NOTATKI

Bronisław Mamoń



Taniec śmierci

W Gmachu Głównym Muzeum Narodowego w Krakowie (al. 3 Maja 1) gości wystawa grafiki ze zbiorów Uniwersytetu im. Heinricha Heinego w Düsseldorfie pt. „Taniec śmierci od późnego średniowiecza do końca XX wieku”.
„Temat Śmierci – pisze Anna Król, kurator wystawy – w czasie »przełomu milenijnego« (...) okazał się jednym z najbardziej interesujących motywów, obecnym na wielu wystawach muzealnych, odnoszących się zarówno do sztuki dawnej, jak nowej. Wynika to z pewnego niepokoju eschatologicznego, jaki łączył się z końcem tysiąclecia, ale jest też rezultatem trwającego od wielu lat procesu »odkłamywania« Śmierci, przywracania jej należnego miejsca w życiu codziennym i w sztuce”.
Wystawa jest kontynuacją, w sensie ideowym budzącej wielkie zainteresowanie ekspozycji przygotowanej przez krakowskie muzeum w 2000 r. – „Obrazy śmierci w sztuce polskiej XIX i XX wieku”. Kolekcja niemiecka dopełnia tamtą wystawę, ukazując jak podobne tematy były i są nośne w sztuce innych krajów europejskich, zwłaszcza Niemiec. Zaskakująca jest trwałość w sztuce motywów ikonograficznych śmierci, nadal aktualnych pomimo ich eksploatacji nawet od kilku stuleci. Ekspozycja nie jest łatwa w odbiorze, już sama tematyka dzieł, mimo że niemal brak tu epatowania naturalistycznymi wizjami, stawia widza przed koniecznością osobistej refleksji. Nagromadzenie przedstawień – pokazano 388 grafik, często o niewielkich rozmiarach – wymaga ogromnego skupienia, wręcz fizycznego wysiłku, zwłaszcza przy ograniczonym, ze względów konserwatorskich ich oświetleniu.
Grafiki zestawione zostały według wybranych wątków. Motywem przewodnim części pierwszej jest „Taniec śmierci”, w którym wszechobecny kościotrup odnosi triumf nad światem. W graficznych cyklach widmo śmierci wiernie towarzyszy człowiekowi we wszystkich jego zajęciach codziennych, bez względu na jego stan i kondycję, status i hierarchię społeczną, zrównując każdego wobec nieuchronnego losu. Śmierć zaskakuje rycerza na drzeworycie Hansa Holbeina, ale i wytwornych kochanków, jak na maleńkiej akwaforcie Rembrandta. Pojawia się także w raju w postaci węża („Adam i Ewa” Hansa Sebalda Behama) i u kresu świata („Czterech jeźdźców Apokalipsy” Albrechta Dürera). We wspólnym tańcu podrygują szkielety i żywi ludzie. 
W drugiej części wystawy jej autorzy wyodrębnili cztery samodzielne tematy: 1. Śmierć i choroba, 2. Śmierć i kobieta, 3. Śmierć i wojna, 4. Śmierć i autoportret. Szczególne, niepokojące wrażenie wywierają liczne wyobrażenia, na których motyw aktu kobiecego połączony został z alegoriami Vanitas, śmierci i przemijania. Kontrast ciał kobiecych zestawionych ze szkieletami, niekiedy – w pracach współczesnych artystów – ukazanych w czasie aktu seksualnego wzmaga grozę i makabryczność scen. Nowy wymiar śmierci traci swój jednostkowy, osobisty charakter w pracach artystów tworzących po II wojnie światowej, tutaj często śmierć ukrywa się za znakiem, narzędziem, którym jest zadawana. Niektóre z prac nabierają przez to charakteru plakatów, nawet o odcieniu pacyfistycznym.
Pełnych groteskowej ludyczności jest wiele prac eksploatujących temat śmierci i choroby, zwłaszcza tych, w których pojawiają się postacie lekarzy obok towarzyszącego im diabła. Na prześmiewczym rysunku Jamesa Ensora „Źli lekarze” przedziwni doktorzy swymi straszliwymi narzędziami wyciągają kości z ciała na wpół żywego pacjenta. 
Na wystawie nie zabrakło dzieł należących do sztuki polskiej. Przypomniano najsłynniejsze przedstawienie polskiego tańca śmierci – obraz pochodzący z krakowskiego kościoła oo.Bernardynów, który stał się wzorem wielu późniejszych kopii i naśladownictw, także graficznych. 
Wystawa czynna od 3 września do 20 października 2002 została przeniesiona do Krakowa z Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie. 

(m)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 37 (2775), 15 września 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl