Jak czytać „Nowe lektury nadobowiązkowe”?


Przestroga

Tomasz Fiałkowski



Lektura „Nowych lektur nadobowiązkowych” budzi – naprawdę przykro mi to mówić – rozczarowanie pomieszane z niepokojem. Wolno się było spodziewać, że w czasach zamętu, jakie dziś przeżywamy, autorka zechce wesprzeć zagubionego czytelnika, wskaże mu zdrową i pożywną strawę duchową. Cóż jednak Wisława Szymborska ma temu czytelnikowi do zaproponowania, jakimi tematami pragnie go zająć? 
Starczy przerzucić jej książeczkę, by się o tym przekonać. Obyczaje szympansów, ewolucja mięczaków, guziki w literaturze, słownik wyrazów wątpliwych, kobieta z brodą – myślę o słusznie wymazanej z rejestru władców Egiptu faraonicy Hatszepsut – a na dodatek jeszcze komiks, melodramat, nikotynizm i życie codzienne w domach publicznych... Czyż może to być lektura budująca?

*

Błahość i przypadkowość tematów nie jest jednak największą wadą „Lektur nadobowiązkowych”. Znacznie groźniejsza jest pewna ukryta w nich tendencja, która co i rusz się ujawnia, jakby autorka nie umiała zapanować nad emocjami. Myślę o skłonności do podważania autorytetu władzy, do przedstawiania jej w złym świetle, a nawet ośmieszania. Wisława Szymborska z nieskrywanym upodobaniem wydobywa z przeszłości zjawiska patologiczne, władców-szaleńców, osobników niezrównoważonych, nie zaznaczając przy tym, że stanowili oni wszak niewielki procent zdrowego ogółu panujących. 
Feruje przy tym pochopne oceny i niesprawiedliwe wyroki. Infantowi Don Carlosowi, który zresztą, jak wiemy, tronu się nie doczekał, zarzuca na przykład, że ludzi, którzy go czymś zirytowali, zwykł był własnoręcznie wypychać przez okno. Nie zastanowi się jednak autorka, czy przypadkiem ludzie owi na wypchnięcie przez okno nie zasłużyli. Przyczepia się nawet do drobnych słabostek: wykpiwa przyszłego cesarza Wilhelma II, że – cytuję – „z wypiekami przymierzał przed lustrem nowe mundury”. A przecież kiedy sobie przypomnimy, jak wdzięczną ozdobą męskiej głowy była pikielhauba, ta słabostka staje się w pełni zrozumiała.

*

Za sztandarowy przykład jednostronności autorki uznać można tekst o primabalerinie Mai Plisieckiej. Pomijam już niezrozumiały sentyment do przebrzmiałej sztuki baletu: czy rytmiczne poruszanie kończynami przy dźwiękach muzyki naprawdę zasługuje na aż taki zachwyt? Chodzi mi jednak o co innego: opisując opiekę, jaką władza radziecka otoczyła Plisiecką, Wisława Szymborska interpretuje wydarzenia zupełnie opacznie, dając bezkrytycznie wiarę wynurzeniom zhisteryzowanej kobiety. 
Czyż bowiem można czynić władzy zarzut z tego, że nie dopuszczała do zbyt częstych występów zagranicznych Plisieckiej? Wiemy na przykładzie Adama Małysza, czym grozi przetrenowanie. A to, że owa władza refundowała sobie wysokie koszta edukacji artystki, zabierając jej trzy czwarte honorarium? Nic naturalniejszego! 
Zupełnie zaś oburzający jest sposób, w jaki Szymborska traktuje oddanych pracowników tajnych służb, którzy podczas zagranicznych tournées (bo przecież takie czasem się odbywały!) dbali o bezpieczeństwo swojej podopiecznej i towarzyszyli jej nawet podczas uroczystych rautów po przedstawieniu. Pisze o nich per „osobnicy”, a nawet „kapusie”, i nie pomyśli choćby przez chwilę, jakie to krzywdzące. A wyrzeczenie, jakim dla nich było rozstanie z rodziną? A niebezpieczeństwo choroby lokomocyjnej podczas transoceanicznych podróży? A mozolny trud poznawania obcego języka? A męka, jaką dla tych prostych ludzi musiało być wbijanie się we frak?
Skończmy już. Wniosek musi być, niestety, jeden: „Nowe lektury nadobowiązkowe” nie spełniają pokładanych w nich nadziei, a w pewnych aspektach okazują się wręcz szkodliwe. Czytajcie je więc Państwo, skoro już musicie – ale czytajcie ostrożnie. Do autorki zaś wypada zaapelować, by powściągnęła swoje anarchiczne skłonności. Więcej odpowiedzialności, pani Wisławo! 

WISŁAWA SZYMBORSKA: „NOWE LEKTURY NADOBOWIĄZKOWE”, Kraków 2002, Wydawnictwo Literackie. Tekst powyższy wygłoszony został 18 września podczas promocji książki w Sali Mehofferowskiej WL, w obecności Autorki; w wieczorze, prowadzonym przez Tomasza Łubieńskiego i Tadeusza Nyczka, wzięli udział Teresa Walas, Henryk Markiewicz, Andrzej Rostocki i Michał Rusinek.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 39 (2777), 29 września 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl