Votum separatum

Właściciele

JÓZEFA HENNELOWA



Okazuje się, że można lekką ręką i jeszcze lżejszą decyzją w ciągu kilkunastu minut rozporządzić kawałkiem Polski, dekretując na nim zmiany, których dalekosiężnych skutków nawet przewidzieć nie sposób, ale których za to nie da się już odwrócić.
Minister środowiska przystał oto nagle na wyrąb pół tysiąca hektarów lasu w strefie ochronnej koło Białej Podlaskiej. Tyle bowiem oznacza zgoda na to, by teren zmienił swój charakter: z leśnego na inwestycyjny. Docelowo – po to, by powstały tam jakieś księżycowe wizje ośrodków, głównie rozrywkowych, mające nieść ratunek jednemu z najbardziej dotkniętych bezrobociem terenów. Dziwna firma turecka opowiada, że stworzy tam m.in. międzynarodowe lotnisko, kasyna, aquapark, tor wyścigowy formuły 1, kopię parku rozrywki Jacksona, a żeby nikt nie narzekał, także i campus uniwersytecki, także szpital, pływalnie, lodowiska i stadion olimpijski. Dla kogo – mniejsza o to. Ministrowi mignięto przed oczyma śliczną mapką świata, według której wszystkie kontynenty byłyby zainteresowane korzystaniem z tego raju rozrywki, od Azji po Stany Zjednoczone. Za co miałby on powstać – też na razie nie wiadomo. Ale zwolennicy projektu w rządzie wydającym tę pierwszą zgodę mówią jednym głosem tylko o jednym: że trzeba ratować teren Białej Podlaskiej przed bezrobociem. Ktoś mówi, że chce dać zarobić tysiącom ludzi – jakże go zrażać?
W całej tej awanturze z nieprawdziwego zdarzenia, o której media alarmują od kilku dni i która nie wiadomo jak się rozwinie (nawet i w najbliższym czasie, tym który upłynie choćby od napisania tego felietonu do jego wydrukowania jutro), jeden tylko punkt jest pewny: zgoda na wyrąb lasu. Pięciuset hektarów zieleni ochronnej. Udzielona bez kłopotów. Jeśli nie zostanie cofnięta, wszystko jeszcze może potoczyć się inaczej, ale jedno będzie pewne: wyrębu wolno będzie dokonać. Padną drzewa i niczego już się potem nie odwróci. Choćby na tej pustce nie powstało potem nic z tego, co się planuje. Faktycznie, przy niszczeniu kawałka Polski znajdzie pracę trochę rąk. Czy to też będzie korzyść? Minister – właściciel Polski – uważa pewnie, że tak. Przerażenie tych, którzy myślą o skutkach, nie ma dla niego znaczenia (tak jak i dla całego najwyraźniej PSL, w którego imieniu dziś w niedzielę 8 września zażarcie bronił projektu i decyzji marszałek Wojciechowski w radiu Zet).
A jest coś, co w tej awanturze przygnębia jeszcze bardziej: to fakt, że w owych projektach z nieprawdziwego zdarzenia władze zobaczyły w ogóle jakiś godny uwagi „pomysł na Polskę”. Że ktokolwiek w rządzie wierzy, iż faktycznie kasyna i parki rozrywkowe przyciągające ciemny pieniądz ze świata są tym właśnie, czego potrzeba społeczeństwu ściany wschodniej dla jego prosperity. I że zdają się oczekiwać, iż tamtejsi mieszkańcy poprą ich z całego serca...








 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 37 (2775), 15 września 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl