Kobiety w Biblii


Bezdzietna


Elżbieta Adamiak



W czasach królów, gdy kraj trapiony jest przez katastrofy naturalne, przede wszystkim susze, ale także kiedy ogarnia go wojna, sytuacje te najdotkliwiej dotykają kobiety i dzieci. Obrazem nędzy w oblężonej Samarii stają się dwie kobiety, które z dojmującego głodu podejmują przerażającą decyzję: „Ta oto kobieta powiedziała mi: Daj mi twego syna, abyśmy go zjadły dzisiaj. Mojego syna zjemy jutro. Ugotowałyśmy więc mojego syna i zjadłyśmy go. Następnego dnia rzekłam do niej: Daj twojego syna, zjemy go. Ale [ona] ukryła swojego syna” (2 Krl 6,28n). Głód jest tak wielki, że przekreśla najbardziej podstawowe więzi między ludźmi. A skarga jednej z tych nieszczęsnych kobiet, wypowiedziana przed królem izraelskim, nie spotyka się z żadną salomonową odpowiedzią...
W ten sposób można też wytłumaczyć obecność kobiet w relacjach o cudach, dokonywanych przez Elizeusza, proroka i następcę Eliasza. Cuda te mają uwiarygodnić proroka w oczach ludzi. I tak przychodzi do Elizeusza pewna wdowa, skarżąc się: „Przyszedł wierzyciel zabrać sobie dwoje moich dzieci na niewolników” (4,1). Utraciwszy męża, z powodu długów ma utracić teraz swoje dzieci, a z nimi nadzieję na odmianę losu. Elizeusz dopytuje się, co kobieta ma w domu. Nic, „prócz odrobiny oliwy” (4,2). Prorok nakazuje kobiecie pożyczyć od sąsiadów puste naczynia, które – z tejże odrobiny – wszystkie napełniają się oliwą. Wtedy Elizeusz poleca: „Idź, sprzedaj oliwę i spłać swój dług. Z reszty utrzymuj siebie i swych synów” (4,7). 
Tak jak cudowne rozmnożenie resztek jedzenia, tak i kolejny cud przypomina spotkanie Eliasza z wdową z Sarepty. Tym razem nie chodzi jednak o wdowę, lecz o „zacną kobietę” z Szunem (4,2). Nie słyszymy, by Elizeusz otrzymał od Jahwe nakaz pójścia do niej. Inicjatywa wyraźnie pochodzi od kobiety. To ona „zatrzymała [Elizeusza], aby zjadł [trochę] chleba. I tak się przyjęło, że ile razy przechodził, wstępował tam, aby zjeść chleba” (4,8). Następnie – za zgodą męża – kobieta urządza prorokowi oddzielny, dobrze wyposażony pokoik na górze. Wydaje się zatem, że mamy tu do czynienia z innym typem przedstawianej postaci kobiecej – kobiety zamożnej, dzielącej się swym dostatkiem. Czyni to wszystko bezinteresownie, w przekonaniu, że Elizeusz jest „świętym mężem Bożym” (4,9). To Elizeusz postanawia odwdzięczyć się kobiecie, ale ona nie chce przedstawić mu żadnej prośby. W końcu sługa proroka zdradza jej wielkie nieszczęście: „Ach, ona nie ma syna, a jej mąż jest starcem” (4,14). Obietnicę narodzin potomka Szunamitka przyjmuje sceptycznie: „Nie! Panie mój, mężu Boży, nie zwódź twojej sługi” (4,15). Ale obietnica spełnia się. 
Historia przybiera jeszcze jeden obrót, przypominając życie wdowy z Sarepty – syn Szunamitki również umiera. Matka kładzie go na łożu Elizeusza, a sama wyrusza po niego (najwyraźniej takie samotne wędrówki kobiet były czymś przyjętym; por. 4,22n). Nie chce wracać bez niego. Elizeusz idzie więc z nią, zamyka się w pokoju z jej synem, modli się i kładzie na niego. Chłopiec wraca do życia. Prorok przywołuje jego matkę. Reszta odbywa się w milczeniu: „Weszła, przypadła do jego nóg, pokłoniła mu się głęboko ku ziemi, zabrała swego syna i wyszła” (4,37). Później dowiadujemy się, że Elizeusz nie zaprzestał troszczyć się o kobietę (8,1-6; brak tu już wzmianki o mężu kobiety). 
Opis wskrzeszenia syna Szunemitki przez Elizeusza bardzo przypomina cud Eliasza (por. 1 Krl 17,19-22). Niezależnie od tego, który z nich jest pierwotny, wspólny jest im motyw kobiet. Przedstawione kobiety są ubogie, bo nie mają nic do jedzenia, albo nieszczęśliwe, bo nie mają syna lub go tracą. Kobiety są zarazem tymi, które rozpoznają prawdziwych proroków.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 35 (2773), 1 września 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl