Mieszaniny


Staś i Nel

Jan Błoński





Kiedy w dzieciństwie czytałem „W pustyni i w puszczy”, Staś Tarkowski budził we mnie podziw i zazdrość – trochę jednak drażnił. Odczuwałem tak prawdopodobnie sprzeczność, jaka towarzyszy zwykle lekturze przygód pozytywnego bohatera. Pragnąłem bowiem opiekować się Nel, zabijać lwy i Arabów, słowem – chciałem się ze Stasiem utożsamiać; zarazem jednak wiedziałem, że nie zostanie mi to nigdy dane, co gorsza zaś – nie czułem się do podobnych czynów zdolny. 
Podziwiałem więc Stasia, ale także – dla wyrównania – usiłowałem zachować względem dzielnego czternastolatka dystans; ocalić własne ja, niebezpiecznie zagrożone przez wyczyny bohatera. Skoro Staś Tarkowski osiągnął takie sukcesy, czymże ja jestem? Wbrew pozorom, bardzo trudno utożsamić się z postacią wzorową, która odnosi nieustanne sukcesy: stanowi ona obelgę dla naszej niedoskonałości. Brzydkie uczucie zawiści prowadziło jednak do słusznego odkrycia: że mianowicie nikt nie może stale zwyciężać. Chęć utożsamienia, zawsze naturalna, u dziecka zaś odruchowa, prowokuje więc w ostatecznym rachunku krytycyzm i oddala nieraz od bohatera, któremu staramy się przeciwstawić samego siebie, to znaczy nasze własne wartości.
Tak więc stopniowo rosła we mnie niechęć do Stasia, której nie umiałem sobie dobrze wytłumaczyć (a było to akurat w czasie wojny, kiedy pełno Stasiów dookoła – ale tragicznych). W istocie ma on sporo cech niesympatycznych, z których najprzykrzejsza jest ta, że nigdy samego siebie nie podaje w wątpliwość. Wszyscy chyba bohaterowie Sienkiewicza ogarnięci są w najwyższym stopniu „duchem powagi”, jak powiada Sartre, to znaczy zupełną niemożnością brania własnych pojęć i dążeń w nawias, przeświadczeniem, że te pojęcia i dążenia są konieczne i usprawiedliwione porządkiem świata. Nie inaczej Staś Tarkowski. Powiecie, że w książce dla młodzieży nie może być inaczej? Owszem, może; istnieje dokładne przeciwieństwo „W pustyni w puszczy”, a mianowicie „Król Maciuś Pierwszy”. Korczak pokazuje klęskę dzieciństwa, która zapowiada już trudy dojrzałości; Sienkiewicz okazuje sukces, który – jak dośpiewuje sobie czytelnik – powtórzy się niewątpliwie w wieku męskim Stasia. Inaczej mówiąc, Staś Tarkowski jest heroicznym konformistą; heroizm budzi sympatię, konformizm (lekko) odpycha. A oto paradoks „W pustyni i w puszczy”: poznanie świata, któremu zazwyczaj towarzyszy (choćby cząstkowy) kryzys wartości, u Stasia Tarkowskiego uznaje tylko wiarę w ideały, którymi jest przepełniony i których nawet nie konfrontuje z rzeczywistością. Może on wątpić w swoje siły; nigdy jednak – we własne myśli i pojęcia. Bywa zniechęcony, ale nigdy niepewny: Sienkiewicz obdarza go zawsze sytuacjami całkowicie jednoznacznymi. Rozwija się jak gdyby tylko wszerz, wcale zaś – w głąb; tyle że wyzbywa się dziecinnej chełpliwości.
Już od kilku wieków wszystkie, mówiąc słowami Goethego, „romanse pedagogiczne” opierają się na następującym założeniu: w miarę, jak oko postrzega nowe krajobrazy i ucho chwyta nowe słowa, bogaci się umysł bohatera, który przezwycięża swe ograniczenie, czerpiąc z różnorakich rzeczywistości. Niczego podobnego nie widać w „W pustyni i w puszczy”. Oczywiście, śmieszne byłoby żądanie, aby Sienkiewicz podważył patriotyzm, wielkoduszność, pobożność, w które hojnie wyposażył Stasia. Mógł wszakże pokazać, jak – w rozlicznych przygodach – zalety małego Tarkowskiego krzepną i tężeją: wychodząc od odwagi, patriotyzmu, religijności naiwnej, niepełnej, może pozornej, dotarłby – razem ze swoim bohaterem – do odwagi itd... „prawdziwej”, sprawdzonej, przekształconej przez doświadczenie. Tymczasem przez trzysta stron Staś wcale się nie zmienia: najbardziej osobliwe przypadki potwierdzają w nim tylko to, co już wie o sobie i świecie. 
Rzecz w tym, że naprawdę Staś nie jest wcale ciekaw świata. Interesuje go jedno: okazać się godnym własnego pojęcia o sobie. Z chwilą, gdy może postawić sobie piątkę z heroizmu, idzie spokojnie na polowanie. Podróż z Port Saidu do Mombasy nauczyła go właściwie tylko geografii Afryki, rozeznania w faunie i celności strzału. Znać to najlepiej po jego stosunku do ludzi, których poznaje. Nie stara się wniknąć w powody, które gnają Arabów do Mahdiego; przywódcę powstania uważa po prostu za szarlatana; do Murzynów odnosi się z bezbrzeżną pogardą: okazują się naiwniejsi od Nel. 
Zwłaszcza spojrzenie Sienkiewicza na Murzynów kłopocze i obraża dzisiejszego czytelnika. Zdumiewa podatność na imperialistyczne komunały u przedstawiciela podbitego, bądź co bądź, narodu. Niepokoi prymitywizm, z jakim Sienkiewicz patrzy na obyczaj, kulturę, religię Czarnego Lądu. Zamiast „dobrego dzikusa” mamy tu dzikusa głupiego. Ochrzcić i kropka. Razi wreszcie indyferentyzm moralny: Staś odczuwa wyrzuty sumienia po zabiciu swych prześladowców; zawszeć to Arabowie, a więc biali, ale spokojnie pomaga w wyrżnięciu armii Samburu, tyle że zabrania mordować jeńców. (Właśnie stosunek Sienkiewicza do Afrykanów winien w „W pustyni i w puszczy” najbardziej drażnić pedagogów.) 
I znowu: powiecie, że zrozumienie takich spraw przekraczało możliwości intelektualne Stasia? Oczywiście, że przekraczało: ale tak doświadczony pisarz, jak Sienkiewicz, mógł temu doskonale zaradzić. Wydobywając kontrast między czynami Stasia, a jego myślami i opiniami, przyjaźnie go czasem ośmieszając, mógł nadać książce ciepło i poezję, której w istocie jest w „W pustyni i w puszczy” niewiele. Sienkiewicz nie przestaje solidaryzować się ze Stasiem: cieszy go jego dojrzałość, popiera jego poglądy. Raz tylko pokpiwa z zamiaru, aby na czele murzyńskich oddziałów wyruszyć do Polski. Zapewne, bohaterowie Sienkiewicza nigdy prawie nie dorastają intelektualnie do swego postępowania. Cóż dopiero w powieści dla młodzieży... Słowem, los Stasia Tarkowskiego nie jest indukcją z doświadczeń, ale – dedukcją z charakteru.
Czy naprawdę z charakteru? Ściśle biorąc, nie. Staś nie ma charakteru, ma tylko zalety. Te zalety skąpał Sienkiewicz w czymś, co zapewniło mu tak ogromne powodzenie u młodych czytelników: a mianowicie – w idei męskości. Zaraz się wytłumaczę. Łatwo spostrzec, że Staś Tarkowski jest starszy niż wskazują jego lata; natomiast Nel Rawlison – młodsza. Nel ma osiem, później chyba dziewięć lat: ośmioletnia dziewczynka nie jest mniej ciekawa świata niż ośmioletni chłopak; nawet przeciwnie, jak twierdzą psychologowie. Jest odważna i przedsiębiorcza: w tak niezwykłych warunkach winna albo się załamać, albo – co prawdopodobniejsze – szybciej dojrzewać. Słowem, można by się spodziewać po Nel rzeczy dość nadzwyczajnych. Tymczasem Nel jest bierna i ogłupiała: plecie bzdury i to od pierwszej kartki („Mahdi mnie zje”). Nie objawia ani za grosz dzielności: zajmują ją tylko kwiatki i ptaszki. Ktokolwiek jednak pamięta np. wojnę, wie, jak szybko dzieci pojmują troski dorosłego świata i starają się wziąć w nim – naiwnie i wzruszająco – udział. Ale Nel jest kobietą i to tłumaczy wszystko (często mówi się o niej jako o „małej kobietce”). Pomijając już osobliwą skłonność Sienkiewicza do typu „kobiety-dziecka”, podlegał on przecie mitologii, upatrującej w kobiecie cudowny przedmiot, skarb czy bierną zdobycz. I tak właśnie narysował Nel: śliczną, tajemniczą, bezwładną. Ostatecznie też – mało ciekawą.
Nel stanowi dla Stasia magiczną gwarancję jego własnej męskości: im ona będzie bardziej nieporadna, tym on – dzielniejszy i bardziej przedsiębiorczy. Gniewałby się, gdyby chciała mu pomagać. Niechaj pozostanie przedmiotem, w którym ucieleśniła się esencja kobiecości, tak jak w nim – esencja męskości.
Staś widzi w swej towarzyszce magiczny przedmiot, obdarzony naturalną mocą kobiecości. Oczywiście, Staś opiekując się Nel, rozładowuje swój erotyzm, ale właśnie w miłości objawia się najwyraźniej mitologia, o której wspomniałem. Staś, kontrastowo do Nel, jest czystą aktywnością; odpowiada dokładnie marzeniu o dojrzałości, jakie często żywią młodzi chłopcy. Gorączkowo pragną stać się „prawdziwymi mężczyznami”: mniej jednak zajmują się konkretnymi pracami, jakie będą musieli wykonać, napotykając na opory i trudności, zmieniające myślenie człowieka, marzą raczej o niejasnej glorii, która otacza mężczyznę, czującego się w świecie jak u siebie w domu (i, naturalnie, samą swą obecnością fascynującego kobiety)*. Staś Tarkowski posiada wprawdzie konkretny cel – ocalenie dziewczynki i siebie; ale własne przygody przerywa na wpół symbolicznie; nie rozważa świata, nie wyciąga wniosków, nie zmienia poglądów; buduje raczej sobie samemu posąg mężczyzny, natrętnie się zastanawia, czy stanął na wysokości zadania, czy nie zdradził męskich ideałów, w które głęboko wierzy. 
Gombrowicz pisał o „łatwej urodzie” Sienkiewicza; tu można by mówić o swoistym schlebianiu młodemu czytelnikowi. I on bowiem nie pojmuje, że dojrzewanie jest przede wszystkim procesem intelektualnym, a nie – przemianą „charakteru” (co to jest charakter?); męskość pojmuje po prostu magicznie. Bajkowość „W pustyni i w puszczy” zostaje jeszcze podkreślona przez to, że Staś nigdy nie popełnia żadnego błędu; odnosi niepowodzenia (inaczej przestałby zajmować czytelnika), li tylko zawinione przez niesprzyjające okoliczności. Sam jest bez skazy, jest ideą Mężczyzny, rojoną przez chłopca, tak jak Nel jest ideą kobiety.
Z tym wszystkim Staś jest całkiem sympatycznym chłopcem i muszę powiedzieć, że już od dobrych paru lat przestał mnie gniewać. Stałem się – po prostu – dorosły i nie dokucza mi już to, że „W pustyni i w puszczy” podsuwa fałszywą (czy pozorną) drogę dojrzewania. Pomoże nam to zrozumieć pewien paradoks literatury młodzieżowej. Mianowicie, te książki, na które młody czytelnik całkowicie się godzi, które naśladuje kształtując swoje marzenia, bynajmniej nie zawsze okazują się najbardziej pożyteczne. Równą – a może większą – korzyść przynoszą te, które budzą opór, nie od razu oczywiście, lecz po pewnym czasie. „W pustyni i w puszczy” uczy więc odwagi i samodzielności nie tylko poprzez przykład Stasia, ale także – wbrew niemu.


* Tym – między innymi – można wyjaśnić skłonność do niepotrzebnego ryzyka: ryzykantowi nie idzie o rzeczywisty cel, ale o umocnienie się we własnej odwadze, albo też w przekonaniu o własnej odwadze.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 37 (2775), 15 września 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl