Nr 36 (2774), 8 września 2002

 

 








Antyliberalizm po komunizmie





– z prof. Jerzym Szackim, historykiem idei,
rozmawia Krzysztof Burnetko

Doktryna liberalna musiała być w Polsce towarem importowanym, bo jej tradycje są tu znikome. Jak tu mówić o wolności gospodarowania, jeśli w ogóle gospodarowanie dla wielu Polaków było czymś brudnym i mało ciekawym? Mizeria tradycji liberalnej w Polsce dotyczyła zresztą tak sfery ekonomicznej, jak politycznej i wszelkiej innej. Przykładowo: wielkich polskich idei wolnościowych nie sposób na ogół utożsamiać z wolnością w rozumieniu liberalnym. W romantycznym ruchu wyzwoleńczym nie chodziło o wolność jednostki, ale narodu.   WIĘCEJ








O ruchu „księży-patriotów”

Tomasz Potkaj
„W sumieniu moim byłem spokojny



Szukałem ich. Byłem ciekaw, co myślą po latach o swoich dawnych wyborach, między rokiem 1945 a 1989. Nie wiedziałem, czy zechcą o tym rozmawiać. „Dla Kościoła to sprawa wstydliwa. Żaden z nich nic panu nie powie” – usłyszałem w jednej z kurii biskupich. Trudno mówić o sprawach tak wstydliwych i bolesnych. Dla wielu z nich, „księży-patriotów”, istotnie było to przeżycie wstydliwe, z którego niekiedy chcieli wyjść. Etykieta „patriota” dawała im często lepszy status materialny, ale faktycznie wykluczała ze wspólnoty kapłańskiej: takiego księdza otaczała atmosfera pogardy, co z kolei budziło odruch agresji. Czasem wyrwanie się z uwikłania było możliwe, czasem nie.   WIĘCEJ





„By w sobie naród skrzepł”
 Karolina Deling






Przed II wojną światową ostrzegał przed „anarchią moralną” idącą od bolszewickiego Wschodu, aby po wojnie współpracować z władzami PRL jako „katolik postępowy i lewicowy”: ksiądz Henryk Weryński, jeden z najbardziej znanych „księży-patriotów”.   WIĘCEJ








Notatka o nowej książce Wisławy Szymborskiej


MARIAN STALA
Pan Newton i mała dziewczynka




Nowej książce nadała poetka tytuł „Chwila”. W ten sposób słowo od dawna powracające w jej poszczególnych wierszach stało się słowem widocznym na poziomie wyższej całości konstrukcyjnej – tomu poezji albo nawet całego dzieła Szymborskiej. Albo inaczej: w ten sposób słowo oczywiste stało się słowem wywołującym pytania. Choćby takie: dlaczego „chwila”? Czy wiąże się ona z jakimiś konkretnymi przeżyciami i doznaniami? Czy prowadzi (jak Miłoszowski „moment wieczny”) w stronę jakiegoś widzenia świata czy sposobu myślenia o nim? Na te pytania nie ma jednoznacznej odpowiedzi, możliwe wydaje się jednak sformułowanie kilku domysłów. WIĘCEJ









WIARA


Sieć ratunkowa
Halina Bortnowska

Jan Paweł II długo czytał dla nas znaki czasu, ale mają one to do siebie, że ich lektury nie można przerywać ani odkładać. I nie wystarczy wsłuchiwać się w czyjś głos czytający – trzeba samemu też widzieć i tłumaczyć napływające sygnały. Słuchając Ojca Świętego naprawdę z uwagą i karmiąc się tym, co słyszę, nie przestaję myśleć, że wszyscy polscy pasterze powinni śladem kardynała Newmana „słuchać, jak oddychają wierni”; w rytmie ich oddechu zawarte są sygnały zmęczenia, niepokoju, lęku. Najsmutniejsze jest to, że – poza papieskim świętem – nie czujemy, że ktoś nasłuchuje, co dzieje się z nami. Częściej dobiegają słowa krytyki: że mianowicie oddychamy nie tak, jak należy.   WIĘCEJ






Biała postać w moim obiektywie
Pier Paolo Cito


Pier Paolo Cito – urodził się w 1963 roku
w południowych Włoszech. Od roku 1998
jest fotografikiem rzymskiego oddziału
agencji „Associated Press”. Fotografował
konflikty na Bałkanach, Bliskim Wschodzie
i w Afryce. Wielokrotnie fotografował
Jana Pawła II podczas jego pielgrzymek,
oraz w Watykanie i Castel Gandolfo.
W 35. numerze „Tygodnika Powszechnego”
opublikowaliśmy jego fotoreportaż
z ostatniej pielgrzymki Papieża do Polski.


Postać papieża żyje w sercach ludzi, ale jest także odciśnięta w moim aparacie,w setkach kadrów zamienionych w cyfrowe pliki.Niedziela po niedzieli, rok po roku patrzyłem przez obiektyw i widziałem starzenie się tego człowieka, patrzyłem, jak powalały go kolejne choroby i jak się z nich podnosił. Towarzyszyłem mu w podróżach, wysyłany przez moją agencję ,,Associated Press” w Rzymie. Fotografuję jego spojrzenie, zmęczoną twarz, zaciśnięte ręce i przygarbione plecy. Obserwuję, studiuję, wyczekuję na moment, kiedy wygląda najlepiej – na ujęcie, które obiegnie wszystkie dzienniki świata. Takim zobaczą go wierni, którzy nie mogli się z nim spotkać osobiście. Patrzę, jak idzie, wspierając się na lasce, i myślę o moim ojcu, który jest w wieku Jana Pawła II i którego spotykam rzadziej, niżbym tego pragnął. WIĘCEJ




25 sierpnia zakończył się w Peru na szczeblu diecezjalnym proces beatyfikacyjny polskich franciszkanów-męczenników, ojców:Michała Tomaszka i Zbigniewa Strzałkowskiego

Los padres

Jacek Frączek

 
oo. Michał Tomaszek
 i Zbigniew Strzałkowski 

Ojcowie Jarosław Wysoczański, Michał Tomaszek i Zbigniew Strzałkowski nie znają okolicy, tamtejszych zwyczajów, języka. Zbierają informacje, książki, wycinki z gazet na temat Peru i Kościoła Ameryki Południowej. W listopadzie 1988 r. wyjeżdżają z Polski, ale dopiero na początku stycznia docierają do Pariacoto. W wiosce jest już mała kaplica – prowizoryczny i pusty kościół, w który trzeba tchnąć życie. Za świątynią niedokończony dom parafialny i skromny ogródek. Tu ojcowie mają założyć klasztor. W pięciu parafiach opiekują się wspólnotą chrześcijańską, głoszą katechezy.

W kościele El Senor de Mayo trzej franciszkanie z Krakowa służą od prawie trzech lat: ciężką pracą, modlitwą i wsparciem. Dlaczego właśnie tam? Ze względu na ubóstwo mieszkańców, zaproszenie miejscowego biskupa, obecność sióstr Więźniarek Najświętszego Serca Jezusowego oraz względny spokój w regionie. Poza tym to piękne miejsce: góry, pokryte suchą trawą granie, które zielenieją, gdy spadną deszcze. W 1987 r., po 450 latach nieobecności franciszkanów na tej obcej ziemi, zapada decyzja krakowskiej prowincji franciszkanów: misja powstanie w Peru, w Pariacoto, małej wiosce w prowincji Huaraz.   WIĘCEJ

Świetlisty Szlak (hiszp. Sendero Luminoso) to organizacja terrorystyczna, założona w Peru w 1979 r. przez profesora filozofii na Universidad Nacional de San Cristóbal de Huamanga, Rubena Abimaela Guzmán Reinoso. Ta grupa o profilu marksistowsko-komunistyczno-maoistycznym za cel przyjęła zniszczenie istniejącego porządku społecznego i sprawiedliwy podział dóbr na drodze ludowej rewolucji. Sendoryści znaleźli wsparcie wśród robotniczej biedoty, imigrującej za chlebem w okolice Limy.
Świetlisty Szlak to zamachy bombowe i akty przemocy w różnych regionach Peru, przede wszystkim w stolicy. Partyzanci chcą być ambasadorem uciskanej i ubogiej społeczności kraju, a jednocześnie stosują wobec niej przemoc i terror. Organizują sądy ludowe: prawdopodobnie taki właśnie sąd skazał na śmierć franciszkanów z Pariacoto.
W 1992 r. Guzmán został aresztowany. Ubranego w więzienny pasiak wystawiono w klatce na lwy – na pośmiewisko zagranicznych dziennikarzy. Wkrótce Guzmán zaproponował rządowi zawieszenie broni w zamian za niekaralność. W partyzantce doszło do podziału: jedna dziesiąta działaczy (ok. tysiąca) nie zgodziła się na takie rozwiązanie i pod nazwą Sendero Rojo (Czerwony Szlak) kontynuowała walkę. Na jej czele stanął Óscar Ramírez Durand, który jednak w lipcu 1999 r. trafił do więzienia. Po jego aresztowaniu liczba guerilleros spadła do 100-200.
Obecnie Świetlisty Szlak liczy 1,5 do 2 tys. członków. W ciągu 20 lat konfliktu życie straciło 30 tys. osób, w większości cywilów. Do tej liczby należy doliczyć setki desaparecidos – zaginionych.







KRAJ I ŚWIAT


 

Do szkoły z dobrą panią minister
Andrzej Kaczmarczyk 

Ten rok na długo pozostanie w pamięci tegorocznych maturzystów, absolwentów gimnazjów, ich rodziców, urzędników kuratoriów i samorządowych wydziałów oświaty, a także wydawców szkolnych podręczników. Miał to być rok zakończenia prawnych i strukturalnych reform w oświacie. Był rokiem likwidacji reformy i to w atmosferze bałaganu. Więcej: reforma i uczniowie stali się przedmiotem, a nie podmiotem politycznej walki koalicji i opozycji, które w trakcie roku szkolnego zamieniły się miejscami.   WIĘCEJ






Zapowiedź „Anschlussu” Białorusi przez Rosję:
czy Bug będzie granicą polsko-rosyjską?


Muchy na weselnym torcie
Anna Łabuszewska, Andrzej Łukowski

 
Łukaszenka – karykatura z internetowej strony opozycji:
 www.belarusfreedom.com


W leniwie toczącym się od lat procesie integrowania Rosji i Białorusi w jedno państwo nastąpiło małe trzęsienie ziemi: w połowie sierpnia prezydent Putin podczas spotkania w Moskwie wygarnął prezydentowi Łukaszence, jak widzi przyszłość wspólnego państwa: albo Białoruś wejdzie w skład Federacji Rosyjskiej, albo połączy się z nią na zasadach podobnych do tych obowiązujących w Unii Europejskiej. Putin wyznaczył już nawet konkretne terminy referendum w sprawie zjednoczenia i wyborów władz wspólnego państwa, zgodnych zresztą z kalendarzem wyborczym Rosji. 

Białoruski lider najpierw popadł w stupor, a potem porównał Putina do Stalina – i kategorycznie sprzeciwił się propozycjom.   WIĘCEJ






Papież pojedzie do Mińska?
Tomasz Sajewicz

Podczas niedawnej debaty telewizyjnej Łukaszenka powiedział, że „pielgrzymka Papieża na Białoruś jest możliwa, i to nawet w niedługim czasie”. Kilka dni wcześniej, w pierwszym dniu wizyty Jana Pawła II w Polsce, metropolita mińsko-mohylewski kard. Kazimierz Świątek zaznaczył, że będąc w Krakowie zamierza ponowić zaproszenie dla Ojca Świętego (patrz „TP” 34/2002). W Krakowie kard. Świątek wspomniał też o rozmowach, które prowadził z Łukaszenką na temat zaproszenia Papieża. Nadzieje katolików podgrzało powitanie białoruskich pielgrzymów, wypowiedziane przez Ojca Świętego podczas Mszy na Błoniach w ich języku.   WIĘCEJ

Autor jest dziennikarzem Redakcji Białoruskiej Polskiego Radia dla Zagranicy.





„Kmicic był z Białorusi”
Artur Pałyga z Mohylewa

Niewielu Polaków mieszka dziś we wschodniej Białorusi: po dawnej społeczności i jej kulturze z tej części dawnej Rzeczpospolitej, zwanej po rozbiorach „ziemiami zabranymi”, zostały okruchy pamięci, ruiny kościołów i zniszczone cmentarze. 

Opuszkami palców odczytujemy nazwisko na zwalonym nagrobku: wyżłobione litery są zatarte. Przesuwamy palcami po kamieniu, badając ich kształty. Dookoła śmieci: musieliśmy się przez nie przekopać, by dotrzeć do jedynej na cmentarzu zachowanej w całości płyty nagrobnej. „Antoni Rossetter” – czytamy, litera po literze. „Przed rewolucją był właścicielem Prusiny. Pisano o nim jako o znakomitym gospodarzu” – mówi ks. Karol Tomecki. Ksiądz często używa określenia „przed rewolucją” w odniesieniu do rzeczy, które trzeba odnaleźć: zniszczonych, przywalonych śmieciami.   WIĘCEJ





Edmund Stoiber: portret przyszłego – być może... – kanclerza Niemiec

Człowiek bez właściwości?
Joachim Trenkner z Berlina

Co wspólnego z demokracją ma bokser Michalczewski, modelka Auermann czy piosenkarz Lindenberg? Najwyraźniej wiele, skoro znaleźli się wśród publiczności, która dostąpiła zaszczytu kibicowania w telewizyjnym „pojedynku” Schrödera i Stoibera, walczących o fotel kanclerski. Polityka jako medialny ring? Dotąd kanclerza wybierał Bundestag, a Bundestag naród. Czy teraz ma być inaczej? Wielu Niemców sceptycznie patrzy na kolejny show, który dla mediów stał się równorzędnym tematem obok „powodzi stulecia”. I większość wyborców zapowiada, że spektakl w TV nie wpłynie na to, kogo poprą w trzecią niedzielę września.   WIĘCEJ

Joachim Trenkner (ur. 1935) – były reporter tygodnika „Newsweek” i korespondent berlińskiej telewizji publicznej SFB w Europie Wschodniej, w latach 90. zastępca jej redaktora naczelnego. Stale współpracuje z „TP”.





O ludziach i o wodzie

Erich Busse z Drezna
 
 
Centrum Glashütte po powodzi:
 „Pełniejsze kościoły, wspaniała młodzież”


Na co dzień tego nie wiemy, żyjąc w poczuciu stabilności i bezpieczeństwa – ale my, ludzie, choć tyle już osiągnęliśmy i zbudowaliśmy, pozostajemy nadal słabi wobec sił przyrody. Za to możemy być solidarni. 

W sierpniu 2002 pada obficie od Adriatyku po Bałtyk. Także w Rudawach, nieprzerwanie, przez dwa dni. W ciągu 24 godzin spada tyle wody, ile zwykle w pół roku. W poniedziałek 12 sierpnia, około południa, potok Müglitz opuszcza koryto i zalewa jedyną drogę w dolinie. Wysiada prąd, sieć telefoniczna, sieć telefonów komórkowych. O pół do piątej po południu napierająca woda uderza w 15-metrowy mur, chroniący zbiornik nad Glashütte oraz dolinę – i rozwala go. Wysoka na 2,5 metra fala rusza w dół doliny, zagarniając wszystko, co napotka na drodze: drzewa, auta, ciężkie maszyny budowlane.   WIĘCEJ

Erich Busse (ur. 1949), teolog i pastor Kościoła ewangelickiego, od końca lat 60. działał w „Akcji Znaków Pokuty” w NRD, organizując m.in. letnie obozy młodzieży z NRD w Polsce. Od lat 70. związany także z opozycją demokratyczną w NRD, w Berlinie Wschodnim. Obecnie mieszka w Dreźnie.





Teatr świata
Stanisław Lem

Jakkolwiek fakt, że znajomi i nieznajomi kradną, nie usprawiedliwiałby mnie, gdybym sam dopuścił się kradzieży, jednak kiedy widzę, że w innych krajach politycy postępują równie nieetycznie jak nasi, trochę się uspokajam. 

www.lem.onet.pl








KULTURA


Przed premierą „Pianisty”

Ten obcy
Maria Kornatowska
 
 
Tańczy Roman Polański
 – Jazz Camping na Kalatówkach rok 1957


Twórczość filmowa Romana Polańskiego albo zachwyca, albo ściąga gromy. Innym reżyserom wybacza się słabsze filmy, on zaś nieuchronnie obrywa jadowite cięgi. Jego osoba prowokuje skandale, gorszy moralistów, wzbudza wybuchy niechęci, stanowi obiekt zainteresowania dziennikarzy żądnych sensacji. Mało kto przyznaje, że Polański jest – rzecz dziś niezwykle rzadka – wierny dawnym przyjaźniom, lojalny wobec kraju, który uważa za ojczyznę. Jest bowiem w osobie i twórczości autora „Dziecka Rosemary” coś, co wyzwala negatywne emocje, jakieś wyzwanie, które budzi wrogość. Będąc tego świadom, przewrotnie pojawiał się na ekranie w roli „złych”, chuliganów lub bandziorów, choć bardziej przystaje doń rola Trelkovsky’ego z ,,Lokatora”, zaszczuwanego przez sąsiadów, samotnego, obcego.   WIĘCEJ

Autorka jest krytykiem filmowym, redaktorem mies. „Kino”, wykłada w łódzkiej Szkole Filmowej. Wydała m.in.: „Filmy o miłości”, „Fellini”, „Eros i film”, „Wodzireje i amatorzy”. Wkrótce nakładem wyd. Znak ukaże się tom jej rozmów z Agnieszką Holland. 





Film: „Ziemia niczyja” Danisa Tanovicia

Pojedynek na minie
Wojciech Kuczok

Żaden kwiecisty manifest pacyfistyczny, żaden zbiorowy marsz przeciw przemocy nie uzmysłowi tragicznego absurdu wojny tak skutecznie, jak może to uczynić obraz niesprawiedliwej, niepotrzebnej śmierci w jednostkowym wymiarze. 

Umierający naród to niemal abstrakt, który „przechodzi ludzkie pojęcie”. Jeśli jednak pokazać, jak ginie jeden człowiek w imieniu narodu, bez specjalnej ochoty, niejako w zamian za naród; jeśli pokazać, w jaki sposób wzniosłe hasła konkretyzują się na poziomie pojedynczej człowieczej katastrofy – wtedy każdego z nas zdoła ona dotknąć osobiście. Danis Tanović, trzydziestoletni Bośniak, dokonał tej sztuki perfekcyjnie w swym fabularnym debiucie, o czym zaświadczają tryumfy „Ziemi niczyjej” tak u krytyki (Oscar i Złoty Glob 2002, Cezar, Felix i nagroda za scenariusz w Cannes 2001), jak i wśród publiczności.   WIĘCEJ

ZIEMIA NICZYJA („NO MAN’S LAND”). Reż., scen. i muz. Danis Tanović; zdj. Walther van den Ende; Francja, Włochy, Słowenia, Belgia, Wielka Brytania 2001





„Muzyka w Starym Krakowie” i „Pieśń Naszych Korzeni” w Jarosławiu

Dziennik festiwalowy
Tomasz Cyz




Muzyka jest niespodzianką
Rozmowa z wiolonczelistą Annerem Bylsmą








Anner Bylsma (1934), holenderski wiolonczelista. W latach 1962-68 był pierwszym wiolonczelistą Concertgebouw Orchestra w Amsterdamie, wtedy też rozpoczął karierę jako solista i kameralista. Gra zarówno muzykę dawną na instrumentach z epoki, jak i XX-wieczną. Nagrywał Vivaldiego, Bacha, Boccheriniego, Duporta, Beethovena, Schuberta, Brahmsa.


Czterdzieści lat temu szukał Pan „autentyczności”. Czego szuka Pan teraz?
– Nigdy nie będziemy grać utworu Bacha czy Boccheriniego tak dobrze i prawdziwie, jak oni sami, ponieważ oni grali muzykę tak, jak ją napisali, a my robimy to po upływie kilku wieków. Nigdy nie dotrzemy do autentyczności. Czasem czujesz, że to ten moment, że kompozytor byłby może nawet zadowolony. Że nastąpiło jakieś spotkanie. Ale ono trwa jeden takt, może dwa, w następnym już to tracisz. Może przydarzy się to dziś wieczór. I’ll do my best.   WIĘCEJ






Na pożegnanie Karli Lanckorońskiej 25 sierpnia 2002 roku

Virgo militans
Lech Kalinowski

W osobie Karli Bóg wyposażył ostatnią przedstawicielkę rodu z Brzezia Lanckorońskich za wszystkich poprzedników, czego ona sama, nie bez dumy, była świadoma. 

Dał Jej zdrowie i siły fizyczne do przetrwania trzech bez mała lat utraty osobistej wolności w czasach drugiej wojny światowej – najpierw w więzieniach Stanisławowa, Lwowa i Berlina, potem w obozie koncentracyjnym w Ravensbrück – oraz do pomyślnego dożycia 104 lat. Dał Jej nieugiętość w dążeniu do celu, którym obok pracy naukowej była działalność niepodległościowa dla Polski. Dał Jej siłę woli i wytrwałość. Dał Jej odwagę i hart ducha. Dał Jej mądrość myśli i czynu. Dał Jej dobroć serca i miłość piękna. I dał Jej wierność ideałom i przyjaźni. WIĘCEJ


Karolina Lanckorońska
urodziła się 11 sierpnia 1898 roku w Buchberg w Austrii. Jej ojciec, Karol Lanckoroński (1848–1933), właściciel rozległych dóbr w Galicji, Królestwie i Styrii, Wielki Ochmistrz dworu Franciszka Józefa, był znakomitym kolekcjonerem i z zamiłowania historykiem sztuki, przyjacielem i mecenasem Jacka Malczewskiego; matka, Małgorzata Lichnowsky, wywodziła się z pruskiej rodziny arystokratycznej. Studia historii sztuki na Uniwersytecie Wiedeńskim Karolina Lanckorońska zamknęła w 1926 roku doktoratem, pisanym u słynnego Maxa Dvořaka, a ukończonym po jego śmierci pod kierunkiem Juliusa von Schlossera. Po kilkuletnim pobycie w Rzymie, już jako dziedziczka majątku Komarno, osiadła we Lwowie i rozpoczęła pracę na Uniwersytecie Jana Kazimierza, gdzie w 1935 roku habilitowała się.
Po wybuchu wojny szybko włączyła się w działalność konspiracyjną, składając w styczniu 1940 przysięgę w lwowskim Związku Walki Zbrojnej. W maju uciekła przed grożącym aresztowaniem do Krakowa. Odtworzyła konspiracyjne kontakty, współpracowała z dowódcą krakowskiego okręgu ZWZ płk. Tadeuszem Komorowskim, działając równocześnie w Polskim Czerwonym Krzyżu. W II połowie 1941 roku objęła kierownictwo referatu opieki nad więźniami w Radzie Głównej Opiekuńczej. 12 maja 1942 została aresztowana podczas zebrania RGO w Kołomyi. Podczas przesłuchania szef stanisławowskiego gestapo Hans Krüger, wyprowadzony z równowagi jej postawą i przekonany o czekającej ją śmierci, przyznał się do odpowiedzialności za śmierć 25 profesorów lwowskich rozstrzelanych w lipcu 1941; w ten sposób Lanckorońska stała się pierwszym świadkiem w sprawie tej zbrodni, a po wojnie walczyć będzie o ukaranie jej sprawców. 
Interwencja włoskiej rodziny królewskiej u Himmlera uchyliła wykonanie wyroku śmierci; w lipcu 1942 Karolinę Lanckorońską przewieziono do więzienia we Lwowie, w listopadzie do Berlina, a w styczniu 1943 – do obozu w Ravensbrück, gdzie więziona była ponad dwa lata. Na miesiąc przed zakończeniem wojny została zwolniona dzięki interwencji prezesa Międzynarodowego Czerwonego Krzyża prof. Carla Burckhardta. Na jego ręce złożyła raport o sytuacji więźniarek, a wkrótce po wojnie spisała swoje wspomnienia wojenne, zgodnie z wolą Autorki opublikowane dopiero w roku 2001.
Wyjechawszy do Włoch, na życzenie gen. Władysława Andersa podjęła się organizacji studiów dla żołnierzy II Korpusu.
W listopadzie 1945 wraz z ks. Walerianem Meysztowiczem założyła Polski Instytut Historyczny w Rzymie, poświęcając się całkowicie pracy dla nauki polskiej. W ramach działalności Instytutu ukazało się 28 tomów rocznika „Antemurale” poświęconego dziejom Polski, 76 tomów pomnikowej serii źródeł „Elementa ad Fontium Editiones”, a w latach 80. rozpoczęto edycję akt nuncjatury apostolskiej. W 1967 roku Karolina Lanckorońska powołała do życia Fundację z Brzezia Lanckorońskich, przeznaczając na ten cel rodzinny majątek; ze stypendiów Fundacji i innych form pomocy skorzystało bardzo wielu polskich naukowców różnych pokoleń, środki Fundacji posłużyły też m. in. do ratowania Biblioteki Polskiej
w Paryżu. W 1983 roku Uniwersytet Jagielloński przyznał prof. Lanckorońskiej doktorat honoris causa; uroczystość jego wręczenia odbyła się w Rzymie w siedzibie Instytutu.
Najcenniejsza część rodowej kolekcji dzieł sztuki, uratowana ze zniszczonego podczas II wojny wiedeńskiego pałacu przy Jacquingasse, znalazła po wojnie schronienie w sejfach bankowych w Zurychu. W 1994 roku Karolina Lanckorońska zdecydowała o podarowaniu kolekcji – w tym m. in. dwóch płócien Rembrandta oraz wspaniałego zbioru obrazów mistrzów włoskich z XIV–XVI wieku – zamkom królewskim w Warszawie i Krakowie. „Jestem ostatnią z rodu – pisała wtedy w „Tygodniku” – brat mój i siostra zmarli, wszyscy troje byliśmy bezdzietni. Nie marzyłam, że danym mi będzie przekazać te dzieła w hołdzie Rzeczypospolitej Wolnej i Niepodległej”. Kilka lat wcześniej, poproszona przez miesięcznik „Znak”
o wypowiedź w ankiecie „Czym jest polskość”, odpowiedziała: „Polskością jest dla mnie świadomość przynależności do narodu polskiego. Uważam, że należy dać możliwie konkretne dowody tej świadomości, natomiast nie rozumiem potrzeby jej analizy”. 
Do Polski nigdy już nie powróciła; zmarła w Rzymie 25 sierpnia 2002 roku, wkrótce po swych sto czwartych urodzinach.

TF





Mieszaniny

 

Kochanowski – dwór
JAN BŁOŃSKI









FELIETONY




JÓZEFA HENNELOWA – Felieton gorzki

EWA SZUMAŃSKA – Oddech; Zdanie; Fragment

ANDRZEJ DOBOSZ –
Sprawiedliwość...


MICHAŁ KOMAR – Wspomnienia z wakacji


MARCIN KRÓL – Psucie kultury masowej


JACEK PODSIADŁO – Początek szkoły


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 36 (2774), 8 września 2002

Szczegółowe omówienie


Obraz tygodnia



Kronika religijna

 

Medytacja Biblijna

 

Ks. Mieczysław Maliński

 

Liturgiczne czytania tygodnia


Kobiety w Biblii


Komentarze

 

Przegląd prasy krajowej

 

Przegląd prasy zagranicznej

 

 

Notatki

 

Wśród książek

 

 

Listy 


Listy - apel o pomoc

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl