O wszystkim


Imponderabilia

ANDRZEJ DOBOSZ



W czerwcu br. pisałem w „Tygodniku” o tym, że p. prezydent zechciał przyznać bardzo wysokie odznaczenia poczynając od Krzyża Komandorskiego z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski za „wybitne zasługi” 23 osobom wspierającym gorliwie swą obfitą twórczością PRL. Po felietonie „Słuch absolutny, pamięć zaczyna zawodzić” panowie Włodzimierz Graf i Józef Kuczyński przysłali do redakcji list opisujący ich wieloletnie i dotąd bezskuteczne działania, by dowodzący powstaniem warszawskim „Monter” – generał Antoni Chruściel został pośmiertnie odznaczony Orderem Orła Białego, dołączając do listy obszerną dokumentację wielkich, bezspornych zasług generała. Ksiądz Boniecki przekazał mi ten list. Przez całe lato wielokrotnie wracałem myślą do tej sprawy, zarazem oczywistej i kłopotliwej. Tymczasem obaj panowie, poirytowani nie bez racji, przysłali do redakcji drugi list. Wypada więc przeprosić ich za zwłokę i opowiedzieć o moich rozterkach.
Nie ulega kwestii, że Antoni Chruściel zasłużył na najwyższe odznaczenia i odmówienie ich jest ciężkim, nawet haniebnym zaniedbaniem. Obciąża ono prezydenturę Lecha Wałęsy.
Natomiast odznaczenie Stanisława Goszczurnego, Jana Górca-Rosińskiego i Kazimierza Koźniewskiego stanowi najgorszą z możliwych okazji do przypominania, że to generał Chruściel winien zostać odznaczony. Oczywiście, powinien – ale teraz? Obok, tuż zaraz za Koźniewskim? Oczywiście oni byliby zachwyceni. Takie towarzystwo dodawałoby splendoru ich miedzianym czołom. Ale jak generał czułby się w takim towarzystwie?
Warto, a nawet trzeba rozróżniać interesy od imponderabiliów. Obecny prezydent często działa raczej w zgodzie z interesem ogółu niż formacji, która go wydała. Sukcesy amerykańskie były zarówno sukcesami jego osobistymi, jak sukcesem całej Polski. Natomiast nadawanie odznaczeń jest wskazywaniem wzorów, tworzeniem tradycji. I tu obecny prezydent nie ma szczęśliwej ręki. Przed paru laty, po cichu, przyznał wysokie odznaczenie Adamowi Schaffowi, który był intelektualnym filarem polskiego stalinizmu. Tradycje bywają różne, np. tradycja Leona Wasilewskiego i Jana Józefa Lipskiego oraz tradycja Wandy Wasilewskiej i Adama Schaffa. Trzeba między nimi wybierać. Rzeczą najgorszą byłoby je mieszać. Antoni Chruściel, Janek Krasicki, Jan Nowak Jeziorański, Zenon Kliszko, jakież byłoby to ciekawe towarzystwo! Mimo konieczności wyboru prawdziwa polska tradycja i tak pozostaje wieloraka: należą do niej zarówno Dmowski, jak Piłsudski, których najgłębiej różniło rozumienie interesu narodowego. Różnice między generałem Chruścielem a profesorem Schaffem są zupełnie innej natury. 
Ponieważ w pełni podzielam przekonanie panów Grafa i Kuczyńskiego o zasługach generała, chciałbym ich prosić o cierpliwe wyczekanie szczęśliwszej chwili. Przecież wierzymy, że pamięć o Nim przetrwa.
 







 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 37 (2775), 15 września 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl