A mój syn


„Nazywam się Pippilotta Viktualia Rullgardina Krusmynta Efraimsdotter Langstrump”

JACEK PODSIADŁO



Oto panna Prysselius, dyktator w fatałaszkach filantropa, kwintesencja głupoty przebranej za mądrość i samowoli udającej prawo, uzurpująca sobie władzę nad wszystkim, co wyłamuje się z ram takiej wizji świata, jaką ona uznała za jedynie słuszną. Możemy się umówić, że jej nie lubimy, i złośliwie nazywać ją Prissy. Staropanieństwo ze wszystkimi ujemnymi stronami ma wypisane na czole. Nie ma dzieci, i pewnie dlatego została specjalistką od dzieci. Oczywiście jest okularnicą. Sam fakt istnienia kogoś takiego jak Pippi jest dla niej obrazą i zarazem najwyższym zagrożeniem. Z kolei za cel własnego istnienia uważa konieczność ratowania Pippi, ocalenia jej dla dobra i jej samej, i społeczeństwa, wtłoczenia na powrót w społeczny krwiobieg. Krótko mówiąc, konieczność resocjalizacji. Gdzie społeczeństwo przewidziało miejsce dla takich sierot jak Pippi? W Domu Dziecka, sierocińcu. Przypomnijcie sobie chwilę, gdy pan Nilsson wskakuje pannie Prysselius na głowę, jak mało nie oszalała ze strachu. Niby bała się o swoją sukienkę, ale przede wszystkim była zaskoczona nową, nieprzewidzianą przez żaden protokół sytuacją: że oto małpa łazi po głowie człowiekowi. Należy zabrać Pippi rozumnego siwka i dać jej w zamian konia na biegunach, żywą małpkę zastąpić maskotką, należy dawać Pippi posiłki o regularnych porach, ergo, koniecznym jest doprowadzić do eksmisji małoletniej dziwaczki z willi Idylla do Domu Dziecka. Przy każdym spotkaniu dostojnej matrony ze spryciarą w pończoszkach nie od pary sypią się iskry, walka idzie na całego. Naturalnie dla Pippi ten bój jest do zaakceptowania tylko jako zabawa, ale chyba jest świadoma jego wagi. To Prissy jest jej wrogiem numer 1, nawet policjanci Kling i Klang są tylko zbrojnym ramieniem mocy, którą panna Prysselius generuje, egzekutorami społecznych racji, które ona uosabia. „Nie można pozwolić, żeby ta biedna dziewczynka spędziła święta samotnie, łapcie ją” – tak zimna dama uzasadnia swój wyrok.
Ale to później. Podczas pierwszego spotkania Prissy pyta: „Jak się nazywasz?” To pytanie numer jeden władzy do jej podległych. Wylegitymuj się, musimy umiejscowić cię w naszym systemie, musimy wiedzieć, coś za jeden. Czego władza nie znosi, to ludzi znikąd i bez imienia, bez zasad, nie przypisanych, „bezprizornych”. „Pippi Lĺngstrump”, przedstawia się Pippi imieniem, które, jak pamiętamy, brzmi zabawnie we wszystkich językach świata, jedynym, jakie ma. „Pippi jak?”, nie może pojąć panna Prysselius. Nie może pojąć, że ktoś może nazywać się Fizia Pończoszanka albo, jak tłumaczy to prościutko ze szwedzkiego mój syn, Pippi Wtrampkach. Już samo to imię i nazwisko-samoprzezwisko jest manifestacją niezależności i swobody. Więc Prissy nie tylko nie może pojąć, ale też daje do zrozumienia, że imię Pippi jej się nie podoba. 
To się często zdarza przy spotkaniu władzy z kimś, kto chce być niepodległy. Czy ma się coś bardziej własnego, niż własne imię? Moi znajomi z białoruskiej kapeli hard-core’owej często wyjeżdżali na koncerty zagraniczne, dopóki władza nie dopatrzyła się nieprawidłowości w ich paszportach. Jeden wbił sobie do paszportu znaleziony w Poznaniu stempelek z Kłapouchym, który go zauroczył. Drugi w miejscu na podpis, jedynym, którego ma prawo tknąć właściciel paszportu, narysował kwiatek. Podpis, zwłaszcza nieczytelny, jest przecież tylko znakiem autorskim człowieka, gwarancją jego tożsamości. Skoro podpisem może być dowolna bazgroła, dlaczego nie miałby nim być kwiatek? Ale czy człowiek może się nazywać
{? Oto dylemat, przed jakim stanęła białoruska władza na granicy. I dobrze robią władzy takie dylematy, pozwalają jej przeczuć istnienie rejonów, w które ona nie sięga. W istocie chodzi przecież o zabawę i o odmowę rozmowy w języku, jaki władza chce narzucić. To ten język parodiował inny mój znajomy, kiedy niesprawiedliwie postawiony przed „kolegium do spraw wykroczeń” żądał dla siebie kary śmierci. Sam nie dalej jak wczoraj, wypełniając jakiś kwit szkolny, walczyłem z pokusą narysowania w rubryce „nr pesel ucznia” śpiącej ósemki, czyli znaku nieskończoności, lub dania w inny sposób do zrozumienia, że moje dziecko pozostaje poza zasięgiem matematyki i nie ma sensu go numerować. Tak samo, jak imię Pippi pozostaje poza zasięgiem semantyki. Astrid Lindgren zapamiętała wychynięcie tego imienia z otchłani dziecięcej wyobraźni (korzystam z przekładu Andrzeja Niewinnego Dobrowolskiego): 
„W 1941 siedmioletnia wówczas Karin chorowała na zapalenie płuc. Wieczorami, kiedy siedziałam przy jej łóżku, zwykła prosić, jak to dziecko, żeby jej coś opowiedzieć.
– O czym chcesz, żebym ci opowiedziała? – zapytałam zmęczona. 
– O Pippi Langstrump! 
Imię wymyśliła w tej samej chwili, kiedy je wypowiedziała. Nie pytałam, kim jest Pippi Langstrump, po prostu zaczęłam opowiadać. A że imię było niezwykłe, to i dziewczynka nie mogła być pierwsza lepsza z rzędu”. 
Wyobrażam sobie, że jak Pippi wzięła się ze spontanicznego, językowego odruchu, tak pannę Prysselius powołało do życia pisarskie wyrachowanie. W planie książkowym osobowości anarchistyczna i pryncypialna potrzebują się wzajem, bo tylko silny kontrast osobowości wyostrza ich detale, toteż Pippi i Prissy spotykają się w miasteczku tak często, jak często mogą spotykać się przeciwieństwa. Ale to pierwszy kontakt określi ich relacje na zawsze. Bo Pippi oczywiście nie ulegnie lodowatej osobowości panny Prysselius. Skoro przedstawienie się jako Pippi Langstrump tamtej nie odpowiada, rezolutna dziewczynka zamiast się wycofać i przeprosić za swoje dziwaczne imię, natychmiast uruchamia albo pamięć drzewa genealogicznego, albo wyobraźnię, i tłumaczy powoli jak komu głupiemu: „Nazywam się Pippilotta Viktualia Rullgardina Krusmynta Efraimsdotter Langstrump”. I uśmiecha się do panny Prysselius ginącej właśnie pod lawiną imion, w których jest wszystko: imię ojca, sugestia królewskiego pochodzenia, pokrewieństwo z makrelą, zapach czekolady lub czegoś podobnego, jakieś coś jakby „nie dam się złapać”, wyuzdanie, rozprzężenie, absurd, kosmiczny adres.


Jacek Podsiadło
skr. poczt. 32, 45-076 Opole 1 

podsiadlo@atol.com.pl


 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 37 (2775), 15 września 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl