Nike: przed finałem




Ogłoszono listę finalistów tegorocznej edycji Nagrody Literackiej Nike. W latach poprzednich otrzymali ją: Wiesław Myśliwski („Widnokrąg”), Czesław Miłosz („Piesek przydrożny”), Stanisław Barańczak („Chirurgiczna precyzja”), Tadeusz Różewicz („Matka odchodzi”) i Jerzy Pilch („Pod Mocnym Aniołem”). W październiku książkę-laureatkę wybierze jury w składzie: Maria Janion (przewodnicząca), Stanisław Bereś, Jolanta Brach-Czaina, Piotr Bratkowski, Stefan Chwin, Jerzy Jarzębski, Kazimierz Kutz, ks. Stanisław Musiał oraz François Rosset. Zwycięski pisarz otrzyma 100 000 zł, ufundowane przez „Gazetę Wyborczą” i NICOM Consulting. W sondzie, którą „Tygodnik” co roku organizuje, wygrał tym razem tom Julii Hartwig.


Julia Hartwig 
„Nie ma odpowiedzi”
Wydawnictwo Sic! 


„Rzucona między potrzebę stałości / a chęć przekraczania tego, co mi znane, / na przemian z bólem, to znów z ciekawą ochotą / odrywałam się od tego co zastane, / raz w gwałtownych smutkach, / to znów w przekonaniu, że idę za wyznaczonym mi losem. / Samotność tylekroć błogosławiona kiedy zdobywana z trudem, / narzucona na zawsze stała się brzemieniem, / które gasi nawet radość oczu. Gdzie jest łaska zachwytu? / pełne oddania uniesienie?” Pytania z wiersza „Gdy opatrzy się zieleń” nie są jedynymi w tej książce pytaniami, na które, jak w tytule, „nie ma odpowiedzi”. Strona dnia przenika się tutaj ze stroną nocy, po chwilach wyciszenia i kontemplacji powraca niepokój.
Od wydanych w 1956 roku „Pożegnań”, poprzez kolejne, nieczęsto publikowane zbiory, dzieło poetyckie Julii Hartwig nabierało coraz pełniejszego kształtu. Nie było w nim gwałtownych zwrotów i przemian, raczej narastające podskórne nurty wydobywały się na powierzchnię. „Łaska zachwytu”, widzenie oczyszczone, chwile uniesień, obecne przecież i w tomie najnowszym, „poczucie raju / istnienia w nieistnieniu”, „fanfara złotokapów / i pieśń bzów w fiolecie i bieli” – a obok zwątpienie, „ciemne znaki nocne”, niepewność, ból utraty i poczucie pustki, rozmowy z umarłymi. Cierpienie jest jednak – zdaje się mówić poetka – doświadczeniem, które nas wyosabnia i wręcz stwarza. W krótkim wierszu „Więc” czytamy: „Tego więc było trzeba / by czas zrównał się z sobą samym / by w najgłębszym zwątpieniu / byt objawił się w klęsce / jak kamień przykrywany wciąż falą / jak miejsce po uciętej ręce / która daje znać bólem widmowym / że była”. Dojrzała i mądra poezja, która nie próbuje łagodzić sprzeczności świata, ale –- dając im świadectwo – pomaga je przezwyciężyć.


TF



Krystian Lupa
„Labirynt”
Wydawnictwo WAB


Najbardziej chyba kontrowersyjny wybór jury – świadczą o tym nie tylko głosy zawodowych specjalistów od literatury, ale także czytelnicze forum internetowe „Gazety Wyborczej”. Fragmenty dziennika jednego z najwybitniejszych polskich reżyserów teatralnych, obejmujące lata 1990–2000, to zarazem jego debiut literacki. Pytanie: czy udany? Ma on być w założeniu powrotem do mikrokosmosu dzieciństwa, a zarazem opowieścią o duchowym i fizycznym dojrzewaniu, o zawiedzionych miłościach i przyjaźniach, o rozpoznawaniu własnej i cudzej cielesności, o starzeniu się i związanych z tym lękach. 
Jeśli wierzyć autorowi, o jego życiu świadczyć mają „bezwzględne fakty”. Te jednak czasem rażą swoją bezwzględnością, czasem są zbyt oczywiste, kiedy indziej giną zaś w meandrycznych, powikłanych analizach, w których przeszkadza nadmiar słów. Tak jakby wielki „malarz teatru” nie znalazł jeszcze sposobu, by malować słowem.


AS



Joanna Olczak-Ronikier
„W ogrodzie pamięci”
Wydawnictwo Znak


Zamysł był skromny: opowiedzieć historię własnej rodziny. Autorka jest córką pisarki Hanny Mortkowicz-Olczakowej, wnuczką pary wielkich wydawców, Janiny i Jakuba Mortkowiczów, i to oni mieli zostać głównymi bohaterami. Materiał jednak zaczął się rozrastać, z przeszłości wychylały się kolejne postacie domagające się uwagi, pojawiały się nowe źródła i w rezultacie zamiast kameralnej opowieści powstała wielowątkowa panorama obejmująca kilka dziesięcioleci i kilkadziesiąt równorzędnych postaci, fascynujący portret zbiorowy.
Wszystko zaczyna się 135 lat temu, od ślubu, jaki w wiedeńskiej synagodze zawarli Gustaw Horowitz, syn wielkiego rabina Wiednia, i Julia Kleinmann, córka warszawskiego kupca. Małżeństwo Horowitzów/Horwitzów osiadło w Warszawie, wrażliwy i wykształcony Gustaw został zatrudniony w kantorze teścia. Po przedwczesnej śmierci męża Julia podjęła ważną decyzję: językiem domu stał się odtąd polski, dzieci – a było ich dziewięcioro – posłane zostały do polskich szkół. Wśród tych dzieci znaleźli się, obok Janiny, później Mortkowiczowej, także Gizella Bychowska, matka Gustawa, pierwszego polskiego psychoanalityka, i babka poległego na wojnie podczas lotu bojowego nad Niemcami Ryszarda, szkolnego kolegi Baczyńskiego; Flora Beylinowa, matka pisarek Karoliny i Stefanii i babka filozofa Pawła Beylina; Maks Horwitz-Walecki, rewolucjonista, potem działacz Komunistycznej Partii Polski, zamordowany w Moskwie podczas stalinowskich czystek; Kamilla Kancewicz, lekarka, komunistka, więziona w sowieckim łagrze, matka historyka Jana. Ich dzieje, a także dzieje ich potomków, doprowadzone w książce do roku 1945, stanowią świetną ilustrację wyborów i dramatów polskiej inteligencji o żydowskich korzeniach. Pokazane na szerokim kulturowo-obyczajowym tle, odzwierciedlają zarazem obraz epoki, oddają jej klimat, przybliżają emocje, nadzieje, a czasem – pomyłki żyjących wtedy ludzi.
Joanna Olczak-Ronikier, współtwórczyni Piwnicy pod Baranami, autorka książek o tym kabarecie i o Piotrze Skrzyneckim, scenarzystka spektaklu i filmu Andrzeja Wajdy „Z biegiem lat, z biegiem dni”, dokonała rzeczy niezwykłej: ożywiła przeszłość, przywróciła indywidualne rysy ledwie majaczącym w jej cieniach postaciom, sprawiła, że „W ogrodzie pamięci” czyta się jak krwistą powieść obyczajową, której bohaterowie szybko stają się częścią naszego własnego świata.


TF



Tadeusz Różewicz
„nożyk profesora”
Wydawnictwo Dolnośląskie


Tadeusz Różewicz jest już laureatem Nike (nagrodę otrzymał w roku 2000) i jury zapewne weźmie ten fakt pod uwagę. Tymczasem „nożyk profesora” wydaje się książką ważniejszą od pięknego skądinąd i zasłużenie wyróżnionego tomu „Matka odchodzi”.
Nowy zbiór wierszy Różewicza to maksymalnie skondensowana, ascetyczna i świetna poetycko rekapitulacja doświadczeń, jakie przyniósł miniony wiek. Znakiem wywoławczym tych doświadczeń jest „nożyk z żelaznego wieku”, ujrzany kiedyś na biurku przyjaciela, historyka i krytyka sztuki Mieczysława Porębskiego; właściciel wykonał go własnoręcznie z metalowej obręczy od beczki w obozie koncentracyjnym Mauthausen. Kilkuczęściowy poemat tytułowy prowadzi nas w przeszłość, ku sprawom, ludziom i przedmiotom, które nieuchronnie pożera demon rdzy. Podróżujemy pociągiem: to „pociąg towarowy / wagony bydlęce / bardzo długi skład”. Zdawkowa podróżna konwersacja podszyta jest grozą: to przecież pociąg-widmo, w którym można jeszcze spotkać młodą dziewczynę imieniem Róża („...jedziemy z Mamą / z Teresina do Treblinki”). Pociąg zbuntowany, a zarazem skamieniały w monument. Symbol pamięci i groźba wiszącej wciąż nad nami Zagłady, jak sfotografowany na okładce wagon-pomnik z Yad Vashem, zawieszony nad przepaścią na urwanym wiadukcie. 
W książce Różewicza jej strona wizualna odgrywa zresztą ogromną rolę: zarówno okładka i wyklejka ze wstrząsającym zdjęciem martwej więźniarki, jak i zreprodukowana w całości korektowa odbitka poematu z odręcznymi poprawkami autora, zapis poszukiwań i dróg niekiedy później porzuconych; „nożyk profesora” jest też rodzajem poetyckiej autobiografii. Prywatna zwyczajność nabiera wymiaru uniwersalnego, asceza i prostota pozwala przedrzeć się przez wytarte klisze, przenicować je i na nowo dotknąć prawdy przeszłego czasu. Prostota to, dodajmy, zwodnicza; kryją się pod nią, jak w wierszu „brama”, całe pokłady kulturowych, mitologicznych i religijnych odesłań. Żegnamy się z książką w nastroju elegijnym, w deszczowym Krakowie, nad którym moszczą się chmury. „w pokoju hotelowym / próbuję zatrzymać / odlatujący wiersz / (...) dobranoc moi mili / dobranoc / żywi i umarli poeci / dobranoc poezjo”.


TF



Marcin Świetlicki
„Czynny do odwołania”
Wydawnictwo Czarne


„Skończyło się dzieciństwo” – czytamy w wierszu „Baczność”. Ten biograficzny fakt jest punktem wyjścia i podstawą odczuć, jakie stają się udziałem poetyckiego bohatera Marcina Świetlickiego. Choć emocje związane z wchodzeniem w dorosłość były materią tej twórczości już wcześniej, np. w „Pieśniach profana”, tym razem ton pobrzmiewa jeszcze bardziej gorzko, czego nie osłabiają liczne przymrużenia oka.
O dorosłości bowiem myśli się tu jako o czasie banału mechanicznych codziennych zatrudnień i letniego konformizmu, chwili, gdy potrzeba wolności czy miłości zostaje zastąpiona namiętnością konsumpcji, żądzą pieniądza. W tym miejscu osobiste odczucie spotyka się ze zgryźliwą społeczną diagnozą. Bohater Świetlickiego żyje we współczesnym Babilonie, w rzeczywistości zasypanej surogatami doznań i emocji, śmieciem cywilizacyjnym i technologicznym, w świecie, którego mieszkańcy marzą jedynie o tym, by jak najlepiej „sprzedać się” (autor nie unika autoironii, jak w sarkastycznej pogróżce: „I poprowadzimy / telewizyjny program kulturalny”). Dla innych jestem jedynie towarem. Ale i sam dla siebie staję się coraz bardziej obcy – na pierwszy plan tomu wysuwają się automatycznie wykonywane czynności, zaś ich sprawca usuwa się w tło, jakby w coraz mniejszym stopniu był osobą.
Świetlicki ukazuje świat przeniknięty pustką. To nicość kapitalistycznego wyścigu szczurów („Nie idź do pracy. / To szatan puszcza imejle.”), to utrata wiary w sens ludzkich działań i uczuć, także miłości, to wreszcie nicość metafizyczna: stawiająca kres wszystkiemu śmierć. Bohater tomu wie, że jest „czynny do odwołania”, że jego czas nieustannie się kurczy. „Zdzieram maszynką starość i śmierć z twarzy, / na chwilę, na pół doby najwyżej” – mówi w „Goleniu”. Jeśli zdoła wokół dostrzec jakąś utajoną obecność – będzie to obecność zła. Zły, Zło jest zarazem nieuchwytne i intensywnie wyczuwalne, mniej konkretne niż diabeł, ale nie mniej przebiegłe...
Często cytuje się wiersz Świetlickiego (czy może raczej nieco „grepsiarską” anegdotę) „Rozmawianie (na koniec wieku)”, poświęcony niemożliwej rozmowie między autorem a Czesławem Miłoszem. Myślę sobie, że między tymi dwoma poetami wcale nie zieje przepaść, jak chciałby młodszy z nich. Choć i realia społeczne, i dykcja poetycka zasadniczo się zmieniły, to wiele z odczuć „czynnego do odwołania” przypomina o wczesnym Miłoszu, tym z pierwszej połowy lat 30. Łączy ich wiele: niechęć do społeczności, dla której najważniejszy jest pieniądz, niechęć do konformizmu, dostrzeganie nicości na różnych poziomach: od mechanicznej pracy po urządzenie świata, wreszcie – metafizyczna trwoga.


AF



Olga Tokarczuk
„Gra na wielu bębenkach”
Wydawnictwo Ruta


Jedna z najchętniej czytanych pisarek młodszego pokolenia ocierała się już o nagrodę Nike, nie tylko jako kandydatka, ale też dwukrotna zwyciężczyni plebiscytu czytelników „Gazety Wyborczej”. To jeden z nielicznych przykładów, kiedy głos czytelników bliski jest zdaniu zawodowych krytyków; Olga Tokarczuk jest przecież laureatką Nagrody Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek oraz nagrody Kościelskich.
Zbiór dziewiętnastu opowiadań stanowi naturalną konsekwencję dotychczasowej twórczości pisarki. Każdy z tych niezależnych od siebie, ale budujących spójną całość fragmentów to – by zacytować recenzję Anety Górnickiej-Boratyńskiej z „E.E”, drugiej powieści Tokarczuk – „piękna i dobrze skonstruowana opowieść: epicka i niespieszna – realistyczna i psychologiczna, a przy tym tajemnicza, nasycona atmosferą niejasnego smutku i ulotnego żartu”. Proza w jakiś sposób konserwatywna, ale przecież nie staroświecka, nastrojowa, ale pozbawiona czułostkowości.
W tej definicji mieści się zarówno utrzymana na granicy snu i jawy opowieść o „Najbrzydszej kobiecie świata”, jak i nieco ironiczna historyjka o „Profesorze Andrewsie w Warszawie”, przedstawicielu ważnej, bo wywodzącej się z psychoanalizy szkoły psychologicznej. I wreszcie – „Wieczór autorski”, pisany być może wieczorem, bo, jak wiadomo, „najlepsze pomysły przychodziły jej zawsze nocą, jakby nocą była zupełnie inną osobą niż w dzień”... 


AS



Krzysztof Varga
„Tequila”
Wydawnictwo Czarne


Kolejna książka Krzysztofa Vargi, autora powieści „Chłopaki nie płaczą” i „Bildungsroman” oraz nagrodzonego przez Fundację Kultury zbioru opowiadań „49 pomysłów na powieść”. W prozie Vargi, podobnie jak u Świetlickiego, również widzimy świat, w którym najwyższą wartością stał się pieniądz, zawodowy sukces, mierzony wysokością zarobków i popularnością. Bohaterem i narratorem książki jest muzyk, członek punkowego zespołu, tzw. niezależny artysta, który – by utrzymać się na powierzchni burzliwych wód show-businessu – musi iść na kolejne kompromisy z prawami komercji (a i tak będą to kompromisy niedostateczne). Nie jest zresztą zgoła ostatnim sprawiedliwym; niosąc trumnę kolegi z zespołu (pogrzeb stanowi kompozycyjną oś książki), zastanawia się, czy ta śmierć pozwoli pozostałym członkom kapeli odświeżyć image, przeciągnąć uwagę mediów...
Może nigdy nie powstanie polska „wielka powieść” o czasie tzw. transformacji, latach 90. ubiegłego już stulecia. Ale z wierszy Świetlickiego czy prozy Vargi wyłania się szkicowy portret pokolenia, ludzi zbliżających się dziś do czterdziestki, w których losach jak w soczewce skupiają się dylematy, szanse, sukcesy i klęski „nowej Polski” – wolnej, ale często wybierającej banał i pustkę.
Największą zaletą „Tequili” jest styl. Varga wykazuje się znakomitym językowym słuchem, konsekwentnie utrzymuje monolog swego bohatera w tonacji wypowiedzi potocznej, pełnej kolokwializmów i skrótów. Prozę Vargi świetnie się czyta, w czym pomaga również poczucie humoru jej autora. „Tequila” jest więc ciekawa i poruszająca, ale też chwilami nieodparcie śmieszna. Pozwoli nam nawiązać kontakt z językiem (młodszej i starszej) dzisiejszej młodzieży. Pamiętajmy więc na przykład, że gdy na „imprę” przyjdą sami „obrendowani” goście, gadający ciągle przez „burakofony”, przetrwać pomoże nam stojąca obok „krata browu”, do domu zaś wrócić – „nocnik”...


AF

 


Noty opracowali:
Tomasz Fiałkowski, Andrzej Franaszek
i Agnieszka Sabor

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 37 (2775), 15 września 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl