O wszystkim


Lew, jaki jest, każdy widzi

ANDRZEJ DOBOSZ


Jakub spotkał na pustyni lwa. – Ja wiem – odezwał się Jakub. – Ty jesteś lew i ty możesz mnie pożreć, ale ja mogę jedną rzecz, której ty nie możesz. Ja mogę ciebie nazwać. Ty jesteś lew.
Tomasz Mann, „Historie Jakubowe”

Jadwiga Staniszkis jest w sytuacji całkiem odmiennej niż Jakub. Pragnie opisać stwór realny, pokraczny, którego istnienia dotkliwie doświadczamy na co dzień, zarazem jednak na tyle nowy i do niczego dotąd istniejącego niepodobny, że próba ścisłego nazwania go jest przedsięwzięciem karkołomnym.
Nigdy dotąd nie byłem tak upokorzony jako czytelnik. Słuchałem wykładów i prelekcji poważnych socjologów od Stanisława Ossowskiego do Raymonda Arona, spędziłem wiele godzin na rozmowach z ich uczniami, przeczytałem kilkadziesiąt książek z tej dziedziny. Oczywiście niektóre z tych tekstów źle wytrzymywały porównanie z najlepszymi wzorami prozy. Zawsze wiedziałem jednak, o co w nich chodzi i znajdując w nich coś ważnego, umiałem rzecz opowiedzieć swoimi słowami. Zdanie uniwersyteckiego egzaminu z socjologii nie sprawiło mi też najmniejszego kłopotu.
Podczas lektury „Postkomunizmu” Jadwigi Staniszkis (słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2001) zatrzymuję się co chwila zupełnie nie rozumiejąc, o czym czytam: „System zachowuje ultrastabilność. Dzięki kontroli (regulowanej przez parametry techniczne i proste bilanse) oraz dyscyplinowaniu z zewnątrz (na przykład przez międzynarodowe organizacje finansowe) bądź przez chwiejną równowagę zależną od wielości lokalnych amortyzatorów, rozpraszających i depolityzujących odpowiedzialność” (str. 90). I tak dalej jeszcze przez pół strony, nim następuje wyjaśnienie: „Wiemy, jak wpływa to na krążenie kapitału: pewna agencja państwowa na przykład dwukrotnie kupowała na giełdzie po 80 procent emisji akcji pewnej bankrutującej spółki nomenklaturowej, podtrzymując jej egzystencję”.
Zarazem jest to książka sensacyjna. W sposób doskonale udokumentowany – ponieważ inaczej niż w Polsce, zachowały się i są dostępne protokoły sowieckiego Biura Politycznego, a autorka czyta swobodnie po rosyjsku – opowiada o sprawach, o których nie mieliśmy pojęcia. Oto decyzja o inwazji Afganistanu okazuje się być głęboko przemyślanym posunięciem mającym zapobiec realizacji doktryny Ogarkowa. Szef sowieckiego Sztabu Generalnego marszałek Ogarkow opierając się na jednej przesłance prawdziwej – Armia Czerwona przegrywa w wyścigu technologicznym – i jednej fałszywej – skoro Zachód, a właściwie Stany Zjednoczone będą silniejsze, nieuchronnie zaatakują Rosję – wyciągnął wniosek, że jest to ostatnia chwila, by zająć przy pomocy czołgów i sił lądowych Europę Zachodnią. Istotnym elementem doktryny była przesłanka trzecia, niepewna: że póki konflikt rozegra się poza ich terytorium, Stany nie użyją broni nuklearnej. Przytomniejsza część członków Biura Politycznego, przerażona taką możliwością, nie czując się na siłach usunąć Ogarkowa, postanowiła – wbrew opiniom sztabu – zająć Armię zdobywaniem Afganistanu. 
Jadwiga Staniszkis zajmuje się też próbami – podejmowanymi głównie przez otoczenie Andropowa – wyjścia z niewydolnego systemu. Według niej pomysły opuszczenia krajów Europy Wschodniej były na serio brane w Moskwie pod uwagę co najmniej od roku 1984. Wtedy też zdano z nich sobie sprawę w Warszawie. Szefowie PZPR od dawna mieli ochotę na zmniejszenie zależności od Moskwy; możliwość, że zostaną jej pozbawieni, po chwilowym popłochu skłoniła ich do przygotowywania się na nową sytuację. Staranność tych przygotowań doprowadziła przy okrągłym stole do „uznania komunizmu za system legalny. O ironio, takiego statusu odmawiano mu przez lata walki, gdy istniał realnie. »Pośmiertna« nobilitacja oznaczała zalegalizowanie nabytych przywilejów nomenklatury; utrudniała rozliczanie zbrodni przeciw narodowi, dokonywanych zgodnie z »prawem«. Ułatwia to zapominanie, czym był, i pogłębia masowe odczucie ciągłości”.
Mam poczucie, że bez zrozumienia i przyjęcia do wiadomości tego, o czym pisze Pani Profesor, niemal wszystkie nasze komentarze i uwagi na temat dzisiejszej sytuacji w Polsce mają nie większe znaczenie niż obrzucanie solidnego gmachu przez chłopców kulami ze śniegu. Ale zarazem wiele rzeczy w jej książce przekracza zdolność mego rozumienia. Więc może ci, którym leży na sercu stworzenie alternatywy wobec SLD, Samoobrony, ale także LPR, winni zacząć spotykać się z Jadwigą Staniszkis i skłonić ją, by klarownie przedstawiła swe myśli i wiedzę.  







 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 39 (2777), 29 września 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl