„F”




Zgaduję

MAŁGORZATA MUSIEROWICZ



– Po Mszy św. na Błoniach
– w oknie, drugiego wieczoru
– i ostatniego dnia na lotnisku –
– trzykrotnie Ojciec Święty powiedział coś, co spodobało się słuchaczom tak bardzo, że wybuchnęli entuzjastycznymi okrzykami, przerywając Papieżowi. W każdym z tych trzech przypadków nie kontynuował już swojej myśli.
Najbardziej żal mi tej trzeciej wypowiedzi.
Kto widział telewizyjną transmisję z pożegnania w Balicach, ten wie: Ojciec Święty podniósł smutne, przenikliwe spojrzenie znad kartki i dodał po prostu, z głębi serca: – „A na koniec – cóż powiedzieć? Żal odjeżdżać!...” – Już miał mówić dalej, gdy przerwały mu wielokrotne okrzyki „Zostań z nami!” i Papież umilkł, czekając. Ale skandowanie trwało dość długo; ucięła je nagle orkiestra, grając Chopina.
Jaka szkoda!
Tym sposobem nie usłyszeliśmy słów, które już-już mogły zostać wypowiedziane; słów, które – zważywszy, po jakim wyznaniu miały nastąpić – musiały być niezwykłe, naładowane emocją i znaczeniem. Może to były słowa najważniejsze z całej pielgrzymki? A może tylko (tylko?!) pełne czułości? Może miały zawierać przesłanie otuchy, życzenia odwagi? Może – prośbę? A może – przestrogę?
Co Papież chciał nam powiedzieć, w porywie serca łącząc się z nami przed odlotem, w ostatniej chwili?
Już się nie dowiemy.
Szkoda, szkoda, szkoda.
Te słowa nie uleciały, do nikogo nie dotarły, nikt ich nie nagrał, nikt ich nie utrwali w druku. Zatrzymały się w sferze tajemnicy.
Teraz możemy tylko żałować. Ale też – myśleć, dedukować, zastanawiać się, uruchamiać intuicję, próbować przeniknąć tę tajemnicę.
Co to były za słowa?
Każdy, zapewne, domyśli się innych.
Więc może żałować nie trzeba? Może tak miało być, jak się stało?
Może to dobrze?
Co do mnie – właśnie za te niewypowiedziane słowa chciałabym podziękować najbardziej – z całego serca.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 35 (2773), 1 września 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl