Przegląd prasy

Nieznane zakończenie „Korzeni totalitaryzmu”



Pierwotna wersja jednej z najważniejszych książek współczesnej politologii – „Korzeni totalitaryzmu” Hannah Arendt ukazała się drukiem w 1951 r. – najpierw, wiosną, w Stanach Zjednoczonych, jako „The Origins of Totalitarianism”, a potem, jesienią, w Wielkiej Brytanii – pod zmienionym tytułem „The Burden of Our Time” („Brzemię naszych czasów”). Pierwszy tytuł wydał się bowiem Arendt zbyt akademicki, nowy miał podkreślać nowatorstwo (w miejsce standardowego podejścia historycznego) i filozoficzny wymiar książki. 
Znamienne, że trzecie angielskojęzyczne wydanie „Korzeni totalitaryzmu” nie zawierało już „Uwag końcowych”, podsumowujących poprzednie edycje. Autorka zastąpiła ten fragment rozdziałem „Ideologia i terror”. „Uwagi” nie znalazły się także w polskim tłumaczeniu książki Arendt (NOWa 1989, 1993). Dopiero teraz „Uwagi końcowe” udostępnia po polsku PRZEGLĄD POLITYCZNY (55). Okazuje się, że właśnie w „Uwagach” Arendt już pod koniec lat 40. pisała przenikliwie o istocie praw człowieka i o niebezpieczeństwach związanych z ekspansją motłochu: 
„Zbrodnie przeciwko ludzkości stały się swoistą specjalnością reżimów totalitarnych. Na dłuższą metę wyniknie z tego więcej szkody niż pożytku, jeśli ten najgorszy rodzaj zbrodni włączymy do takich przestępstw, jak niesprawiedliwość, wyzysk, pozbawienie wolności i polityczne uciemiężenie. Przestępstwa tego rodzaju są znane we wszystkich tyraniach, choć raczej się ich nie klasyfikuje w taki sposób, co dawało by powód do mieszania się w sprawy innego suwerennego państwa. (...). Jednej zbrodni przeciwko ludzkości odpowiada jedno prawo człowieka. Także to prawo, jak wszystkie inne, może istnieć tylko dzięki wzajemnym uzgodnieniom i gwarancjom. Ponieważ prawo to – jako prawo człowieka do obywatelstwa – wykracza poza prawa obywatelskie, dlatego jako jedyne może być zagwarantowane wyłącznie przez prawo międzynarodowe. Jedynym danym warunkiem ustanawiania praw jest różnorodność ludzi; prawa istnieją dlatego, że zamieszkujemy ziemię pospołu z innymi ludźmi. Żaden nakaz Boży wywiedziony z faktu, że człowiek został stworzony na podobieństwo Boga i żadne prawo naturalne wywiedzione z »natury« człowieka nie wystarczają do stworzenia na ziemi nowego prawa; prawa bowiem biorą się z ludzkiej różnorodności, wobec czego nakaz Boży bądź prawo naturalne byłyby prawdziwe tylko wtedy, gdyby istniała tylko jedna jedyna istota ludzka. 
Świadomy początek dziejów ludzkości będzie oznaczał, że nic, co zaledwie jest dane, nie może służyć jako miara, i że nie będzie obowiązywało tradycyjne, utylitarystyczne, utożsamianie dobra z »byciem dobrym dla« uprzednio danej całości. (...) To zadanie, którego nikt się przedtem nie podjął, poraża ogromem. Tylko największe nieszczęście mogło nas zmusić do stawienia czoła wyzwaniu. Każda inna droga zaprowadziłaby nas na manowce, gdzie słuszne jest to, co jest »dobre dla« jednostki, rodziny albo narodu. Taka bowiem definicja nigdy nie przeszkodzi dokonaniu mordu – nawet gdy całość, do której się odnosi »bycie dobrym dla«, jest tak duża, jak ludzkość. Można sobie doskonale wyobrazić sytuację, że pewnego pięknego dnia w najwyższym stopniu zorganizowana i scentralizowana ludzkość będzie decydować o tym, że dla całości byłoby lepiej, gdyby jej pewna część przestała istnieć. (...) 
Aby osiągnąć tak prosty cel, jak zapobieżenie morderstwu, jesteśmy zmuszeni do poddania w wątpliwość niepodważalnej wartości naszych zasad moralnych, na których spoczywa cała struktura naszego życia. (...) Wobec tego musimy starać się o coś, co wielkiemu common sense Edmunda Burke’a wydawało się jeszcze niemożliwe, a mianowicie o »nowe odkrycia w moralności bądź w ideach wolności«. Jeśli takiej próby nie podejmiemy, to motłoch, który wielokrotnie udowodnił, że znakomicie potrafi odczytać znaki czasu, przejmie inicjatywę i poniesie zniszczenie. Katastrofalnym skutkiem dorosłości człowieka jest bowiem to, że człowiek nowoczesny doszedł do obrażania się na wszystko, co jest. Ścierając się ze wszystkimi prawami, jakie tylko są mu dane, obwieszcza, że wszystko jest dozwolone i żywi przekonanie, iż wszystko jest możliwe. Ponieważ wie, że jest istotą stanowiącą prawa, a jego zadanie jest »ponadludzkie«, zwraca się w swej urazie nawet przeciw własnym nihilistycznym przekonaniom. Alternatywą dla tej urazy stanowiącej psychologiczną podstawę współczesnego nihilizmu byłaby podstawowa wdzięczność za te nieliczne elementarne rzeczy: samo życie, egzystencja człowieka i istnienie świata, które istotnie pozostały dla nas niezmienne. (...) Tylko wtedy pogodzimy się z różnicami między istotami ludzkimi – przerażającymi z powodu zasadniczej równości wszystkich ludzi i wynikającej stąd dla nas odpowiedzialności za wszystkie czyny i przestępstwa, które popełnili ludzie inni niż my – gdy dostrzeżemy, jak uszczęśliwiający jest fakt, że człowiekowi dana została płodność, iż Ziemi nie zamieszkuje jeden człowiek, ale ludzie”.

KB
 




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 34 (2772), 25 sierpnia 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl