Notatka o nowej książce Wisławy Szymborskiej


Pan Newton i mała dziewczynka 

Marian Stala



„Ma bujną przeszłość chwila nawet ulotna,
swój piątek przed sobotą,
swój przed czerwcem maj”.
Wisława Szymborska

1. Wisława Szymborska wydała nowy tom wierszy... Myśląc o tym zdarzeniu, porządkując pierwsze lekturowe wrażenia, wydobywam z pamięci chwilę, gdy zobaczyłem w witrynie krakowskiej księgarni Pod Pegazem świeżo wydany „Wszelki wypadek”. (Był jeden z wiosennych dni 1972 roku, miałem dwadzieścia lat, idąc Plantami w stronę Uniwersytetu czytałem kolejne zdania i wiedziałem, że zostaną we mnie na długo.) Przypominam też sobie okoliczności pierwszego czytania „Wielkiej liczby” (rok 1976), „Ludzi na moście” (rok 1986), „Końca i początku” (rok 1993). Każdy z tych momentów trwa mocno we wspomnieniu, od każdego z nich mógłbym, gdyby to było konieczne, rozpocząć rekonstrukcję kawałka mojego myślenia o poezji. Nie wiem, czy to znaczy wiele; wiem, że o niewielu przeczytanych przeze mnie książkach mógłbym powiedzieć to samo.
Wisława Szymborska wydała nowy tom wierszy: ci, którzy czytają jej poezję od dawna (a także ci, którzy sięgną po jej książkę po raz pierwszy) – będą mieli sporo czasu, by pomyśleć o zwykłości i niezwykłości tego zdarzenia.

2. Nowej książce nadała poetka tytuł „Chwila”. W ten sposób słowo od dawna powracające w jej poszczególnych wierszach stało się słowem widocznym na poziomie wyższej całości konstrukcyjnej – tomu poezji albo nawet całego dzieła Szymborskiej. Albo inaczej: w ten sposób słowo oczywiste stało się słowem wywołującym pytania. Choćby takie: dlaczego „chwila”? Czy wiąże się ona z jakimiś konkretnymi przeżyciami i doznaniami? Czy prowadzi (jak Miłoszowski „moment wieczny”) w stronę jakiegoś widzenia świata czy sposobu myślenia o nim? Na te pytania nie ma jednoznacznej odpowiedzi, możliwe wydaje się jednak sformułowanie kilku domysłów.

3. Domysł pierwszy, związany ze sposobem posługiwania się językiem. Szymborska sięgnęła właśnie po słowo „chwila”, gdyż jest ono mocno osadzone w mowie potocznej i wolne od wyraźnych wartościowań. Inaczej mówiąc: poetce zależało (mogło zależeć) na zwyczajności tytułu książki i podstawowych znaczeń tegoż tytułu.
Domysł drugi, związany ze znaczeniem słowa: Szymborska wybrała „chwilę”, gdyż jej odpowiednikiem w rzeczywistości jest wycinek czasu, zarazem konkretny, wypełniony czyimiś przeżyciami i doznaniami – i nieuchwytny, pozbawiony wyraźnych granic.
Domysł trzeci, związany ze sposobem myślenia: poetkę mogła też ciekawić inna, znacznie istotniejsza dwoistość chwili. Rzecz w tym, iż jest ona (zwłaszcza w ujęciu potocznym) niezwykle krótka, iż jest usytuowana na pograniczu czasu i bezczasowości. Patrząc od innej strony: rzecz w tym, iż chwila tyleż odsyła do czasu, ile dystansuje wobec niego, osłabia jego działanie. Wydaje mi się, że to właśnie doznanie powraca bardzo często (z różną siłą i na różne sposoby) w nowym tomie Wisławy Szymborskiej.

4. W tytułowym wierszu tomu chwila wypełniona jest intensywnym doznaniem wyciszenia, uspokojenia, wewnętrznej harmonii. Źródłem tego doznania, oddalającego (zewnętrzny i wewnętrzny) niepokój, jest obdarzony szczególnymi właściwościami krajobraz, zdający się wprowadzać w idylliczną krainę szczęścia, w której każda rzecz jest pewna swej tożsamości i osadzona na właściwym miejscu:

Idę stokiem pagórka zazielenionego.
Trawa, kwiatuszki w trawie
jak na obrazku dla dzieci.
Niebo zamglone, już błękitniejące.
Widok na inne wzgórza rozlega się w ciszy.
(...)
Jest dziewiąta trzydzieści czasu lokalnego.
Wszystko na swoim miejscu i w układnej zgodzie.
W dolince potok mały jako potok mały.
Ścieżka w postaci ścieżki od zawsze do zawsze.
Las pod pozorem lasu na wieki wieków i amen,
a w górze ptaki w locie w roli ptaków w locie.


Czy w takim kierunku zdąża ostatecznie doświadczenie chwili, wpisane w wiersz Szymborskiej? Czy sednem tego doświadczenia jest napełniające radością poczucie jedności ze światem? Odpowiedź twierdząca jest niemożliwa. Ściślej: możliwość potwierdzenia jest zakwestionowana przez środkową część wiersza, w której wzbudzone przez krajobraz uspokojenie i wyciszenie zderza się ze ścisłą (choć poetycko przekształconą) wiedzą o metamorfozach powierzchni Ziemi. Pominięte przed chwilą wersy brzmią następująco:

Jakby tutaj nie było żadnych kambrów, sylurów,
skał warczących na siebie,
wypiętrzonych otchłani,
żadnych nocy w płomieniach
i dni w kłębach ciemności.

Jakby nie przesuwały się tędy niziny
w gorączkowych malignach,
lodowatych dreszczach.

Jakby tylko gdzie indziej burzyły się morza
i rozrywały brzegi horyzontów.


Po takich przypomnieniach początkowe uspokojenie okazuje się w istocie pokusą odrzucenia wiedzy o świecie, a zakończenie wiersza (parafrazujące znaną formułę z „Fausta”) pobrzmiewa wyraźnym sarkazmem:

Jak okiem sięgnąć, panuje tu chwila.
Jedna z tych ziemskich chwil
proszonych, żeby trwały.


5. Wiersz otwierający nowy tom Szymborskiej można czytać jako polemikę z Miłoszem, ściślej: z jego „Łąką”, zamykającą poemat „Litwa, po pięćdziesięciu dwu latach”:

Była to łąka nadrzeczna, bujna, sprzed sianokosów,
W nieskazitelnym dniu czerwcowego słońca.
Całe życie szukałem jej, znalazłem i rozpoznałem:
Rosły tu trawy i kwiaty kiedyś znajome dziecku.
Przez na wpół przymknięte powieki 
wchłaniałem świetlistość.
I zapach mnie ogarnął, ustało wszelkie wiedzenie.
Nagle poczułem, że znikam i płaczę ze szczęścia.


W tych wersach panowanie chwili jest absolutne i niewątpliwe. Przezwyciężenie czasu, rezygnacja ze świadomości, zjednoczenie ze światem pojawiają się tutaj jako rzeczywiste, źródłowo dane doświadczenia. 
Myślenie Szymborskiej, jak starałem się pokazać, zmierza w zupełnie innym kierunku. Interesuje ją nie tyle wyłączne, ile nieustanne czuwanie świadomości. Stąd też bierze się pojmowanie chwili (w kolejnym, dającym się przypisać poetce znaczeniu) jako takiego wycinka czasu, którego zasadniczym wyróżnikiem jest wyraźny wysiłek świadomości, starającej się odsłonić nieznane i nieoczywiste aspekty świata i myślenia.
Nastawienie na nieoczywistość, powracające w niemal wszystkich wierszach nowego tomu Szymborskiej, ze szczególną mocą odzywa się w utworach, których tematem jest śmierć. To rozpoznanie dotyczy zwłaszcza „Słuchawki”. Ascetyczny punkt wyjścia („Śni mi się pewność, / że dzwoni do mnie umarły // Śni mi się, że wyciągam rękę / po słuchawkę.”) i ośmiowersowa, brzmiąca tak, jakby z trudem wydobywała się z ust poetki, część główna tego krótkiego wiersza: „Tylko że ta słuchawka / nie taka jak była, / stała się ciężka, / jakby do czegoś przywarła, / w coś wrosła, / coś oplotła korzeniami. / Musiałabym ją wyrwać / razem z całą Ziemią” – godne są nazwania ich arcydziełem niepogodzenia się z nieobecnością i niezgody na porządek świata. (A może także – arcydziełem uczucia.)

6. Z niepogodzenia i poczucia nieoczywistości zrodziło się też inne, najpogodniejsze w książce Szymborskiej arcydzieło – wiersz o tytule „Mała dziewczynka ściąga obrus”:

Od ponad roku jest się na tym świecie,
a na tym świecie nie wszystko zbadane
i wzięte pod kontrolę.

Teraz w próbach są rzeczy,
które same nie mogą się ruszać.

Trzeba im w tym pomagać,
przesuwać, popychać,
brać z miejsca i przenosić.

Nie każde tego chcą, na przykład szafa,
kredens, nieustępliwe ściany, stół.

Ale już obrus na upartym stole
– jeżeli dobrze chwycony za brzegi –
objawia chęć do jazdy.

A na obrusie szklanki, talerzyki,
dzbanuszek z mlekiem, łyżeczki, miseczka
aż trzęsą się z ochoty.

Bardzo ciekawe,
jaki ruch wybiorą,
kiedy się już zachwieją na krawędzi:
wędrówkę po suficie?
lot dokoła lampy?
skok na parapet okna, a stamtąd na drzewo?

Pan Newton nie ma jeszcze nic do tego.
Niech sobie patrzy z nieba i wymachuje rękami.

Ta próba dokonana być musi.
I będzie.


Ten wiersz może się komuś wydać żartobliwą, lekko stylizowaną opowiastką o zdarzeniu, zapowiadanym w tytule. I, rzecz jasna, jest taką właśnie opowiastką. Ale zarazem: jest też małym traktatem filozoficzno-
-teologicznym, rozważającym problem swobodnego działania i poznawania świata. Bohaterem pozytywnym opowiastki-traktatu jest Mała Dziewczynka; bohaterem negatywnym – Pan Newton, który nie tylko odkrył znane dorosłym prawo ciążenia, ale jeszcze zarysował w swych dziełach obraz wszechświata od dwustu lat zwalczany przez poetów (od Pana Blake’a po Pana Miłosza).
Czy Małe Dziewczynki mogą pomóc filozofom, tego nie ośmielę się rozstrzygać – skoro jednak napisał Heraklit „Życie jest dzieckiem rzucającym kości. Królestwo jest w ręku dziecka.”, to i Wisławie Szymborskiej wolno złożyć nadzieję swobodnego działania w rączki Małej Dziewczynki...

7. Moje uwagi o tytułowym słowie i kilku wierszach z nowej książki Wisławy Szymborskiej to zbyt mało, to tylko początek tego, co powiedzieć można i trzeba. Ale też: jestem przekonany, iż o wielkiej poezji nie powinno się mówić zbyt szybko i zbyt dużo.










 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 36 (2774), 8 września 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl