O wszystkim
Dwaj panowie w garniturach
ANDRZEJ
DOBOSZ
„Jak pani widzi na ulicy dwóch młodych
ludzi ubranych w garnitury,
to mogą to być policjanci”.
Minister spraw wewnętrznych Krzysztof Janik
w rozmowie z czytelniczką „Trybuny”, 03.09.2002
Niedziela, 1 września. Wczesnym popołudniem wybraliśmy się na spacer do Łazienek. Na ich ogrodzeniu rozwieszone zdjęcia ziemi oglądanej z góry. Przed rokiem oglądaliśmy te same fotografie dookoła Ogrodu Luksemburskiego. W Warszawie, tak jak w Paryżu, wystawa wędrująca po Europie cieszy się znacznym powodzeniem.
Można tu spotkać obok osób samotnych całe rodziny. Widzę też dwu młodych panów w garniturach żywo komentujących widoki. Chwilę później dwaj inni, także w garniturach, przechodzą w milczeniu.
Prócz zwiedzających zgromadzili się tu przekupnie stłoczeni gęsto jeden za drugim. Zdążyłem jeszcze w swoim życiu oglądać prawdziwe wiejskie targi w Łochowie, Sokołowie Podlaskim. Człowiek z miasta, byłem nimi urzeczony. Obok produktów potrzebnych do życia widywałem tam czasem przedmioty może zbędne, ale zwracające uwagę swą urodą. Stałem się nawet posiadaczem paru rzeczy z drewna. Kiedyś w Nowym Targu spostrzegłem przechadzającego się wśród wozów Jerzego Grotowskiego. Obserwowałem przez kilka minut, jak z uwagą ogląda wszystko, co tam zwieziono, zanim się wreszcie przywitałem i resztę targu przeszliśmy już razem.
W Alejach Ujazdowskich przekupnie mają towar w ręku, na stołeczkach, kartonach. Oferują jakieś przysmaki, azjatyckie figurki, byle co. Kiedyś takich ludzi można było spotkać gdzieś na Pradze w okolicach dworców. W Paryżu byłoby to możliwe na najlichszym z pchlich targów, za miastem. Dziś żałosne przedmieście wschodniej mieściny rozpanoszyło się obok Łazienek.
Wchodzimy do Łazienek. I oto już w samym parku widzimy na zmontowanym specjalnie rusztowaniu ustawiony parę metrów nad ziemią model samochodu. Mija nas wkrótce idących szybko dwu osobników w garniturach, niosących w przezroczystej torbie sześć puszek piwa. Wcześniej niż zwykle dostrzegamy też pawie. To jednak, co z oddali wygląda na pawia, z bliska budzi wątpliwości, czy tak go jeszcze można nazwać. Pokryte nadal piórami pawie w Łazienkach niepokojąco upodabniają się do świni. Są tak utuczone, tak pękate, że z trudem się poruszają. Od wiosny do jesieni pawie przechodzą na wyłączne utrzymanie publiczności, która przekarmia je ponad wszelką miarę.
Jeszcze żalośniej niż pawie wyglądają kasztany. Te z Łazienek dzielą smutny los kasztanów w całej Polsce, a winę ponosi mały robaczek, który przywędrował z południa. Im dalej wchodzimy w głąb parku, tym gorzej. Trawniki wyglądają prawie tak źle jak kasztany. Są wyschnięte – wiadomo, od miesięcy trwa susza – ale także wyraźnie zdeptane. I coraz to nowi mężczyźni, w garniturach i bez, ale z puszkami.
Łazienki ocalały szczęśliwie w czasie wojny i powstania. Nie dotarł do nich nawet stalinizm. Tutaj zawsze mogliśmy uciec od czerwonych sztandarów, portretów Bieruta i Stalina. Nie pamiętam, bym spotkał w nich kogoś z Biura Politycznego. Gdyby się to jednak zdarzyło, myślę, że i ktoś taki byłby traktowany w myślach z życzliwą obojętnością. Tu na spacerach odzyskiwaliśmy spokój i równowagę duchową.
Degradacja Łazienek postępuje z roku na rok w coraz szybszym tempie. I chyba już najwyższy czas, by prof. dr hab. Marek Kwiatkowski opuścił Zespół Pałacowo-Ogrodowy Łazienki Królewskie wraz z wpuszczonym tam przez siebie automobilem Citroëna.
Doprowadzenie parku do stanu przypominającego dziesięciolecia świetności będzie wymagało pieniędzy, których od dawna brakuje. Być może trzeba wyjątkowo – na okres kilku lat – wprowadzić umiarkowane opłaty za wstęp, z dużą zniżką dla emerytów i studentów. I przy wejściach ustawić straż nie wpuszczającą amatorów piwa i trunków. Przejąć pawie na wyłączne utrzymanie. Wymierzać wysokie mandaty za ich przekarmianie. Kandydat na prezydenta miasta, który zobowiąże się tym zająć, może liczyć na mój głos.
|