Wiersze
w przekładzie Leszka Engelkinga

Jiří Kolář



Ułamana wykałaczka

Budzę się pewnego ranka
i czuję nieprzyjemne łaskotanie w lewym kąciku ust
Wstaję
idę do lustra i omal nie zmieniam się w kamień:
Między dolnym kłem a pierwszym trzonowym
sterczy kwitnąca jabłoń
Urzeczony pięknem i zapachem zacząłem się golić
Ale zanim skończyłem
drzewo przekwitło
ukryte w liściach ptaki odchowały pisklęta
i zaczerwieniły się jabłka wielkie jak arbuzy
Śpieszyłem się do Pragi
więc trzeba było drzewo ściąć i zebrać owoce
W życiu już nie zjem tylu jabłek
do dziś nie znoszę nawet zapachu szarlotki!

Od tego czasu nie biorę do ręki drewnianej wykałaczki
używam wykałaczek z kości słoniowej
Kiedy kawałek uwięźnie mi między zębami
i przy śniadaniu na którymś z siekaczy kołysze mi się mamut
wykręcam numer zoo
przyjeżdżają po zwierzę i mam święty spokój


z tomu „Ze spuścizny pana A.”
(powst. między 1955 a 1957, wyd. 1994)





Przekłady na podstawie tekstów w wydaniu dzieł zebranych Jiříego Kolářa (Dílo) pod redakcją Vladimíra Karfíka. Praha, Praha-Litomyšl 1992–2000.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 35 (2773), 1 września 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl