O „Występku” Michała Pawła Markowskiego


Na poły spisany esej

Tomasz Cieślak-Sokołowski



Michał Paweł Markowski wyznaje w pewnej chwili, przywołując Lévinasa: „»Pisanie, nie będąc ani milczeniem, ani mówieniem, lecz czujnością i oczekiwaniem (...) jest oczekiwaniem na to, co nieoczekiwane, i pragnieniem, którego to, co upragnione, nie spełnia, lecz je pogłębia«. Pisanie jako oczekiwanie nieoczekiwanego. Tak, to może być i moja definicja”. Takim też „oczekiwaniem nieoczekiwanego” jest cała najnowsza książka krakowskiego uczonego: „Występek. Eseje o pisaniu i czytaniu”.



Nie pierwsza to ważna pozycja w jego dorobku; wcześniej opublikował między innymi „Efekt inskrypcji. Jacques Derrida i literatura” (1997), „Nietzschego. Filozofię interpretacji” (1997), „Anatomię ciekawości” (1999) i „Pragnienie obecności. Filozofie reprezentacji od Platona do Kartezjusza” (1999). Przekładał także teksty Derridy, Foucaulta, Lévinasa, Deleuze’a, Rorty’ego i Pereca oraz pisma Barthesa (jak dotąd cztery tomy) i Prousta („Pamięć i styl”).
W „Występku” odnajdujemy dobrze już znane twarze Markowskiego – teoretyka literatury, pragmatysty, filozofa, uważnego tłumacza. Jest jednak też coś odmiennego, pewna doza pragnienia osobistego wyznania czy, jakby powiedział sam autor, mówienia „wprost, w mowie całkowicie niezależnej”. Z czego jednakże chciałby się on zwierzyć?

Pytanie pragmatysty

W swym eseju, a właściwie zbiorze mikroesejów, Markowski krąży nieustannie wokół jednego zasadniczego pytania. Na samym początku odnajdujemy następujące wyznanie: „mogę wreszcie powiedzieć, czym jest dla mnie literatura. Nie: »czym jest literatura«, bo na takie pytanie nie znam odpowiedzi (wątpię, by znał ją ktokolwiek), ale »czym jest dla mnie literatura«”. I to odpowiedź na tak – iście pragmatycznie – postawione pytanie staje u źródeł tej książki.
Literatura nie jest dla autora po prostu kompleksem tekstów, konwencji, prądów – to raczej doświadczenie, jak sam pisze, „zapomniane doświadczenie” czytania i pisania jako czynności metafizycznych. Jasne się staje w tym momencie, że stawką owego doświadczenia „nie jest co innego, jak nasza tożsamość, to, co nas odróżnia od innych i co nas z nimi łączy”. Pisanie i czytanie muszą stać się sposobami życia („kto jest, skazuje się na pisanie”).
W kolejnych rozdziałach swej książki Markowski występuje więc poza granice samego siebie, by starać się wkroczyć w pole doświadczenia pisania i czytania. Przede wszystkim, na początku drogi (w rozdziale „Pour l’autre, pour moi...”) zapytuje sam siebie: „czym jest dla mnie literatura”? Następnie zbiera myśli skądinąd (rozdział „Występek. Fragmenty o pisaniu”), podąża za przemyśleniami Lévinasa („Eros i Hermes”), Freuda („Lekcja psychoanalizy”) i Rolanda Barthesa (kolejne trzy rozdziały), by na końcu ponownie wyznać „Pour l’autre, pour moi...” i zamknąć swe rozważania. Bogactwo myśli, wielość misternie splecionych intertekstualnych odwołań staje się tu figurą bogactwa pola literatury.
„Jak czytać ten esej, by móc później o nim napisać?”... krytyk staje miejscami niemalże bezradny. Jeszcze raz jednak pomaga uważna lektura, która zatrzymuje niespodziewanie wzrok na pewnym fragmencie: „wybieram relegere – pisze w pewnym miejscu Markowski – czytanie ponowne, czytanie bez końca, relikt czasów bezpowrotnie minionych, moich czasów, mojego czasu, po prostu: czasu. Czynię to w każdym tekście, w każdym tekście czas ubiega moje ciało i moje ciało ubiega się o czas i w tym zawrotnym biegu nie mam czasu myśleć, że słowo relegere, o czym świetnie wiedzą ideologowie (wiedzą, ale tego nie rozumieją), oznacza także wygnanie”. Czytam więc ciągle od nowa, jednocześnie zgadzając się na wygnanie, Barthesowskie podnoszenie głowy znad książki i wygnanie w świat własnych przemyśleń.
Stanisław Brzozowski napisał kiedyś, że recenzja każdej książki musi zawierać w sobie pewną dozę streszczenia. Autor „Występku” na taki gest nie pozwala.

Tablice na poły spisane

W trzeciej części „Tako rzecze Zaratustra” Nietzschego spotykamy tytułowego bohatera, siedzącego nad rozbitymi starymi tablicami. Nowe tablice, nad którymi dopiero pracuje, są jedynie „na poły spisane”. Pełnia sensu, dana tylko w objawieniu, została na zawsze utracona, pozostaje ciągłe zmierzanie ku... Michał Paweł Markowski, w pełni świadomy tego faktu, pisze o „plamkach sensu” i jedynej możliwości – „draśnięcia sensu”. Pragnienie obecności, w pełni zrozumiałego znaczenia, musi pozostać „niezniszczalne, ale i nieziszczalne”. W tym kontekście utęsknionym miejscem, prawdziwą ziemią obiecaną staje się Japonia – taka, jaką jawiła się ona Barthesowi: „Japonia może być źródłem i obiektem pragnienia tylko dlatego, że uwalnia nas od sensu, od niestrudzonej produkcji sensu (...) Japonia jest wszędzie tam, gdzie mamy odwagę pragnąć, gdzie mamy odwagę pisać, gdzie mamy odwagę »żyć w szczelinie«”.
Jedynym ocaleniem staje się więc pisanie i jego – jak twierdzi sam autor „Występku” – synonim, czyli pragnienie. To pisanie bowiem „przynosi nam »obietnicę sensu«, która nigdy się nie ziści”, to pragnienie, „w przeciwieństwie do potrzeby i chcenia, rodzi się z językowej ułomności, gdyż nie mogę pragnąć tego, czemu potrafię nadać dokładne znaczenie, co opatrzę właściwym słowem”. I dlatego chyba, według Michała Pawła Markowskiego, „pisze się przeciwko rozpaczy”, czyli innymi słowy: pragnie się przeciwko rozpaczy.
Z tej perspektywy „Epilog” tej książki nie mógłby brzmieć inaczej – jest krótki, więc przytoczę go w całości: „– I co teraz? Czy będzie Pan mógł jeszcze coś napisać? – Pisze się zawsze dzięki swoim pragnieniom, a ja nie przestałem jeszcze pragnąć”. Pragnienie obecności pozostaje niezniszczalne, ale i nieziszczalne. Michał Paweł Markowski pozostawia swe tablice „na poły spisane” i, jak Zaratustra, schodzi ze swych gór ku ludziom, oddaje im swoją (na)pisaną książkę.

Kolażowy esej

Autor „Występku” określa esej jako „rozważanie niebezpieczeństwa wpisanego w każde doświadczenie”, by za chwilę spytać: „Który eseista o tym dziś, w czasach gładkiego stylu i jeszcze gładszego myślenia, pamięta?” Sam naraża się na niebezpieczeństwo – balansowania na cienkiej linie rozpaczy bez pragnienia i nadziei w pisaniu. Z tej perspektywy można czytać esej Markowskiego jako próbę odnowienia tematyki gatunku.
„Występek” jest jednak niezwykły także ze względu na swą stronę formalną. W centrum staje bowiem jedno pytanie, jako swego rodzaju wyjściowy składnik, minimalny plan jedności, na przestrzeni całego eseju sukcesywnie rozwijany i poszerzany. Pytanie o rozumienie literatury przywoływane jest w coraz to nowych, migotliwie zmieniających się kontekstach. Powoduje to wrażenie jakiegoś szaleńczego tańca. Stawka jest jednakże wysoka – są nią nowe sposoby artykulacji doświadczenia, doświadczenia czytania i pisania (doświadczenia literatury).
Charakterystyczna wydaje się też metajęzykowość eseju Markowskiego. Doświadczenie jest bowiem tutaj zarówno opisywane, jak i przeżywane. Intertekstualne odwołania do własnych lektur nakładają się na świadomość przyszłego przeczytania (na pierwszych stronach autor pisze między innymi: „wiem, że moje wyznania nie spotkają się w wielu kręgach z łaskawym przyjęciem”), próbie charakterystyki pola pisania towarzyszy rozwijająca się przygodą pisania własnego eseju (czego dowodem chociażby „Epilog”). Jednocześnie jednak cały esej wymyka się jednoznacznej interpretacji, domagając się raczej ciągłego od-czytywania (relegere), które ostatecznie musi się zadowolić wygnaniem, może ledwie „draśnięciem sensu”.

*

„Literatura – pisze Markowski – to nie tylko czytanie i pisanie tekstów, lecz przede wszystkim stojące u podstaw tych czynności doświadczenie przejścia, podróży, próby, przeniesienia, przekroczenia, doświadczenie mediacji, którego odwrotną stroną – jak u Nietzschego – jest tęsknota za światem uchwyconym bez zasłon”. „Występek” to książka zrodzona z tej właśnie tęsknoty, ale to także książka domagająca się odwagi porzucenia domostwa, wystąpienia, zdania się na trud podróży bez obietnicy spełnienia. Gdy jednak zdecydujemy się podążyć za autorem eseju, możemy przeżyć nieskończenie fascynującą przygodę spotkania z literaturą (taką, jaką jawi się ona w horyzoncie spostrzeżeń Michała Pawła Markowskiego). 

Michał Paweł Markowski, „Występek. Eseje o pisaniu i czytaniu”, Warszawa 2001, Wydawnictwo Sic!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 35 (2773), 1 września 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl