Papież i oazy

Zbigniew Nosowski



Na krakowskich Błoniach Jan Paweł II dwukrotnie – przed modlitwą „Anioł Pański” i już po zakończeniu Mszy, gdy odchodził od ołtarza – bardzo ciepło wspominał swoje spotkania ze wspólnotami oazowymi i niezwykle wysoko ocenił owoce działalności tego ruchu. „Osobiście bliski jest mi ten styl życia, który zainaugurował i zaproponował młodym sługa Boży, ks. Franciszek Blachnicki” – powiedział Papież, wspominając swe słowa z oazowego dnia wspólnoty sprzed 30 lat. Co ważniejsze, dodał także: „I zdania nie zmieniłem”.
Kard. Karol Wojtyła był wielkim opiekunem ruchu „Światło-Życie”, co znajdowało wyraz tak duchowy, jak i materialny – np. w roku 1977, po wymierzeniu przez władze wysokich mandatów gospodarzom, którzy wynajmowali swe domy młodzieży oazowej, metropolita krakowski zwrócił wszystkie poniesione koszty mieszkańcom swej archidiecezji.
Wsparcie kard. Wojtyły dla inicjatywy ks. Blachnickiego wynikało z głębokiego przekonania, że jest to, jak się wyraził, „eklezjologia Vaticanum II przełożona na język konkretnego ruchu”. Trudno o większy komplement ze strony współtwórcy Soboru! Jest to z pewnością komplement zasłużony. Ruch oazowy przyniósł bowiem wiele – posłużę się słowami Papieża z Błoń – „błogosławionych owoców w sercach młodzieży w minionych trudnych latach, a i dziś stanowi prężne środowisko duchowego rozwoju młodzieży i rodzin”.
Ciekawe, że znaczenia oaz długo nie dostrzegały elity kościelne. Paradoksalnie, niechęć do tego typu wspólnot łączyła bardziej konserwatywną część hierarchii kościelnej z intelektualistami katolickimi. Biskupi obawiali się oazowego nowinkarstwa i przełamywania schematów, które mogło zaowocować nadwerężeniem zdrowej tradycji. Inteligencja katolicka natomiast (także zwolennicy odnowy soborowej) z niechęcią, a niekiedy wręcz z pogardliwą wyższością, odnosiła się do „przeżyciowej” metody rekolekcji oazowych. Kard. Wojtyła zdecydowanie wyróżniał się pod tym względem tak na tle Episkopatu, jak i środowisk inteligencji. Z ks. Blachnickim łączyło go przekonanie, że nawrócenia powinien doświadczyć cały człowiek, a nie tylko jego intelekt czy nawet wola.
Bardziej przenikliwi od wielu pasterzy Kościoła i katolickich intelektualistów byli przywódcy komunistyczni – doskonale rozumieli oni znaczenie ruchu „Światło-Życie”, podejmując wielokrotnie specjalne akcje przeciwko rekolekcjom oazowym. Zdawali sobie sprawę, że działający jawnie choć nielegalnie, wielotysięczny, nieformalny, całkowicie niezależny, oddolny katolicki ruch młodzieżowy – fenomen unikalny w krajach komunistycznych! – to bomba z opóźnionym zapłonem. Komuniści wiedzieli, że formacja oazowa nie ogranicza się bynajmniej do osobistej pobożności i śpiewania piosenek przy akompaniamencie gitary, lecz jest zarazem solidną formacją obywatelską, zachęca i wręcz mobilizuje do podejmowania odpowiedzialności za otaczający świat. A na to władza PRL-owska zezwolić nie mogła. Dlatego – jak pisze historyk Andrzej Grajewski – „w ocenie specjalistów z KC PZPR ks. Blachnicki był jednym z głównych wrogów Polski Ludowej”.
Sam doświadczyłem tej podwójnej roli wychowawczej ruchu „Światło-Życie”. Na pierwszych rekolekcjach oazowych, w których uczestniczyłem, dokonywała się moja inicjacja tak religijna, jak i obywatelska. Po raz pierwszy wziąłem tam do ręki Pismo Święte, aby nie tylko je czytać, lecz by odnaleźć w nim wskazówki dla siebie. Po raz pierwszy też dostałem do ręki ulotki i książki wydawane poza cenzurą, w podziemiu (było to w wakacje roku 1979, tuż po pierwszej pielgrzymce papieskiej). Na sobie samym doświadczyłem, że ks. Blachnicki był największym polskim teologiem pastoralistą XX wieku, który jednocześnie potrafił swą śmiałą wizję teologiczną przełożyć na konkret w działaniu.
Gdy na krakowskich Błoniach Jan Paweł II mówił: „Kochani oazowicze, jako biskup Krakowa starałem się wspierać was swą obecnością, a jako biskup Rzymu jestem z wami nieustannie w moich modlitwach i serdecznych myślach” – widziałem łzy wzruszenia w oczach licznych osób stojących wokół naszej rodziny, w odległym od ołtarza sektorze. Wiele z tych osób to z pewnością oazowicze, którzy już dawno „wyrośli” ze wspólnot ruchu. Doświadczenie odrodzenia religijnego, jakie dały im rekolekcje oazowe, pozostaje jednak duchowym fundamentem ich życia.
Miał i ma swoje słabości ruch „Światło-Życie”. Od początku zagraża mu pokusa wyższości (kwitnąca oaza na pustyni...), formacja oazowa za słabo uczy samodzielności, wciąż nie jest wystarczająco dobrze sprecyzowana oferta dla ludzi dorosłych, istnieją napięcia między młodzieżową a rodzinną gałęzią ruchu, zanikło zaangażowanie ekumeniczne. Papieska pochwała zachęca jednak do dostrzeżenia tego, co najważniejsze.
Jan Paweł II wymienił na Błoniach „umiłowanie Eucharystii i Biblii” jako podstawę oazowej formacji. Rzecz jasna nie ma w tym nic oryginalnego, bo przecież trudno mówić o jakiejkolwiek duchowości chrześcijańskiej bez umiłowania Eucharystii i Biblii. Ale też właśnie o to chodziło ks. Blachnickiemu – nie chciał on wychowywać ludzi o specyficznej duchowości oazowej, lecz po prostu formować dojrzałych chrześcijan. Dlatego też pisma twórcy oaz – publikowane obecnie przez Wydawnictwo Światło-Życie Instytutu ks. Franciszka Blachnickiego – mają znaczenie nie tylko historyczne i są przydatne nie tylko dla oazowiczów. Niosą one przesłanie uniwersalne, dla Kościoła powszechnego.
Zaśpiewana na Błoniach „Barka” sprawiła, że Jan Paweł II zatrzymał się, poprosił o mikrofon i z wielkim wzruszeniem opowiedział, jak jej słowa brzmiały mu w uszach, gdy usłyszał „wyrok konklawe”. „I z nią, z tą oazową pieśnią, nie rozstawałem się przez wszystkie te lata. Była jakimś ukrytym tchnieniem Ojczyzny”.
„Barka” nie opowiada wcale o barce, lecz o jej porzuceniu, aby pójść za Chrystusem, który wzywa do nowych zadań: „swoją barkę pozostawiam na brzegu, razem z Tobą nowy zacznę dziś łów”. Kard. Wojtyła musiał pozostawić na brzegu swą polską barkę, bo usłyszał Boże wezwanie do nowej posługi. Czy w sercu nucił wówczas: „Ty potrzebujesz mych dłoni, mego serca młodego zapałem, mych kropli potu i samotności”?
„Dziękuję ci, pieśni oazowa! Dziękuję wam, Błonia krakowskie!” 

Autor jest redaktorem naczelnym miesięcznika „Więź”.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 35 (2773), 1 września 2002


do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl