Przegląd zagraniczny

Dowody na wyjątkowość


Dla matematyków medal Fieldsa jest tym samym, czym Nagroda Nobla dla fizyków, chemików, biologów czy ekonomistów. Alfred Nobel, tworząc fundusz swej nagrody, celowo pominął matematykę: chciał w ten sposób zemścić się na swej kochance, która odeszła od niego ze szwedzkim matematykiem Gostą Magnusem Mittag-Lefflerem. Zemsta Nobla działała do roku 1936, kiedy to przyznano pierwszy medal Fieldsa – nagrodę ufundowaną przez przyjaciela Mittag-Lefflera, kanadyjskiego matematyka Johna Charlesa Fieldsa. Zapewne aby zemścić się na przemysłowcu Noblu, Fields chciał, aby jego nagroda miała głównie wymowę symboliczną, a nie materialną. 
Dzisiejsi laureaci medalu odbierają więc skromną sumę 1500 dolarów kanadyjskich, co jedynie podnosi rangę tej nagrody w – z definicji ekscentrycznym – świecie matematyków. Medale przyznawane są co cztery lata za największe odkrycia matematyczne, ale... laureatem można zostać – znów w przeciwieństwie do Nobla – jedynie do 40. roku życia.
W ubiegłym tygodniu, w trakcie Międzynarodowego Kongresu Matematycznego w Pekinie, medale Fieldsa odebrało dwóch 36-letnich matematyków: Francuz Laurent Lafforgue i pracujący w USA Rosjanin Władimir Wojewodski. Lafforgue jest siódmym Francuzem wśród 44 dotychczasowych laureatów. Plasuje to Francję na drugim miejscu po USA w tej dziedzinie nauki. Obaj nagrodzeni zostali wyróżnieni za przełomowe prace nad matematyczną hipotezą Kanadyjczyka Roberta Langlandsa. Ich badania „wyznaczyły związek między dwiema wielkimi dziedzinami matematyki: algebrą i topologią”, rozwijając myśli Aleksandra Grothendiecka (medal Fieldsa z 1966 r.) i Władimira Drinfelda. A we wstępniaku z 22 sierpnia 2002 r. redakcja prestiżowego francuskiego dziennika „LE MONDE” zastanawia się, skąd bierze się wyjatkowość francuskiej matematyki, podczas gdy inne dziedziny francuskiej nauki zbierają proporcjonalnie o wiele mniej laurów (np. wśród laureatów Nagrody Nobla z chemii, fizyki i medycyny Francuzi są na czwartej pozycji po USA, Wielkiej Brytanii i Niemczech).
Główną przyczyną sukcesów francuskich matematyków jest zatem, według „Le Monde”, ilościowa przewaga naukowców parających się zgłębianiem tajników królowej nauk: jest ich we Francji 2300. Osiągnięcie tzw. masy krytycznej jest we wszystkich naukach niezbędne do tego, aby marzyć o prowadzeniu badań na najwyższym światowym poziomie. Francuska zaś matematyka tę masę krytyczną nie tylko ma, ale i pielęgnuje ją od dawna. Właśnie ta liczbowa przewaga sprawia, że francuscy matematycy, w przeciwieństwie do naukowców z innych dziedzin, nie ulegają pokusie „drenażu mozgów”, tj. emigracji do USA. Drugim czynnikiem sprzyjającym rozwojowi matematyki jest publiczny system funkcjonowania nauki we Francji, dający ogromną swobodę naukowcom. 
Lafforgue zaraz po ukończeniu elitarnej Ecole Normale Superieure (ENS), jeszcze bez doktoratu, otrzymał stały etat w CNRS (Narodowe Centrum Badań Naukowych). „Mógł bez obaw o swą przyszłość poświęcić się studiowaniu »sztukasów« – obiektów geometrii algebraicznej wymyślonych na początku lat 70., które badał przed nim Władimir Drinfeld”. Przez kilka lat nie opublikował żadnej pracy naukowej, ale gdy dojrzał do pisania doktoratu, to dokonał tego w rekordowo krótkim czasie 18 miesięcy. W siedem lat później właśnie za prace rozpoczęte w trakcie doktoratu otrzymał medal Fieldsa. 
Typowy dla Francji system elitarnych szkół publicznych (np. ENS) i zatrudniania naukowców na stałych etatach (np. w CNRS), a nie na kilkuletnie i odnawiane dzięki wykazaniu się osiągnięciami kontrakty, w przypadku krańcowych indywidualistów – jakimi są matematycy – działa idealnie. Nie jest to jednak system zbyt wydajny w innych dziedzinach nauki, w których międzynarodowe współzawodnictwo wymusza ogromną wydajność, elastyczność i szybkość reakcji naukowców. Francuska matematyka jest więc najlepszą wizytówką opłacanych z publicznej kasy badań naukowych. Ale jest to również dziedzina, która po prostu musi obywać się bez udziału sponsoringu przemysłowego. Na szczęście nie wymaga ona tak wielu nakładów finansowych jak fizyka, chemia czy biologia. „Le Monde” konkluduje: „Francuska szkoła matematyczna jest więc raczej wyjątkiem niż modelem do bezkrytycznego naśladowania”. 
 

 
 JK

 




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 35 (2773), 1 września 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl