Liberalizm – co to właściwie znaczy?

Marcin Król



Jest kilka liberalizmów, które coraz bardziej oddalają się od siebie. W świadomości społecznej, niestety, liberalizm jest najczęściej kojarzony z banalnym powiedzeniem: „hulaj dusza, piekła nie ma”. Dla dużej jednak części poważnych liberałów sprawy mają się zupełnie inaczej, a powiązanie idei wolności z ideą odpowiedzialności stanowi jeden z zasadniczych wątków ich rozważań.



Jan Paweł II w kazaniu podczas Mszy św. na Błoniach powiedział znane już słowa: „Potrzeba tego i dzisiaj, kiedy różne siły – czesto kierujące się fałszywą ideologią wolności – starają się ten teren [wolności narodowej – MK] zagospodarować dla siebie. Kiedy hałaśliwa propaganda liberalizmu, wolności bez prawdy i odpowiedzialności nasila się również w naszym kraju, pasterze Kościoła nie mogą nie głosić jednej i niezawodnej filozofii wolności, jaką jest prawda krzyża Chrystusowego. Taka filozofia wolności jest istotowo związana z dziejami naszego narodu”.
Daleki jestem od tego, by interpretować słowa Papieża dotyczące wiary, ale liberalizmem jako filozofią polityczną zajmuję się od dobrych kilkunastu lat i mam w tej kwestii kilka uwag, które przede wszystkim dotyczą rozumienia słów Jana Pawła II w szerszym kontekście wielu innych Jego wypowiedzi i w kontekście współczesnych sporów o liberalizm. Zależy mi, by rozumieć słowa Papieża pozytywnie i bez zbędnych emocji. Kazanie miało bardzo dużo wątków, było w nim wiele nieco telegraficznych skrótów i rozważane tu sformułowania padły znienacka, zabrakło mi odrobinę dokładniejszego wyjaśnienia intencji. Nie intencjami jednak chcę się zająć, lecz słowami, które padły i zostały.

1. Kontekst.

Kazanie dotyczyło niemal w całości miłosierdzia i ludzkiej solidarności, a także „tajemnicy nieprawości”, nieprawości XX wieku. Nieprawość owa to przede wszystkim – z interesującego nas punktu widzenia – coraz większy zakres niesprawiedliwości społecznej, biedy, bezrobocia i wykluczenia oraz braku szerokiej społecznej, politycznej i ideowej reakcji na te zjawiska. W tym kontekście oskarżenie liberalizmu, to oskarżenie przede wszystkim neoliberalizmu gospodarczego, czyli prymitywnego przeświadczenia, że wolny rynek jest nie tylko mechanizmem skutecznego gospodarowania, ale także ideologią, jaka najlepiej sprzyja rozwojowi świata. Przypomnijmy, że Jan Paweł II jest pierwszym papieżem w historii Kościoła, który jednoznacznie poparł gospodarcze mechanizmy wolnego rynku w encyklice „Centessimo Anno” (1991), chociaż w tej samej encyklice zwrócił uwagę, że o ile skuteczność gospodarcza wolnego rynku jest poza dyskusją, o tyle przedmiotem moralnej troski jest to, co się dzieje z zyskami powstałymi dzięki wolnorynkowej gospodarce. Wezwanie do miłosierdzia i solidarności jest tu skierowane wprost i przede wszystkim do biskupów, którzy – jak dotychczas – niewiele w Polsce czynili dla zwrócenia uwagi na uboczne, ale dramatyczne konsekwencje obowiązującej niemal wszystkich ideologii gospodarczej. Bo przecież jest to także ideologia rządzącej partii, o czym w kontekście słów Papieża nie należy zapominać. Wszycy inni, gazety i publicyści, politycy i ekonomiści, którzy uważają między innymi, że jedynym lekarstwem na bezrobocie jest wzrost gospodarczy, zostali przez Papieża jednoznacznie wskazani, jako ci, którzy zapomnieli o miłosierdziu.

2. Jakie to „różne siły” próbują zawłaszczyć dla siebie wolność narodową?

W tym przypadku słowa Papieża niewątpliwe dotyczą nie tyle liberalizmu, ile nacjonalizmu lub populizmu, a zatem niektórych rozgłośni katolickich czy partii politycznych. I znowu przypomnijmy, w kilku encyklikach Jan Paweł II stanowczo potępiał nacjonalizm i stawiał znaki zapytania w stosunku do liberalizmu. Słowa wypowiedziane na Błoniach to nie nowość. Niechęć, czy wręcz oburzenie, Jana Pawła II wobec wszelkich form nacjonalizmu i populizmu są dobrze udokumentowane. A nacjonalizm jest przecież jedną z form „fałszywego pojmowania wolności”. Ponadto wiemy, że wspomniane rozgłośnie radiowe i partie polityczne są bardzo odległe od idei miłosierdzia, lubią przede wszystkim potępiać innych i de facto nie podejmują żadnych poważniejszych wysiłków zmierzających do pomocy ubogim czy bezrobotnym. Chyba że za takie wysiłki uznamy sprzeciw wobec wejścia Polski do Unii Europejskiej lub ataki na międzynarodowe powiązania gospodarcze, przecież nieuchronne w dzisiejszym świecie.

3. Zasadnicza sprawa wolności i liberalizmu.

Otóż Jan Paweł II powiedział, że w Polsce obecnie nasila się propaganda liberalizmu, a tymczasem idee liberalne (teraz już nie mówię o neoliberalizmie gospodarczym) są raczej w odwrocie. Jednak „liberalizm i wolność bez prawdy i odpowiedzialności” stanowią zasadniczy problem w rzeczywistości współczesnego świata, ale także problem dla filozofii politycznej, która podejmuje te kwestie bardziej właśnie na świecie niż w Polsce. Niewątpliwie dominacja liberalizmu takiego, który wokół abstrakcyjnie pojmowanych pojęć wolności i sprawiedliwości usiłowal skonstruować dobre społeczeństwo (John Rawls, Ronald Dworkin i inni), zbliża się do końca. Co więcej młodsze nieco pokolenie filozofów politycznych stawia sam liberalizm, pojmowany tak jak dotychczas, pod znakiem zapytania. Wybitny brytyjski autor Richard Bellamy powiada wprost w książce „Liberalism and Modern Times”: „liberalizm jest martwy, gdyż nie ma już tej rzeczywistości społecznej i gospodarczej, jaka być może istniała w czasach jego najlepszych dzieł”, czyli w czasach Johna Stuarta Milla czy François Guizota. Max Weber doprowadził logiczną krytykę takiego liberalizmu do końca i tylko szczególnemu zbiegowi okoliczności powojennych (zimna wojna, dekolonizacja, zapędy uniwersalistyczne) można zawdzięczać pogrobowe intesywne życie liberalizmu ortodoksyjnego, czyli zarazem utopijnego i pustego. Inny znakomity brytyjski autor John Gray w niedawno opublikowanej w Polsce książce „Dwa oblicza liberalizmu” jasno odróżnia liberalizm ortodoksyjny, neutralny lub pusty (właśnie ten był – moim zdaniem – krytykowany przez Papieża) od liberalizmu, którego celem jest tylko utrzymanie i ustalenie pewnego modus vivendi społeczeństwa, czyli zapobieżenie zimnej lub gorącej wojnie domowej. Tylko tyle.
Co się tyczy wolności, to najlepiej tu przytoczyć znaną krytykę, jaką Charles Taylor, wielki kanadyjski filozof, skierował przeciwko pojęciu wolności „negatywnej” sformułowanemu przez równie wielkiego brytyjskiego myśliciela sir Isaiaha Berlina. Otóż Charles Taylor napisał, że pojęcie wolności negatywnej (czyli także wolności bez odpowiedzialności) w istocie nic nie oznacza, gdyż wolność negatywna to tylko wolność polegająca na istnieniu „szansy”, a zatem wolność bez substancji, bez treści. Realnie można mówić tylko o wolności „doświadczenia”, czyli wolności pozytywnej i konkretnej, kiedy to dochodzi do wyboru, który nieuchronnie zmusza nas do podjęcia odpowiedzialności. (Wywiad z Charlesem Taylorem publikujemy na str. 18 – red.)
Jan Paweł II krytykuje zatem liberalizm, który coraz częściej krytykuje samego siebie. Nie należy bowiem rozumieć słów Papieża jako jeszcze jednej krytyki (skądinąd całkowicie słusznej) społeczeństwa konsumpcyjnego, permisywizmu i skrajnego indywidualizmu naszych czasów. To jest co innego niż wolność i liberalizm. 
Innymi słowy, jest kilka liberalizmów, które są coraz bardziej oddalone od siebie. W świadomości społecznej, niestety, liberalizm jest najczęściej kojarzony z banalnym powiedzeniem: „hulaj dusza, piekła nie ma”. Dla dużej jednak części poważnych liberałów sprawy mają się zupełnie inaczej, a powiązanie idei wolności z ideą odpowiedzialności stanowi jeden z zasadniczych wątków ich rozważań.

*

Kto uważa, iż wspomniane na począku kilka zdań Jana Pawła II stanowi atak na wolność słowa, prawa człowieka i wiele innych wielkich osiągnięć naszych czasów, zawdzięczanych także filozofii liberalnej, ten nic nie rozumie, a na to poradzić się nie da. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 35 (2773), 1 września 2002


do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl