Siła szczegółów

Michał Okoński



To były dobre dni dla dziennikarki telewizyjnych „Wiadomości”. Papież z uznaniem wspomniał na Błoniach o akcji przekazywania nadwyżek polskiego zboża dla głodującej Afryki – akcji, która wzięła swój początek od jej reportażu. Wcześniej był ów szczególny wywiad-nie wywiad z Ojcem Świętym, opisany na poprzedniej stronie tego numeru „TP”. W wielu miejscach była bardzo blisko – jako jedna z nielicznych lub wręcz jedyna dziennikarka. To jej ekipę wpuszczono do jednego z papieskich helikopterów, by mogła sfilmować przelot nad Wadowicami i nad Podhalem. Teraz, zaledwie kilka dni później, Katarzyna Kolenda-Zaleska opublikowała książkę o pielgrzymce.
152 strony, dużo (dobrych) zdjęć. Wszystkie papieskie przemówienia, rozmowy wprowadzające w tematykę pielgrzymki (Janina Ochojska i ks. Adam Boniecki o miłosierdziu, ks. Grzegorz Ryś o Mszy na Błoniach) albo próbujące tłumaczyć od różnych stron papieski fenomen (Hanna Świda-Ziemba i o. Wojciech Jędrzejewski o relacji między Papieżem a młodzieżą). Zapis spotkania z siostrą Eufemią, która ponad pół wieku temu była przy śmierci siostry Faustyny. No i bardzo porządne sprawozdanie z samej podróży. Muszę z zawiścią przyznać, że o niektórych wydarzeniach przeczytałem dopiero tutaj, choć przecież autorka regularnie telefonowała albo zaglądała do „Tygodnika”, by podzielić się najświeższymi wiadomościami; przesyłała też napisane w nocy fragmenty, byśmy mogli skonfrontować jej relacje z naszymi.
Trudno się dziwić, skoro praca nad książką toczyła się niemal równolegle z przygotowaniami do pielgrzymki. To dzięki temu już w kwietniu mógł powstać fragment o pierwszych naradach organizatorów z Kurii, MSWiA i Watykanu (minister Janik wypowiada wówczas zdanie: „Szczegółowy program pobytu Papieża w Polsce poznamy po jego powrocie do Rzymu”), a nieco później pasjonujący mini-reportaż z tajemniczego ośrodka szkolenia BOR, kilkadziesiąt kilometrów od Warszawy. Borowcy, przy potwornym hałasie, krzykach i śpiewach tłumów z megafonów, ćwiczą nie tylko przejazd papieskiej kolumny, ale także scenariusze ochrony Papieża przed zamachem (skądinąd z innego miejsca książki możemy się dowiedzieć, że jeden ze strzegących bezpieczeństwa Jana Pawła II snajperów siedział na wieży Kościoła Mariackiego).
Zaufanie, jakie autorka zdobywała sobie przez ten czas u organizatorów, procentowało w ciągu czterech dni pielgrzymki. Nie tylko umożliwiono jej rozmowę z Ojcem Świętym – chętnie opowiadano też o szczegółach, nawet tak drobnych, jak to, co Papież zjadł na obiad po Mszy na Błoniach i jaka krakowska restauracja ów obiad przygotowała. Dowiadujemy się, że Papież na widok szkolnej koleżanki, Ewy Bogdanowicz, wspominał długość jej warkoczy.
A przecież czytając takie drugorzędne nieraz informacje ani na moment nie zapominamy o tym, co najważniejsze. Modlący się Papież... To, czego byliśmy świadkami oglądając transmisję z Katedry, dobrze oddaje anegdota, jaką ks. Bielański opowiedział autorce o poprzedniej wizycie Jana Pawła II w tym miejscu. Ojciec Święty odmawia brewiarz: trzy mniejsze godziny, choć dziś już obowiązuje jedna. W pewnym momencie podchodzi biskup Dziwisz i mówi: „Ojcze Święty, już pół godziny jesteśmy spóźnieni”. Papież na to: „Stasiu, Stasiu, jak ten czas leci” i... modli się jeszcze ponad dziesięć minut.
Jeżeli coś mi w „Pielgrzymce 2002” przeszkadzało, to fakt, że dziennikarka czasem nie ustrzegła się niepotrzebnych mitologizacji (,,Tego dnia nad Krakowem przeszła burza. Ale na lotnisko w Balicach nie spadła ani kropla deszczu” – pisze o piątkowym popołudniu, a przecież na Balicach także padało). Co natomiast podobało mi się szczególnie, to siła dostrzeżonych przez autorkę szczegółów i wyczulenie na te drobne gesty Jana Pawła II, które związane były z tematem pielgrzymki: krótki postój przed szpitalem bonifratrów, gdzie Papież pobłogosławił trzymany przez pacjenta na wózku krzyż z jednej z sal albo krótkie spotkanie w łagiewnickiej zakrystii z niewidomym i chorym na wodogłowie Kubusiem z Godzieszowa. A wreszcie fakt, że rozmówcami reporterki byli nie tylko bohaterowie z pierwszych stron gazet (skądinąd zwraca uwagę kompletny brak polityków...), ale też tzw. zwykli ludzie, napotkani gdzieś o świcie na trasie papieskiego przejazdu czy w dalekim sektorze na Błoniach. 
„Przeżyjmy to jeszcze raz” to bardzo wyświechtane powiedzenie. Ale kiedy dziś ci ludzie sięgną po książkę Katarzyny Kolendy-Zaleskiej, odnajdą w niej swoje wzruszenia, radość, żal pożegnania i nadzieję na następną wizytę. W końcu nawet dostrzeżony przez autorkę żołnierz, trzymający straż przy trapie papieskiego samolotu, gdy Papież położył rękę na poręczy, podniósł dłoń i przez ułamek sekundy pogładził dłoń Jana Pawła II. I znów stanął na baczność.

Katarzyna Kolenda-Zaleska „Pielgrzymka 2002”. Kraków 2002, wydawnictwo Znak.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 35 (2773), 1 września 2002


do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl