EWA SZUMAŃSKA

 



Oddech

Podczas homilii Papieża w Łagiewnikach, na Błoniach i w Kalwarii, słyszałam 
czasem w mikrofonie Jego oddech. Wśród najpiękniejszych słów o Bogu – oddech chorego, bezbrzeżnie utrudzonego Człowieka.
To były dla mnie chwile największego wzruszenia. Chciałam wtedy płakać i na kolanach dziękować Mu, że jest wśród nas. Że nas uczy, jak można własne cierpienie przemienić w Dar.

 

 

 

 

Zdanie

Muszę przyznać, że pozytywnie zaskoczyła mnie Telewizja. Nawet nie ilością
poświęconego pielgrzymce czasu, ale sposobem, w jaki o niej mówiono. Nie była to zwykła dziennikarska relacja, ale osobiste przeżycie, osobiste wzruszenie. Zapamiętałam dobrze jedno zdanie, jakie powiedział któryś z komentatorów (chyba był to Tomasz Lis), że gdyby każdy uczestnik Mszy na Błoniach, pod wpływem wezwania Papieża, zrobił tylko jeden gest miłosierdzia i pomocy wobec kogoś potrzebującego – byłaby to pomoc ogromna, wymierna, licząca się w skali kraju.
Niby proste, a jakże uruchamia wyobraźnię! Uzmysławia, że robiąc bardzo mało, można zrobić bardzo dużo.

 

 

 

 

Fragment

W czasie pielgrzymki, u znajomych, ktoś przeczytał głośno przytoczony przez
„Rzeczpospolitą” fragment „Listu do Papieża” Jerzego Urbana. W ten sposób otarłam się znów o „Nie”. Kiedyś, sporo lat temu, przeczytałam pierwszy numer tego pisma. Przeczytałam nawet dość solidnie, żeby moja opinia nie była pochopna. Potem złożyłam, wyrzuciłam i wiedziałam, że nie wezmę tego więcej do ręki. A że nikt z moich znajomych nie czyta tego tygodnika i nie interesuje się, co tam piszą, więc nawet nie byłam pewna, czy to jeszcze wychodzi.
Fragment został jednak przeczytany i spytano mnie, co myślę o autorze. Myślę, że jest to chyba człowiek bardzo biedny. Zdarza się czasem, że fizyczna brzydota i brzydota psychiki są powodem mrocznych kompleksów i frustracji, graniczących z chorobą psychiczną. Takim – okaleczonym od wewnątrz ludziom – trudno jest znieść cokolwiek, co dobre i piękne. Wyzwala to w nich swoistą agresję, robią wszystko, żeby to podeptać, ubabrać i ściągnąć do swojego poziomu. Tacy ludzie, mimo pozorów wesołego życia i sukcesu, bywają bardzo nieszczęśliwi. Mogą wywoływać odrazę, ale mogą też wywoływać litość.
To właśnie pomyślałam o autorze, ale tylko przez moment – i znów nie będę o nim myśleć w ogóle. Na szczęście nie muszę.

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 36 (2774), 8 września 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl