Przegląd prasy

Budowałem nielegalny kościół



Druga połowa lat 70. Władze PRL odrzucają kolejne prośby o pozwolenie na budowę kościołów. W tej sytuacji bp przemyski Ignacy Tokarczuk postanawia działać bez oglądania się na obowiązujące prawo: nakazuje księżom i wiernym budować świątynie nawet i bez zezwoleń. W efekcie w diecezji powstaje ok. 400 nielegalnych kościołów i kaplic. BIULETYN IPN (7) prezentuje relację ks. Michała Józefczyka, który na polecenie bpa Tokarczuka zbudował kościół w Tarnobrzegu:
„Biskup wyciągnął mapę Tarnobrzega i objaśniał mi, że w mieście jest tylko jeden kościół i koniecznością jest znalezienie miejsca na nowy. Tego samego dnia, 8 maja 1979, przyjechałem do Tarnobrzega. Wraz z przeorem klasztoru dominikanów, udaliśmy się do p. Jana Szczytyńskiego, od którego kupiliśmy grunt. Po sfinalizowaniu umowy rozpoczęły się przygotowania do budowy kościoła. Materiały nań, cała konstrukcja, zostały wykonane przez parafian w Lipnicy, gdzie byłem proboszczem. Gdy wszystko było przygotowane, 25 maja pojechałem do bpa Tokarczuka z zapytaniem, czy mamy już zaczynać budowę, czy zaczekać. Biskup stwierdził, że nie ma na co czekać. 26 maja z gotowymi elementami kościoła przyjechaliśmy do Tarnobrzega. W samo południe zadzwoniły dzwony w kościele dominikanów; odmówiliśmy Anioł Pański i rozpoczęliśmy pracę. Pracowało ok. 30 osób. Dookoła placu były wysokie wykopy, więc niewiele było widać. Słyszalny był jedynie stuk narzędzi. O godz. 22 kościół był już postawiony. Do tej chwili władze nie wiedziały o jego istnieniu. Na drugi dzień, w niedzielę na Mszy św. w kościele Dominikanów o godz. 6 ogłoszono o uroczystości poświęcenia nowego kościoła w Tarnobrzegu, która odbędzie się tego samego dnia o godz. 7. Wierni po zakończeniu Mszy św. u dominikanów udali się do nowo postawionego kościoła, który wypełniony był po brzegi. Na uroczystość przyjechał bp Tokarczuk. Dokonał poświęcenia, zapewnił nas o modlitwie. Tego samego dnia na ul. Jędrusiów, przy której stanął kościół, władze postawiły posterunek w postaci radiowozu z funkcjonariuszami MO i chyba SB. Stał nocą i dniem, aż do początku października. Zadaniem ich było nie dopuścić do dalszej budowy. Kontrolowali wszystkie samochody. 28 maja przyjechał wojewoda oraz I sekretarz KW PZPR. Próbowali mnie zastraszyć. Twierdzili, że nieprawnie tutaj przebywam, że nie życzą sobie, abym tutaj był. Tego dnia otrzymałem pierwsze wezwanie na kolegium ds. wykroczeń za Mszę św. odprawioną 27 maja. Przez cały czas, przez całe 24 godziny, aż do początku października, w kościele trwała adoracja. 30 maja zasądzono mi grzywnę 500 zł. Kilkanaście razy kolegium wymierzało mi grzywnę za nielegalne organizowanie zebrań, czyli odprawianie Mszy. Na żadnym kolegium nie byłem, wszystkie odbywały się zaocznie. Obejmowały okres od maja do lipca 1979 r. Odmówiono mi zameldowania w Tarnobrzegu. Nieprzyjemności miał p. Szczytyński, jemu również kolegia zasądzały grzywny, które podjąłem się regulować. 
Z racji tego, iż nie płaciłem wymierzanych grzywien, bo nie miałem z czego, w czerwcu, gdy jechałem samochodem, zatrzymał mnie milicjant – niejaki Wolski – i na poczet niepłaconych grzywien zajął samochód. Przez jakiś czas potem jeździłem rowerem. W okresie tym byłem z 10 razy wzywany do Wydziału ds. Wyznań, gdzie urzędnik przekonywał mnie, iż muszę się wycofać z budowy kościoła, że w Tarnobrzegu nigdy nie będzie nowego kościoła. Mówił, iż ziemi nie można przeznaczać na budowę kościoła, bo jest potrzebna na budowę mieszkań i szkół. Raz też nalot zrobiła SB. Nad ranem zajechały samochody pod kościół. Przeraziłem się, pobiegłem do sąsiadów, pukałem do drzwi, nikt mi nie otworzył. Zawróciłem więc i jak wszedłem do kościoła, oni wyszli i odjechali. 
20 września 1979 r. zostałem wezwany do Sądu w Janowie Lubelskim, gdzie oskarżono mnie, iż kierowałem budową obiektu o przeznaczeniu sakralnym, na wznoszenie którego nie miałem zezwolenia. Zarzucono mi, iż postawienie kościoła spowodowało niebezpieczeństwo dla ludzi z uwagi na wadliwą konstrukcję i użycie materiału łatwopalnego. Uznano mnie winnym i skazano na karę roku więzienia, zawieszoną na trzy lata, oraz grzywnę 127 000 zł; w razie niezapłacenia miała zostać zamieniona na trzy lata więzienia. Na rozprawę pojechałem z innymi księżmi. Szybko odczytano zarzuty. Ekspert budowlany, dzisiaj mój parafianin, udowadniał, iż budowa jest wzniesiona nieprawidłowo, gdyż posiada za mało stężeń. Spytałem, ile powinno ich być, po czym dodałem, że jest ich o dwa więcej, niż podana przez eksperta liczba. Grzywny, jak poprzednio, nie zapłaciłem. Bodajże dwukrotnie przychodził komornik, lecz nie miał czego zająć. Zacząłem zabiegać o pozwolenie. Jeszcze w 1979 r. zwrócono mi samochód. Kilkakrotnie byłem u I sekretarza KW. W styczniu 1981 r. uzyskałem zgodę na budowę plebanii. Pozwolenie na budowę kościoła uzyskałem w kwietniu 1982 r. Chyba ze 100 razy byłem w Wydziale ds. Wyznań, gdzie hamowano sprawę: nanoszono poprawki na projekt, odsyłano mnie – może jutro. W listopadzie 1982 r. nastąpiło wmurowanie kamienia węgielnego pod nowy kościół”.
 

KB
 




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 37 (2775), 15 września 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl