Europa na dwóch nogach

Marek Zając z Fryzyngi (Niemcy)



Czy jednocząca się Europa to także wspólnota wartości etycznych? Jakie miejsce powinni zająć chrześcijanie w europejskim społeczeństwie, ceniącym światopoglądową neutralność i coraz silniej zlaicyzowanym?


Odpowiedzi na te pytania szukało 350 uczestników z 22 krajów szóstego międzynarodowego kongresu fundacji „Renovabis” (patrz ramka), który w tym roku miał temat: „Europa – wspólnota wartości? Społeczna działalność w duchu chrześcijańskiej odpowiedzialności”. „Europa ma chrześcijańskie korzenie, ale w tym sensie wydaje się być wykorzeniona. Nie pomogą utyskiwania na sekularyzację. Skuteczniejsze jest włączanie się wierzących w wielogłosowy chór pluralistycznego społeczeństwa” – proponował kard. Karl Lehmann, przewodniczący niemieckiego Episkopatu, postulując, by Kościoły z Zachodu pomogły (pamiętając, że nie są „wolnymi od błędów mistrzami”) Kościołom z Europy Wschodniej w znalezieniu nowego miejsca i metod pracy duszpasterskiej w świecie, w którym człowiek sam wybiera pośród „oferty” światopoglądów i koncepcji etycznych. 
Czy zatem istnieje dziś jeszcze europejski kanon wartości? Zdaniem kardynała tak, a są to: prawa człowieka, sprawiedliwość społeczna, solidarność, wolność i pokój. Lehmann odwołał się do słów Alfreda Grossera, francuskiego myśliciela nie związanego z Kościołem, który pisał: „Nie słowo »Europa« jest niezbędne do odbudowy jednej Europy, której sobie życzymy, ale etyczne zaangażowanie wierzących i niewierzących. Kościół ma tu do odegrania ogromną rolę: chodzi o to, by z chrześcijaństwa wydobyć to, co najlepsze dla wspólnego dobra społeczeństw”.
Kard. Lehmann postulował zmiany w języku: aby nie mówić o „rozszerzeniu” Unii – co może kojarzyć się z kolonialnym podbojem – ale o „europeizacji”, i by pamiętać, iż proces ten dotyczy nie tylko krajów kandydujących, ale też starych państw członkowskich. Lehmann przestrzegał, by mówić o „nowej ewangelizacji”, a nie „rechrystianizacji” Europy. György Konrád, węgierski pisarz, eseista i przewodniczący berlińskiej Akademii Sztuk, sugerował z kolei, by dyskutując o wartościach mówić o „człowieczeństwie”, nie o „humanizmie”, bo to drugie pojęcie (jak wszystkie „-izmy”) ma charakter teoretycznej deklaracji, podczas gdy „człowieczeństwo” uwzględnia konkretną pomoc bliźniemu.
Dyskusje o wspólnych dla Europejczyków wartościach łatwo przekształcają się w dyplomatyczne pustosłowie w duchu „politycznej poprawności” – co dla idei integracji może być równie groźne, jak argumenty jej przeciwników... Na szczęście dochodziło do intelektualnych spięć, a najgorętszą dyskusję sprowokowała Inge Bell, młoda dziennikarka zajmująca się problemem handlu kobietami i dziećmi w Europie Środkowej i Południowej. Bell, która prowadzi w Bułgarii (przy wsparciu „Renovabis”) dom dla dziewcząt od 8 do 18 lat, zmuszanych na Zachodzie do prostytucji, nie kryła rozgoryczenia, że Bułgarzy nie rozumieją sensu działalności charytatywnej. Także w innych krajach, np. w Rumunii, wezwania do solidarności trafiają jej zdaniem w próżnię: ludzie tłumaczą, że do solidarności zmuszano ich w czasach komunizmu, a teraz pora na indywidualizm. „Nikt nie rozumie, że była to pseudosolidarność” – mówiła Bell. Jej wypowiedź skrytykowali oczywiście przedstawiciele tamtejszych Kościołów prawosławnych, zarzucając, że są to sądy uproszczone. Ale inni obecni, głównie ci zaangażowani w pracę charytatywną na południu Europy, gorąco poparli Bell.
Emocje wywołał przedstawiciel Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego, który opowiadał, jak będąc w Brukseli miał wrażenie, że politycy z partii chadeckich wstydliwie ukrywali swą tożsamość religijną. Uczestnicy kongresu nagrodzili go brawami, a Maria Martens, deputowana do Parlamentu Europejskiego z holenderskiej chadecji tłumaczyła (się): „Na Zachodzie nastąpił proces prywatyzacji religii, dlatego politycy rzadko wspominają o niej publicznie. Potrzebujemy więcej męstwa, które jest jedną z cnót kardynalnych”. 
Równie szczery był Władimir Fiodorow, dyrektor prawosławnego „Instytutu Misjologii, Ekumenii i Nowych Ruchów Religijnych” z St. Petersburga, który wymieniał problemy rosyjskiej Cerkwi. „Głównym motywem powrotu wielu Rosjan do Kościoła jest ideologia, a nie wiara” – mówił ks. Fiodorow, dowodząc, że niektóre środowiska prawosławne cechują do dziś „postawa bolszewicka”, „psychologiczny kompleks, że wszędzie są wrogowie, których należy odszukać i zniszczyć”, religijny fundamentalizm i niechęć do jakichkolwiek oznak tolerancji. „Czasem bliżej mi do kapłanów katolickich i protestanckich niż do mych współbraci” – zaznaczył Fiodorow, dodając jednak, że nie można tracić nadziei na zmianę mentalności części choćby duchownych Patriarchatu Moskiewskiego, ani na zbliżenie między Kościołami w Rosji: „Demokratyczne zasady, tolerancja w pluralistycznym społeczeństwie i wartości liberalne nie są przeszkodą dla naszej działalności misyjnej. Musimy rozwijać nowe metody duszpasterskie w duchu chrześcijańskiego humanizmu” – przekonywał.
Jakie wartości łączą prawosławnego księdza z Syberii, młodego ateistę z Holandii, sympatyka buddyzmu z Lyonu, afgańskiego emigranta z Monachium oraz katolików z Lizbony czy Warszawy? Zamiast odpowiedzi warto przytoczyć anegdotę, którą opowiedział Konrád: po zburzeniu świątyni jerozolimskiej pewien bezczelny uczeń prosi mistrza Hillela, by wyjaśnił mu istotę Tory, tylko zwięźle, najlepiej w czasie, w jakim uczeń ustoi na jednej nodze. „Możesz szybko postawić stopę na ziemi – odparł Hillel. – Bo istota Tory przejawia się w tym, by nie czynić innym tego, czego sam nie pragniesz, aby ci się przydarzyło. Cała reszta to komentarz”. 

 






FUNDACJĘ RENOVABIS, czyli „Akcję Solidarnościową Katolików Niemieckich z Braćmi i Siostrami z Europy Środkowej i Wschodniej” powołał w 1993 r. Episkopat Niemiec. Jej siedzibą jest Fryzynga pod Monachium, a nazwa odwołuje się do Psalmu 104: „Renovabis faciem terrae” – „Odnowisz oblicze ziemi”. Celem jest wspieranie odnowy w Europie Wschodniej i współpracy między Kościołami i społeczeństwami całego kontynentu. „Renovabis to duchowa Unia Europejska, której granice biegną od Atlantyku po Władywostok” – mówił „TP” szef Akcji o. Dietger Demuth. Tylko w 2001 r. fundacja przeznaczyła 30 mln euro na 1062 projekty o religijne i społeczne w krajach naszego regionu. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 37 (2775), 15 września 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl