„Wyobraźnia miłosierdzia”

Jan Andrzej Kłoczowski OP



Gdy przegląda się komentarze prasowe po ostatniej pielgrzymce Ojca Świętego do Polski, można odnieść wrażenie, że istotą tego wydarzenia było nostalgiczne pożegnanie starego człowieka z krainą młodości. A przecież było inaczej – treści, które zostały przekazane przez Jana Pawła II, były najbardziej uniwersalne spośród wszystkich dotychczasowych pielgrzymek.



Oczywiście papieskie przesłanie ma zawsze charakter uniwersalny, ale skierowane jest przecież do konkretnej wspólnoty. Gdy Jan Paweł II wołał do Ducha Świętego, aby odnowił oblicze ziemi, tej ziemi, to miał na myśli oczywiście ziemię, na której stał i z której wyszedł.

Orędzie dla świata

Tym razem jednak pielgrzymka do ziemi rodzinnej – co więcej: do Jego byłej diecezji – stała się dla Papieża okazją do uczynienia gestu o charakterze uniwersalnym: do zawierzenia całej ludzkości Bożemu Miłosierdziu. Zostanie to w pamięci potomnych jako jeden ze szczytów tego pontyfikatu. Słyszeliśmy: „Dlatego dziś w tym sanktuarium chcę dokonać uroczystego aktu zawierzenia świata Bożemu miłosierdziu. Czynię to z gorącym pragnieniem, aby orędzie o miłosiernej miłości Boga, które tu zostało ogłoszone przez pośrednictwo św. Faustyny, dotarło do wszystkich mieszkańców ziemi i napełniło ich serca nadzieją. Niech to przesłanie rozchodzi się z tego miejsca na całą naszą umiłowaną Ojczyznę i na cały świat”.
Tuż przed przybyciem Jana Pawła II do Polski rozmawiałem z odwiedzającym Kraków młodym francuskim księdzem, który po wizycie w łagiewnickim sanktuarium powiedział: „Nabrałem teraz pewności, że Pan Bóg powołał biskupa Karola Wojtyłę z Krakowa na stolicę Piotra w Rzymie, aby głosił całemu światu orędzie Bożego Miłosierdzia”.
Rzeczywiście, jeżeli uważnie studiować nauczanie Jana Pawła, to temat miłosierdzia był – i jest – stale tam obecny. Jego druga encyklika – „Dives in misericordia” – stanowi wielką kartę miłosierdzia, dającą fundamentalną podstawę teologicznemu opisowi tej tajemniczej relacji Boga i człowieka. Czytamy tam: „Relacja miłosierdzia opiera się na wspólnym przeżyciu tego dobra, jakim jest człowiek, na wspólnym doświadczeniu tej godności, jaka jest jemu właściwa. To wspólne doświadczenie sprawia, że syn marnotrawny zaczyna widzieć siebie i swoje czyny w całej prawdzie (takie widzenie w prawdzie jest autentyczną pokorą); dla ojca zaś właśnie z tego powodu staje się on dobrem szczególnym: tak bardzo widzi to dobro, które się dokonało na skutek ukrytego promieniowania prawdy i miłości, że jak gdyby zapomina o całym złu, którego przedtem dopuścił się syn” (DM, 6).
Nauczanie Jana Pawła II rozwinęło pogłębioną teologię Bożego miłosierdzia, mocno osadzoną – co stanowi istotny rys nauczania Papieża-filozofa – w refleksji antropologicznej. Ukazuje ona, w jaki sposób objawiona wiedza o Bożych dziełach odsłania tajemnicę ludzkiego losu.
Nie zawsze temat Bożego miłosierdzia był przedmiotem refleksji teologicznej. Uderzyło mnie, gdy wyczytałem na kartach „Dictionnaire critique de théologie” („Krytyczny słownik teologiczny”, Paryż 1998), iż tematem miłosierdzia teologowie długo się nie interesowali (czy też prawie marginalnie). Mówienie o miłosierdziu było domeną pobożnych pisarzy bądź świętych. Można tu przytoczyć trafną uwagę ks. Józefa Tischnera: „Mistycy mają bezpośrednią intuicję tego, kim jest Bóg. Oni wiedzą o wiele więcej aniżeli teologowie, kaznodzieje. Widzą, że Bóg jest Miłością. Oto kluczowa intuicja wiary”. Taką „kluczową intuicję wiary” posiadała święta Siostra Faustyna. Może dlatego tak długo jej pisma były badane przez uczonych teologów i watykańskich rzeczoznawców? Trzeba było odwagi i stanowczości krakowskiego biskupa Karola Wojtyły, aby rozproszyć wątpliwości i otworzyć drogę do uznania tej postaci kultu Bożego miłosierdzia, które zostało objawione Świętej.
Nie jestem biegły w dziejach teologii, ale wydaje mi się, że święci i pisarze chrześcijańskiego Wschodu byli bardziej wrażliwi na miłosierdzie Boga. Nie jest chyba sprawą przypadku, że głęboki znawca teologii wschodniej, o. Wacław Hryniewicz, mógł napisać: „Eucharystyczna anafora św. Bazylego Wielkiego przekazuje prośbę: »zachowaj dobrych w swojej dobroci, złych zaś uczyń dobrymi przez swoje miłosierdzie«. Jest to bez wątpienia modlitwa godna sprawowanej tajemnicy, modlitwa zgodna z duchem Eucharystii”. 
Przez długi czas w teologii zachodniej dominował w nauczaniu temat sprawiedliwości. Nic dziwnego, że Jean Delumeau w swojej znakomitej książce o „Strachu w kulturze Zachodu” w sposób szczególny zajmował się strachem religijnym, wywoływanym kazaniami i nauczaniem kościelnym, skoncentrowanym na groźbach sądu i głoszeniu kary.
Nie było to oczywiście jedyną postacią praktyki duszpasterskiej. Odpowiedzią na surowy jansenizm był kult Serca Jezusa, szerzony szczególnie przez jezuitów. Kult ten reprezentował nurt religijności bliższy człowiekowi i kulturze humanistycznej (por. książkę Kołakowskiego o Pascalu, „Bóg nam nie jest nic dłużny”). Współcześnie taką rolę może odegrać kult Bożego Miłosierdzia, bynajmniej nie przeciwstawny kultowi człowieczeństwa Jezusa, jaki znalazł wyraz w pobożności Serca.

Rozniecić iskrę

Dlaczego akt zawierzenia świata Bożemu Miłosierdziu jest tak ważny? Chodzi bowiem o samo serce współczesnego sporu o Boga i o człowieka. Jest to spór o to, czy w ogóle Bóg istnieje. Ale obecnie wydaje się, że problem przybiera postać bardziej wyszukaną – jest poszukiwaniem odpowiedzi na pytanie: jaki jest Bóg? Jest to spór o obraz Boga, o to, jak On przedstawia się w umyśle czy wyobraźni człowieka. To problem teoretyczny, z którym zmagają się filozofowie i teologowie, ale to także praktyczny – jaki jest Bóg, do którego mam się modlić, któremu mam zaufać i zawierzyć całe swoje życie? Czy to jedynie groźny Sędzia, który z surowością wymierzy sprawiedliwą karę za moje przewinienia, czy też dobry Ojciec syna marnotrawnego? Ewangelię przekazywały obraz Ojca przyjmującego syna, ale na ambonach częściej gościły obrazy grozy, mające nakłonić grzeszników do zmiany życia.
Oczywiście podejmowano próby przezwyciężenia tego obrazu Boga, który wielu doprowadzał do ucieczki lub zupełnego odwrócenia się od wiary. To zdumiewające, że Bóg sam ukazał kierunek naszym poszukiwaniom, a stało się tak nie za sprawą uczonych debat teologicznych – narzędziem swego objawienia uczynił prostą zakonnicę, która sama zwała siebie Sekretarką Bożego Miłosierdzia. „Sekretarką”, bo ona spisywała tylko to, co usłyszała i z wiarą przyjmowała. Papież łagiewnicką homilię kończył słowami: „Niech się spełnia zobowiązująca obietnica Pana Jezusa, że stąd ma wyjść »iskra, która przygotuje świat na ostateczne Jego przyjście« (por. »Dzienniczek«, 1732). Trzeba tę iskrę Bożej łaski rozniecać. Trzeba przekazać światu ogień miłosierdzia. W miłosierdziu Boga świat znajdzie pokój, a człowiek szczęście”. 

„Misterium nieprawości”

Teologiczny temat Bożego miłosierdzia ściśle wiąże się z tematem ludzkiego miłosierdzia. Nie jest bowiem rzeczą przypadku, że mistyczne doświadczenie Jezusa miłosiernego stało się udziałem św. Faustyny w latach bezpośrednio poprzedzających okres wojennej grozy. 
Mówił o tym Jan Paweł II w drugiej istotnej homilii tegorocznej pielgrzymki – wygłoszonej na krakowskich Błoniach. Odpowiadając sobie samemu na pytanie, dlaczego Bóg wybrał nasze czasy na odsłonięcie tej ważnej prawdy o swoim miłosierdziu, Papież mówił: „Może dlatego, że wiek dwudziesty, mimo niewątpliwych osiągnięć w wielu dziedzinach, naznaczony był w szczególny sposób »misterium nieprawości«. Z tym dziedzictwem dobra, ale też i zła weszliśmy w nowe tysiąclecie. Przed ludzkością jawią się nowe perspektywy rozwoju, a równocześnie nowe zagrożenia. (...) »Tajemnica nieprawości« wciąż wpisuje się w rzeczywistość świata”. 
Wiele mówiło się po 11 września 2001, że świat nie będzie już nigdy taki, jak przed tym wydarzeniem, że ludzie utracili fundamentalne poczucie bezpieczeństwa. Dla nas, ludzi Europy Środkowej, stało się to oczywiste już 1 września 1939. I mimo wyraźnej i pozytywnej zmiany naszej sytuacji po roku 1989 oraz rysujących się perspektyw nadziei, przerażenie grozą świata tkwi w nas mocno. Stąd może tak łatwo popadamy w panikę, w narzekanie, w przysłowiowe „czarnowidztwo”. Wiele w tym słowiańskiej histerii, ale prawda jest chyba głębsza – nie ufamy historii, nie ufamy polityce i politykom, zbyt wiele spadło na nas ciosów. Może jesteśmy nazbyt nieufni, ale sądzę, że nadal aktualna pozostaje diagnoza ks. Józefa Tischnera, który pisał („Świat ludzkiej nadziei”), że polski kryzys jest „kryzysem nadziei”.
Jeżeli Papież przypominał dwu i pół milionom Polaków zebranych na Błoniach, ową „tajemnicę nieprawości”, to nie dlatego, aby przyłączał się do chóru siewców grozy. Witając się z nami na Balicach, mówił: „Wszystkim moim rodakom przynoszę dziś przesłanie nadziei płynące z Dobrej Nowiny, że Bóg bogaty w miłosierdzie w Chrystusie objawia każdego dnia swoją miłość. To On, zmartwychwstały Chrystus, mówi dziś do każdego i do każdej z was: »przestań się lękać«”.
W papieskim nauczaniu wyraźnie możemy odkryć głęboki związek pomiędzy miłosierdziem a nadzieją. Odnosi się to przede wszystkim do relacji człowieka z Bogiem. Dobra Nowina o Bogu bogatym w miłosierdzie niesie nadzieję wszystkim grzesznikom, zachęcając do nawrócenia i pokuty. Ale to przesłanie odnosi się także do relacji ludzkich – tylko ci, którzy przez miłosierdzie stają się powiernikami nadziei innego człowieka, odkrywają niezgłębione pokłady nadziei w swoim życiu. A tylko nadzieja wyrywa człowieka z okowów lęku i przerażenia. W obliczu Miłosiernego trzeba nam gorliwej pracy nad nadzieją bliźniego, także i tu, na tej ziemi. Jestem przekonany, że w tym głębokim, teologicznym, kontekście trzeba rozumieć słowa, które Jan Paweł powtórzył raz jeszcze (pierwszy raz uczynił to w roku 1979): „Gdy jesteśmy mocni Duchem Boga, jesteśmy także mocni wiarą w człowieka – wiarą, nadzieją i miłością: są one nierozerwalne i jesteśmy gotowi świadczyć sprawie człowieka wobec każdego, któremu ta sprawa prawdziwie leży na sercu”. 
To, że wiara w Boga idzie w parze z wiarą w człowieka, stanowi mocny i bardzo własny motyw nauczania Jana Pawła II. Dostrzegamy go także w Jego głoszeniu Dobrej Nowiny o Bogu miłosiernym, gdzie wątki teologiczne i wynikające z nich konkretne wskazania dla naszych czynów został nierozerwalnie złączone. 

Twarz Miłosierdzia

W przemówieniu na Błoniach Ojciec Święty użył określenia, które już można było odnaleźć na kartach listu „Novo millennio ineunte” – mówił o „wyobraźni miłosierdzia”. Termin ten pada w kontekście wskazania na konieczność odnowienia ducha solidarności z bliźnimi. To oczywiste, ale ośmieliłbym się poszerzyć zakres rozumienia tego wyrażenia, odnosząc go do obrazu Boga. Czesław Miłosz definiuje kryzys religijny naszego czasu, odwołując się do zaniku wyobraźni religijnej. Czy obraz miłosiernego Jezusa, który wzywa, aby Mu ufać, nie stanowi wyzwania dla wyobraźni człowieka religijnego? Wyobraźnia pozwala łączyć obrazy i emocje z terminami, jakimi posługujemy się w naszym języku. Jeżeli ze słowem „Bóg” wiążemy jedynie treści intelektualne (Byt Najwyższy, Byt konieczny itp.), to nie potrafimy wykrzesać z siebie aktu modlitwy, prośby czy uwielbienia. A przecież Ewangelia wyraźnie poucza: „Rzekł do Niego Filip: Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy. Odpowiedział mu Jezus: Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: Pokaż nam Ojca? Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie?” (J 14,8-10a). 
„Wyobraźnia miłosierdzia” pozwala dostrzec w twarzy Jezusa twarz Dobrego Ojca, który pochyla się nad marnotrawnym dzieckiem. I wiemy, że nie ma innej Twarzy, która by w tak niezwykle prosty i przejmujący sposób objawiała najwyższą Prawdę. Prawdę będącą tajemnicą miłosiernej obecności. I właśnie ta Twarz przemawia do ludzkiej wyobraźni, już nie poprzez przestrzenne odniesienia („jako na górze, tak i na dole”), lecz przez połączenie obrazu z miłością. 
Ale ta Twarz nie przemawia jedynie do wyobraźni, lecz głównie do sumienia, do wrażliwości moralnej, bowiem utożsamia się z twarzą drugiego człowieka („cokolwiek uczyniliście jednemu z tych moich braci najmniejszych, Mnieście uczynili”). Ta nowa „wyobraźnia teologiczna” musi znaleźć swój wyraz w „wyobraźni antropologicznej”, ożywionej miłością solidarną, o której tyle słyszeliśmy. Obydwie te wyobraźnie zawierają się w jednej – „wyobraźni miłosierdzia”. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 35 (2773), 1 września 2002


do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl