Przegląd prasy

Terroryzm bez definicji



W ostatnich latach podpisano 12 konwencji i protokołów o zwalczaniu terroryzmu, ciągle jednak nie ma powszechnie uznanej definicji tego zjawiska – mówi w RZECZPOSPOLITEJ (z 11 września) prof. Zdzisław Galicki, członek Komisji Prawa Międzynarodowego ONZ i komitetu ONZ ad hoc ds. terroryzmu. 
Pierwszą konwencję o zwalczaniu terroryzmu przyjęto jeszcze w 1937 r. pod auspicjami Ligi Narodów, ustanowiono trybunał karny dla karania terrorystów. Był to rezultat zamachu z 1934 r., w którym zginęli król Jugosławii Aleksander i szef francuskiego MSZ Jean-Louis Barthou. W konwencji znalazła się po raz pierwszy definicja terroryzmu: wedle niej akty terroru to przestępstwa przeciw państwu innemu niż to, na którego terytorium są popełnione i zmierzające do zastraszenia osób lub społeczeństw. Tak szerokie ujęcie sprawiło, że wiele państw wstrzymało się od ratyfikowania konwencji i nie weszła ona w życie. 
Po 1945 r. problem terroryzmu próbowano regulować przez przyjęcie ogólnej konwencji całościowej na temat zjawiska albo przez definiowanie poszczególnych postaci terroryzmu. Próba całościowego zdefiniowania napotkała opór polityczny. Terroryzm traktowany miał być jako przestępstwo kryminalne, tymczasem większość terrorystów uzasadnia swe działania motywacją polityczną, a niektóre państwa nie chciały z góry uznać, że sprawcy takich przestępstw mają być pozbawieni przywileju powołania się na klauzulę przestępstwa politycznego (wtedy obowiązkowa staje się ich ekstradycja). Utworzony w 1972 r. komitet ONZ ad hoc ds. terroryzmu przez ponad 10 lat próbował przyjąć konwencję całościową, ale w końcu prace zarzucono. Znamienne, że w europejskiej konwencji o zwalczaniu terroryzmu z 1977 r., nie wprowadzono definicji aktu terrorystycznego, lecz sporządzono katalog przestępstw, odwołujący się do tzw. konwencji sektorowych, np. o zwalczaniu bezprawnego zawładnięcia statkami powietrznymi. W efekcie wygrał ten drugi nurt: zwalczanie terroryzmu w jego szczególnych postaciach. Komitet opracował konwencje o zwalczaniu zamachów bombowych (1996) i o zwalczaniu finansowania terroryzmu (1999). Wznowiono też prace nad konwencją całościową – tyle że trwają do dziś. 
Państwa zachodnie nie popierały konwencji całościowej; optowały za konwencjami sektorowymi, dotyczącymi różnych form terroru. Dopiero w 2000 r. zmieniły stanowisko (wraz z państwami Ameryki Łacińskiej). Oczywiście i tu jest kilka punktów niezgody. Problemem jest nie definicja – ta jest rozbudowana, ale prosta i nie budzi oporów: „Popełnia przestępstwo w rozumieniu niniejszej konwencji każda osoba, jeżeli ta osoba bezprawnie i umyślnie powoduje śmierć lub poważne uszkodzenia ciała człowieka albo poważne uszkodzenia własności publicznej lub prywatnej, włączając miejsca publicznego użytku, urządzenia państwowe lub rządowe, system transportu publicznego, urządzenia infrastruktury lub środowiska; albo jeżeli ta osoba powoduje uszkodzenia własności, miejsc, urządzeń, systemów wymienionych wyżej, pociągające za sobą lub mogące pociągnąć za sobą z dużym prawdopodobieństwem wielkie straty ekonomiczne, gdy celem tego postępowania jest z jego natury lub kontekstu zastraszenie ludności albo zmuszenie rządu lub organizacji międzynarodowej do dokonania lub powstrzymania się od dokonania pewnego aktu”. 
Spór budzą natomiast wyłączenia od stosowania konwencji. Widać w nich dążenia i państw arabskich, by wyłączyć od niej czyny dokonane w ramach walki narodowowyzwoleńczej, i państw zachodnich, które odrzucają koncepcję tzw. terroru państwowego. Organizacja Konferencji Islamskiej domaga się, by wyłączyć walkę narodowowyzwoleńczą i zbrojną przeciw obcej okupacji, agresji, kolonializmowi i hegemonii. Na to nie zgadza się Zachód, który żąda, by wyłączyć spod konwencji czyny członków sił zbrojnych państw. Tu pojawia się kwestia terroryzmu państwowego – pojęcia, z którym prof. Galicki polemizuje. Jeśli np. państwo bombarduje inny kraj, nie jest to akt terroru, choć jest to naruszenie prawa międzynarodowego. Do przeciwdziałania takim sytuacjom należy stosować inne instrumenty, np. zakaz użycia siły w stosunkach międzynarodowych. Cechą aktu terrorystycznego zaś, twierdzi Galicki, jest tzw. podwójny przedmiot zamachu: działanie skierowane jest przeciw ludziom, którzy w jego wyniku ucierpią, ale rzeczywisty cel zamachu jest inny – chodzi o zagrożenie interesów lub bezpieczeństwa państwa. 
Trudno przypuszczać, by państwa arabskie wycofały się ze swych żądań. Należałoby więc może rozróżnić między walką narodowowyzwoleńczą, prowadzoną zgodnie z prawem międzynarodowym, a taką, która nie jest z nimi zgodna. To jednak trudne, bo organizacje wyzwoleńcze z reguły sięgają po środki terrorystyczne, a granica jest cienka. 

KB
 




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 38 (2776), 22 września 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl