O deptaniu gardła 

MICHAŁ KOMAR

 


Jedni reagują na to swędzącą wysypką, inni konwulsjami, ja zaś monologiem wewnętrznym, którego fragment postanowiłem niniejszym uzewnętrznić w formie możliwie przystępnej i jako tako przyzwoitej. 11 września Naczelny Sąd Administracyjny unieważnił (z przyczyn formalnych) pozwolenie na budowę Trasy Siekierkowskiej, której istotna część ma być oddana do użytku 21 września bieżącego roku. Ten, kto korzysta z transportu samochodowego (publicznego i prywatnego) w południowej części Warszawy, wie, że dzięki otwarciu Trasy zostaną rozładowane zatory paraliżujące życie miasta, a więc zmniejszy się codzienne udręczenie warszawiaków. Ta gigantyczna inwestycja jest niezbędna stolicy Rzplitej. Unieważnieniem pozwolenia na budowę byli i są zainteresowani ekolodzy ze Stowarzyszenia „Przyjazne miasto” oraz ich sojusznicy-spółdzielcy mieszkaniowi z przyczyn, które w porywie delikatności nazwę „żywotnymi”. O sprawie, tak przecież istotnej dla mieszkańców Warszawy, zechcieli wypowiedzieć się niektórzy kandydaci na prezydenta miasta; Lech Kaczyński oświadczył (cytuję wg „Gazety Wyborczej”): „Liczę, że odpowiedzialni za cały bałagan urzędnicy z gminy Centrum i z urzędu miasta zostaną ukarani. Nikt nie jest przecież uwiązany do stanowisk”, Janusz Piechociński zażądał, by obecny prezydent miasta „publicznie wskazał odpowiedzialnych i wymusił na nich dymisje lub wręcz odwołał ich z zajmowanych stanowisk”. Stowarzyszenie „Przyjazne miasto” obwieszcza, że głównym jego celem „jest wspieranie inicjatyw społecznych służących zrównoważonemu rozwojowi Warszawy”. Stowarzyszenie „Przyjazne miasto” dąży do „sytuacji, w której założenia gospodarki przestrzennej będą powstawać w wyniku konsultacji władz Stolicy z każdą zainteresowaną grupą mieszkańców”. Ekolodzy pragną, aby „każdy warszawiak czuł się gospodarzem własnego domu, osiedla i miasta. Zbyt często mamy do czynienia ze złożoną strategią władz miejskich, prowadzącą do skłócania stron, dezinformacji i ukrywania negatywnych skutków inwestycji. Zrównoważony rozwój to nie tylko samozadowolenie inwestorów i miejskich urzędników, lecz także budowanie społecznych więzi w trosce o środowisko naszego życia”. Jestem warszawiakiem i płatnikiem podatków. Chcę więc, by kandydaci na prezydenta mojego miasta uświadomili sobie, że – zgodnie z prawem – to nie urzędnicy gminy Centrum czy urzędu miasta podpisywali jakiś czas temu dokument zezwalający na rozpoczęcie budowy Trasy Siekierkowskiej, lecz ówczesny wojewoda. Kandydaci powinni o tym wiedzieć, skoro chcą rządzić Warszawą. Nikt nie może tłumaczyć się nieznajomością prawa, prawda? Uważam też, że starając się uniemożliwić budowę Trasy, Stowarzyszenie „Przyjazne miasto” ukazało bezsens postulatu „konsultacji władz Stolicy z każdą zainteresowaną grupa mieszkańców”, ponieważ zainteresowana grupa mieszkańców pod nazwą „Przyjazne miasto” uczyniło sporo, by Warszawa wciąż była miastem uciążliwym dla wszystkich jej mieszkańców. Ekologia jest to nauka, która bada wzajemne stosunki między organizmami i otaczającym je środowiskiem. Mój organizm źle się czuje w ekosystemie skażonym przez anarchię, pazerność, złą wolę, głupotę i brak kompetencji. W takim skażonym ekosystemie mój organizm popada w przymus monologu wewnętrznego. Niekiedy, w sytuacjach skrajnych, monolog wewnętrzny zaczyna się uzewnętrzniać w formie powszechnie uznawanej za niegrzeczną, zgoła obelżywą. Z tego powodu muszę teraz przydeptać gardło swej pieśni, choć chciałoby się zupełnie inaczej, żesz ty, twoja, w morde, no a jaka mowa, w morde i już... 




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 38 (2776), 22 września 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl