To nie jest spór o Radio Maryja


Zmarnowana szansa

Ks. Adam Boniecki



Marzy mi się wielka publiczna debata z udziałem ojca Tadeusza Rydzyka. Debata nie o rozgłośni, ale o rzeczywistości, w której żyjemy, i roli w niej Kościoła.


W ostatnich dniach Radio Maryja znalazło się w centrum uwagi mediów. Dekret Księdza Prymasa o konieczności autoryzacji wszelkiej działalności religijnej na terenie diecezji, z komentarzem biskupa Jareckiego, że chodzi o rejestrowanie „biur Radia Maryja”, stał się okazją do szerokich i niezbyt poważnych dywagacji na temat rozłamu w polskim Kościele, ale także do debaty nad charakterem toruńskiej rozgłośni, której – jak powiedział biskup Adam Lepa, ekspert Episkopatu od spraw środków przekazu – „udało się zrealizować trzy ważne (...) cele: zbudowanie i finansowe zabezpieczenie nowoczesnego zaplecza medialnego; dużą skuteczność w ewangelizowaniu i rosnący wpływ na opinię publiczną”. 

Terroryści...

Nie wiedzieć czemu Radio Maryja wpadło w panikę. Debata prasowa, jak to debata, była ostra. ale – tu i ówdzie – dotykała jednak problemów istotnych. Tymczasem stan ducha toruńskiej twierdzy dobrze odzwierciedla zamieszczony w „Naszym Dzienniku” komunikat podpisany przez jedenaście osób, ozdobionych naukowymi tytułami i przedstawiających się jako „Zespół Wspierania Radia Maryja w służbie Kościołowi, Ojczyźnie i Narodowi Polskiemu”. 
Czytamy tam m.in. „Prawie bezpośrednio po zakończeniu niedawnej Pielgrzymki Ojca Świętego do Polski nastąpił zmasowany atak liberalnych mediów na Kościół, Ojca Świętego, ks. Prymasa, ojca Tadeusza Rydzyka i Radio Maryja. Te działania przybrały charakter sterowanej akcji realizowanej przez medialnych terrorystów”. Ciekawy jest zabieg połączenia debaty z wizytą Papieża, podczas gdy okazją do niej był, nie mający z nią nic wspólnego, dekret Księdza Prymasa. Oto jak autorzy widzą przyczynę tej (perfidnej, sterowanej, antykościelnej) akcji: „zmasowany atak na Radio Maryja i Ojca Dyrektora wywołany jest zapewne i tym, iż ta rozgłośnia i piękne dzieła wyrosłe w jej klimacie dobrze świadczą o naszych wspólnych umiejętnościach organizacyjnych”. 
Ze sterowanym i zmasowanym atakiem oczywiście się nie dyskutuje. Powołuje się komitety obrońców i w ten sposób jedyna w swoim rodzaju okazja do debaty została zmarnowana. Radio Maryja uważa się za nietykalne i prawdopodobnie nieomylne, choć trudno to pogodzić z niedawnymi deklaracjami Ojca Dyrektora. W wywiadzie udzielonym 7 grudnia 2001 r. Stanisławowi Krajskiemu stanowczo i jasno wystąpił on w obronie dialogu oraz krytyki wewnątrzkościelnej: „I myśmy też powinni rozmawiać (...) między sobą. Ale jeżeli jest coś publicznego, to trzeba publicznie się bronić, to jest chyba logiczne. Czy nie jest tak, że krytyka w Kościele ma być też pewną drogą do świętości?” I zapraszał: „Nie trzeba się bać dialogu. Krytyka to jest i dialog. Jeżeli krytykujemy z miłością, to jest to przecież troska o prawdę. My krytykujemy błąd, a nie człowieka”. 
Kryterium jest dość subtelne, bo z jego stosowaniem zwykle tak bywa, że jeśli my krytykujemy, to „z miłością”, jeśli nas krytykują, to „bez miłości”. I jeszcze o. Rydzyk o krytyce w Kościele: „czy wolno krytykować [Kościół], to jest pierwsze pytanie, a drugie, to czym się różni krytyka taka, jakiej dokonuje »Gazeta Wyborcza«, od krytyki, jakiej powinien dokonywać dobry katolik? Czy dobremu katolikowi wolno krytykować głośno Kościół, tzn. biskupa, księży? Na pewno nie można szkodzić. Trzeba zawsze budować. Katolik musi widzieć zło i dobro w Kościele. Nie może być bezkrytyczny. Trzeba rozróżnić sakrament od tych, którzy go posiadają. Trzeba rozróżnić czyn i człowieka. A krytyka, zwracanie sobie uwagi i przyjmowanie tych uwag to jest wyraz wielkiego wzajemnego zaufania”.
Wyjaśniając, że miłość do Kościoła to także odpowiedzialność za Kościół, o. Rydzyk podkreśla: „Nie wolno nam być bezkrytycznym. To jest jakaś naiwność. To jest może brak pewnej dojrzałości. Na pewno, jeżeli człowiek przeciwstawia się złu, to musi też mieć wiele odwagi. Ponosi konsekwencje tego. Bardzo często może być za to aż prześladowany. Tak, obserwuję niektóre rzeczy również w Kościele i widzę, jak ludzie świeccy nieraz za to, że kochają Kościół, obrywają od tych, którzy powinni im właściwie podziękować, gdyby byli doskonalsi”.

O czym i jak dialogować?

Kwestią wymagającą refleksji nie są biura Radia Maryja. To sprawa w zasadzie administracyjna, choć dotyczy działalności ewangelizacyjnej. Przedmiotem namysłu natomiast musi być sposób widzenia Kościoła i jego misji we współczesnym świecie. 
Ważny jest oczywiście sam kształt dialogu. I chodzi mi o praktykę, nie o teorię. Nie wiem, jak zawartość ustawionej przed toruńską rozgłośnią wielkiej tablicy, na której umieszczono winiety tytułowe „Nie”, „Tygodnika Powszechnego” i „Wprost” obok nazwisk Goebbelsa i Lenina, jako grono mistrzów kłamstwa, pogodzić z pięknymi maksymami Ojca Dyrektora, w rodzaju: „Trzeba mówić o tych błędach z wielkim szacunkiem dla człowieka”; „żeby samemu starać się rzeczywiście kochać Chrystusa, a nie być takim tylko, który szuka błędów”; „w zależności od tego, ile kochamy i jak kochamy, to nam Pan Bóg podpowie metody, ale trzeba być tak, tak, nie, nie, a co nadto jest od złego pochodzi”. Czyżby to Pan Bóg podpowiedział te metody? 

Wizja świata i misji Kościoła 

Ale wróćmy do przedmiotu upragnionego dialogu. Myślę, że istotą sporu jest wizja miejsca i misji Kościoła w świecie takim, jaki jest. Lektura dostępnych na stronach internetowych tekstów ojca Rydzyka pozwala przypuszczać, że w jego wizji dominuje lęk. Być może osobiste doświadczenia duszpasterskie wyniesione z Niemiec, gdzie o. Rydzyk schronił się w roku 1986 i pozostawał do 1991, okazały się traumatyczne. W jego wypowiedziach Kościół na Zachodzie poniósł klęskę. Wszystko tam jest zagrożeniem dla wiary, nawet niektórzy biskupi, nie mówiąc o teologach. Nadzieją dla świata jest Polska i jej religijność. Tej religijności rzecznikiem i wyrazicielem chce być Radio Maryja. Oczywiście w oparciu o Episkopat i w jedności z nim: „Pytam się biskupów. Dla mnie jest to bardzo ważne, co mówią w tych rozmowach osobistych. Mówimy o sytuacji Kościoła, o sytuacji świata, mówimy o sytuacji Polski. Dla mnie jest ważne to, co mówią przełożeni i ważny jest dla mnie dialog z nimi (...) w tych najtrudniejszych sytuacjach właśnie biskupi mówili – nie wolno ci zrezygnować i wskazywali drogę, jak iść. To są rozmowy bardzo często osobiste. To nie jest jeden biskup. To jest wielu biskupów, różnych. Jeszcze jedno, staram się nie mówić, z kim rozmawiałem i kiedy. Dlatego mówię – powinno się mieć zmysł Kościoła, słuchać Kościoła” (z cytowanego wywiadu).
I słuchacz może z tych niewątpliwie prawdziwych słów wywnioskować, że prezentowana przez Radio Maryja wizja świata i Kościoła w świecie jest wizją Kościoła. Tym sposobem ci wszyscy – biskupi, teologowie i publicyści – którzy sytuację oceniają inaczej, którzy inaczej rozumieją sens „nowej ewangelizacji”, zostają przekreśleni. Nawet arcybiskup Józef Michalik tym się niepokoi, kiedy stwierdza, że Radio Maryja „powinno stać się nie tylko radiem katolików, ale radiem katolickim w całej pełni, czyli radiem, które jest jednoznacznym głosem Kościoła, przemawiającym jednobrzmiąco z pasterzami tego Kościoła, bez »szeptów« i bez wątpliwości” („Nasz Dziennik” z 19 września). Od Soboru Watykańskiego II stało się dla katolików jasne, że laicyzujący się „świat” nie jest wrogim światem, ale wyzwaniem, zmuszającym Kościół do szukania nowego języka w głoszeniu Dobrej Nowiny, nowego kształtu świadectwa, a nade wszystko do rachunku sumienia i uznania własnych grzechów i niewierności. W epoce Jana Pawła II mówienie o tym jest powtarzaniem rzeczy oczywistych.
Kościół żyje w takim, a nie innym świecie. Na zgliszczach starych form, zarówno na Zachodzie, jak i w krajach dawnego Związku Sowieckiego wielu widzi „wiosnę Kościoła”, jednak chodzi ona innymi drogami aniżeli te, które proponuje Radio Maryja. 
W niedawnej debacie telewizyjnej o toruńskiej rozgłośni, w starciu z redaktorem Domańskim dzielnie stawał w jej obronie dyrektor KAI Marcin Przeciszewski. Broniąc jej stwierdził między innymi, że emitowane z Torunia treści są w 90 proc. zgodne z nauką Kościoła. Nie wiem, czy taka była intencja, ale jest to stwierdzenie mordercze, w gruncie rzeczy zbieżne z niepokojami arcybiskupa Michalika. Owe fatalne 10 procent nie jest przecież emitowane w osobnych blokach, zatytułowanych np. „spory, kontrowersje”, ale przenika wszystkie programy „katolickiego głosu w twoim domu”, będąc przysłowiową kroplą dziegciu w beczce ofiarowywanego pobożnym słuchaczom miodu.
Przypomnijmy jeszcze jeden aspekt. Radia Maryja słuchają nie tylko pobożni wielbiciele ojca Rydzyka, ale i ludzie mało o Kościele wiedzący. Jaki obraz Kościoła sobie tworzą? I tu jeszcze jeden cytat ze wspomnianego tekstu arcybiskupa Michalika: „ludziom wierzącym nie zawsze jest łatwo zrozumieć kryteria myślowe czy lęki niewierzących. Wśród nich przecież są także ludzie uczciwi, prawi, bezinteresowni, a nawet szukający Boga. Czy wolno im okazywać nieżyczliwość?”

Marzy mi się wielka debata

Marzy mi się wielka publiczna debata z udziałem ojca Tadeusza Rydzyka. Debata nie o rozgłośni, ale o rzeczywistości, w której żyjemy, i roli w niej Kościoła. Różnice w Kościele polskim (by nie powiedzieć podziały!) wynikają, moim zdaniem, z różnic w rozpoznaniu i ocenie rzeczywistości świata. Niechby w takiej debacie zasiedli mędrcy: obok o. Tadeusza Rydzyka filozof o. Albert Krąpiec, po drugiej stronie arcybiskup Józef Życiński i ktoś taki jak ks. Janusz Mariański, socjolog, autor znakomitego, choć niestety mało znanego dzieła „Kryzys moralny czy transformacja wartości?” 
Słuchacze Radia Maryja – jest ich podobno 6 milionów – to poważna część rzeczywistości Kościoła w naszym kraju. Rozgłośnia wyraża ich przekonania o świecie i je utwierdza. Pozostaje pytanie: dokąd ich prowadzi?
Godne uznania wysiłki powołanego przez episkopat „Zespołu Troski Duszpasterskiej o Radio Maryja” (nie mieszać z „Zespołem Wspierania Radia Maryja w służbie Kościołowi, Ojczyźnie i Narodowi Polskiemu”) zmierzają do stworzenia jakiejś rady programowej Radia, która, być może, wpłynie na charakter rozgłośni. Tym poczynaniom jednak musi towarzyszyć debata szersza i bardziej zasadnicza. Problemem numer jeden Kościoła w Polsce nie jest Radio Maryja, ale stan naszej świadomości i zdolność (lub jej brak) wychodzenia poza krąg własnych sądów i doświadczeń.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 39 (2777), 29 września 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl