Komentarze

 


Wojciech Pięciak Tyranobójstwo bywa cnotą

Andrzej Łukowski Soczi, godz. 14.46, Stirlitz działa

Krzysztof Burnetko Gwizdy i inne

Tomasz Fiałkowski
Barbarzyńcy powrócili


Ks. Adam Boniecki  Grzegorz Piotrowski redivivus



 

 




  
Tyranobójstwo bywa cnotą 


Kolejna wojna w Zatoce – po irańsko-irackiej (1980-88) i między Irakiem a koalicją państw (1990-91) – nie zacznie się jutro. Nie tylko dlatego, że Amerykanie nie mają nad Zatoką dość żołnierzy. Przemówienie Busha w ONZ pokazało, że prezydent to nie bezmyślny szeryf, ale polityk, który wie, co mówi. Krytykowany za nieoglądanie się na innych, Bush przywrócił proporcje: przypomniał, że problem Iraku to nie obsesja USA, ale test na wiarygodność ONZ; w końcu to Husajn ignoruje umowy – które sam podpisał – dotyczące kontroli jego arsenałów. Bush-dyplomata wystąpił w roli obrońcy silnej ONZ i przerzucił odpowiedzialność za rozwój sytuacji na Radę Bezpieczeństwa i Bagdad, pozostawiając jednak sobie możliwość samodzielnej operacji USA, jeśli Rada okaże się bezsilna.
A dlaczego cywilizowane kraje powinny obalić Husajna? Bo jest on naprawdę zagrożeniem dla sąsiadów, także Arabów – i reszty świata. Sukcesem Busha-seniora z 1991 r. było zahamowanie na parę lat irackiego programu zbrojeń A-B-C. Od lat 80. Irak produkuje broń chemiczną i biologiczną oraz rozwija jej nośniki, prowadząc prace nad bronią atomową. Husajn broni chemicznej użył już w 1984 r. przeciw wojskom irańskim, w 1988 r. zagazował tysiące kurdyjskich kobiet i dzieci, a w 1991 r. przed wysłaniem głowic z bronią biologiczną i chemiczną przeciw aliantom i Izraelowi powstrzymała go groźba atomowego odwetu. Co więcej, o ile na początku broń jego miała charakter taktyczny (do użycia w regionie), potem nabrała wymiaru strategicznego: w 1989 r. Irak uruchomił fabrykę rakiet „Tammuz-1” (zasięg 2 tys. km), a w grudniu 1989 wystrzelił na orbitę prymitywną rakietę „Al-Abid”. Na jej podstawie Irak może skonstruować do 2015 r. skuteczną rakietę dalekiego zasięgu. Wtedy Husajn, dla którego po wyrzuceniu w 1998 r. kontrolerów jedynym ograniczeniem są sankcje na wwóz technologii, będzie mieć nie tylko głowicę atomową, ale i środki, by sięgnąć Waszyngtonu lub Europy Środkowej. To odróżnia Irak od innych dyktatorskich krajów, które po zakończeniu „zimnej wojny” również zostały protektorami antyzachodniego terroryzmu.
Trzecia wojna w Zatoce będzie tyranobójstwem: jej cel to obalenie sprawcy wielu zbrodni, także na własnym narodzie. Podczas walk ucierpią też niewinni Irakijczycy. Także i w tym sensie Husajn jak każdy dyktator jest zagrożeniem dla swych rodaków. Zresztą raczej nie ma wątpliwości, co większość Irakijczyków – pędzonych dziś na demonstracje poparcia dla dyktatora – czuć będzie po jego upadku. Rok temu talibowie też prezentowali naród afgański jako „zwarty i gotowy”; wkrótce talibów nie było, a ulice Kabulu wypełniły radosne tłumy.  


Wojciech Pięciak






Soczi, godz. 14.46, Stirlitz działa

Prezydent Rosji postawił Gruzji ultimatum. Na naradzie z przedstawicielami resortów siłowych w Soczi oświadczył, że jeżeli Gruzja nie położy kresu czeczeńskim rajdom na terytorium Federacji Rosyjskiej, to zgodnie z art. 51 Karty NZ Rosja sama zadba o swoje bezpieczeństwo. Jednocześnie poprosił rwących się do boju generałów (tych samych, którzy od trzech lat prowadzą drugą zwycięską kampanię w Czeczenii), by spakowali frontowe kuferki, a członków Rady Federacji (izby wyższej, która powinna wydać zgodę na wysłanie wojsk na obce terytoria), by czekali w gotowości na zwołanie specjalnego posiedzenia w tej sprawie.
Nazajutrz rosyjscy komentatorzy zaczęli się ścigać w mediach nie tylko w wykazywaniu celowości ataku na Wąwóz Pankiski w Gruzji, gdzie schronił się oddział czeczeńskich bojowników, który zagraża integralności terytorialnej całej Federacji, ale też w tłumaczeniu, że Rosja ma święte prawo do takiej interwencji, zwłaszcza jeśli Stany Zjednoczone uderzą na Irak. Nieprzypadkowy jest też moment ogłoszenia ultimatum: 11 września zachodni świat zajęty był rocznicą. 
Trudno uznać słowa prezydenta Putina za świadectwo uprawiania cywilizowanej polityki. To znacznie lepiej pasuje do schematu operacji specjalnej, której znajomość rosyjski przywódca wyniósł ze szkoły wywiadu. Celem operacji ma być przypomnienie, że Rosja nie zrezygnowała z tradycyjnej strefy wpływów (terytorium postradzieckie), zamierza o nią walczyć i nie dopuści do przejęcia Kaukazu przez amerykańskich „sojuszników”. Wygląda na to, że Rosji nawet pod rządami pragmatycznego prezydenta trudno jest rozstać się z radzieckim instrumentarium prowadzenia politycznych targów. A dopóty, dopóki się z nim nie rozstanie, trudno będzie ją traktować jak wiarygodnego partnera. 
 

 
Andrzej Łukowski





Gwizdy i inne

Komisarz Unii Europejskiej ds. rolnictwa Franz Fischler jako polityczny zawodowiec nie przejął się specjalnie posłanką Konopczyną, posłem Pękiem i paroma ich kolegami, którzy za najlepszy oręż w dyskusji o rozszerzeniu Unii uznali gwizdki. Nie przejął też pewnie tymi, którzy wprawdzie sami nie gwizdali, ale uznali taką formę zachowania się w parlamencie III RP za dopuszczalną (poseł Giertych z LPR). Bo rzeczywiście: i w innych parlamentach skrajni z lewa i prawa urządzają happeningi (czasem również chamskie). Ale pamięć o tym zdarzeniu zostanie. A wspomnienia też mają wagę w pozornie tylko wypranej z sentymentów polityce.
Jeszcze gorzej, że Polska zlekceważyła pytania Unii o kryteria zmian kadrowych w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Struktura ta ma zająć się rozdzielaniem pieniędzy przyznanych przez Unię. Darowane pieniądze to temat drażliwy: ich wydatkowanie wymaga znajomości rzeczy i bezstronności. Kiedy więc pojawiły się zarzuty, że stanowiska w Agencji rozdzielane są przez PSL i SLD w oparciu o kryteria partyjno-rodzinne, Unia poprosiła o wyjaśnienia. Odpowiedzią strony polskiej był dokument „niepełny”; w języku dyplomacji ocena taka jest dyskwalifikująca. Kiedy zaś Unia zdecydowała się przysłać dla zbadania sprawy audytorów, szef Agencji Aleksander Bentkowski (PSL) ocenił to jako mieszanie się w wewnętrzne sprawy państwa polskiego. Że prezes Bentkowski nie wie, co znaczy „ingerencja w sprawy wewnętrzne państwa” – musi dziwić, przecież pamięta on czasy PRL. Ale że komuś, kto daje pieniądze, odmawia prawa kontroli nad tym, kto i jak je będzie wydawał – dziwi tym bardziej. 


Krzysztof Burnetko







Barbarzyńcy powrócili

Kiedy 31 lipca wichura zerwała reklamową płachtę z Sukiennic, a rusztowanie reklamy zniszczyło, spadając, część renesansowej attyki, można było mieć nadzieję, że zacznie się poważna dyskusja nad wizją historycznego śródmieścia, nad ustaleniem, co tutaj robić wolno, a czego nie. I choć wiceprezydent miasta oraz rzecznik magistratu z pobłażliwym uśmieszkiem tłumaczyli, że nic się nie stało, bo zabytków mamy dużo, a konserwator nie potrafił powiedzieć, czy zniszczone maszkarony były oryginalnymi rzeźbami Santi Gucciego, czy też kopiami, pojawiły się jednak znaki nowego: błyskawicznie zdemontowano nie tylko pozostałe płachty kryjące Sukiennice, ale też gigantyczną reklamę lodów Magnum na kamienicy przy Rynku 22. 
Minęło półtora miesiąca i sprawa rozeszła się po kościach: ot, parę osób ukarano symbolicznymi grzywnami, zapowiadanego szczegółowego raportu nie ma. A lody Magnum powróciły, pokazując bezsilność służb miejskich wobec triumfującego w śródmieściu barbarzyństwa.
 

 
Tomasz Fiałkowski






Grzegorz Piotrowski redivivus

„Rzeczpospolita” (z 13 września) ze słusznym skądinąd oburzeniem obszernie omówiła artykuł brukowego tygodnika, którego tytułu szanujące się pisma na ogół nie wymieniają. Wątpię, by skonstruowany na starych planach operacyjnych SB i zawierający nędzne insynuacje materiał zasługiwał aż na taką reklamę. Podzielam natomiast wyrażone w „Rzeczpospolitej” przekonanie Jana Skórzyńskiego, że omawiana publikacja nosi znamiona przestępstwa. Przerażające w tym wszystkim jest, że ówcześni autorzy owych planów, konstruowanych w najbardziej ponurych latach PRL-u, dziś je reanimują i jak gdyby nic się w tym czasie nie zdarzyło, serwują je publiczności.  

 
Ks. Adam Boniecki



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 38 (2776), 22 września 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl