O wszystkim


Sprawiedliwość...

ANDRZEJ DOBOSZ



Słyszeliśmy w ostatnich tygodniach i mówiliśmy wiele o miłosierdziu. Pora znów zająć się sprawiedliwością, o której od dawna wiadomo, że dotkliwie zawodzi w naszym życiu społecznym.
Mija czwarty tydzień od wydarzeń w Szczecinie, gdy tłum brutalnie maltretował bezbronnego człowieka. Sprawą natychmiast zajęło się czternastu prokuratorów, którzy przesłuchali bodaj ponad setkę świadków. I co?
Zupełnie nic. Z największą ulgą przyjąłbym wiadomość, że prezes ,,Odry” wyszedł z szoku i ze szpitala, czuje się dobrze i wybacza swoim prześladowcom, rozumiejąc ich motywy. Skoro o niczym takim nie ma mowy, nie rozumiem, dlaczego jeszcze nie doszło do procesu. Scenę sfilmowano na tyle dokładnie, że po starannym obejrzeniu taśm, nie trudno byłoby ustalić, kto bił i szarpał. Być może powinny być dwa procesy. Jeden sprawców szarpaniny i drugi, osobny, ofiary, gdyby okazało się, że prezes oszukiwał pracownice.
Oczywiście pierwszy proces będzie kłopotliwy. Wyrok uniewinniający lub bardzo łagodny stanowiłby zachętę do podobnych hec w przyszłości. Wyrok surowy – wobec słabego rozróżniania w potocznej świadomości trójpodziału władz, budziłby w sporych kręgach niechęć do rządzącej koalicji w przededniu wyborów.
Przy takiej ilości świadków i prokuratorów samo uzgodnienie wielu wersji: pokrywających się, krzyżujących ze sobą i sprzecznych, rzeczywiście może zająć miesiące. Tak więc do procesu nie dojdzie przed wyborami. Co oczywiście osłabi wiarę w sądy jako władzę niezależną i sprawiedliwą.
Kiedyś w końcu proces może się zacząć. Gdyby rozprawę wyznaczono w Szczecinie, pod gmachem sądu można spodziewać się tłumów. Trzeba by zmobilizować z góry parę setek policjantów, odciągając ich od właściwych zajęć. Tak więc rozprawa zacznie się w Białymstoku lub Opolu. Wtedy zawsze nie dojedzie któryś z kilkudziesięciu świadków. Ważniejsza jeszcze okaże się nieobecność bodaj jednego z obrońców. Tak więc wypada się spodziewać, że zarówno skład sądzący, jak i my sami doczekamy przedawnienia sprawy.
Obok pomysłu pana profesora Kołodki z oddłużeniem wielkich przedsiębiorstw, jest to jeden z wielu przykładów potwierdzających diagnozę Edmunda Mokrzyckiego zawartą w rozprawie ,,Demokracja negocjacyjna”: ,,z socjologicznego punktu widzenia scena polityczna w Polsce jawi się jako składnik trzech elementów: (1) silnej klasy politycznej, (2) politycznie słabego, bezradnego społeczeństwa obywatelskiego, oraz (3) silnych, agresywnych, dobrze zorganizowanych grup politycznego nacisku.
Gra polityczna jest de facto grą między dwoma partnerami: (1) i (3), partner (2) społeczeństwo występuje w tej grze w gruncie rzeczy incydentalnie, w czasie głosowania.
Skutkiem tego życie polityczne w Polsce toczy się jak gdyby w dwu układach. Układ pierwszy obejmuje całe społeczeństwo, a u jego podstaw leży stosunkowo mało efektywny mechanizm demokratyczny. Układ drugi obejmuje klasę polityczną oraz względnie stałą grupę partnerów ,,społecznych”, tj. dobrze zorganizowanych reprezentacji silnych środowisk pracowniczych (a ostatnio również chłopów). Ten układ reprodukuje w nowych warunkach ustrojowych stosunki między władzami upadającego realnego socjalizmu, a zbuntowaną klasą robotniczą.
W rezultacie negocjacji albo zgoła wyprzedzająco, dla uniknięcia ,,napięć społecznych” (konfrontacji z silną grupą interesu) organa państwa podejmują niekorzystne dla ogółu społeczeństwa decyzje ekonomiczne, dokonują dwuznacznych manipulacji w budżecie, odstępują od egzekwowania zobowiązań podatkowych, a nawet od stosowania kodeksu karnego.
Tak skonstruowany system polityczny ma zakodowaną nieodpowiedzialność wobec społeczeństwa.
Milcząca większość werbalnie popiera wszelkie słuszne cele, nie zważając na ich wzajemne wykluczanie się, faktycznie zaś traktuje obrońców partykularnych interesów jako reprezentantów społeczeństwa wobec władzy, a więc – paradoksalnie – jak wyrazicieli interesu ogólnego.
Zmarły niedawno profesor Edmund Mokrzycki, uczeń Stanisława Ossowskiego i, chyba, Stefana Nowaka, zajmował się w PRL-u głównie kwestiami metodologicznymi. Po roku 1989 przystąpił do przenikliwego opisu realnych procesów społecznych zachodzących w Polsce. Bardzo gorzką lekturą jest zbiór studiów ,,Bilans niesentymentalny” wydany już po jego śmierci przez Wydawnictwo Instytutu Filozofii i Socjologii PAN. Cytowana dziś rozprawa pochodzi z tomu zbiorowego ,,Utracona dynamika. O niedojrzałości polskiej demokracji” u tego samego wydawcy, którego książki nie trafiają na listy bestsellerów ani nawet na lady przeciętnych księgarni, choć pozwalają tak wiele zrozumieć. 







 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 36 (2774), 8 września 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl