EWA SZUMAŃSKA

 



Odraza

Z wielkim smutkiem, niepokojem i zawstydzeniem patrzę na to, co dzieje się w Polsce. Na brutalizację, schamienie i rosnące bardzo szybko zdziczenie obyczajów. Począwszy od wysypywania zboża i blokad drogowych, poprzez złodziejstwa, oszustwa, afery, pyskówki, bezwstydne prywaty i skandale w przypominającym już zwykłą karczmę Sejmie, aż po samozwańcze wymierzanie prawa w Szczecinie. Największą odrazę jednak budzą we mnie reakcje wszystkich polityków.
Wygląda na to, że obserwując kolejne wydarzenia – mają w tyle głowy jedno jedyne pytanie: czy to mi przysporzy głosów wyborców, czy spowoduje ich utratę? Czy moja reakcja, wypowiedź, decyzja poprawi mi, czy pogorszy sondaże? Stąd wszystkie niekonsekwencje, niepojęte tolerancje lub święte oburzenia, wykorzystywanie wydarzeń w międzypartyjnych rozgrywkach, stąd rozdęte frazeologie i zerowe działania.
Panowie, źle się bawicie. W taki sposób można jeszcze wygrać jedne czy drugie wybory. Ale przy okazji przegrać Państwo.


Prawo

Prawo nie tylko jest u nas przekraczane, ale jest nie lubiane. Nie uważa się go za dobro, które należy chronić, ale za niewygodny gorset, który należy poluzować, a najlepiej zdjąć. W czasach złotej wolności, rozbiorów, niemieckiej okupacji, czy półsowieckiego Peerelu – złamanie prawa było często uznawane za czyn bohaterski, a sprytne ,,obchodzenie go” na co dzień – za obywatelską cnotę. Ponieważ owe okresy trwały bardzo długo, a interludia między nimi, krótko – skorupka nasiąkła i zgodnie z przysłowiem – trąci.
Po roku 1989, zamiast na własne już, a nie narzucone prawo chuchać jak na egzotyczną roślinkę – dopuszczono do upadku i niewydolności sądów, a przy prawie zaczęto majstrować i zmieniać je w zależności od doraźnych potrzeb. Dlatego kultura prawna jest u nas zadziwiająco niska.
Dlatego też ogromna część społeczeństwa opowiada się za karą śmierci, a równocześnie uważa, że sprawców samosądów należy karać bardzo łagodnie. Albo nie karać w ogóle!


Goya

Każda wojna jest straszna, a bywają takie, których potworność jest szczególnie wyraźna. We wrocławskim Ratuszu jest teraz wystawa pełnych edycji sławnych cyklów graficznych Francisco Goi. Wśród nich, tonąca w półmroku sala, przedstawiając „Desastres de la guerra”, okropności wojny.
Stary mistrz zrozumiał w pełni, że wojna zaraża i zmienia wszystko, czego dotknie. Krajobraz, w którym się rozgrywa, ziemię, drzewa, przedmioty, a przede wszystkim ludzkie twarze. Zarówno tych, którzy zwyciężają, jak i zwyciężanych. Twarze wynaturzone, odczłowieczone, nieludzkie.
Długo stałam przed tymi malutkimi obrazkami, na których Goya przedstawił Bezsens. Wiedziałam, że wieczorem ujrzę prawdopodobnie ich dalszy ciąg. Kiedy będą doniesienia z zagranicy i parę migawek z Ramallah. Hajfy, Jerozolimy...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 34 (2772), 25 sierpnia 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl