Sieć ratunkowa

Halina Bortnowska



Papież utożsamia się z Kościołem, który reprezentuje i któremu służy z całym samozaparciem. A jednocześnie w oczach wielu, w tym moich – on z Kościoła wystaje. W pewien sposób jest ludziom bliższy niż obraz Kościoła, jaki dało im życie i doświadczenie.


Skończyło się piękne święto z Janem Pawłem II. Obchodziliśmy je jako święto obecności, spotkania, obcowania z sercem „Ojca Świętego” – osoby stojącej przy ołtarzu, pokornie pochylonej pod ciężarem lat, przed Bogiem i ku nam. To banał, ale wart zapamiętania i podkreślenia: Jan Paweł II jest dla Polaków ważny i drogi jako konkretna, historyczna osoba, a nie jako najwyższy funkcjonariusz Kościoła rzymsko-katolickiego. Było ważne, że wzięty spośród polskiego społeczeństwa, został papieżem z woli conclave. Potem dla Polaków – i dla wielu innych ludzi, np. dla młodzieży, którą wokół siebie raz po raz skupia, jest ważny jako świadek, jako głosiciel wiary, jako ten, przez kogo prześwieca coś, czego bardzo wielu szuka.
To poszukiwane, upragnione i świętowane dobro różnie można nazwać. On sam ma dar śmiałego nazywania, wzywania Imion, które współczesnym trudno przechodzą przez usta. W jego ustach te Imiona brzmią czysto, choćby to był prawie szept. Teraz wraca do imion pewnie najważniejszych, skoro od nich rozpoczął. „Odkupiciel człowieka”, „Ojciec bogaty w Miłosierdzie”... Nazywa też powołanie człowieka: „sprawujący pracę” i „zbawcze cierpienie”. To są dary tego Ojca Świętego, owoce jego życia z Bogiem. Pomału, ale coraz wyraźniej sam staje się dla nas obrazem tego, co głosił. Dzieje się to w swoistym procesie recepcji, przyjmowania, interpretowania, przetwarzania i asymilacji nauczania i czynów Karola Wojtyły, który stał się Janem Pawłem II. Wiele się tu dzieje jakby samo przez się, nawet jakby na przekór świadomym wysiłkom, choć tych wysiłków nie można lekceważyć.
Jan Paweł II sam utożsamia się z Kościołem, który reprezentuje i któremu służy z całym samozaparciem. A jednocześnie w oczach wielu, w tym moich – on z Kościoła wystaje. W pewien sposób jest ludziom bliższy niż obraz Kościoła, jaki dało im życie i doświadczenie. Z drugiej strony wcale nie wszystkie dary, którymi się cieszył Kościół XX wieku, są w duszpasterstwie i świadectwie Jana Pawła II obecne tak konsekwentnie i z taką siłą, jakiej wielu pragnie. Nie można wszystkim dogodzić. To prawda, zwłaszcza, gdy trzeba by spełniać słuszne oczekiwania i nadzieje wszystkich naraz. W gruncie rzeczy to wielkie szczęście i rzecz bardzo wspaniała, że ten Wielki Świadek jest sobą i dokonuje własnych wyborów. W tak osobistym duszpasterstwie nie może być inaczej.
Za osobiste wybory Ojca Świętego współodpowiedzialni są, moim zdaniem, także ci, którzy wobec Papieża mogli być świadkami znaków czasu, ale nie stali się nimi. Jest też oczywiście krąg osób odpowiedzialnych za dopuszczanie świadectw – ta odpowiedzialność zawrotnie rosła, póki nie weszliśmy w okres raczej rekapitulacji niż nowego nauczania. Rekapitulacji ogromnie potrzebnej – Jan Paweł II sam w niej pomaga, ale mamy też szansę zająć się nią sami. Praca nad nią będzie wyrazem wierności pamięci o tym, który tyle dla nas uczynił i chce czynić do końca.
Wierność oznacza również twórcze włączanie przyswojonego nauczania Jana Pawła II w wielkie nurty życia i ustawicznego oczyszczania i reformowania Kościoła. Mam nadzieję, że będzie to powrót do wszystkich źródeł odnowy związanej z Soborem Watykańskim II. Kulminacją będzie kolejny Sobór.

Rekapitulacji powinno towarzyszyć silniejsze powiązanie z tradycyjnymi nurtami odnowy, takimi jak ruch biblijny, liturgiczny i ekumeniczny. Stworzenie przejrzystej, czytelnej syntezy nauczania Jana Pawła II, wiążącej to nauczanie z niezbędną kolejną falą aggiornamento – dialogu ze światem już XXI wieku. Jan Paweł II długo czytał dla nas znaki czasu, ale mają one to do siebie, że ich lektury nie można przerywać ani odkładać. I nie wystarczy wsłuchiwać się w czyjś głos czytający – trzeba samemu też widzieć i tłumaczyć napływające sygnały. Słuchając Ojca Świętego naprawdę z uwagą i karmiąc się tym, co słyszę, nie przestaję myśleć, że wszyscy polscy pasterze powinni śladem kardynała Newmana „słuchać, jak oddychają wierni”; w rytmie ich oddechu zawarte są sygnały zmęczenia, niepokoju, lęku. Najsmutniejsze jest to, że – poza papieskim świętem – nie czujemy, że ktoś nasłuchuje, co dzieje się z nami. Częściej dobiegają słowa krytyki: że mianowicie oddychamy nie tak, jak należy.
Myślę, że rekapitulacja nauczania Ojca Świętego musi być też próbą poprawienia czy uzupełnienia dotychczasowej recepcji. Dotyczy to wszystkich, świeckich i duchownych członków Kościoła.
Świeccy nie są określoną grupą. Są to po prostu wszyscy ochrzczeni, którzy podjęli praktyki religijne w Kościele rzymskokatolickim i tego swojego akcesu nie odwołali. Nie da się nic spójnego powiedzieć o „świeckich w ogóle”. Do nich wszystkich wszystko zostało powiedziane i dla nich zapisane. Słuchając ich nierównego oddechu trzeba tworzyć syntezę zawierającą i pociechę, i wyzwanie. Wyobrażam sobie, kto mógłby temu podołać. Chyba przybliżać się do tego zadania powinni różni ludzie – teologowie, duszpasterze, publicyści, poeci – każdy po trochu, na swoją miarę, bez śladu autorytatywności.
Niedługo należałoby już rozpocząć prace synodalne – w wielu zespołach, jak to zainicjował po Soborze Kardynał Wojtyła w Archidiecezji Krakowskiej. Do tych doświadczeń warto byłoby wrócić unowocześniając metody pracy i porozumiewania się grup, dostarczania materiałów i zbierania wniosków, rejestrowania i wspierania przedsięwzięć.
Przestałam wierzyć w ostatni Synod Ogólnopolski, gdy okazało się, że to wielkie przedsięwzięcie nie dysponuje żadnym budżetem na opracowanie materiałów przygotowawczych dla zainteresowanych grup, a wszystko wskazuje, że będzie działaniem czysto odgórnym. Potrafiłabym jeszcze nawet dziś wiązać nadzieje z nowymi Synodami, może diecezjalnymi, może obejmującymi całą Polskę, ale bardzo oddolnymi. Ruch niewielkich zespołów miałby sens. Mogłyby one działać w oparciu o parafie, organizacje i ruchy katolickie (a może i ekumeniczne czy określające się nie wyznaniem, lecz swoim celem społecznym). Każdy może przecież powiedzieć coś ważnego – swoją prawdę – jeśli nie w Kościele, to Kościołowi.
Dla zainicjowania takiego ruchu wystarczyłaby wspomniana już prosta, krótka synteza nauczania Jana Pawła II. Może zresztą bez ambicji ogarnięcia całości. Wielkie znaczenie mogłaby mieć praca nad tym, co kilkanaście dni temu Papież sam nazwał „duszpasterskim programem miłosierdzia”. Grupy mogłyby rozgrzać się i pogłębić swoje duchowe przygotowanie przez studium myśli Ojca Świętego, modlitwę z Nim w atmosferze Jego świadectwa i jednocześnie przystąpić do analizy bardzo konkretnej sytuacji na swoim terenie zgodnie ze starą, ale wciąż praktyczną zasadą: zobaczyć, osądzić, działać. Jakie dzieła miłosierdzia, placówki, akcje potrzebują wsparcia, do którego Kościół może się przyczynić (ludźmi, pieniędzmi, lokalami, informacją) – a jakich potrzebnych przedsięwzięć brak i trzeba je stworzyć.
Zamiast słowa „miłosierdzie”, które dla wielu wciąż źle się kojarzy, wolę używać określenia „skuteczne współczucie”. W wyniku poważnego potraktowania zaleceń Ojca Świętego mogłaby w Polsce rozwinąć się „Sieć skutecznego współczucia”. Wolna od religijnego ekskluzywizmu i od anektowania inicjatyw na swój rachunek. Sieć uzupełniająca, łatająca wyrwy w państwowej i samorządowej sieci bezpieczeństwa społecznego. Chodzi o zapobieganie upadkowi na dno, wykluczeniu ze społeczeństwa. Im więcej jest wykluczonych, im silniejszy jest lęk przed tym losem, tym ważniejszą staje się praktyka skutecznego współczucia, wymagająca woli i wyobraźni, o której mówi Ojciec Święty. Twórca pojęcia „wykluczenia” Lord Dahrendorf twierdził, że wydobywanie ludzi z wykluczenia wymaga charyzmatycznego przywództwa, że właśnie religijne lub ideowe ruchy na rzecz człowieka najwięcej mogą zrobić w tej sprawie, a jest ich wciąż za mało.
Może mamy szansę zapełnienia „charyzmatycznej luki” – odnalezienie wielu cichych, skromnych ludzi zdolnych do skutecznego współczucia, do wyrzeczenia, by pomagać? Z wysiłkiem, ale wierzę, że to mogłoby być możliwe. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 36 (2774), 8 września 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl