły mieszkanie z przylegającym doń zakładem opieki. Wymyślono to na wypadek choroby lub starczego niedowładu artysty; wystarczyło usunąć przeszkodę. W tej osobliwej asekuracji wyraża się skomplikowana, pełna sprzeczności osobowość autora, który swojego bohatera doprowadził do podobnego miejsca i pozwolił, by ten z niepokojem oczekiwał na otwarcie drzwi.

Max Frisch, „Sinobrody”. Wybór i przekład Krzysztof Jachimczak, Kraków 2002, Wydawnictwo Literackie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 39 (2777), 29 września 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl